Archiwa kategorii: Religia

NIEKTÓRE PARAGRAFY Z KODEKSU BOZIEWICZA

Znalezione obrazy dla zapytania kodeks boziewicza

„Krytyki i sądy odnoszące się do naukowej, literackiej lub w ogóle do fachowej umiejętności i działalności nie mogą być powodem do zadość uczynienia honorowego, o ile zostały wypowiedziane bądź napisane rzeczowo i bez osobistych zniewag“.
Nie wiadomo jednak jak potraktować paragraf 1, w którym Boziewicz głosi, że:
„…należy uważać każde, nawet najdrobniejsze zadraśnięcie miłości własnej obrażonego, słowem, to wszystko, co on jako zniewagę uważa, nawet wówczas, gdy osoba druga będąca na miejscu obrażonego, nie czuła się tym drobiazgiem obrażona…“.
Widać jak na dłoni, że ów pierwszy paragraf zdaje kwestię obrazy w zupełności na widzimisię danej jednostki. Paragraf 1 przekreśla wszystkie inne definicje obrazy, tą również zawartą w paragrafie drugim, który powiada:
„Obrazę tedy powoduje każde oświadczenie, zachowanie się, względnie działanie, które może zaszkodzić dobremu imieniu danej osoby, lub poniżyć ją w opinii ogółu.“
Te dwa paragrafy pierwszy i drugi, najzupełniej przeczą sobie: jeden stawia sobie definicję obrazy jako rzecz zupełnie subiektywną, drugi określa ją ściśle obiektywnie; wedle pierwszego obrazą może być wszystko, wedle drugiego tylko rzecz poważna; najbardziej jednak dziwić może, że te dwa przeczące sobie paragrafy autor łączy słówkiem „tedy“, tak jakby jeden z drugiego wynikał! Budzi to wątpliwości, czy w ogóle autor zdaje sobie sprawę z wartości słów i z istoty ścisłego sformułowania myśli, które muszą być zasadą każdego kodeksu. Przypadek paragrafu 1 określa i przekreśla właściwie wszystkie i dalsze paragrafy: jakąż bowiem może mieć wartość np. paragraf 40, orzekający wyraźnie, że:
„Posłów i senatorów nie można pociągnąć do odpowiedzialności honorowej za ich mowy, o ile w tychże nie mieściły się osobiste obrazy…“, skoro samo pojęcie obrazy poddano kryterium osobistego poglądu?
Idźmy dalej. Przechodzimy do ważnego określenia, kto jest człowiekiem honorowym. Mówi o tym paragraf 30:
„…osoby mające ukończone szkoły średnie w zasadzie muszą być uznane za osoby honorowe. Paragraf 32 dorzuca również te osoby, które dzięki swej inteligencji, mimo braku wykształcenia średniego, w rzeczywistości dorównują poziomowi umysłowemu człowieka posiadającego średnie wykształcenie… Nie można zatem odmówić zadośćuczynienia honorowego np. mechanikowi, który skutkiem swego wynalazku dał świadectwo swej umysłowości etc.“. A zatem mechanik, który pracuje rzetelnie, ale wynalazku nie dokonał, nie jest człowiekiem „honorowym“. Teraz pytanie nasuwa się kolejne, kto będzie oceniał ten „wynalazek“ i oceniał jego wartość, czy jest na tyle doniosły, aby dać mechanikowi godność człowieka honorowego? Wiele nieoczekiwanych zadań spada na sekundantów!
Paragraf 33 powiada, że „Dzięki wybitnemu stanowisku społecznemu muszą być w zasadzie uważane za honorowe osoby nie posiadające nawet wymogów wynikających z paragrafów 30 i 32; np. przemysłowiec, prezes Klubu etc.“. Ale czy wiceprezes jest honorowy? A sekretarz? A przemysłowiec, który nie piastuje żadnej godności już nie może sobie rościć żadnych pretensji do honoru?
Następuje paragraf 34: „Jako zabytek rycerskości wieków średnich, wszyscy autorzy kodeksów honorowych przyznają prawo do dawania i żądania zadośćuczynienia honorowego osobom stanu szlacheckiego, bez względu na wymogi wynikające z paragrafów 30, 32 i 33.“. Dziwi trochę to rozróżnienie rycerskości wśród obywateli, bo przecież jesteśmy krajem demokratycznym i że się cieszymy równością praw obywatelskich, tymczasem widzimy, że mechanik musi aż dokonać wynalazku, a przemysłowiec zostać prezesem Izby, aby się równać w prawach honoru ze szlacheckim synkiem, który dwóch klas nie skończył? Czy to nie jest podważaniem samych podstaw naszego ustroju w duchu junkersko-szlacheckim?
Wedle paragrafu 11, ów szlachcic-analfabeta jest dobrze obwarowany: p. Boziewicz zwalnia go od wszelkiego cenzusu naukowego, ale zarzut „nieuctwa“ mieści pomiędzy obrazy ciężkie.
Uniesiony zapałem kodyfikowania honorowego całego świata, p. Boziewicz bierze się z kolei za duchownych. Zwalnia zakonników od obowiązków honorowych, mimo, że przyznaje, iż „muszą być w zasadzie uważani za ludzi honorowych“, natomiast księża świeccy:
„…mogą, aczkolwiek nie muszą, żądać zadość uczynienia honorowego w razie zaistnienia obrazy, albowiem żądanie takie nie może być w żadnym wypadku równoznaczne z dążeniem do uzyskania zadośćuczynienia z bronią w ręku. W pierwszej bowiem linii zastępcy honorowi obu stron muszą dążyć do załatwienia sprawy w sposób odpowiedni do warunków i okoliczności, a zatem w danym wypadku bezwzględnie starać się nie dopuścić do starcia orężnego.“
„Bezwzględnie się starać“… jedno określenie wyklucza drugie. „Starać się“ mieści w sobie „domniemanie“, że staranie może się nie udać, a wówczas co? Ksiądz musi stanąć na placu, albo mu wyrżną jednostronny protokół? Charakterystycznym rysem „ekspansji panhonorowej“ jest, że w pierwszym wydaniu tego kodeksu (1919) autor zwolnił wszelkie osoby duchowne od „świeckich obowiązków honoru“, w roku 1927, po dojrzałym namyśle, podciągnął pod nie wszystkich księży nie zakonników. Księdzu zawsze zostanie odwołanie od Boziewicza do samego Bozi.
Ostatecznie może ktoś sobie postawić Boziewicza choćby na ołtarzyku i modlić się do niego co dzień – jest dziwnym i niebezpiecznym to porozumienie z Boziewiczem. Warto zajrzeć do kodeksów Zamoyskiego i Krzemieniewskiego może w nich dla honoru świeci światełko w tunelu.

