Archiwa kategorii: Zwierzęta

ślady litewskich wierzeń króla

Kod Władysława Jagiełły

Znalezione obrazy dla zapytania nagrobek władysława jagiełły

Ogień z nieba
Rebusem zajmującym kolejne pokolenia badaczy jest nagrobek króla Władysława Jagiełły, monarchy wyróżniającego się wśród władców łacińskiej Europy przełomu XIV i XV stulecia. Jego matka, księżniczka ruska Aleksandra, z perspektywy zachodniego chrześcijaństwa była prawosławną heretyczką, a ojciec, wielki książę litewski Olgierd, poganinem. Piętnastoletni Jagiełło po śmierci ojca w 1377 roku objął władzę nad Wielkim Księstwem Litewskim, ogromnym państwem rozciągającym się bez mała od Bałtyku po Morze Czarne i ostatnim pogańskim władztwem kontynentu. W obliczu permanentnej wojny domowej z pretendującymi do tronu kuzynami oraz zagrożenia krzyżackiego litewski władca w 1384 roku zdecydował się porzucić starych bogów i przyjąć chrześcijaństwo w obrządku łacińskim. Razem z nową wiarą (i imieniem Władysław) przyjął rękę Jadwigi Andegaweńskiej i polską koronę.
Możni, którzy oddali Jagielle polski tron, wiedzieli, że zakonna propaganda nie omieszka wykorzystać pogańskiej przeszłości nowego władcy. Według Krzyżaków Litwin jedynie udawał wiernego syna Kościoła, a naprawdę nadal hołdował pogańskim zabobonom. Przez dziesięciolecia polska dyplomacja nie szczędziła wysiłków, by zbić krzyżackie argumenty. Zapewne część polskich możnowładców liczyła, że będzie mogła wykorzystać niepewną pozycję Jagiełły do swoich celów. Widzieli się w roli przewodników czy kuratorów „dzikiego” króla w chrześcijańskim „cywilizowanym” świecie. Srogo się w tych kalkulacjach zawiedli. „Prostak”  – jak określali niektórzy swego litewskiego władcę – nie pozwoliłby łatka eks-poganina ograniczała jego monarsze prerogatywy. Wręcz przeciwnie, ku rozczarowaniu wielu, jak pisze kronikarz Jan Długosz, król niegodność dawnego stanu swego nie tylko nie ukrywał, ale rad nawet o nim wspominał.
Jak było naprawdę? Czy zwycięzca spod Grunwaldu pozostał w głębi serca wierny wierzeniom przodków? Wstąpił na polski tron jako w pełni ukształtowany dwudziesto- czy trzydziestoparoletni (nie znamy dokładnej daty jego urodzin) mężczyzna. Trudno było mu wyzbyć się wyniesionych z Litwy przekonań i zwyczajów. Dlatego też nierzadko dziwił, a nawet szokował, polskich poddanych swym zachowaniem. Podobnie jak otoczenie króla, możemy się jedynie domyślać, co się za tym kryje.
Zaraz po wstaniu z łoża oraz przy wyjściu z domu monarcha miał w zwyczaju łamać w palcach gałązki lub słomki. Być może w ten sposób zwykł sobie wróżyć. Może pytał litewskich bogów o powodzenie planów w zaczynającym się dniu? Innym zwyczajem Jagiełły było zaplatanie w palcach włosów wyrwanych z brody. Czyżby władca tworzył wokół siebie magiczną ochronę przez urokiem?
Wyniesione z Litwy wielobóstwo sprawiało, że Władysław miał kłopoty z zaakceptowaniem podstawowego dogmatu wiary chrześcijańskiej o jednym omnipotentnym Bogu. Utrwalona przez tradycję anegdota świetnie oddaje nieortodoksyjne poglądy króla w tej materii. Otóż, Jagiełło miał udać się w święto Bożego Ciała na nabożeństwo do kościoła w Poznaniu (lub w Krakowie, jak chcą inne przekazy). Tam zobaczył figurę Zbawiciela depczącego rogatego diabła. Monarcha zafrasował się i kazał postawić przed rzeźbą Chrystusa świecę, a chwilę później – ku konsternacji obecnych – mniejszą wysłannikowi piekieł. Stąd poszło w lud powiedzenie: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Niemiecki historyk Jakub Caro trafnie scharakteryzował jego postawę: Jagiełło odbierał impulsy raczej z tej sfery, która jest wspólna religiom, anieżeli z tej, która je rozdziela i wyodrębnia. Jego prostota i naturalna dusza pojmuje wszystko możliwe w katolicyzmie, ale nie przyjmuje wyłączności katolicyzmu, jego roszczeń do nieomylności.
Szczególnie mocno wstrząsnęło (w przenośni i dosłownie) królem wydarzenie z 1419 roku, które opisał Jan Długosz: Późną godziną podążył [król jadący na wozie ze swym orszakiem] z Poznania w kierunku Środy […]. Kiedy zaś przybyli do gaju położonego przed Tulczą, niebo z pogodnego i jasnego stało się nagle wzburzone i ciemne. Zaczęły się ukazywać groźne błyskawice i bić pioruny. A kiedy król wjechał do gaju i znalazł się koło góry położonej blisko lasu, piorun, który spadł z nieba z ogromnym i gwałtownym hukiem, swoim uderzeniem zabił cztery konie ciągnące wóz królewski i dwu ludzi ze służby królewskiej […], którzy idąc pieszo, podtrzymywali boki wozu od upadku. Zabił też [cztery] konie, których dosiadali [członkowie królewskiej świty]. Piorun zabił też konia króla, którego pokojowiec Forstek […] dosiadał […]. Władysław dygocąc z przerażenia, kiedy panowie i rycerze podbiegli do niego po uderzeniu pioruna i pytali go, jak się czuje, gdy przez długi czas z powodu utraty przytomności czy przerażenia nie dawał odpowiedzi. Rycerze opłakiwali go jak zmarłego. Odzyskawszy siły, które sparaliżował strach, podniósł się w końcu i zaczął mówić. […] Z tego uderzenia pioruna czuł król Władysław ból w prawej ręce, który w ciągu paru dni minął. Zostało mu pewnego rodzaju ogłuszenie, a szaty jego pachniały siarką.[…] Niektórzy też twierdzili, że jako neoficie przychodziły do głowy wątpliwości dotyczące wiary chrześcijańskiej. Jak na wiernego poddanego przystało, Długosz natychmiast dodaje: Ale on sam ani wtedy, ani potem nie przyznał się do występku swej chwiejności w wierze i nikomu bez trudu nie przyszło do głowy, że to było prawdą.

Niewątpliwie porażenie ogniem spadającym z nieba mogło skierować myśli króla ku wierze. Pytanie tylko której? Oczywiście Kościół dostrzegł w wydarzeniu palec Boży. Król miał być ukarany za poślubienie Elżbiety Granowskiej, swojej siostry duchowej (matka Elżbiety była matką chrzestną Jagiełły). Jagiełło jednak mógł uznać, że to nie jego nowy Bóg zesłał mu znak, lecz że w wielkopolskim lesie usłyszał i poczuł gniew najpotężniejszego z litewskich bogów – Perkuna, władcy piorunów. Piorun odgrywał ważną rolę w wierzeniach pogańskich Litwinów jako znak zwiastujący nieszczęście. Być może uderzenie pioruna oraz śmierć ukochanej żony rok później skłoniła sędziwego już króla do zatroszczenia się o miejsce wiecznego spoczynku.

