Archiwa tagu: sądy

BOYA ŻELEŃSKIEGO NEKROLOG DLA SĄDÓW Z TARNOWSKIM WĄTKIEM

Znalezione obrazy dla zapytania boy żeleński słówka

Otóż w swoim czasie ważyła się sprawa Sądów Przysięgłych w nowym ustroju II RP. W pierwszym entuzjazmie ludowładczym konstytucja nasza z r. 1921 zadeklarowała w art. 83 uroczyście, że w Polsce ma być powołana do życia instytucja Sądów Przysięgłych. Projekt konstytucyjny BBWR (art. 95) również przyjmował istnienie Sądów przysięgłych. Natomiast opinia większości prawoznawców stanowczo była przeciwna tej instytucji.
Nowoczesne Sądy Przysięgłe wiążą się z wolnościowym duchem rewolucji francuskiej. Uwierzono w mądrość, dobroć i sprawiedliwość „ludu“ – tylko lud (suweren) ma prawo jednego z pośród siebie. Zamiast sędziego, sługi tytanów, powołano dwunastu – dostojna cyfra! – mężów sprawiedliwych, iżby, niezależni od niego, nieskrępowani niczym, sądzili jedynie wedle swego sumienia. A zatem instytucja Sądów Przysięgłych zespoliła się z długoletnią walką o wolność człowieka i obywatela.
Idea ze wszelkich miar piękna; niemniej w praktyce Sądy Przysięgłych przyniosły wiele rozczarowań. Złudzeniem jest, jakoby dwunastu mężów zgromadzonych razem zastępował Duch Święty, jak to miało miejsce przy dwunastu apostołach. Aby sprawę sądzić, trzeba ją rozumieć; musiałby zatem każdy wylosowany obywatel posiadać w odpowiednim stopniu zdolność uważnego słuchania, krytycznej oceny, orientowania się w zawiłym splocie faktów. Stąd Sądy Powszechne często bywały loterią. Sympatia lub antypatia do podsądnego, lub do rodzaju zbrodni, sugestia prezesa sądu, poglądy polityczne, wierzący, niewierzący,demagogia adwokatów, autorytet przewodniczącego ławy, – to wszystko mogło wpływać na wymiar kary z tej ludowej „sprawiedliwości“. Zarówno łagodność, jak srogość jury bywały często dość nieobliczalnym kaprysem. Cenzus takiego sędziowania z czasem, z różnych powodów, spadał coraz niżej.
W Belgii wysunięto żądanie, aby przewodniczącym ławy był wybitny adwokat; miało to na celu zneutralizowanie niskiego poziomu intelektualnego, a nawet moralnego ludzi, niezdolnych najczęściej do zorientowania się w prowadzonym przewodzie sądowym. Usiłowano stworzyć silny kontakt pomiędzy ławą przysięgłych, a trybunałem. Wszystko w tym celu, aby podtrzymać tą instytucję, balastem zwaną, przy życiu. Prof. Rappaport był tej instytucji przeciwny, bo nie miała ona w wolnej Polsce tradycji. Pod zaborami i owszem. Biada temu kto się dostanie w ręce takich sędziów.
Spójrzmy, pisze Boy jak w świetle naszej rzeczywistości II RP przedstawiała się ta idylla Sądów Przysięgłych. Oto maleńkie pokłosie z działalności tych sądów w Małopolsce.
A więc:
We Lwowie przysięgli skazali na śmierć przez powieszenie trzech młodych chłopców obwinionych o kolportaż ulotek komunistycznych.
Jeszcze nie przebrzmiały – w całej Europie – echa tego skandalicznego wyroku, kiedy przysięgli w Tarnowie skazali na powieszenie bezdomną matkę za zabicie nieślubnego niemowlęcia. Wywołało to protesty o oburzenie humanitarnych związków. W parę miesięcy po tym wyroku, w analogicznych niemal okolicznościach, przysięgli w Krakowie skazali na szubienicę znowuż nieślubną matkę, a po nim, znów w jednym z miast małopolskich zapadł identyczny wyrok.
Jeden z najważniejszych argumentów, jakimi zawsze posługiwano się, aby bronić potrzeby Sądów Przysięgłych, to argument związany z przestępstwami politycznymi. Sędzia-urzędnik (mówiono) zawsze będzie ulegał presji z góry, woli ministra (który może kierować składem sądu w danej sprawie), nie jest niezawisły, podczas gdy jest niezawisły Sąd Przysięgłych.
Nie da się zaprzeczyć, że niezawisłość sędziów w sprawach politycznych jest mocno wątpliwa; można przypuszczać nie bez kozery , że bywają skłonni iść na rękę już nie tylko Racji Stanu, ale nawet – „Furii Stanu“.
Czy istnieje dziś, wśród przeciętnego ogółu ktoś, kto by miał w czymkolwiek sąd niezawisły? Zawsze będzie zawisły, czy od haseł partii, od której zależy, lub z którą sympatyzuje, czy od dziennika, który czyta stale i bezkrytycznie, czy od naporu opinii, tzw. publicznej.
Sądy Przysięgłych odziedziczone po nieboszczce Austrii, nie tylko dowiodły swej niekompetencji i szkodliwości, ale po prostu okryły się hańbą.
Boy odpowiada dlaczego miesza się w sprawy polskiego prawa i sprawiedliwości. Otóż, pisze, że te sprawy powinny wszystkich obchodzić. Co można przewidzieć? Pani Mirta Noel przed laty wyczytała z Boya dłoni, że zabije kobietę w pokoju z zielonymi tapetami.
Nikt nigdy nie wie, na jakiej ławie zasiądzie.
Pożyjemy zobaczymy…