Zebrał – Mreck

KOCHAJ BLIŹNIEGO JAK SIEBIE SAMEGO?

Zobacz obraz źródłowy

Tadeusz Kotarbiński napisał ten tekst na dziesięciolecie /Przeglądu Społecznego/, wydawanego we Lwowie od 1927 roku. Czasopismo to było poświęcone opiece społecznej, a artykuł mówi o rozważaniach autora na temat podstaw działalności charytatywnej w sprawie pojęć i haseł, które mówią o dobroczynności. Moraliści każą nam innych kochać, a nie tylko lubić. Brak umiaru w tej licytacji miłości bliźniego mści się natychmiast. Wcale nie potrzeba by wszyscy kochali wszystkich. Albowiem każda istota która chce być kochana znajdzie kogoś miłującego. Z miłością jest jak z pojęciami w logice – Im bogatsza treść, tym uboższy zakres.  Nie hodować w sercu złośliwego robactwa, zaniechać wrogich uczuć, ale to nie jest łatwe zadanie. Albowiem rozjuszone żądła wypełzają z oczu i języków na prawo i lewo. Ludzie zmuszeni do współżycia ze sobą tak się wyzbyli kultywowania w sobie nienawiści do współobywatela, jak się odzwyczaili w cywilizowanych środowiskach pluć na podłogę; gdyż byli usposobieni względem siebie nie jak we wzorcowej rodzinie, lecz chociażby jak w zatłoczonym tramwaju. Oby szerzyciele cnót zamiast narkotyzować młode dusze egzaltowanym ideałem wszechmiłości, podburzając je zarazem do nienawiści względem rzekomych wrogów tego ideału, zajęli się plewieniem pokrzyw rozplenionych w sercach, leczeniem serc z przywary nienawistnych popędów! Zanim ludzkość nauczy się niebiańskiego uśmiechu, musi się najpierw oduczyć szczerzenia zębów. Wobec powyższego powiedzenie: – /Kochaj swego bliźniego jak siebie samego, jest nie realne i kochać tak jest nie sposób. Owszem dość często się przytrafia miłość ofiarna, rodząca poświęcenie bezgraniczne dla poszczególnych osób, poszczególnych grup, lub pewnych spraw ludzkich. Psychologia uczuć w tym zakresie przytacza wiele możliwości. Nie sposób wzbudzić i utrwalić w sobie i innych takiej gamy pozytywnych uczuć, które by uczyniły, że wszystkich kochamy. Nie można bowiem względem każdego z bliźnich rozwijać pomocy we wszystkich jego potrzebach. Albowiem potrzeby różnych istot są rozbieżne, bo ani rusz nie można pogodzić interesów gołębia i jastrzębia. Trzeba brać przykład z przyrody poza ludzkiej w tym względzie, otrzymamy wówczas plastyczną ilustrację wielu konfliktów między osobnikami zwierząt nawet tego samego gatunku. Hipotezę upraszczającą stanowi np. upowszechnione mniemanie że rośliny nie cierpią, a zwierzęta są li tylko nieczułymi automatami. Do wierzeń fantastycznych trzeba zaliczyć wszelkie rojenia o bycie pośmiertnym, w którym ma nastąpić ogólny happy end po wszystkich klęskach, czyniących dla wielu istot nieszczęśliwym w sumie żywot ich doczesny. My ludzie, jeżeli chcemy żyć, musimy jeść, a w tym celu musimy uśmiercać żywe tkanki, z których czerpiemy pożywienie, Jeżeli chcemy być zdrowi, musimy truć bakterie chorobotwórcze i tępić tych którzy je roznoszą. Naiwna była zatem modlitwa małej dziewczynki proszącej Bozię, o szczęście i zdrowie dla mamusi, tatusia etc., etc., wreszcie dla … much na lepie. Jest w tym głosiku dziecięcym coś co nam grzesznikom spokoju nie daje. Ewolucjonista rozumie, że przyroda żyje walką o byt, a naiwny moralista każe zaniechać wszelkiej walki o byt. Czy zatem utopijność hasła wszechmiłości daje nam prawo machnąć ręką na cierpienia zwierząt? Precz z okrucieństwem w stosunku do zwierząt! A przez okrucieństwo rozumie się nie tylko rozkoszowanie się ich cierpieniem, ale także zadawanie im cierpień zbytecznych – ubój zwyczajny bądź rytualny, polowanie. Pojęcie bliźniego nie obejmuje zwierząt. Gdzie się zaczyna, a gdzie kończy ludzkość w uczuciowym sensie? Co do mnie (Kotarbiński) do ludzkości zaliczam psy, a nie zaliczam hyclów. Pół biedy, gdyby w obrębie rodzaju ludzkiego panowała powszechna zgodność potrzeb. Można by wtedy praktykować powszechną życzliwość czynną wobec wszystkich bliźnich, rozumiejąc przez bliźniego każdego człowieka. Niestety, daleko jeszcze do stosowania ludzkiej przyjaznej wrażliwości wobec każdego bliźniego. Na Ziemi coraz większy tłok i depczemy sobie po piętach. Ciągle jakieś dwie monady ludzkie pożądają jakiegoś dobra, które tylko jednej z nich może przypaść w udziale. Zapewne do końca świata dwóch mężczyzn będzie się kochało na zabój w jednej kobiecie. A ona będzie zmuszona przynajmniej jednego z nich unieszczęśliwić odmową. A może i obu skoro do końca świata będzie się powtarzało zjawisko zakochania się bez wzajemności. W pewnych sytuacjach ludziom sumienia, to właśnie chłodna cnota, subtelniej interpretowana musi wystarczyć i zastąpić miłość bliźniego. Chłodna, gdyż z istoty swojej miarkuje porywy zarówno złego, jak i dobrego serca. Bywają jednak chwile, kiedy i sprawiedliwość na nic się nie przydaje, bo nie ma kto pilnować z dobrym skutkiem jej wykonania. Oto przywarowały naprzeciw siebie dwa oddziały w okopach. Nikt do nikogo tam nie czuje złości. Każdy wie, że to tylko mus. A musi dlatego, że przeciwnik jest groźny, trzeba tu przyjąć pewnik, że będzie nam szkodził jeśli my mu nie zaszkodzimy. Jeśli ktoś powodowany miłością bliźniego szepnie w okopach – /Rzućmy broń/, roztropni ludzie obejdą się z nim jak z niebezpiecznym obłąkanym. Temu zaś, co by liczył na możliwość sprawiedliwego i polubownego rozstrzygnięcia sporu zadadzą kłopotliwe pytanie: – /Gdzie władza, która by obu stronom narzuciła spełnienie wyroku?/. Sprawiedliwość w sporze dwóch silnych wymaga mocnej ręki trzeciego, od nich silniejszego. W granicach konieczności bojowej należy dokładać wszelkich starań by uczestnicy boju, zarówno przyjaciele jak i wrogowie cierpieli jak najmniej. Kto przebija bagnetem nieprzyjaciela, który się zamierzył kolbą – jest w swoim prawie. Kto policzkuje jeńca bezbronnego, dla własnej satysfakcji – jest zbrodniarzem. Potrzeba obrony przed niebezpieczeństwami wspólnej natury: nędzą, prymitywizmem, rozstrojem, i tyranią siły obcej jest usprawiedliwiona.