Nowy Krzysztof
Oczywiste było, że król po śmierci dołączy do koronowanych poprzedników Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego, pochowanych w krakowskiej katedrze na wawelskim wzgórzu. Miejscem najgodniejszym była nawa główna, tuż przy konfesji (czyli ołtarzu z relikwiarzem) św. Stanisława, biskupa i męczennika, patrona Królestwa Polskiego. Tu też stanął królewski grób – między kolumnami arkady oddzielającej nawę główną od południowej nawy bocznej, prawej dla wchodzącego do katedry.
Miejsce to wybrano jeszcze z innego względu. Otóż już w 1393 roku królowa Jadwiga ufundowała w tej arkadzie ołtarz pod wezwaniem św. Krzysztofa. Sam Władysław w 1421 roku, a więc w czasie, gdy powstawał jego pomnik nagrobny, uposażył ołtarz dodatkowymi sumami, zaznaczając w dokumencie, że mają być tam odprawiane msze za jego duszę.
Nabożeństwa do św. Krzysztofa nie były popularne wśród Piastów i Andegawenów. Nie fundowali oni kościołów ani ołtarzy pod jego wezwaniem. Skąd więc taki patron i dbałość o miejsce jego kultu?
Św. Krzysztof świetnie nadawał się na niebieskiego orędownika króla neofity. Podobnie jak Jagiełło, przyszedł na świat jako poganin i dopiero po latach przyjął chrzest. Za radą pustelnika osiadł nad rzeką, trudniąc się przenoszeniem podróżnych na drugi brzeg. Pewnego razu miał mu się ukazać Chrystus pod postacią dziecka, które święty przeniósł przez wodę, dziwiąc się niezwykłemu ciężarowi. Ta pobożna legenda objaśniała imię świętego: Krzysztof pochodzi od greckiego Christo phorus (niosący Chrystusa). Analogia wydaje się jasna – teraz nowym „niosącym Chrystusa” był Władysław Jagiełło, który zaniósł prawdziwą wiarę na pogańską Litwę. Ślady łączenia kultu św. Krzysztofa z Władysławem Jagiełłą znajdujemy również na Litwie. Na najstarszej pieczęci Wilna znalazł się wizerunek św. Krzysztofa przenoszącego Chrystusa przez rzekę. Teraz scena ta zdobi herb stolicy Litwy.
W tym świetle nie dziwi złożenie ciała króla w cieniu ołtarza jego świętego opiekuna. Wątek chrztu dodatkowo wzmacniał inny element wyposażenia katedry. Tuż obok arkady św. Krzysztofa stała chrzcielnica, w której ochrzczono litewskiego księcia. I ten chrzcielny motyw odnajdujemy w litewskiej heraldyce. W polu tarczy Trok, drugiego co do znaczenia miasta Wielkiego Księstwa, przedstawiono głowę Jana Chrzciciela. Trudno o czytelniejszą aluzję do Jagiełły – chrzciciela Litwy.
Pierwotnie nagrobek zwrócony był lekko na lewo od osi wyznaczonej przez szereg kolumn oddzielających nawę główną od bocznej. Wynikało to zarówno ze względów praktycznych, jak i głębszego przesłania religijnego. Wspomniany ołtarz św. Krzysztofa był oparty o kolumnę i trzeba było przed nim zostawić dość miejsca na mensę i celebransa. Nie mniej ważny (jeśli nie ważniejszy) był efekt ideologiczny. Przedstawiony na płycie nagrobnej władca przez wieczność miał kontemplować relikwie św. Stanisława i wraz ze zgromadzonym ludem uczestniczyć w nabożeństwach przy grobie świętego męczennika.
Dziś nagrobek Jagiełły stoi wciśnięty między kolumny podtrzymujące arkadę, równolegle do osi świątyni. To ustawienie pomnika jest wtórne. W latach 1749-1900 nagrobek stał w jednej z bocznych kaplic katedry. Gdy powrócił na pierwotne miejsce, nie było już ołtarza św. Krzysztofa, który zajmował część miejsca w arkadzie, a w nawie głównej potrzebne było miejsce dla żywych. Dlatego grobowiec „wyprostowano”.