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

nie da się słuchać muzyki Jana Kaczmarka mając do dyspozycji ucho drewniane.

Powściągliwość w wydawaniu sądów, to dziś rzadka cecha. Ten kamień biblijny często jest nadużywany. Zanim rzucisz w kogoś słowem, należy sprawdzić, jakimi głazami patrzysz na kogoś, kto przed tobą stoi.
Kiedy myśl jest prosta i znana nam z obiektywnych formuł, odbiór intencji trudności nie nastręcza. Inaczej jest natomiast, kiedy spotykamy się z myślą twórczą, nie odpowiadającą żadnej z formuł obiegowych. Obserwator i słuchacz w jednym musi nieraz pokonać duże intelektualne trudności w rekonstrukcji intencji, którą nadaje bądź też odbiera, a której czasami pojąć nie potrafi z uwagi na swoje ograniczenia w percepcji swego zmysłowego postrzegania. Prymitywnie myślący słuchacz i odbiorca nie domyśli się co do niego dociera. Przypisuje winę swego niezrozumienia innym osobom, wzbudzając w sobie przekonanie, że to obcy mówią rzeczy ciemne i nierozsądne i że wszyscy są dziwakami, tylko nie on.
Przyczyną takiego rozumowania może być defekt intelektualny, braki w dziedzinie wykształcenia (informacji). Krótko mówiąc, nie da się słuchać muzyki Jana Kaczmarka mając do dyspozycji ucho drewniane.
Chcąc rozmawiać swobodnie z Einsteinem, na tematy, które były jego umysłową zdobyczą, trzeba znać się na fizyce i matematyce, gdy owej wiedzy nam brakuje odbiór będzie bajką, o Czerwonym Kapturku, bądź innym PiS-owskim koszmarem, który suweren na długie lata nam zafundował, biorąc za swoje, wodolejstwo pana prezesa i jego przybocznych wilków żelaznych. Umiaru i ostrożności zabrakło niestety i mamy to co mamy w tym szerokim horyzoncie historycznych doświadczeń suwerena. Gdyby ów „prymitywizm“, o którym wspominałem, był malarskim kierunkiem, to by było jeszcze pół biedy. Ale tak nie jest. Ów prymitywizm dotyczy niestety umysłów prymitywnych w zbiorowym owczym sposobie myślenia, w którym owca czarna odgrywa dominującą rolę. Kto żyje zamknięty w takim kręgu, może być bardzo sprytny, przebiegły i zaradny, ale nie jest nim człowiek inteligentny. To są owi „straszni mieszczanie“, o których tak mówi Tuwim:
/I oto idą zapięci szczelnie.
Patrzą na prawo, patrzą na lewo –
A patrząc – widzą wszystko oddzielnie;
Że dom… że Staszek… że koń… że drzewo…/