A zatem powiedzenie – Kochaj bliźniego jak siebie samego – pasuje niczym pięść do nosa.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

NA ZIELONE ŚWIĄTKI

Zobacz obraz źródłowy

(…)”Ubodzy“ zaś pojawiają się pod różnymi postaciami […] jako wynik naruszenia godności ludzkiej pracy, bądź przez to, że się zaniża wartość Pracy i Prawa (PiP), jakie z nich wynikają, a w szczególności prawo do sprawiedliwej płacy, do zabezpieczenia osoby pracownika, oraz jego rodziny. […]
Stąd właśnie sprawiedliwa płaca staje się w każdym wypadku konkretnym sprawdzianem Prawa i Sprawiedliwości (PiS), całego ustroju społeczno-ekonomicznego i politycznego także. A w każdym razie sprawiedliwego funkcjonowania tego ustroju. Nie jest to sprawdzian jedyny, ale szczególnie ważny i poniekąd kluczowy.
Sprawdzian ten dotyczy przede wszystkim rodziny. Za sprawiedliwą płacę, gdy chodzi o dorosłego pracownika, obarczonego odpowiedzialnością za rodzinę, przyjmuje się taką, która wystarcza na założenie i godziwe utrzymanie rodziny, oraz na zabezpieczenie jej przyszłości. Takie wynagrodzenie może być realizowane, czy to przez tzw. płacę rodzinną, tzn. jedno wynagrodzenie dane głowie rodziny za wykonywaną pracę, wystarczające na zaspokojenie potrzeb rodziny, bez konieczności podejmowania pracy zarobkowej poza domem przez współmałżonka, czy to poprzez inne świadczenia społeczne, takie jak zasiłek rodzinny, albo np. dodatek macierzyński dla kobiety. […]
Każda praca – zarówno ta fizyczna jak i umysłowa – łączy się nieodzownie z trudem, który ma swoją wartość intelektualną. (…)
Ludowe porzekadło powiada, bez pracy nie ma kołaczy, a bez niej godnego życia. Znane jest także powiedzenie, że deko handlu, to więcej niż kilo pracy. Czym jest zatem praca?
W jednej mądrościowej książce stoi jak słup elektryfikacyjny z latarnią objaśnienie, że praca, to celowa, świadoma działalność człowieka polegająca na przekształcaniu rzeczywistości i przystosowaniu jej do własnych potrzeb. Praca stanowi przedmiot zainteresowań zarówno systemów filozoficznych jak i religijnych, a także wielu dyscyplin naukowych. Jedna z tych dyscyplin głowi się mocno nad ergonomią pracy.
Religie upatrują najczęściej w pracy karę za grzechy – w pocie czoła będziesz pracował – narzędzie zbawienia lub łaski, czy też boskiego przeznaczenia. Systemy religijne traktowały z reguły pracę jako coś podrzędnego w stosunku do modlitwy i kontemplacji. Wczorajszy ślub pary książęcej w Londynie zapewne daje do myślenia na temat pracy i dochodzenia do bogactwa, a dzisiejsze Zielone Świątki dają nadzieję, że dzięki współpracy z Panem Bogiem wszystko jest możliwe.
W ustroju niewolniczym istniał podział pracy pomiędzy ludźmi wolnymi, a niewolnikami. Spowodował on, że pogardzano na ogół pracą fizyczną w każdej jej postaci (praca na roli, usługi, rzemiosło), natomiast wysoko ceniono wysiłek intelektualny. Przejście do formacji feudalnej pogłębiło podział pracy i spowodowało znaczne przemiany w strukturze społecznej. Przemiany te jednak nie spowodowały zasadniczej zmiany poglądów na pracę; zmianie uległ tylko sposób interpretacji ortodoksyjnych koncepcji pracy. Tomasz z Akwinu (ok. 1225-74) silnie akcentował podział pracy, na fizyczną i umysłową, przy czym praca fizyczna stanowić miała karę za grzechy i spełniać rolę narzędzia pokuty. Jedynie praca umysłowa mogła dać zadowolenie i zapewnić człowiekowi szczęście. Dopiero rozkład feudalizmu i przechodzenie do formacji kapitalistycznej przyniosły nowe spojrzenie na charakter i rolę pracy. Przeciwko ortodoksyjnemu pojmowaniu pracy występowali wielcy reformatorzy religijni; Hus, Luter, Kalwin. Generalna ocena zmiany pracy pojawiła się w pismach myślicieli XVIII w., Voltaire, Diderot, Helvetius, Rousseau. W koncepcjach socjalistów utopijnych także; Fourier, C. H. de Saint-Simon, R. Owen, domagali się oni powszechności pracy i sprawiedliwego jej wynagradzania. Również w ramach klasycznej ekonomii angielskiej A. Smith, D. Ricardo, kategoria pracy stanowiła punkt wyjścia podstawowych rozważań i tez ekonomicznych.
W procesie pracy ludzie wchodzą ze sobą w określone stosunki, wzajemne związki, od których zależy charakter pracy. Właśnie forma tych związków (stosunków produkcji) charakteryzuje poszczególne formacje społeczno-ekonomiczne. We wspólnocie pierwotnej proces pracy był prymitywny, oparty na prostych formach współpracy (kooperacja prosta).
W formacjach opartych na prywatnej własności środków produkcji (niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm) pojawiają się antagonistyczne klasy społeczne (posiadających i nieposiadających środki produkcji) i klasowy wyzysk. W niewolnictwie bezpośredni wytwórca – niewolnik – nie posiada niczego i sam stanowi czyjąś własność. Zmuszany jest przez swego właściciela do pracy, której wytwory również stanowią własność właściciela niewolnika. W feudalizmie, bezpośredni wytwórca, chłop pańszczyźniany dysponuje narzędziami. Jednakże nie posiada przedmiotów pracy i wolności osobistej, przez co dominujący jest pozaekonomiczny przymus pracy. W kapitalizmie pojawia się praca najemna. Robotnik jest człowiekiem wolnym, lecz jako pozbawiony środków produkcji musi sprzedawać swą siłę roboczą kapitaliście. Podstawą wyzysku jest tu więc przymus ekonomiczny, głupota, albo naiwność niewolnika, a także przebiegłość właściciela DZIAŁKI i jego zasobów z jego BAZĄ i NADBUDOWĄ SPOŁECZNO-POLITYCZNĄ.