Niezwykły pomnik niezwykłego władcy
Grób zwycięzcy spod Grunwaldu przyciąga wzrok wchodzącego do katedry. Przede wszystkim zwraca uwagę szlachetny materiał, w którym wykuto nagrobek. To przepiękny marmur węgierski o głęboko czerwonym połysku i białym żyłkowaniu. W takim kamieniu wykuto również nagrobki Jagiełłowego syna Kazimierza Jagiellończyka i jego wnuków Jana Olbrachta oraz Zygmunta I Starego. Także nagrobne przedstawienie ostatniego z Jagiellonów na polskim tronie Zygmunta II Augusta wyrzeźbiono w tym samym materiale.
Nie wiemy, kto był twórcą grobowca Jagiełły. Jedni historycy sztuki szukają śladów artystycznej inspiracji za Alpami – w kręgu mistrzów rzeźby quattrocenta, inni bliżej – na Węgrzech lub w Niemczech. Wszyscy są jednak zgodni – to dzieło niezwykłej klasy, niemające odpowiednika w Europie Środkowej. Nagrobek jest wspaniałym owocem złotej jesieni średniowiecza, kiedy w Europie ścierały się, jednocześnie uzupełniając, tradycje sztuki gotyku i prądy nowej epoki – renesansu.
Królewski grób ma formę kenotafium, czyli pozornego grobu. Trumna z królewskim ciałem nie została zamknięta w ścianach nagrobka, lecz spoczywa pod nim, w grobie umieszczonym pod posadzką katedry. Gdy więc nagrobek wędrował po katedrze, nie naruszano spokoju królewskich zwłok.
Kamienny król spoczywa wyprostowany, w spokojnej pozie, odziany w szatę zwaną jopulą, wciętą w talii i zapinaną na ozdobne guziki, na której znajduje się płaszcz królewski, podbity gronostajami i zapinany z boku. Całości dopełniają regalia – korona na głowie oraz berło w prawej i jabłko w lewej ręce. O tym, że mamy do czynienia nie tylko z królem, ale również rycerzem, świadczy rycerski pas na biodrach i ostrogi przypięte do trzewików, a przede wszystkim miecz schowany w pochwie oplecionej ozdobnym pasem, który monarcha podtrzymuje lewą ręką. Jan Długosz, który widział króla u schyłku jego życia, uważał, że nagrobek dobrze oddaje królewską postać i rysy.
Uwagę widza przyciąga monarszy profil. Jak pisze Karol Estreicher, który poświęcił nagrobkowi dogłębne studium, widzimy twarz wydłużoną o wzniosłym, łysym czole, przeoranym kilku zmarszczkami. Koło skroni pęki włosów, niżej małżowiny uszu dużych, mięsistych i płaskich.[…] Łuki brwi obejmują wielkie oczy, z powiekami jakby ledwo co przed chwilą zamkniętymi. Nos posiada garb i opada. Silnie wystają kości policzkowe. Wyraźne fałdy pod policzkami nadają twarzy grymas nieco ironiczny. Warga górna jest płaska, ale za to tym silniej występuje odwinięta gwałtownie warga dolna i ostry podbródek.
Głowa króla spoczywa na ozdobionej ornamentem poduszce, za którą leżą dwa lwy. To nie przypadek, gdyż lwy symbolizują królewski majestat. Jednocześnie są personifikacją brutalności, dzikości, nieokiełznanej siły. Z lwią symboliką wiąże się przedstawienie smoka o krokodylich kształtach, którego depcze władca. Smok oznacza dzikość, pogaństwo i szatana. Ta wieloznaczność pozwala na różnorodne interpretacje. Smok może przypominać o poskromieniu przez króla w zwycięskich wojnach nieprzyjaciół królestwa. Może również symbolizować smoka pogaństwa zgniecionego stopą nowego Krzysztofa.
Boki tumby zdobią tarcze herbowe – po trzy z dłuższych i po jednej z krótszych boków. Tarcze podtrzymują pary żałobników opłakujących zmarłego króla. Po prawicy królewskiej (od strony nawy bocznej) umieszczono tarcze z Orłem Białym, litewską Pogonią i herbem ziemi dobrzyńskiej, przedstawiającej popiersie męża o długich włosach i obfitej brodzie. Na lewym boku grobowca od strony nawy głównej powtórzono tarcze z Orłem Białym i Pogonią, a na trzeciej rzeźbiarz wykuł łeb tura (lub wołu) na tle szachownicy – herb Wielkopolski. U królewskiego wezgłowia umieszczono herb ziemi wieluńskiej: Baranka Bożego w aureoli i z chorągiewką, natomiast u królewskich stóp znajduje się herb Rusi – lew.
Heraldycy nie są zgodni co do interpretacji zespołu herbów. Kłopoty sprawia badaczom ustalenie, dlaczego podwojono tarcze z ukoronowanym Orłem i Pogonią. Orzeł Biały może symbolizować zarówno całe Królestwo Polskie, jak i Małopolskę. Ale dwie Pogonie? Być może zdwojone tarcze miały patrzącym z obu stron tumby ukazywać dwie główne części składowe władztwa Jagiełły i najważniejsze jego tytuły: króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego.
Pozostałe herby (oprócz herbu Wielkopolski) dają się interpretować jako oznaczenie ziem odzyskanych przez Jagiełłę. Ziemię wieluńską odebrał Władysławowi Opolczykowi w 1392 roku, a ziemię dobrzyńską, utraconą w sierpniu 1409 roku, odbił w wielkiej wojnie z zakonem krzyżackim. Ruś natomiast trwale przyłączyła do Korony królowa Jadwiga w 1387 roku. Nagrobek byłby zatem wieczystym świadectwem chwały Władysława Jagiełły jako zwycięskiego wodza, odzyskującego utracone ziemie.
Możliwa jest też inna – niewykluczająca poprzedniej – interpretacja tarcz herbowych. Być może lew Rusi ma na tumbie podobne znaczenie co smok pod królewskimi stopami. Lew był nie tylko figurą władcy, ale też dzikości, grzechu czy samego szatana. Król więc depcze zło i występek.
Ale gdzie jest w tym labiryncie symboli Ten, którego Jagiełło „Krzysztof” zaniósł w litewskie ostępy? Gdzie jest Ten, w imię którego przyjął chrzest? Gdzie jest w tym kodzie miejsce dla Absolutu? Najprościej można odpowiedzieć – wszędzie. Nie zapominajmy, że nagrobek stoi pośrodku kościoła. Lecz to wytłumaczenie wydaje się zbyt proste. Tworzący zamkniętą strukturę symboli i znaków kod nie mógł pominąć tak ważnego elementu. I nie pomija. Symbol Boga jest tam, gdzie powinien być – nad głową monarchy. W figurze Baranka Bożego, symbolu Odkupiciela, na tarczy herbowej ziemi wieluńskiej.
Pogański stos w krakowskiej katedrze
Jest na nagrobku jeszcze jeden element, który nie poddaje się prostej i łatwej interpretacji. Dookoła, u jego podstawy, umieszczono figury ptaków (najpewniej sokołów) oraz psów. Rzeźbiarz nie ograniczył się do ustawienia figur, lecz cały ten „zoologiczny fryz” udramatyzował: psy skradają się od tyłu do ptaków.
Nie udało się znaleźć analogii dla takiego przedstawienia w średniowiecznej rzeźbie nagrobnej. Interpretacji jest prawie tyle ilu badaczy nagrobka Jagiełły. Jedni widzą w tym artystyczny komentarz do fragmentu Psalmu 21: Boże, ratuj duszę moją z łap psa. Inni odwołują się do znaków zodiaku – psy i sokoły podążają ze wschodu na zachód, tak jak gwiazdozbiory pchane Primum Mobile. Wśród uczonych przeważa jednak pogląd, że zwierzęce wizerunki są aluzją do łowieckich pasji króla. Polowanie było ulubioną formą rozrywki Władysława Jagiełły. Kiedy tylko nadarzała się okazja, monarcha udawał się w leśne ostępy na łowy. Wedle Jana Długosza, który, co tu ukrywać, za królem nie przepadał, Jagiełło był człowiekiem bardziej nadającym się do polowania niż do rządzenia krajem, a w zabawach myśliwskich ani miary zachować, ani czasu oszczędzać umiał. Nie dziwi więc, że król myśliwy zażyczył sobie, by wierni towarzysze polowań zostali uwiecznieni na jego nagrobku.
Ale jest też teoria bardziej niezwykła. Według niej rzeczone psy i sokoły są widomym śladem litewskich wierzeń zmarłego i pogańskich praktyk pogrzebowych. Może jednak piorun, który o mało nie pozbawił króla życia, wbrew zapewnieniom Długosza, skierował myśli monarchy w stronę litewskich zaświatów, krainy Welów?
Za tą teorią przemawia kilka przesłanek. Król nie byłby pierwszym z grona ochrzczonych Olgierdowiczów, którzy nie hołdowali katolickiej ortodoksji. Krewni Jagiełły mieli problemy z akceptacją chrześcijańskiej wizji życia pozagrobowego, gdy sami bądź ich bliscy wchodzili w „smugę cienia”. Nic w tym dziwnego – w obliczu śmierci pytanie „co po” staje szczególnie ostro.