Zebrał i dodał swoje dwa grosze – Mreck

Julian tuwim streścił ten temat po mistrzowsku.

DSC00832

W obcowaniu umysłowym często zdarza się sytuacja, w której zaskoczeni jesteśmy jakąś wypowiedzią, której nie rozumiemy. Mogą się na to składać różne przyczyny. Ażeby zrozumieć jakiś tekst, musimy nie tylko uchwycić układ słów i zdań, lecz także, a może przede wszystkim, umieć odczytać pośród słów zawartych w tekście, intencję, którą autor chcę nam przekazać. Kiedy myśl jest prosta, znana nam z obiegowych formuł, odbiór intencji nie nastręcza trudności. Inaczej jest w przypadku, kiedy spotykamy się z myślą twórczą, nie odpowiadającą żadnej z formuł obiegowych. Czytający, czy też słuchający, musi nieraz pokonać duże trudności w rekonstrukcji intencji. Prymitywnie myślący, nie domyśli się ich. Winę za niezrozumienie przypiszę autorowi tekstu, nabierając przekonanie do swoich racji i błędów autora – że pisze, bądź mówi dziwne rzeczy. Krótko mówiąc konfabuluje, jeżeli wie, jakie to słowo ma znaczenie.
Inną przyczyną nieporozumienia, może być nie defekt intelektualny czytającego bądź słuchacza, lecz braki w dziedzinie wykształcenia (informacji). Chcąc rozmawiać swobodnie, np. z z prof. Stefanem Niesiołowskim, trzeba znać się na owadach, polityce i jego niepodległościowej ścieżce. Z Einsteinem, Brandsteaterem, nie da się już porozmawiać, bo nie żyją, ale trzeba by było znać się na matematyce, fizyce, chemii, literaturze i filozofii, która w jednym zdaniu potrafi nas określić – /Wiem, że nic nie wiem/, albo, że – /Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki/.
A zatem, bądźmy powściągliwi w wydawaniu sądów. Pamiętajmy, że wiele rzeczy, które wydają się nam nieprawdopodobne, mogą być mimo wszystko prawdziwe i że nie zawsze niezrozumiałość jest równoznaczna z brakiem sensu, że często wina leży po naszej stronie, że może nie jesteśmy dostatecznie przygotowani do rozumienia takich kwestii, które nawet fizjologom się nie śniły. Zasadniczo, człowiek mądry powstrzymuje się od sądów pochopnych i tych prosto z Nieba.
Inną jeszcze przyczyną nieporozumień intelektualnych może może być skrótowa forma wypowiedzi, bądź wypowiedź potoczysta, która zawiera w sobie wiele pobocznych odgałęzień. Jak to bywa z przyswajaniem, jedni są za skrótem, drudzy preferują formę rozbudowaną z przykładami. Jeżeli ktoś wypowiada sądy oparte na „spojrzeniu dalekim“, scalającym szeroki horyzont doświadczeń, to nie będzie zrozumiały dla umysłów prymitywnych, obracających się w kręgu rzeczy bliskich, codziennych i banalnych. Kto żyje zamknięty w takim kręgu, może być bardzo sprytny, przebiegły i zaradny, ale nie jest to człowiek inteligentny. To są owi „straszni mieszczanie“, o których tak pisze Tuwim:

I oto idą zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo –
A patrząc – widzą wszystko oddzielnie:
Że dom…, że Staszek…, że koń…, że drzewo…

Zebrał – Mreck