Zobacz obraz źródłowy
 
/- Niewolniku, słuchaj mnie!
– Tak, mój panie, tak.
– Przyprowadź mi natychmiast rydwan, zaprzęgnij go! Pojadę do pałacu.
– Jedź, mój panie, jedź! Wszystkie twoje życzenia spełnią się, król będzie łaskaw dla ciebie.
– Nie, niewolniku, nie pojadę do pałacu.
– Nie jedź, mój panie, nie jedź!… Król pośle cię w miejsca odległe, dopuści do wzięcia cię w niewolę w kraju, którego nie znasz, dopuści do tego, że będziesz cierpiał dzień i noc.
– Niewolniku, słuchaj mnie.
– Tak, mój panie. tak.
– Przynieś mi natychmiast wodę do rąk i daj mi ją! Złożę ofiarę mojemu bogu.
– Złóż ofiarę, mój panie, złóż! Kto składa ofiarę bogu swemu, jest bogaty, zagarnia coraz większe odsetki.
– Nie, niewolniku, nie złożę ofiary memu bogu.
– Nie składaj, mój panie, nie składaj! Możesz nauczyć boga biec jak pies kłusem za tobą, jeśli żąda czegoś od ciebie słowami: „Dopełnij obrzędów związanych z moim świętem“, albo: „Nie zadawaj pytań wyroczni“.
– Niewolniku, słuchaj mnie!
– Tak, mój panie, tak.
– Chcę jakoś pomóc swojemu krajowi.
– Pomóż, mój panie, pomóż! Kto w jakikolwiek sposób pomaga swemu krajowi, tego pomoc znajduje swe miejsce w czaszy Marduka.
– Nie niewolniku, nie okażę pomocy swemu krajowi.
– Słusznie mój panie, słusznie. Wyjdź na pagórki pradawnych gruzów i obejdź je dokoła. Popatrz na czaszki ludzi późniejszych i wcześniejszych – która z nich należy do złoczyńcy, a która do dobroczyńcy społeczeństwa?
– Niewolniku, słuchaj mnie!
– Tak, mój panie, tak.
– Zatem, co jest dobre? Złamać szyję twoją i moją, rzucić do rzeki – to jest dobre?
– Kto jest tak długi, żeby sięgnąć do nieba? Kto jest tak szeroki, by objąć ziemię?
– Nie, niewolniku, zabiję cię i wyślę przed sobą.
– W takim razie, niech mój pan, tylko trzy dni po mnie żyje!

Prawda jak zwykle leży po środku, a kij ma dwa końce. Od wieków, jedno i drugie biednemu nie sprzyja.
Dziś w Windsorze poprawiny…

The End.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał na koniec – Mreck

“W KAŻDYM KRAJU I CZASIE KAPŁAN BĘDZIE WROGIEM WOLNOŚCI” – T.J.