Zebrał – Mreck

Dopamina, dąb zupa ząb, z PiS’imi wartościami.

okiws.bmp

Do niektórych tekstów zespół‭ „‬Skaldowie‭” pasuje jak ulał, do tego również mam nadzieję.
Nie jestem pewien czy z wątku tego już nie korzystałem,‭ ‬ale jak to się mówi raz na wozie, raz pod wozem. Wszystko zależy od dopaminy, od WR również.
Nie chcę ci ja na brzozę wchodzić,‭ ani tym bardziej osła poganiać, ‬bo to mądre zwierzęta. Koza to żywicielka narodu, w jego trudnych chwilach, kiedy uciskany bywał.‭ Abstrahując od tego, ‬chodzi mi tym razem, o białko z zarodkiem.‭ ‬Nie chcę zwalać na‭ „‬Skaldów‭”‬,‭ ‬ale to właśnie oni śpiewają,‭ ‬że‭ „‬życie jest formą istnienia białka‭”‬.
Nie będę się spierał o klauzulę sumienia w sprawie ‘In Vitro,‭ ‬bo wiem,‭ ‬że są w tej metodzie tworzenia życia pewne ograniczenia, wynikające z wyrzutów tego, co się zwie sumieniem.‭
Dotychczas nie ma odpowiedzi na pytanie,‭ z czego‬ życie się składa i jaka wola nim kieruje.‭ ‬Poseł Jarosław Gowin i prof. Bogdan Chazan, mają święte przekonanie i zarazem konflikt z definicją życia materialnego i jego duchowej substancji.‭ Słowem, nie chcą Pana Boga poprawiać i grzebać w jego zarodkach, by łańcuch DNA uzdrawiać np. ‬Taka chodząca polityczna wyrocznia.‭ ‬Ale mniejsza o Gowina i Chazana i ich poglądami, przecież nie muszę się z nimi zgadzać.
Sprawa z białkiem jest o wiele poważniejsza niż‭ „‬Skaldom‭” ‬się wydaje.
Przy obecnym stanie nauki nie można podać definicji,‭ ‬która by określała istotę życia.‭ ‬Uczeni w sugerują,‭ ‬że definicja taka jest niepotrzebna,‭ ‬gdyż życie jest jak woda,‭ od ‬której zależy również jakość piwa i wiele innych składników ludzkiej diety.
Życie człowieka i innymi organizmów zwierzęcych związane jest od dawien dawna z chemią, a chemia, to pył kosmiczny rozsiany po całym wszechświecie, który z czasem w sprzyjających okolicznościach, potrafi z siebie ewoluować w rozmaitych formach, których tą pierwszą sprawczą człowiek nazwał Bogiem. Jak naprawdę było, zawarte jest w słowach – wiem, że nic nie wiem.‭ ‬Od tego czasu historia ludzkości potoczyła się kamieniem milowym. W dzisiejszej Polsce liczy się na kroki. Jeden krok do przodu, dwa kroki do tyłu.
Powracając do kwestii merytorycznych.‭ Wielu uważa,‭ ‬że życie może być wyjaśnione jedynie w języku chemii.‭ ‬Na wieczną pamiątkę tej chemicznej konstatacji rosyjski uczony Dmitrij Mendelejew ustanowił swoją tablicę,‭ ‬z której do dziś z różnym skutkiem korzystamy.‭ ‬Z punktu widzenia biologii ośrodek czasu dla każdego mózgu‭ „‬tyka‭” ‬nieco inaczej i nie zawsze tak samo.
Największe wzmocnienie sygnału z dwóch niezależnych źródeł‭ (‬np.‭ ‬oko i ucho‭) ‬pojawia się,
gdy wzrok odbiera sygnał ok.‭ ‬150‭ ‬milisekund wcześniej niż słuch.‭ ‬Wtedy oba bodźce
rejestrujemy jako równoczesne.‭ ‬Gdyby oba bodźce dotarły faktycznie jednocześnie‭ ‬-‭ ‬nie
odebralibyśmy nic, albo prawie nic‭!
Dźwięk i obraz razem pozwalają zobaczyć‭ ‬np.‭ ‬królika w krzakach o zmierzchu,‭ ‬mimo że
szmer jaki wywołuje jest zbyt cichy,‭ ‬aby go zarejestrowało ucho,‭ ‬zaś kształt i barwa zbyt
niewyraźne,‭ ‬aby zarejestrowało go oko‭!
Wewnętrzny zegar zależy od hormonów.‭ ‬Niedobór neuroprzekaźnika:‭ ‬dopaminy spowalnia
upływ czasu‭ (‬np.‭ ‬choroba Parkinsona‭)‬,‭ ‬zaś nadmiar‭ (‬w schizofrenii‭), ‬przyspiesza.‭ ‬Poziom
dopaminy zależny jest od wieku:
-‭ Kikuletnim dzieciom czas się dłuży.
-‭ K‬ilkudziesięcioletnim ludziom płynie szybciej.
-‭ T‬ylko dwudziestolatkowie określają prawidłowo upływ czasu.
Udowodniono także,‭ ż‬e czas płynie inaczej w zależności od nastroju.‭ ‬Myszy pojone nie wodą,‭ ‬ale cieczą,‭ ‬w której atomy wodoru zastąpiono dwukrotnie cięższymi atomami jego izotopu‭ – ‬deuteru,‭ ‬wykazywały, że ich biologiczny zegar wewnętrzny, niezależnie od bodźców zewnętrznych:‭ ‬światło‭ – ‬ciemność,‭ znacznie ‬zwalniał.‭ ‬Czyli fizyczna zmiana środowiska zwolniła postrzeganie czasu.
Długość życia zależy od masy zwierzęcia.‭ ‬Im większa masa,‭ ‬tym wolniejsze tempo
metabolizmu.‭ ‬Wynika to z tego,‭ ‬że przyrost masy ciała następuje szybciej niż przyrost jego powierzchni,‭ ‬a nadmiar ciepła‭ (‬produkt uboczny metabolizmu‭) ‬oddawany jest przez skórę.‭ ‬Zatem osobnik o dużej masie musi mieć dość‭ ‬wolną przemianę‭ ‬materii,‭ ‬aby się ‭„‬nie zagotował‭” ‬wewnątrz.‭ ‬Dodatkowo, np.‭ ‬mysz ma więcej wrogów niż słoń,‭ ‬więc nie miała
czasu,‭ ‬aby wytworzyć mechanizmy wydłużające życie.
Niestety życie skracają wolne rodniki,‭ ‬czyli wolne,‭ ‬niesparowane elektrony tlenu,‭ ‬powstające
w wyniku przemian metabolicznych.‭ ‬Uszkadzają DNA i powodują mutacje.‭ ‬Aby temu
zapobiec pozostaje niskokaloryczna dieta.
Uważajmy zatem na cukrowego i politycznego zajączka.
Okazuje się,‭ ‬że wbrew temu,‭ ‬co o białku śpiewają‭ „‬Skaldowie‭”‬,‭ ‬nośnikiem życia nie jest jakakolwiek cząsteczka białka,‭ ‬nie jest nim również układ związków organicznych o właściwych stosunkach ilościowych i ich proporcjach.‭ Summa summarum,‬ życie to nie je bajka, o Raju, Szatanie i Edenie. Ono dobrze sobie radzi w każdych warunkach, również tych podziemnych, bo tam właśnie mimo wszystkich za i przeciw, rodzą się i rosną korzenie naszej radosnej ludokracji, która niczym oliwa, na wierzch zawsze wypływa, płynąc korytem prawa, sprawiedliwości i równości metaboliczno-politycznej, w siedmioletnim cyklu tłustych i chudych lat, wraz z cyklem biorytmu i innych kosmicznych uwarunkowań od naszych narodzin. Powiem krótko, za Ferdkiem Kiepskim, że o tych ważkich i ważnych sprawach, to nawet fizjologom się nie śniło nimi zajmować.
A zatem, chrońmy naszą ziemską świadomość, tą racjonalną i polityczną, przed zakusami wolnych rodników (WR-PiS), płynąc z nią zawsze pod prąd naszego ziemskiego żywota, by od gumna się oderwać.
Amen.
Ps. Wolne Rodniki (WR), to cząsteczki charakteryzujące się brakiem elektronu na zewnętrznej orbicie. Dążąc do uzupełnienia brakującego elektronu mają zdolność utleniania innych cząsteczek, czyli „przywłaszczania elektronu” od cząsteczek sąsiadujących. WR powstają w wielu procesach fizjologicznych (oddychanie komórkowe, reakcji obronne układu immunologicznego np. z udziałem makrofagów i limfocytów B) oraz na skutek działania czynników zewnętrznych (zanieczyszczonego powietrza, wysoko przetworzonej żywności, leków, przetrenowania organizmu) i chorobotwórczych (zakażenia wirusowe, bakteryjne czy grzybicze).