Zobacz obraz źródłowy

Thomas Jefferson, Ojciec Patriota i trzeci prezydent Stanów Zjednoczonych (. Thomasa Jeffersona można śmiało włączyć w polsko-polskie potyczki, o to, kto jest prawdziwym patriotą i kto ma monopol na narodowe pomniki. Jefferson Memorial w Waszyngtonie, z budżetem ok. $3 mln., po wielu politycznych przepychankach realizowano w latach 1938-1947. Odsłonięcie Memorial Jefferson nastąpiło w dwusetną rocznicę urodzin Thomasa, dn. 13 kwietnia 1943 r.
Polskie incydenty z pomnikami, to temat rzeka. Najpiękniejsze pomniki to szkoły. Hasło budowy „Tysiąca szkół na Tysiąclecie” rzucił 24 września 1958 r. Władysław Gomułka, pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – faktyczny przywódca Polski. Dziś jest nim Jarosław Kaczyński, też z wielowątkową pomnikową inicjatywą na terenie całej Polski.
Incydent z pomnikiem w New Jersey, to jeden z wielu, który dzieli Polaków. Pomnik smoleński w postaci schodów w Warszawie, również, co do miejsca i wymowy wzbudza wiele kontrowersji. Tak jak zapewne wzbudzał by pomnik kartofla, czy pomnik gwoździa z młotkiem.
Trwa protest niepełnosprawnych w polskim Sejmie. Protest ten zapisze się w historii Polski jako brak zrozumienia rządzących dla godnego życia tej grupy społecznej. Pomnikiem dla nich mógłby być wysoki krawężnik na przejściu dla pieszych.

Zobacz obraz źródłowy

Mreck

LAJKONIK

Zobacz obraz źródłowy

Wykład, wygłoszony 12 września 2006 roku przez papieża Benedykta XVI na Uniwersytecie Ratyzbońskim w Niemczech, w którym Joseph Ratzinger był wcześniej profesorem teologii wpisał się i nadal wpisuje w kalendarz w traumatycznych relacji, dwóch światowych religijnych wspólnot, ze swoją historyczną przeszłością i prawami danymi od Boga. Zarówno wczoraj jak i dziś pola wyznaniowe, obu tych globalnych organizacji na imię ma Chrześcijaństwo i Islam. Są jeszcze inne, ale o nich innym razem.
Zanim przejdę do meritum, należy wspomnieć o tych wszystkich historycznych zbrojnych wydarzeniach, które miały miejsce pomiędzy wyznawcami jednej i drugiej religii, w wyniku których okrutna śmierć zbierała swoje żniwo. Ta ciągłość religijnych procedur obu wyznań trwa od dzisiaj we wzajemnych relacjach, w każdej z nich osobno, a ich pokłosie, to Piekło lub Niebo. O tym wyborze decydują religijni przywódcy wraz z powiązanym z nimi światem pieniądza, zarówno po jednej, jak i drugiej stronie.
Wracając do meritum. W wykładzie, w którym czerpał z prac prof. Khoury’ego, papież mówił m.in. na temat stosunku chrześcijaństwa i islamu do rozumu i filozofii greckiej, będącej jednym z podstawowych źródeł kultury europejskiej. Benedykt XVI zacytował wypowiedź XIV w. cesarza bizantyńskiego, Manuela II Paleologa z jego dyskusji z pewnym uczonym Persom, muzułmaninem. Cesarz twierdził, że wiara chrześcijańska jest racjonalna, gdyż rozumność jest istotą Boga, zaś idea islamskiego dżihadu, świętej wojny i nawracania siłą, a nie rozumem, sprzeciwia się Bogu – szczególny kontekst tym stwierdzeniom cesarza nadaje fakt, że spisał je podczas oblężenia Konstantynopola przez muzułmańskie wojska tureckie między 1394 a 1402. Papież przytoczył opinię uczonego Persa z tego dialogu, że Bóg jest kimś transcendentalnym, jego wola nie jest związana z żadną z naszych kategorii, nawet nie z racjonalnością. Komentując ten dialog, Benedykt XVI odwołał się do refleksji muzułmańskiego uczonego Ibn Hazma (zm. 1069), dla którego Bóg nie jest ograniczony nawet przez swoje Słowo i nic nie zmusi go do objawienia nam prawdy. Jeśli taka będzie jego wola, człowiek będzie mógł nawet oddawał cześć bożkom.
W reakcji wielu muzułmańskich przywódców politycznych i religijnych zaprotestowało, uznając słowa papieża za obraźliwie fałszywą charakterystykę islamu.
Polskie Ludowa prawda głosi, że kij ma dwa końce.  Być może PRL w trzecim pokoleniu znowu się odrodzi, ale to musi jeszcze potrwać. Po wpisaniu w wyszukiwarce Google, Leszek Miller, wszystko nam wyjdzie. Z tajnym więzieniem w Polsce włącznie. O forsie za nie ani słowa. Kij ma dwa końce. Afganistan, Wiedeń, a nawet wyczyny gen. Józefa Bema, którego szczątki leżą zawieszone, pomiędzy Niebem a Ziemią w mieście dziś powiatowym.
Ile było zachodów by generała sprowadzić i pochować szanując jego przyjęte wyznanie.
W listopadzie br. upływa 10 rocznica inwazji na Irak. Być może do niej by nie doszło gdyby nie A.M., który ujawnił naszych agentów, dla politycznych celów. W Iraku mieliśmy mocne źródła i znakomite kontakty. Dużo by o tym pisać.
Sprawa Osamy Bin Ladena do dziś nie wyjaśniona, a ludziom wciska się kit polityczny, by głosowali właściwie. Ma to odniesienie również do naszych polskich działań, w których pan prezydent Bronisław Komorowski nie zdążył zaskoczyć wraz ze swoim sztabem.
O śmierci i odpowiedzialności gen. W. Jaruzelskiego i gen. Cz. Kiszczaka pisał nie będę, choć to oni właśnie, z muzułmanami utrzymywali dobre stosunki. Z Solidarnością i Kościołem również, ale o tym się dziś nie pisze , a ma związek z Paryżem.
Jest NATO wiele przykładów, choć Jerzy Urban miał to w nosie, a nawet gdzie indziej.
Jest jeszcze wiele innych wątków tej polsko-muzułmańskiej przyjaźni, ale to temat na wyrok, jednej, bądź też drugiej fundamentalnej opcji.
Media podały. Może za dużo chciał powiedzieć, że zmarł Ahmed Chalabi, iracki polityk, który odegrał znaczącą rolę w przekonaniu USA do inwazji na Irak. Jakie Chalabi miał powiązania nie mnie dociekać.
Rosja. Jak się z nią zdeży minister obrony RP Antoni Maciarewicz, wraz z pokrewnymi służbami od pilnowania i pilotowania obywatela, trudno przewidzieć. Minister Ziobro z panem Mariuszem Kamińskim pewnie już wiedzą, jak nazwać ten muzułmański projekt, który wraz z religijnym francuskim szariatem, już się rysuje się w polskich ustawkach pisowskich i ustawie zasadniczej.
Józef Majewski napisał: – /Akademicki wykład Benedykta XVI z 12 września 2006 roku, wygłoszony na uniwersytecie w Ratyzbonie, wstrząsnął światem muzułmańskim i relacjami chrześcijańsko-islamskimi. Dla części muzułmanów stał się sygnałem do agresji i przemocy wobec chrześcijan, czego nie da się usprawiedliwić ani treścią wykładu, ani żadną inną racją. W konsekwencji w relacjach z islamem w poważnej mierze został roztrwoniony pozytywny kapitał, wypracowany za pontyfikatu Jana Pawła II/.
Nie mnie dociekać, co zrobi minister Waszczykowski i inni. Guru PiS – (PREZES), zwycięskiej dziś formacji politycznej w Polsce, może decydować o wszystkim. O Krakowskim Lajkoniku także, który tańcząc na krakowskim rynku, przypomina o naszych historycznych związkach z Islamem, tych nie tak dawnych (PRL) również.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

KORAN

Zobacz obraz źródłowy

Księgą świętą Islamu jest Koran (arab. qur’an – czytanie, recytacja). Zawiera on objawienia na które powoływał się Muhammad z rodu Kurajszytów, urodzony w Mekce ok. 570 r., zmarły w Medynie w 632 r. Dla Muzułmanów Koran jest słowem Allaha, przekazanym przez archanioła Gabriela, kopią Księgi znajdującej się odwiecznie w Niebie. Naukę swą przekazał Muhammad w przepowiadaniu ustnym, ujętej w przepowiadanej prozie, wzorowanej na wyroczniach dawnych arabskich kahinów (wieszczów). Dopiero po śmierci Proroka ujęto ją w formie księgi, co nie musi podważać zaufania do wierności przekazu. Główną bowiem rolę przy gromadzeniu fragmentów „z liści palmowych, tabliczek białego kamienia i z piersi ludzkich“, podjętym już w rok po śmierci Proroka, jak i przy oficjalnej rewizji rozbieżnych wersji w 651 r., miał odegrać sam były sekretarz Muhammada, Zaid ibn Thabit. Ostateczny tekst Koranu ustalił uczony Ibn Mudżahid na zlecenie wezyrów Ibn Muqli i Ibn Isy, w 933 r.
Koran objętością odpowiada Nowemu Testamentowi i dzieli się na 114 rozdziałów zwanych Surami, uporządkowanych raczej mechanicznie według długości. Dziewięćdziesiąt z nich, przeważnie krótkich i zwięzłych, powstało w okresie początkowej działalności Proroka w Mekce, do 622 r. Pozostałe 24 Sury, bardziej rozwlekłe, powstały w Medynie. Najobfitrzy materiał prawodawczy zawierają Sury 2, 3 i 4. Sury medyńskie zawierają obszerny wykład dogmatów teologicznych, przepisów obrzędowych i prawodawczych.
Jako modlitewnik, a zarazem podręcznik szkolny muzułmanów, Koran, podobnie jak Biblia, należy do najpoczytniejszych ksiąg świata.
Koranu w zasadzie nie powinno się tłumaczyć na inne języki. Istnieje wszakże oficjalny przekład na język turecki, oraz kilka muzułmańskich tłumaczeń.
Pierwszego przekładu na łacinę dokonał w 1141 roku Piotr Czcigodny, opat z Cluny i jego współpracownicy, w celu zwalczania islamu. Autorem jedynego do niedawna polskiego tłumaczenia Koranu z arabskiego był Jan Murza Tarak Buczacki, Tatar z Podlasia.