Zebrał i swoje dwa grosze wtrącił – Mreck

święcone wojewody sapiehy

DSC00043

„Wielka Sobota była niejako głównym dostawcą na stół świąteczny: to wtedy tradycyjnie wypiekano i gotowano, a wreszcie nie zapominano, że wyroby trzeba poświęcić.
Ksiądz dokonywał niekiedy pokropienia we dworze, dokąd dochodziła również wieś z koszykami. Odsłaniano mazurki, kołacze, pęta kiełbas, szynki, chrzan. Barwiły się pisanki, kraszanki i oklejanki. Wyłaniał się baranek z cukru lub z masła, który czasem gdy przyszło mu uświetnić stoły bogaczy, lśnił brylantowymi źrenicami i zadziwiał swoim rozmiarem. Ten opis brzmi wszakże zbyt blado. Oto jeden z opisów święconki Łukasza Gołębiowskiego, zamieszczony w kalendarzu poznańskim z czasów króla Władysława IV. Wojewoda Sapieha w Dereczynie także wyprawił święcone, na które zjechało co niemiara panów z Litwy i Korony. Na samym środku był postawiony baranek, wyobrażający Agnus Dei z chorągiewką, calutki z pistacjami; ten sam specyał dawano tylko damom, senatorom, dygnitarzom i duchownym. Stało 4 przeogromnych dzików, to jest tyle, ile części roku. Każdy dzik miał w sobie wieprzowinę, alias: szynki, kiełbasy, prosiątka. Kuchmistrz, najcudowniejszą pokazał sztukę, z upieczenia tych odyńców. Stało tandem 12 jeleni także całkowicie pieczonych z złocistymi rogami, całe do admirowania: nadziane były rozmaitą zwierzyną, alias: zającami, cietrzewiami, dropiami, pardwami. Te jelenie wyrażały 12 miesięcy. Naokoło były ciasta sążniste, tyle, ile tygodni w roku, to jest 52, całe cudne placki, mazury, żmudzkie pierogi, a wszystko wysadzane bakaliją. Za nimi było 365 babek, to jest tyle, ile dni w roku. Każde było adorowane inskrypcjami, floresami, aż nie jeden tylko czytał, a nie jadł. Co zaś do bibendy: było 4 puchary (exemplum 4 pór roku), napełnione winem jeszcze od króla Stefana. Tandem 12 konewek srebrnych, z winem po królu Zygmuncie; te konewki exemplum 12 miesięcy. Tandem 52 baryłek, także srebrnych in gratiam 52 tygodni; było w nich wino cypryjskie, hiszpańskie i włoskie. Dalej, 365 gąsiorów z winem węgierskim, alias tyle gąsiorków, ile dni w roku. A dla czeladzi dworskiej 8760 kwart miodu robionego w Berezie, to jest tyle, ile godzin w roku“.
Z pomysłami pana Sapiehy mogła jedynie konkurować jaśnie oświecona fantazja Radziwiłłów i jeszcze parę innych person zajmujących najprzedniejsze fotele w Rzeczypospolitej. Ta twórczość  wielkanocna wymagała jednak potężnej fortuny.

Zebrał – Mreck

O GROMNICZNEJ SŁÓW KILKA

P1140108

Wrzucam dziś gąskę do mego dzisiejszego rozmyślania nad rozbieraniem świątecznej choinki. Od razu powiadamiam, że skończyły się feralnie, z powodu niby błahego, rozbicia jej dekoracyjnego szpica. Nie ja rozbiłem, ale być może się przyczyniłem, myślą, słowem i uczynkiem. Zastanawiam się teraz, głośno i po cichu, z czym się wiązać może rozbicie tej wieloletniej dekoracyjnej choinkowej błyskotki.
W tym samym bowiem czasie – zbieg okoliczności? Pan z elektrowni przyszedł wymieniać mój stary licznik na najnowszy model. Zastanawiam się czy będzie on szybszy, czy też bardziej oporny wobec odbiorników energii w mieszkaniu moim. Licznik z choinką i szpicem, to tylko skojarzenia, które wiążą się także z dzisiejszym świętem Gromnicy, która ma chronić nas przed nieprzewidywalnym zrządzeniem ślepego i nienawistnego losu. Wielka szkoda, że nie zaświeciłem jej w dniu ostatnich i przedostatnich wyborów, ale widocznie tak miało być. Zgodnie z tym, co ma być, to i tak będzie, jak powiada stare porzekadło.
Gromnica, to świeca cudowna, którą wielcy panowie otrzymywali czasem od samego papieża. Świeca ta, jak gdyby obarczona różnymi trudnymi zadaniami: – oto ma być towarzyszką na ostatni moment żywota, oto powinna zmagać się z pożogą, wichurą, gromem, od którego nie przypadkowo wzięła swoją nazwę. Wieszało się ją nieraz zapobiegliwie nad łóżkiem, obok wielkanocnej palmy, aby w razie czego nie trzeba było po nią sięgać do skrzyń, czy szaf. Gromnicę zapalało się uroczyście przed obrazami Matki Boskiej, w każde maryjne święto. Jej charakter sakralny jest oczywisty, a zarazem w owych zdumiewających nas dzisiaj rolach, wyczuć można błogi powiew wyobrażeń i tęsknot; z jakimi lud łączył od dawien dawna święto Gromnicznej. To bowiem święto jest w istocie pamiątką Oczyszczenia, któremu korna służebnica Maryja poddała się zgodnie ze starotestamentowymi rygorami na dziedzińcu jerozolimskiej świątyni, gdy upłynęło czterdzieści dni od połogu i mogła już ofiarować Panu swego Pierworodnego, przynosząc na znak tego dwie synogarlice. Jakże jednak daleko było od sielskich strzech i czających się nad nimi groźnych zjawisk do tamtego wydzielonego dla izraelskich niewiast dziedzińca, czy samego podestu, z którego sędziwy Symeon, uczestniczący w obrzędzie oczyszczenia (przetrwałego do dziś w formie wywodu), wygłaszał swój słynny kantyk o Mesjaszu: – „Teraz, o, Panie, według słowa Twego, uwalniasz sługę Twego w pokoju, bo ujrzały już oczy moje zbawienie Twoje, któreś zgotował wobec wszystkich narodów…“. Jakże ta mowa Patriarchy, jej metaforyka i symbole, tchnęły tajemnicami, i dopiero urealniał je ten płomień świecy zanoszonej do kościoła, ta rzeczywistość ognia, od dawien dawna traktowana jako siła, jako magiczna konsystencja czegoś, co może być i dobrem i złem!
Ogień dawał ciepło, pomagał przyrządzać strawę dla ludzi i zwierząt, zapowiadał swym mocnym, niejako witalnym płomieniem, pogodę. Był znakiem domu, współtworzył jego atmosferę, zadzierzgiwał kojącą więź z mieszkańcami. Ale ogień, to równocześnie piekło, to także przesmykujące się pomiędzy żywicznymi polanami jęzory, w których słyszało się nieraz pisk dusz na pokucie. Jak w /Dziadach/, jak w słowach Guślarza, który wierzył, że „czyśćcowa duszeczka“:

– /W surowym wszczepiona drewnie,
Gdy ją w piecu gryzą żary,
I piszczy, i płacze rzewnie…/

Ogień bywał straszny. Potężny i rozgniewany, potrafił przeistoczyć się w błyskawice, pozostawiał za sobą dymiące zgliszcza, sprzymierzał się z żelaziwem i zabijał na wojnach. Bano się go. Nie wolno było pod żadnym pozorem uchybić mu w honorach, czy zlekceważyć tkwiących w nim mocy. Nie wolno było do niego napluć (o moja Babko Zuzanno, monitująca zuchwalców!) i nie wolno go było właściwie w piecu wygaszać, a potem od kogoś pożyczać. Kto za życia ognia pożycza, ten w piekle oddawać go musi…
Ogień zawsze wymagał szacunku i żwawe gosposie podsycając go rano, żegnały się najpierw krzyżem. Zawsze pochylano się nad nim z powagą i nic dziwnego, że święty ogień gromniczny doznawał czci szczególnej. Z zapaloną świecą, zazwyczaj przystrojoną wiankiem i wstążkami, wracano uroczyście do domów. Jeśli trzy krople wosku spadło szczęśliwie na rękę, wiedziano, że jest to wróżba pomyślna. Jeżeli z kolei już w izbie zapalono od gromnicy świeczuszki i czyjaś pierwsza zgasła, wiedziano, iż ten, kto ją zapalił, umrze najwcześniej. Kiedy? Ze smutkiem i zamyśleniem chowano gromnicę, na tę nieznaną chwilę, a także na czas gdy trzeba będzie uśmierzać burze, bądź płoszyć czerwonego kura. Tylko to? Tylko ulewa i pożary, tajemne żywioły, czyhające na strzechy, zboża, dobytek? Rzewna ballada wojenna, którą ułożył dr Lipowski z Zawichostu, opowiada:

/W dzień Matki Boskiej Gromnicznej straszne się tam rzeczy działy.
Do wsi Borów nad Wisłą wpadły niemieckie oddziały.
Zaczęli palić, mordować, nikogo tam nie szczędzili.
Podczas Mszy Świętej księdza wraz z ludźmi zabili.
Potem przyszli do wioski, wszystkie dziewczęta spędzili.
Zaczęli rzucać granaty, a resztę kulami dobili.
W wiosce Borów pod lasem stała tam malutka chatka.
Przy stole i przed obrazem z dziećmi modliła się ich matka.
Poszedł tam Niemiec z benzyną i chciał tę chatę zapalić,
Zdjęty głęboką litością musiał się od niej oddalić…/

Może również, to ocalenie „w malutkiej chatce“ zostanie kiedyś na stałe złączone z Gromniczną? Na razie Jej świeca – jeśli wierzyć naszej tradycji – strzeże dodatkowo przed wilkami. Wilki, szafarze wszelakiego zła, porywacze dzieci i druhowie jeszcze groźniejszych wilkołaków, uciekały od zawsze przed ogniem, a tym bardziej przed ogniem, który ogniem był świętym. Jest taki obraz Piotra Stachiewicza, jeden z cyklu legend o Matce Boskiej: – śnieżny krajobraz, idąca Maryja i lękliwie nastroszona wataha.

image

Obraz ten – zapewne nie najświetniejszy, jak cała twórczość malarza – powielano w tysiącach oleodrukach i sprzedawano na odpustach, aż, być może stał się najbardziej rozpoznawalnym wizerunkiem Gromnicznej. W tomie wierszy Kazimiery Iłłakowiczówny słychać głos minionego, pogłos dawnych trwożnych wieczorów wiejskich, gdy w Gromnicach szukano ratunku przed rabusiami i innymi napastnikami“

/O, Panno Prześliczna Gromniczna,
po ogień Twój święcony,
wiszący nad woskiem Gromnic,
przez las kolący i wyjące wilki,
idę bez wszelkiej obrony…/

A mogło być również inaczej. Inny wiersz tej samej poetki – /Wilk Gromniczny/ – jest opowieścią, jak to Najświętsza Panienka ocaliła litościwie wilczaszka przed rozsierdzonymi chłopami, skierowała go na drogę dobra i uczyniła swym posługaczem. Raduje się poetycki apokryf:

/A kiedy jasną Gromnicą świeci,
Panna Przeczysta podczas zamieci,
tuż i Gromniczny Wilk za swą Panią,
jarzy ślepiami/.

Nie grożą już nam wilki, z dachu ku ziemi suną doczepione do ścian piorunochrony. Straż Pożarna jest mobilna, i Policja również sprawna. I tylko Gromnice palą się nadal po kościołach i nadal zanosimy je do domów; wielkie, surowe memento, nigdy i niczym nie dającej się odeprzeć śmierci.
A zatem? Módlmy się więc o czas szczęśliwy, to nawyk osób, od wieków kontemplujących wieczność, która jest obok nas.
Dziś w Stanach i Kanadzie również dzień Świszcza.
Wiosna przyjdzie niebawem. Świstak cienia nie zobaczył.

Zebrał i dodał swoje dwa grosze – Mreck

Chrońmy pszczoły

Ule

 

Prawda jest taka, że jak pszczoły wymrą, to i ludzie wyginą niczym mrówki i nawet Chuck Norris z reklamy bankowej nas nie uratuje.

Do napisania tego tekstu zdopingowała mnie wiadomość, w której napisano o zagrożeniu życia pszczelich rodzin w związku ze stosowaniem chemii w rolnictwie, na terenie Polski, Europy i na całym świecie Bożym, w produkcji żywności modyfikowanej, a także tej naturalnej nawożonej obornikiem i gnojówką.

Chodząc po polach i łąkach w poszukiwaniu pierwszych oznak wiosny wdepnąłem w ten nawóz śmierdzący, ale pomyślałem sobie, że to na szczęście, bo po przeoraniu, to co śmierdzi, dla gleby jest pachnące.

Żeby żywot pszczół i ich pożyteczność dla ludu bożego – społeczeństwa obywatelskiego, miast i wsi, zrozumieć, należy pierwej poznać budowę, zachowanie i zwyczaje pszczoły, a także hierarchię tej rodzinnej, pszczelej zbiorowości, albowiem jest w niej miejsce nawet dla trutni, – jak kto woli, męskich /Ferdków Kiepskich/.

Od pszczół bowiem zależeć będzie przyszłość zasobów ludzkich i ich powodzenie w biznesie.

Stara jak świat prawda głosi, że pszczoły to miód, a miód to pszczoły. Zauważyli ją już Egipcjanie w Egipcie, w którym kolejne dynastie faraonów i ich kapłani w miodzie gustowali.

W naszym kraju w miodzie gustował słynny Onufry Zagłoba, a także pozostała szlachta włościańska, będąc przez wieki, aż do utraty niepodległości pod wpływem miodu pitnego.

Jedno jest pewne pszczoły nam nie wybaczą jak je zniszczymy bezmyślnie.

W moim ogrodzie w Lidzbarku Warmińskim, porośniętym jabłonkami, wiśniami, agrestem, porzeczkami, i mnóstwem wielobarwnych kwiatów; – sześć uli mego ojca Kazimierza, graniczyło przez siatkę drucianą z dwunastoma ulami sąsiada, pana Józefa, którego znały wszystkie pszczoły.

Zatrzymam się na tym ciekawym wątku z mego pszczelego bogactwa w latach dzieciństwa, by przejść do wnętrza ula i jego zasobów.

Ul od czasu do czasu trzeba okadzać i sprawdzać, by wnętrzem ula w spokoju zarządzać.

Ważne jest to, aby w ulu królowa była jedna, bo dwie ze sobą się nie zgodzą i ul może się wyroić do lasu.

Nie wiem czy królowa brytyjska nadal potrzebuje ogrodnika, zgłaszałem się na ochotnika, ale nadal bez odzewu.

Umiem kosić trawę kosiarką, a nawet i kosą, pielęgnować żywopłoty umiem, podcinać róże, dbać o klomby z bratkami i tulipanami.

Na piwoniach, astrach i żonkilach również się znam, o oczku wodnym nie będę wspominał, bo nenufary i kaczeńce, to moja specjalność. Umiem przy tym śpiewać i tańczyć i nosić kapelusz słomiany również.

Znam jak to wszystko robi ogrodnik ze słynnych na całą Polskę Lusławic gdzie w cudownym dworku otoczonym przepięknym parkiem i ogrodem zamieszkuje nasz wielki kompozytor, pan Krzysztof Penderecki.

W tym wszystkim obok mogą być pszczoły wraz ze swoimi królowymi, które z Królową Matką brytyjską na pewno się zgodzą.

Nie będę się pchał do tego brytyjskiego ogrodu na siłę, poczekam na moją królową Helenkę, która parę dni temu urodziła mi się w Kanadzie.

Żeby była gotowa do rządzenia, będzie musiała nie jeden słoik miodu zjeźdź, zanim przyleci do miejscowości Kamianna, i zostanie w niej koronowana.

Kamianna leży na szlaku do wód Krynicy Zdroju, do których swego czasu przez Tarnów, z Lidzbarka Warmińskiego, jeździł bp. poeta i bajkopisarz, książę i ks. Ignacy Krasicki. Krasicki marł w Berlinie w roku 1801. Mówi się, że miód pitny był ulubionym napojem poety.

http://www.kamianna.pl/

Żeby to wszystko zrozumieć, łącznie z tym całym zagrożeniem dla życia pszczół na naszym globie musimy się cofnąć do Polski rozbiorowej.

Słuchałem ostatnio jak prof. Ireneusz Krzemiński wypowiadał się w TV Polsat 2 na tematy polskie, dziwiąc się ogromnie tej nagonce na premiera, która przypomina trochę inwazję szerszeni, które do ula pszczelego chcą się dostać.

Cieszę się niezmiernie, że onego czasu profesor Krzemiński w rozmowie o Kaczyńskim tak wpłynął swymi argumentami na prof. Staniszkis, że ta nie wytrzymała i wyszła ze studia w jeszcze czerwieńszych pąsach.

W politycznym kontrataku, któryś z internautów profesora nazwał określeniem, którym minister Sławomir Gowin został obdarowany.

Sam miód.

http://forum.gazeta.pl/forum/w,902,112856705,112859318,Krzeminski_zacietrzewiony_gej.html

Politycy są czasem jak trutnie, a zwolennicy tych trutni bywają czasami okrutni w swoich osądach, ale wiadomo powszechnie, życie pszczół nie jest łatwe, zwłaszcza w dzisiejszych nowoczesnych czasach. Drzewiej było im lżej.

Wszystko zależy od człowieka, który jest ważnym ogniwem w biologicznym łańcuchu pokarmowym przyrody.

Ważnym Panem od pszczelego dziedzictwa był założyciel szkoły pasieczników w Przemyślanach w roku 1857. Był nim Julian Lubieniecki.

Dzieło /Zasady Pszczolnictwa/, to praca ks. Dolinowskiego, w którym jego autor opisuje metodę postępowania z pszczołami w ulu ramowym.

O manipulacji w ulach Dzierżonia pisał nie będę, bo mogę zdradzić zwyczaje obowiązujące w kilku naszych ulach krajowych. Trutniem nie jestem, ale jak będzie trzeba, to mogę nim zostać.

Zakończę urywkiem wiersza ks Jana Dolinowskiego:

/Słodki plaster miodu – wielki dar Nieba!

Jakżeć człowiecze wdzięcznym być trzeba?

Pożytek z roli masz w pocie czoła,

Czyliż cię tyle kosztuje pszczoła?

Kawałek drzewa na jej mieszkanie,

Oto jest twoje całe staranie…/.

Chrońmy pszczoły, uważajmy na szerszenie.

Kruk krukowi…

P1150356

Wokół tych mądrych i niewątpliwie pamiętliwych, ponoć długowiecznych i czarnych jak smoła ptaków, z rzędu wróblowatych, narosło wiele przysłów i przypowieści takich między innymi jak: – /Kruk krukowi oka nie wykole-i/ i wiele innych zachowań, o których nawet książę poetów polskich pisywał w swych bajkach.

Biały kruk, to stały związek frazeologiczny oznaczający rzecz unikatową, rzadką i osobliwą, stosowany głównie w bibliotekarstwie, ale nie tylko zresztą.

Kruki mają czarne upierzenie i albinosy wśród nich nie występują.

Biały kruk więc, to tylko metafora, oksymoron wskazujący na nietypowy okaz.

Kruki wszystkie są czarne, albo ciemno granatowe i wbrew licznym domniemaniom żyją w granicach ok. 20 lat. Zdarza się, że niektóre osobniki dożywają do 40 wiosny, ale to rzadkość.

Niektórzy uważają, że wyrażenie biały kruk wywodzi się od domniemanej długowieczności tych ptaków. Wierzenia te przetrwały przez wiele setek lat w wielu narodach i żyją własnym życiem do dzisiaj.

Naukowcy z Nowej Zelandii dowiedli, że kruki potrafią łączyć elementy zdobytej wcześniej wiedzy w taki sposób by z jej pomocą rozwiązać nowy problem. Odkryli również, że kruki spośród wszystkich ptaków, mają najlepiej rozwinięte fragmenty mózgu, odpowiadające za kojarzenie faktów i abstrakcyjne myślenie.

Inteligencja kruków i innych ptaków w pewnych elementach życia społecznego przerasta czasem ludzką.

Zatem powiedzenie krzywdzące w stosunku do człowieka – /Ptasi móżdżek/, jest dla kruków i wielu innych ptaków krzywdzące.

Kruk z wroną i gawronem należą do rodzaju (Corvus). Kruk jest (Corvus corax), a wrona (Corvus cornix).

Oba te ptaki w kulturze europejskiej mają podobną symbolikę i znaczenie. Znane jest mroczne i demoniczne powiedzenie wywodzące się z literatury, choćby opowiadania Stefana Żeromskiego /Rozdzóbią nas kruki i wrony/.

Symbolika kruka w wrony nierozerwalnie łączy się z symboliką śmierci i wojny, albowiem kruki i wrony podążały od wieków za maszerującym wojskiem wiedząc, że prędzej czy później czeka ich suta uczta na ciałach poległych.

Ptaki te także pełniły rolę posłańców dobrych, albo złych wieści. Wróżyły też rozstrzygnięcie bitwy.

W mitologii nordyckiej dwa kruki o imionach Myśl i Pamięć siedziały na ramionach Odyna i były jego atrybutami.

Kruk, będący symbolem mądrości jest centralną postacią w mitologii Eskimosów, a także Indian brał on udział w stworzeniu świata. Czasami również był przedmiotem kpin, ale przeważała w nim siła magiczna i nadprzyrodzona.

W Grecji kruk łączony był ze słońcem i proroctwami. Był atrybutem Apollina i Ateny, a w Rzymie jego krakanie od wyrazu (cras) – jutro, łączono z nadzieją.

W Chinach solarny kruk i wrona to symbol władzy cesarskiej i miłości rodzinnej.

W mitologii celtyckiej kruk zwykle zwiastował nieszczęście.

Znamienna jest poznańska legenda o Królu kruków, które miasto Poznań uratowały. Należy w tym miejscu dodać, że wszystkie poznańskie jednostki lotnictwa w swoich znakach mają kruka.

W islandzkiej opowieści o Njalu z XIII wieku kruki towarzyszą mścicielom. Do tego kontekstu nawiązuje też Hamlet Szekspira: – /Już kruk krakaniem do zemsty daje hasło/.

Żeby na koniec tym krakanie czegoś nie wykrakać, dodam jedynie, że kruki ponoć ser uwielbiają i tym właśnie serem można je przechytrzyć.

/Kruk krukowi…/, ale tak na wszelki wypadek z wroną, a tym bardziej z krukiem lepiej nie zadzierać i żyć z nimi w zgodzie.

Mam cichą nadzieję, że z tego złowieszczego krakania niektórych naszych polityków nic złego w naszym kraju nie wyniknie.

Relacje

P1090532

 

Cechy barana, osła, świni, wilka, lisa, a także i niedźwiedzia, oraz wielu innych popularnych przedstawicieli świata zoologicznego, mogą występować również w ludzkim organizmie i charakterze.

O tym wszystkim, w swojej nieśmiertelnej twórczości, stara się nas wszystkich, posiadających umiejętność sztuki czytania i pisania, wciąż przekonywać w swojej literackiej spuściźnie, Książę poetów, ks. Ignacy Krasicki, Biskup Warmiński.

Czy wszystkie żyjące w otoczeniu człowieka zwierzęta są myślące, tego nie wiem, ale niektóre potrafią już pisać na klawiaturze komputera i korzystać także z instynktu Pawłowa.

Inne natomiast reagują na zawołanie:

  • Burek do budy!

  • Wiśta wio, Gniady!

  • A także, Mućka, w buraki sąsiadowi wlazłaś!

Jako przedstawiciel homo sapiens i czarna owca pewnej owczarni w jednym, doić się nie daję, bo już zostałem wydojony i ostrzyżony także.

Myślę, więc jestem, choć świnia, małpa i pies świnia myślą także, ale po swojemu.

W niektórych przypadkach, od ludzi są nawet mądrzejsi bo nie wchodzą sobie w drogę, nie kłócą się o wartości i nie zakładają partii politycznych.

Małpy, papugi potrafią ludzi naśladować, a każdy pies wyczuje człowieka na odległość nawet jak nie jest listonoszem.

Być może na innych planetach jest podobnie, ale naukowcy powiadają, że te zoologiczne relacje zależą od przyciągania, tj. od grawitacji, czyli ciążenia powszechnego, z którym zmagamy się dziś między sobą w naszym kraju, z różnym powodzeniem i skutkami.

Można by w tym miejscu wspomnieć o rozmaitych zależnościach ekologicznych, a także etologicznych i zoopsychologicznych, ale i tak nie dowiemy się jaką kurę mamy hodować w naszej europejskiej klatce, by nam znosiła złote jaja po złotówce.

Nie mówiąc już o ropie, która ma wpływ na na nasze wszystkie koszty.

Szkoda, że z naszego gazu łupkowego wyszły nici, czyli guzik z pętelką.

Prezydenta Putina, czy tego chcemy czy nie musimy polubić, bo Gudzowaty, Kulczyk i Orlen cały zależą od rosyjskich dostaw.

Niemcy już dawno zrozumieli ten ekonomiczny problem i ciągną gaz od Rosji.

Medialna popularność wielu naszych polityków, a przede wszystkim ich bezinteresowność i poświęcenie dla każdego z nas, każe mi się zastanawiać nad homo sapiens roku pańskiego 2012.

Za parę miesięcy homo sapiens z całej Europy w wielkiej liczbie zjedzie na polskie i ukraińskie stadiony, by głośno kibicować swoim.

Osobiście będę musiał nastroić swoje organy i struny głosowe, by i mój głos i tembr nie był słabszy od innych wrzeszczących głosów na osiedlu.

Będę musiał przećwiczyć przez okno kilka razy moją brzuszną przeponę i przekonać się z jakiej odległości od mego okna słyszy mnie żona.

Owczy pęd w tych mistrzostwach piłki kopanej musi być solidarny, bo inaczej nie wyjdziemy z grupy.

Co cztery lata wygania się nas na wyborczy redyk po to, aby bezinteresownie poddać się strzyżeniu i wydojeniu, nie wiedząc jeszcze kto naszymi ludzkimi zasobami będzie rządził.

Komentatorzy polityczni zapowiadają, że w przypadku zgrzytów w koalicji nowe wybory mogą nam grozić w tym roku.

Moje ludzkie skłonności i preferencje od roku pańskiego 1990 do dziś uległy takim modyfikacjom, że obecnie nie wiem już czy nadal jestem jeszcze homo, czy może już tylko Osłem, zważywszy że uszy mam duże i odstające.

Wolę nie wiedzieć, bo kiedy zobaczyłem jak pan prezes Jarosław Kaczyński, za pożyczone pieniądze, zakupił na stoisku handlowym przed kościołem dwa zające z ruchomymi uszami, to pomyślałem sobie, będzie łapanka.

Zapłacił banknotem o nominale dwustu złotych, tak od ręki.

Mogło paść na osła, bo uszy też ma długie Osłem, ale to już tajemnica pana prezesa, jakim instynktem się kierował.

Osioł jest czasem uparty w swoich przekonaniach, a zając się boi. Choć jeden filmowy zając, któremu Jerzy Kryszak w animowanym filmie o Czerwonym Kapturku dawał głos, był akurat zającem rozbójnikiem.

Ludzie muszą się dostosować do świata zwierzęcego, i przyrodniczego, ale żeby tak się stało muszą być bardziej kulturalni, i to wszystko.

W bajce /Kruk i lis/ Ignacego Krasickiego pewien lis podstępem zdobył ser. Wychwalał on pewnego kruka, który ser trzymał w dziobie. Gdy chwalił głos ptaka, ten chciał go zaprezentować. Kruk zaczął śpiewać i ser wypadł mu z dzioba na ziemię.

Należy uważać, jeśli ktoś nas zbytnio chwali.

Dzieci i ryby głosu nie mają.

Z czarną owcą jest podobnie, ale na tym zakończę.

Najważniejsze są relacje.