Zobacz obraz źródłowy

Podstawę jego przekładu wydrukowano w Warszawie, w 1858 r. Ostatnio, naukowego przekładu Koranu z arabskiego dokonał Józef Bielawski.
Po śmierci Muhammada Koran był najwyższym autorytetem, tak w dziedzinie religii i kultu, jak i prawa świeckiego. W sprawach pominiętych przez Koran, zachodziła potrzeba odwoływania się do sposobu postępowania Proroka (sunna), utrwalonego w tradycji (hadith). Hadisy, to zwięzłe opowiadania, o tym co Prorok w danej sytuacji, niejako precedensowej, czynił, mówił i się zachowywał. Dlatego też hadisy poprzedzano opisem hidżry, ucieczki Proroka z Mekki do Medyny w 622 r., zamieszczonym w Żywocie Mohammada, napisanym przez Ibn Hiszama (zm. 834 r.), który opierał się na najstarszych zapiskach o życiu Proroka, sporządzonego przez Ibn Ishaka (zm. 768 r.)
Ibn Ruszd (1126-1198), na Zachodzie znany jako komentator Arystotelesa, pod imieniem Awerroes, wywarł wpływ na rozwój średniowiecznej filozofii żydowskiej i chrześcijańskiej (scholastyki). W przytoczonym urywku określa on granice między rozumem a wiarą (Jestem rzeczywistością – czyli Bogiem) – al-Halladż (zm. w 922 r.) – oskarżony i skazany o utożsamianie się z Bogiem.
Balchi albo Rumi (zm. w 1273 r.), założył w Konyi zakon maulawija – tańczących derwiszów. W licznych poematach przybliżał głębokie przeżycia i dociekania sufitów.
Przemożny wpływ na cały islam nowożytny, wywarł Egipcjanin Muhammad Abduh (1849-1905), uczeń al-Afghaniego (1838-1897), pioniera modernizmu w islamie. Za przykładem mistrza zmierzał on do odnowy Islamu poprzez poprawniejsze, racjonalne rozumienie Koranu i poprzez powrót do czystej wiary w Proroka. Zwracał np. uwagę, że Prorok, obwarowując przyzwolenie na zastaną u Arabów poligamię, warunkami zbyt trudnymi do spełnienia, zmierzał w gruncie rzeczy do wykorzenienia tego obyczaju. Ruch odnowy islamu doprowadził do powstania wielu organizacji, z których największy wpływ w Egipcie, a potem poza jego granicami, uzyskało jego stowarzyszenie pn., Bractwa Muzułmańskiego, założonego przez Hasana al-Banna (1906-1949).
Nasza doktryna jest dokumentem programowym Braci Muzułmanów, a Ku światłu – listem, jaki al-Banna skierował w 1936 r., do do króla Faruka i innych osobistości. Egipcjanin Sajjid Kudb (zm. w  1966), był teoretykiem tego stowarzyszenia fundamentalistów muzułmańskich. Swoje poglądy wyłożył w komentarzy do Koranu (pt. W cieniu Koranu) i w wielu innych pismach. Wysuwał on program budowy Państwa Muzułmańskiego w XX w. Pokłosiem tej religijnej ideologii jest dziś PI, z całym jego radykalizmem w walce z „niewiernymi“, którzy na własne życzenie wypuścili tego Dżinna z butelki.
Dżinny, to demony i duchy powstałe z czystego ognia bez dymu (w niektórych wersjach wierzeń z czystego płomienia oraz obłoku pary), które posiadają nadnaturalną potęgę i są niewidzialne, mogą jednak przyjmować dowolną postać (człowieka, zwierzęcia lub potwora). Utożsamiały one wrogie człowiekowi siły natury. Uważano ich za mieszkańców pustyni. Wiara w dżinny stanowiła bardzo istotny składnik religii Arabów, w okresie przed przyjęciem przez nich islamu.
Jako pozostałość mitologicznych wyobrażeń z przedmuzułmańskiej Arabii pojawiły się także w islamie, gdzie stanowią trzecią kategorię rozumnych istot stworzonych przez Boga (obok aniołów i ludzi). Dżinny w wierzeniach muzułmańskich dzielą się na dobre i złe. Dobre służą Bogu i pomagają ludziom (w szczególności prorokom), zaś złe (ifrity, sile i ghule) szkodzą. Czasem do złych dżinnów zalicza się szatana (szejtana). Podobnie jak ludzie, dżinny dzielą się na plemiona i rody.
Dżinny były bardzo popularne w ludowej tradycji muzułmańskiej. Zgodnie z ludowymi legendami i baśniami, człowiek przy pomocy zaklęć może sobie w pewnych wypadkach dżinna podporządkować (np. zmusić do spełnienia trzech życzeń), a także uwięzić w lampie lub butelce (Księga tysiąca i jednej nocy). Często pełnili w opowieściach funkcję strażników skarbów, byli mieszkańcami ruin, miejsc ponurych i opuszczonych.
Arabowie w czasach przed islamem uważali, że każdy poeta ma swojego dżinna, od którego zależy wielkość jego talentu. Według hadisów, każdy człowiek ma towarzysza dżina (zwanego po arabsku karin), który namawia go do grzechu. Jedynie karin Mahometa był dobrą istotą.
Ochronę przed złymi demonami miało dawać żelazo lub pierścienie ze złota i stali. Pomagają także amulety z wilczych kłów i wersetów z Koranu, które wypisano zielonym lub czerwonym atramentem. Staroarabskie praktyki magiczne (sihr) wymagały między innymi nawiązania kontaktów ze światem zmarłych oraz właśnie światem dżinnów. Dzięki nim leczono i wróżono. W czasach islamu większości tych praktyk zakazano.

Zobacz obraz źródłowy

Sura II – Krowa, to Sura medyńska.
W wersecie 190, tak stoi: – /Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę, Bóg nie miłuje najeźdźców!/.
W wersecie 191 czytamy: – /I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili!
– Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. –
I nie zwalczajcie ich przy św. Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać.
Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich!
– Taka jest odpłata niewiernym! -/.

Zebrał – Mreck.

STARY SZPITAL W TARNOWIE

Znalezione obrazy dla zapytania szpital dr edwarda szczeklika w tarnowie

Szpital założony został w okresie szalejącej epidemii tyfusu i cholery w 1835 r., na Pogwizdowie, w budynku nieczynnego browaru księcia Sanguszki.  W początkowym okresie stanowił prywatną własność Instytutu Ubogich i Chorych, w 12 salach mieściło się 50 łóżek dla pacjentów. W 1849 r. odpowiadał już obowiązującym wymogom sanitarnym dzięki czemu stał się szpitalem publicznym i powszechnym. Dokonana w latach 1860–1865 rozbudowa placówki umożliwiła zorganizowanie oddziału internistycznego z łóżkami dla chorych zakaźnie oraz chirurgiczno-operacyjnego z pododdziałem położniczym. Szpital posiadając 168 łóżek stał się wtedy jednym z największych szpitali w Galicji. W latach 1907–1913 wybudowano nowy pawilon chirurgiczny oraz rozbudowano i zmodernizowano stare budynki. W kolejnych latach wybudowano pawilon zakaźny oraz płucny, dobudowano II piętro w budynku głównym. W 1938 r. placówka posiadała już 5 budynków na 300 łóżek, rocznie hospitalizowano ok. 5,3 tys. chorych. We wrześniu 1939 r. Szpital został zbombardowany, a zespół lekarsko-pielęgniarski wraz z częścią rannych i chorych ewakuowany. Część chorych przeniesiono do szpitala żydowskiego, położonego po drugiej stronie ulicy. Szpital ten został wybudowany na potrzeby ludności pochodzenia żydowskiego, stanowiącej ponad 40% mieszkańców Tarnowa. W grudniu 1939 r. doszło do połączenia obu szpitali. W pierwszych miesiącach po II wojnie światowej Szpital był w stanie kompletnej dewastacji i nie nadawał się do użytku. Odbudowa budynków szpitalnych trwała od 1945 do 1955 r., a po jej zakończeniu Szpital, licząc 634 łóżka, stał się drugim co do wielkości szpitalem w województwie krakowskim. Działało w nim wówczas 9 oddziałów: wewnętrzny, chirurgiczny, ginekologiczno-położniczy z salą dla noworodków, zakaźny dla dzieci i dorosłych, pediatryczny, skórno-weneryczny, gruźliczy, okulistyczny, laryngologiczny. Rocznie leczono ponad 14 tys. chorych, wykonywano 6 tys. zabiegów operacyjnych oraz przyjmowano 1,7 tys. porodów. W 1973 r., podobnie jak w latach 1952–1955, w ramach eksperymentu, do Szpitala przyłączone zostały placówki lecznictwa otwartego. Reforma administracyjna z roku 1975 i powstanie województwa tarnowskiego spowodowały utworzenie Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Tarnowie, który skupił wszystkie placówki lecznictwa zamkniętego i otwartego w Tarnowie i w powiecie tarnowskim, pion pomocy społecznej oraz znajdujący się w toku budowy „nowy” szpital. W 1977 r. oddano do użytku pawilon I, w którym uruchomione zostały nowe oddziały specjalistyczne: neurologiczny oraz intensywnej terapii. Powstał oddział urologii. W 1980 r. otwarto pawilon II, do którego przeniesiono część oddziałów z innych obiektów, oraz uruchomiono nowy oddział kardiologii. W roku 1983 przy oddziale wewnętrznym utworzono pododdział dializ. W 1994 r. działalność 5 oddziałów szpitalnych (neurologii, pediatrii, urologii, laryngologii, okulistyki) przeniesiona została do Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza. Od 1997 r. Szpital funkcjonuje pod nazwą Specjalistyczny Szpital im. Edwarda Szczeklika w Tarnowie. W 2002 r. utworzono oddział kardiologii inwazyjnej, w 2009 – oddział rehabilitacji. W 2010 r. Szpital jest własnością Miasta Tarnowa, w 5 pawilonach szpitalnych funkcjonuje 12 oddziałów i 383 łóżka, rocznie leczy się 16 tys. pacjentów.
W okresie od 1952 do 1985 roku Szpital nosił imię Mieczysława Domańskiego – lekarza, zasłużonego działacza komunistycznego w Polsce, Francji i Hiszpanii.
W głównym budynku szpitala (B) mieści się kaplica p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego, oddana do użytku i poświęcona przez bpa Jana Stepę w roku 1957.
Opiekę duszpasterską sprawuje w niej ks. kapelan z parafii św. Józefa i MB Fatimskiej w Tarnowie.

Kaplica szpitalna Starego Szpitala p.w. Podwyższenia Św. Krzyża w parafii Św. Józefa i MB Fatimskiej w Tarnowie (1957) bp Jan Stepa poświęcił

 

 

 

 

Ten zasłużony dla miasta Tarnowa 175-letni Specjalistyczny Szpital zmieniał imiona razy kilka. W 1935 r. nadano mu imię prezydenta Ignacego Mościckiego, po Mościckim przechrzczono go na imię Mieczysława Domańskiego, a po Domańskim otrzymał imię prof. med. Edwarda Szczeklika (1898-1985). Swego czasu pracowała w nim moja siostra w charakterze siostry oddziałowej na oddziale doktora Lisa. Urodziły się w nim moje dzieci pod nadzorem pana doktora Kołodzieja, a i sam wielokrotnie korzystałem z jego pomocy. Stary Szpital ma konkurencję na ulicy Lwowskiej w postaci szpitala św. Łukasza. Który lepszy trudno powiedzieć. Dziś zarówno jeden jak i drugi to szpitale na noszach, które w leczeniu pacjentów sobie nie radzą. Świadczą o tym kolejki i powszechna opinia o naszej ciągle reformującej się służbie zdrowia.
TVN nagrał i rozpowszechnił w programie interwencyjnym zebrany materiał o tarnowskim Starym Szpitalu, a pan dyr. Marcin Kuta musiał gęsto się tłumaczyć i odpierać zarzuty niedopełnienia właściwej opieki nad pacjentką w podeszłym wieku. Pacjentka zmarła, ale nie z winy szpitala, choć swoje wycierpiała w ostatnich dniach swego życia.
Stary szpital wciąż się modernizuje i unowocześnia, by nadążyć za potrzebami chorych w miarę swoich możliwości.

http://www.ssz.tar.pl/informacje/informacje_foto/Szpital_wystawa.pdf

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck