Archiwa kategorii: Przyroda

KOCHAJ BLIŹNIEGO JAK SIEBIE SAMEGO?

Zobacz obraz źródłowy

Tadeusz Kotarbiński napisał ten tekst na dziesięciolecie /Przeglądu Społecznego/, wydawanego we Lwowie od 1927 roku. Czasopismo to było poświęcone opiece społecznej, a artykuł mówi o rozważaniach autora na temat podstaw działalności charytatywnej w sprawie pojęć i haseł, które mówią o dobroczynności. Moraliści każą nam innych kochać, a nie tylko lubić. Brak umiaru w tej licytacji miłości bliźniego mści się natychmiast. Wcale nie potrzeba by wszyscy kochali wszystkich. Albowiem każda istota która chce być kochana znajdzie kogoś miłującego. Z miłością jest jak z pojęciami w logice – Im bogatsza treść, tym uboższy zakres.  Nie hodować w sercu złośliwego robactwa, zaniechać wrogich uczuć, ale to nie jest łatwe zadanie. Albowiem rozjuszone żądła wypełzają z oczu i języków na prawo i lewo. Ludzie zmuszeni do współżycia ze sobą tak się wyzbyli kultywowania w sobie nienawiści do współobywatela, jak się odzwyczaili w cywilizowanych środowiskach pluć na podłogę; gdyż byli usposobieni względem siebie nie jak we wzorcowej rodzinie, lecz chociażby jak w zatłoczonym tramwaju. Oby szerzyciele cnót zamiast narkotyzować młode dusze egzaltowanym ideałem wszechmiłości, podburzając je zarazem do nienawiści względem rzekomych wrogów tego ideału, zajęli się plewieniem pokrzyw rozplenionych w sercach, leczeniem serc z przywary nienawistnych popędów! Zanim ludzkość nauczy się niebiańskiego uśmiechu, musi się najpierw oduczyć szczerzenia zębów. Wobec powyższego powiedzenie: – /Kochaj swego bliźniego jak siebie samego, jest nie realne i kochać tak jest nie sposób. Owszem dość często się przytrafia miłość ofiarna, rodząca poświęcenie bezgraniczne dla poszczególnych osób, poszczególnych grup, lub pewnych spraw ludzkich. Psychologia uczuć w tym zakresie przytacza wiele możliwości. Nie sposób wzbudzić i utrwalić w sobie i innych takiej gamy pozytywnych uczuć, które by uczyniły, że wszystkich kochamy. Nie można bowiem względem każdego z bliźnich rozwijać pomocy we wszystkich jego potrzebach. Albowiem potrzeby różnych istot są rozbieżne, bo ani rusz nie można pogodzić interesów gołębia i jastrzębia. Trzeba brać przykład z przyrody poza ludzkiej w tym względzie, otrzymamy wówczas plastyczną ilustrację wielu konfliktów między osobnikami zwierząt nawet tego samego gatunku. Hipotezę upraszczającą stanowi np. upowszechnione mniemanie że rośliny nie cierpią, a zwierzęta są li tylko nieczułymi automatami. Do wierzeń fantastycznych trzeba zaliczyć wszelkie rojenia o bycie pośmiertnym, w którym ma nastąpić ogólny happy end po wszystkich klęskach, czyniących dla wielu istot nieszczęśliwym w sumie żywot ich doczesny. My ludzie, jeżeli chcemy żyć, musimy jeść, a w tym celu musimy uśmiercać żywe tkanki, z których czerpiemy pożywienie, Jeżeli chcemy być zdrowi, musimy truć bakterie chorobotwórcze i tępić tych którzy je roznoszą. Naiwna była zatem modlitwa małej dziewczynki proszącej Bozię, o szczęście i zdrowie dla mamusi, tatusia etc., etc., wreszcie dla … much na lepie. Jest w tym głosiku dziecięcym coś co nam grzesznikom spokoju nie daje. Ewolucjonista rozumie, że przyroda żyje walką o byt, a naiwny moralista każe zaniechać wszelkiej walki o byt. Czy zatem utopijność hasła wszechmiłości daje nam prawo machnąć ręką na cierpienia zwierząt? Precz z okrucieństwem w stosunku do zwierząt! A przez okrucieństwo rozumie się nie tylko rozkoszowanie się ich cierpieniem, ale także zadawanie im cierpień zbytecznych – ubój zwyczajny bądź rytualny, polowanie. Pojęcie bliźniego nie obejmuje zwierząt. Gdzie się zaczyna, a gdzie kończy ludzkość w uczuciowym sensie? Co do mnie (Kotarbiński) do ludzkości zaliczam psy, a nie zaliczam hyclów. Pół biedy, gdyby w obrębie rodzaju ludzkiego panowała powszechna zgodność potrzeb. Można by wtedy praktykować powszechną życzliwość czynną wobec wszystkich bliźnich, rozumiejąc przez bliźniego każdego człowieka. Niestety, daleko jeszcze do stosowania ludzkiej przyjaznej wrażliwości wobec każdego bliźniego. Na Ziemi coraz większy tłok i depczemy sobie po piętach. Ciągle jakieś dwie monady ludzkie pożądają jakiegoś dobra, które tylko jednej z nich może przypaść w udziale. Zapewne do końca świata dwóch mężczyzn będzie się kochało na zabój w jednej kobiecie. A ona będzie zmuszona przynajmniej jednego z nich unieszczęśliwić odmową. A może i obu skoro do końca świata będzie się powtarzało zjawisko zakochania się bez wzajemności. W pewnych sytuacjach ludziom sumienia, to właśnie chłodna cnota, subtelniej interpretowana musi wystarczyć i zastąpić miłość bliźniego. Chłodna, gdyż z istoty swojej miarkuje porywy zarówno złego, jak i dobrego serca. Bywają jednak chwile, kiedy i sprawiedliwość na nic się nie przydaje, bo nie ma kto pilnować z dobrym skutkiem jej wykonania. Oto przywarowały naprzeciw siebie dwa oddziały w okopach. Nikt do nikogo tam nie czuje złości. Każdy wie, że to tylko mus. A musi dlatego, że przeciwnik jest groźny, trzeba tu przyjąć pewnik, że będzie nam szkodził jeśli my mu nie zaszkodzimy. Jeśli ktoś powodowany miłością bliźniego szepnie w okopach – /Rzućmy broń/, roztropni ludzie obejdą się z nim jak z niebezpiecznym obłąkanym. Temu zaś, co by liczył na możliwość sprawiedliwego i polubownego rozstrzygnięcia sporu zadadzą kłopotliwe pytanie: – /Gdzie władza, która by obu stronom narzuciła spełnienie wyroku?/. Sprawiedliwość w sporze dwóch silnych wymaga mocnej ręki trzeciego, od nich silniejszego. W granicach konieczności bojowej należy dokładać wszelkich starań by uczestnicy boju, zarówno przyjaciele jak i wrogowie cierpieli jak najmniej. Kto przebija bagnetem nieprzyjaciela, który się zamierzył kolbą – jest w swoim prawie. Kto policzkuje jeńca bezbronnego, dla własnej satysfakcji – jest zbrodniarzem. Potrzeba obrony przed niebezpieczeństwami wspólnej natury: nędzą, prymitywizmem, rozstrojem, i tyranią siły obcej jest usprawiedliwiona.

A zatem powiedzenie – Kochaj bliźniego jak siebie samego – pasuje niczym pięść do nosa.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

FILEMON I BAUCIS…

Remont Dworku

(mit. gr.) małżeństwo biedaków frygijskich, które – mimo swego ubóstwa – przyjęło gościnnie Zeusa wędrującego z Hermesem po kraju; w nagrodę Zeus zmienił ich ubogi domek w świątynię i powierzył ją ich opiece, po śmierci zaś zamienił oboje w drzewa (dąb i lipę) splecione ze sobą korzeniami; symbolizują gościnność i wierność małżeńską.
I pomyśleć, że ta mitologiczna historia wplata się również w historię jednego z tarnowskich dworków podmiejskich, których kilka było w okolicach Tarnowa. Niektóre z nich ocalały i każdy ma swoją legendę. Ta o Filemonie i Baucis dotyczy dworku przy ulicy Batorego. Wspomina o nim w swojej książce /Mój Tarnów/, tarnowski historyk, pan Antoni Sypek. Ja dodam tylko kilka zdjęć do tej opowieści;

Remont Dworku

która ma również związek z X Eustachym Sanguszką z Gumnisk i ówczesnymi lokatorami tego obiektu, małżeństwem Kostasiów, ich wnuczką i dwoma drzewami, które dziś są już tylko wystającymi z ziemi ściętymi okazałymi jeszcze pniami, byłych dorodnych i strzelistych niegdyś topól.
O losach dworku wspomina również tarnowski tygodnik TEMI (42/2017) w tekście Wiesława Ziobro /Ruiny dworku przestaną straszyć/. Dobrze by było, by przy okazji jego remontu duch mitologii odżył w jego starych murach  i być może sadzonkach drzew Filemona i Baucisa.

Pień topoli przy dworku

Pień topoli przy dworku
Być może już wkrótce tak się stanie i w swojej pamięci obudzi w sobie czasy, które Józef Szujski zamieszkały obok, dobrze zapamiętał…

Mreck

KŁOPOT Z CZŁOWIEKIEM

Znalezione obrazy dla zapytania genom człowieka

Najmniej pewnych informacji nauka dostarcza nam o nas samych. Astronomia, fizyka, chemia, geologia – zajmujące się otaczającym nas światem nieożywionym – mają swoją ciągłą tradycję, sięgającą czasów antycznych. Biologia jest równie stara, ale do niedawna miała chrakter nauki czysto opisowej. Refleksja nad homo sapiens pozostawała przez tysiąclecia domeną filozofów. I chyba dobrze się stało, że tak długo istotę ludzką chroniono przed ciekawością uczonych. Było to coś w rodzaju boskiego immunitetu. Człowiek wymyka się z pod kontroli, jest tworem zbyt skomplikowanym, by oddawać go w ręce partaczy.
I na człowieka przyszła werszcie kolej; dziś on jest przedmiotem zainteresowania licznej grupy nauk szczegółowych. Wymienić w tym miejscu należy chociażby psychologię, socjologię, genetykę, czy neurofizjologię (zajmowały się też nim i zajmują – na swój spsób oczywiście – fizyka i chemia.
Naukowe badania poświęcone człowiekowi doprowadziły – jak dotychczas – do wniosków, które budzić mogą zakłopotanie.
Otóż okazało się, że właściwie nie mamy żadnej typowo ludzkiej cechy, która wyróżniałaby nas w świecie zwierząt, ba, nawet w całym świecie ożywionym, obejmującym także rośliny, bakterie i wirusy.
Od czasów Darwina wiemy, że pochodzimy od małpy. Od szympansa różnimy się pod względem biochemicznym różnimy się znacznie mniej niż dajmy na to orangutan różni się od gibona, czy ropucha od żaby zielonej. Mało tego – struktura podstawowych cząsteczek niologicznych (białek i kwasów rybo- i dezoksyrybonukleinowych), a także przebieg procesów biochemicznych są u człowieka niezmiernie podobne do odpowiednich u bakterii czy wirusów, nie wspominając już o roślinach. (Jak twierdzą Peter Tompkins i Christopher Bird w wydanej przed laty w Stanach Zjednoczonych książce „The Secret Life of Plants“, rośliny czują, porozumiewają się między sobą i pozwalają się oswoić.
Nie tylko jednak zbudowani jesteśmy z tego samego budulca, co inne organizmy żywe i nie tylko zachodzą w nas te same procesy biochemiczne. Utraciliśmy także monopol na takie umiejętności jak posługiwanie się narzędziami, bo to potrafią także inne zwierzęta. Posługiwanie się językiem znaków u zwierząt też nie jest obcy.
„Człowiek socjobiologiczny“, to po prostu taki osobnik (fenotyp – naukowo rzecz ujmując), którego naczelnym celem jest zapewnienie możliwości przetrwania jak największej liczbie własnych genów, a więc kochający swoje dzieci, a już trochę mniej dalszych krewnych.
Podobieństwo człowieka do roślin i zwierząt, choć obrażać może naszą miłość własną, ma pewną dobrą stronę. Badając inne organizmy możemy się dowiedzieć czegoś więcej o człowieku. Uczeni robią to zresztą od dawna. Masowa obecność królików doświadczalnych i białych myszek w laboratoriach biochemicznych czy neurofizjologicznych świadczy o ich poświęceniu dla dobra ludzkości.

Zebrał i swoją kość ogonową przyłożył – Mreck

KRÓLESTWO NIEBIESKIE, NICZYM FATAMORGANA, BĄDŹ BAŃKA MYDLANA …

Znalezione obrazy dla zapytania fatamorgana na pustyni

Wokół nas jest inny świat. Jest blisko. Dotyka nas na wyciągnięcie ręki. Jest jak cudowna bańka mydlana, która pęka za każdym razem kiedy ją dotkniemy. Należymy do niego, ale on do nas nie należy. Czasem przyjdzie łaska jak błyskawica i odsłoni go komuś. I wtedy ten, któremu zostało to objawione, usiłuje topornymi słowami, rzeźbą, obrazem, rysunkiem, nazwać to zjawisko, które przeżył, które ujrzał. Po czym, z wielkim trudem stara się wpatrywać w swoje słowa, rzeźbę, obraz, rysunek, to wszystko, co mu owo objawienie w ich namiastce przypomina.
Wokół nas jest inny świat. My należymy do niego, ale on do nas nie należy. Tak jak ktoś już kiedyś powiedział – Ja nie jestem z tego świata, ale za mną podążajcie, by trafić do niego. Ktoś już zapisał te znaki, zalegają w pustynnych piaskach, można je odnaleźć. Tam się unoszą niczym fatamorgana, wciąż czekając na odkrycie.

Do słów ks. Mieczysława Malińskiego – swoje dwa grosze, Mreck dodał

W SCHEMATACH DOBRA I ZŁA ZAMKNIĘCI

Znalezione obrazy dla zapytania w schematach dobra i zła

W znaczeniu najogólniejszym rozumiane jest jako wszystko to, co uważa się (słusznie lub niesłusznie) za cenne. Niekiedy dobro utożsamiane bywa z wartością, wielu jednak autorów odróżnia wartość od dobra (lub dóbr) głosząc, iż przez wartość należy rozumieć to, dzięki czemu coś jest dobrem.
Zazwyczaj odróżnia się dobro instrumentalne, stanowiące środek do osiągnięcia innego dobra, od dobra wewnętrznego, będącego celem samym w sobie; synonimem dobra wewnętrznego, jest dobro samo w sobie.
Piękno można uznać za dobro samo w sobie, a zarazem upatrywać w nim dobro jako środek do kształtowania pełnej, wszechstronnej osobowości.
W myśli filozoficznej toczy się spór o to, czemu dobro zawdzięcza swoją egzystencję. Według subiektywistów dobro stanowi jedynie przejaw psychicznej aktywności ludzi; idealiści obiektywni odnoszą dobro do jakiegoś pozaziemskiego świata, przekraczającego empiryczne doświadczenie; naturaliści skłonni są upatrywać w dobru, bądź naturalne cechy przedmiotów, bądź stosunek między określonymi przedmiotami, a potrzebami indywidualnie, pozaspołecznie widzianych ludzi.
Ze względu na różnorodność dóbr podejmowane były próby ich klasyfikacji. Najczęściej jest przyjmowany podział na dobra duchowe (np. wiedza, sztuka, dobroć, zdolność) i dobra materialne (np. pożywienie, odzież, mieszkanie, samochód). Często też , w miejsce tego ogólnego podziału, wymienia się rodzaje dóbr, np. dobra ekonomiczne, polityczne, estetyczne.
Niezaspokojenie potrzeb materialnych utrudnia człowiekowi, a nawet uniemożliwia, korzystanie z dóbr duchowych. „Człowiek stroskany, nękany potrzebami nie jest wrażliwy na najpiękniejszą sztukę teatralną“ – występuje zależność między wrażliwością na dobra duchowe, a zaspokajaniem potrzeb materialnych.
Pojęcie „dobra“ występuje także, zwłaszcza w rozważaniach etyków, w znaczeniu „dobro moralne“, przy czym może być wówczas rozumiane dwojako: szerzej – gdy do dóbr moralnych zalicza się zarówno określone czyny, jak i motywy czy charaktery, lub węziej – gdy pojmowane jest jako dobro moralne czynów, postępowania ludzkiego.
Niekiedy jakiś czyn uznany być może jednocześnie (i to bez sprzeczności) za słuszny moralnie (np. ze względu na obowiązującą regułę), ale jednocześnie zły moralnie (ze względu na jego motywy).
Rozważania dotyczące słuszności moralnej odróżnia się od rozważań dotyczących dobra moralnego; pierwszymi zajmuje się teoria czynu słusznego, drugimi aksjologia etyczna (etyka).
W dziejach myśli filozoficznej wiele uwagi zajmowało zagadnienie tzw. „dobra najwyższego“ – (summum bonum). Na ogół rozumiano przez nie takie dobro wewnętrzne, które zajmuje naczelne miejsce w hierarchii wszystkich innych dóbr; niektórzy myśliciele uważali nawet, że zawiera ono w sobie wszystkie inne dobra, stanowiące jedynie jego składniki. Problem dobra najwyższego był rozważany szeroko zwłaszcza przez ETYKĘ, która oprócz dobra moralnego, zajmowała się także dobrami poza moralnymi, gdy poszukując odpowiedzi na zasadnicze swe pytanie: JAK POWINNO SIĘ POSTĘPOWAĆ? (jakie czyny są słuszne moralnie?), odwoływała się dla uzasadnienia swych zaleceń, do określonego rodzaju preferowanych przez siebie dóbr.
Na przełomie XIX i XX w., powstała odrębna dyscyplina, nazywana AKSJOLOGIĄ, lub teorią wartości, która zajmuje się wyłącznie badaniem dóbr, a raczej – jak obecnie określany jest jej przedmiot – WARTOŚCI. Prowadzi ona badania empiryczne, których przedmiotem są przede wszystkim zastane lub przeszłe (obecnie również przewidywane) poglądy ludzi na to, co jest dobre, bądź uprawia refleksję normatywną (np., jakie dobra są wyższe, a jakie niższe), lub metodologiczna (np., jak uzasadnić sądy o dobru i wartościach).
W zależności od tego, co etycy uważają za dobro najwyższe, można wyróżnić podstawowe kierunki etyki normatywnej.
Główna linia podziału przebiega między tymi, którzy za dobro najwyższe uważają jakieś dobro poza moralne, a tymi, którzy za dobro najwyższe rozumieją dobro moralne, w znaczeniu zarówno słuszności moralnej, jak i dobra moralnego. Dla tych drugich dobro moralne pod żadnym względem nie może być rozpatrywane jako dobro instrumentalne; jest ono dobrem wewnętrznym i to dobrem najwyższym, a wedle niektórych, nawet dobrem jedynym.
Etycy, którzy miano dobra najwyższego przypisują jakiemuś dobru poza moralnemu, reprezentują zazwyczaj jeden z trzech kierunków: hedoniści, eudajmoniści i utylitaryści za dobro najwyższe przyjmują PRZYJEMNOŚĆ i SZCZĘŚCIE; perfekcjoniści głoszą, iż dobrem najwyższym jest doskonałość ludzka; ewolucjoniści przyjmują, iż jest nim życie i jego rozwój. Przedstawiciele tych kierunków w dobrze moralnym widzą nie cel w sobie, zwłaszcza cel najwyższy, czy jedyny, lecz przede wszystkim środek do osiągnięcia celów wobec niego nadrzędnych.
W perfekcjonizmie, który przyjmuje, iż dobrem najwyższym jest ludzka doskonałość, rozkwit indywidualności i osobowości człowieka, oraz realizacja jego możliwości i talentów. Można tu wyróżnić stanowiska: indywidualistyczne i społeczne.
Biologicznie rozumiany ewolucjonizm, najwyżej ceni dobra witalne, intensyfikację, ekspansję, rozwój życia ludzkiego. Na tej płaszczyźnie ukształtował się zarówno entuzjastyczny altruizm, upatrujący ekspansję życia w radosnej działalności na rzecz innych ludzi i dla ich dobra, jak i antyhumanitarnym, w stylu H. Spencera (1820-1903), a nawet nietzscheański diabolizm. Ch, Darwin (1809-82), jeden z głównych zwolenników ewolucjonizmu również w etyce, interpretował go w duchu tradycyjnej moralności; twierdził, że ewolucja biologiczna dokonująca się przez walkę o byt i dobór naturalny wiedzie do triumfu tej moralności. Dla J. M. Guyau (1854-88) intensywność i ekspansja życia polegała na miłości bliźniego, wspaniałomyślności, a nawet samopoświęceniu w walce o dobrą sprawę. Natomiast według antyhumanistycznego skrzydła etyki ewolucjonistycznej, obrona i pomoc świadczona słabszym jednostkom zagrażać miały procesowi ewolucji naturalnej; pełnię i wszechstronność życia przedstawiali oni jako bezlitosną walkę o byt, której najwyższym prawem jest siła. Apogeum tego antyhumanitaryzmu stała się doktryna F. Nietzschego (1844-1900), kreująca ideał nadczłowieka – brutalnej bestii; nietzscheańskie hasło „przewartościowania wartości“ godziło w miłość bliźniego, współczucie, dobroć – w ogóle w dobro jako rzekomo „CNOTY NIEWOLNICZE“.
Pytanie, kiedy postęp ludzkości przestanie być podobny do bożka pogańskiego, który nie chciał pić nektaru inaczej, jak tylko z czaszki zamordowanego człowieka.
– „Mądrością i dobrym obyczajem nad śmiertelnych
wzniósł się ten, kto tu leży, boski Aristona syn.
Jeżeli ktoś wśród ludzi największej mądrości zdobył chwałę,
to on chwałę taką zdobył, zawiści niedosiężną“ *
– *Napis na grobie Platona.
Mit jaskini platońskiej. Platon dzieli rzeczywistość na dwie sfery: idealną i materialną. Świat idei jest niezmienny, wiecznotrwały i dobry, natomiast świat materialny jest niedoskonały, ograniczony, zmienny, niekompletny. Człowiek postrzega jedynie rzeczywistość.
„Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie! Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych! Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi! Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi! Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]! Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę – mówi Pan – ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” – Rz 12,14-21
Św. Paweł zachęca do miłości. Chrześcijaństwo to Ewangelia MIŁOŚCI. Bóg kocha wszystkich. Dobrze czyniących i źle czyniących. Jezus prosił: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół” (Łk 6,27). Apostoł narodów przypomina Słowa Pana: Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie! (zob. Łk 6,28) I dodaje: Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi! Autor Listu do Rzymian wzywa wyznawców Pana do przebaczenia. Prosząc o uznanie i wierność wobec fundamentalnego dla chrześcijaństwa Prawa Miłości nieprzyjaciół, św. Paweł zachęca też do życia w zgodzie i harmonii [żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi!]. Tu jednak potrzebna jest dobra wola ze wszystkich stron. Dlatego Apostoł narodów zaznacza: Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy… Autor Listu do Rzymian odwołuje się do fragmentów Starego Testamentu: „Moja jest odpłata i kara, w dniu, gdy się noga ich potknie” (Pwt 32,35a) i „Gdy wróg twój łaknie, nakarm go chlebem, gdy pragnie, napój go wodą – żar ognia zgromadzisz na nim, a Pan ci za to zapłaci” (Prz 25,21-22). Na koniec św. Paweł woła: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!
Wszyscy żyjemy wśród pewnych ustalonych konwencji i barier, które są wyznacznikami określonych norm zachowań i przyjętego prawa. Znamy granice, za, które nie powinniśmy przekroczyć żyjąc w danym społeczeństwie.
Wybitny filozof Immanuel Kant działający w okresie oświecenia, twierdził, iż złe postępowanie jest wynikiem złej interpretacji terminów „dobro” i „zło”, ja oczywiście jestem tego samego zdania. Obserwując ostatnie wydarzenia , które miały miejsce w otaczającej nas rzeczywistości , pomijając małe dzieci, także osoby dorosłe mają problem odróżnienia dobra od zła, dlatego absolutnie zgadzam się z Kantem. Przykładem takiego zjawiska są wszelkie w dużej mierze nasilające się w ostatnim czasie przejawy terroryzmu. Wykonawcami tych czynów są  ludzie bezduszni o zachwianym poczuciu humanitarności. Pochodzą w większości z islamu. Ślepo wykonują polecenia, mordując innych, twierdząc przy tym, że jest to dla boga, oddanej wiary czy polepszenia sytuacji w ich środowisku. Nazywani są pseudowyznawcami lub zagubionymi, oddanymi swej wierze wyznawcami, tak oceniani są przez swoje władze. Tak jak każdy człowiek może mylić się w różnych dziedzinach tak też ekstremiści w nieodpowiedni sposób rozumieją Koran. Podstawowe założenia islamu, to braterstwo, poczucie sprawiedliwości społecznej i oczywiście zakaz zabijania drugiego człowieka. To właśnie jest doskonały przykład złej interpretacji dobra i zła. Dla dobra ludzkości to bardzo ważne jak te pojęcia będą rozumiane, nie możemy do tego podchodzić w sposób relatywny.
Kant priorytatywną rolę przywiązywał do rozumu, uważał, że poznanie razem z rozumieniem tworzą nierozłączny związek. To oczywiście wiąże się z zdolnością rozróżniania zła i dobra. Ludzie w większości są w stanie uważać, że jest to cecha jak najbardziej wrodzona. Ekstremiści natomiast, wszystko, co jest związane z poczuciem dobra, interpretują zupełnie odwrotnie, i mają wrogie nastawienie do ludzi innego wyznania. W pojęciu terrorysty to, co robi, nawet zabijając drugiego człowieka, czyni to dla dobra najwyższego, oczywiście w jego pojęciu, gotowy jest nawet sam zginąć lub poświęcić kogoś mu bliskiego. A wracając do tego co głosi Koran, że przecież zabójstwo drugiego człowieka to najgorsze zgorszenie na ziemi. Tacy ludzie nie posiadają poczucia sprawiedliwości, poczucia zła, są raczej zagubieni, zamknięci w swojej wierze, wpatrzeni we własne guru. Nie dopuszczają innych schematów rozwiązań, często ich zachowanie można porównać do bezmyślnych plemion zwanych kanibalami.
Możemy sobie zadać pytanie, co ma zrobić człowiek dostający się przez przypadek w ręce takich bezwzględnych, prymitywnych morderców? Jedyne rozwiązanie pozostać bierny w swoim ogromnym lęku. Może powinien krzyczeć, błagać o łaskę? Czasami jednak nie może tego tak zwyczajnie zrobić. Nie jest przecież w stanie wyjaśnić tym ludziom gdzie leży przyczyna ich postępowania, co to jest dobro a co zło, jak nauczyć się tego rozpoznawać. Gdyby nawet odważył się na taką lekcję moralności wydałby się śmieszny i niezrozumiały. Niewiem czy nastanie taki czas, że terroryści zrozumieją swoją ciemnotę, poczucie dobra będzie rozpowszechnione w ich sercach. Czas pokaże. Zgadzam się z całą odpowiedzialnością z filozofem Kantem, iż poczucie dobra czy zła ma charakter powszechny. Powinniśmy w naszym życiu starać się kierować rozumem, wykształcić w sobie doskonałą umiejętność posługiwania się dobrem, zło natomiast zupełnie od siebie odrzucać. Wtedy będziemy wartościowymi ludźmi w pełnym tego słowa znaczeniu.

W dobrej wierze zebrał – Mreck

ŚWIAT JEST TRUJĄCY

Chloroza jest rezultatem bardzo częstego kontaktu skórnego z czynnikiem toksycznym, ale może być także spowodowana wchłanianiem takiego czynnika przez przewód pokarmowy lub drogą wziewną. Objawia się w jakiś czas od bezpośredniego kontaktu i może się utrzymywać wiele lat. Powodują ją ekotoksyny chlorowcopochodne.
Skórne objawy tego schorzenia obejmują trwałe wysypki, pokrzywki, krostowacenie, czyraki i zwiotczenie tkanek. Objawom dermatologicznym towarzyszą ból i osłabienie kończyn dolnych, oznaki niedowładu, zaburzenia pracy serca i układu wegetatywnego. Później następuje ciężka degeneracja wątroby (marskość lub martwica), bronchit, porażenie wielonerwowe, uszkodzenie nerek i śledziony. Z chorobą tą wiążą się też wielopostaciowe trwałe zmiany psychopatologiczne i neurologiczne. Przez dziesięciolecia objawy te, obserwowane u pracowników stykających się z chlorowcopochodnymi organicznymi (rozpuszczalnikami, herbicydami, pestycydami, wielochlorowanymi dwufenylami itp.), przypisywano alkoholizmowi.
Dioksyny należą do najsilniej działających trucizn; są rakotwórcze. Są to ekotoksyny chlorowcopochodne organiczne, obecne w środowisku wskutek działalności człowieka. Ponad 60 proc. dioksyn obecnych w biosferze Ziemi to uboczny produkt spalarni odpadów. Obecność dioksyn w „czystej ekologicznie” okolicy przypisuje się zaś zanieczyszczeniom środkami ochrony roślin. Blisko 95 proc. dziennej dawki dioksyn dostaje się do naszego organizmu wraz z pożywieniem. Ponieważ mają one zdolność do bioakumulacji w łańcuchu pokarmowym człowieka, są uważane za szczególnie groźny czynnik ryzyka ekologicznego. Przyjmowane w niskich dawkach wywołują zmiany osobowości, obniżają libido, są przyczyną obniżenia zdolności do rozmnażania.

http://doczz.pl/doc/683835/analityka-zanieczyszcze%C5%84-%C5%9Brodowiska

Zebrał – Mreck

 

 

planty kolejowe

DSC00827

Historyk tarnowski pan Antoni Sypek w swojej książkowej publikacji z (2005) i tej wznowionej w (2017) książce /Mój Tarnów/ podejmuje wiele ważkich historycznych wątków w obrębie byłego wojewódzkiego miasta Tarnów. Otóż w jednym z nich, pt. /Na Stawkach i Planty Przybyłkiewicza/, pan Antoni wychodzi z siebie i w mocnych, ale trafionych słowach poddaje krytyce tzw. /Komisję Wielkiej Inkwizycji/ Magistratu im. ks. Jana Marszałka, która jak chce, zmienia ulice i place miasta według własnego uznania. Chodzi o wiele miejskich ulic, ale w tym przypadku o ulicę Na Stawkach i Plantach Przbyłkiewicza. Stara tarnowska ulica Na Stawkach niestety zniknęła, zastąpił ją ks. Jan Marszałek. Pan Sypek  tych ulicznych wnioskodawców nazywa dosadnie i domaga się w swej książce i pewnie na żywo, by nazwiska tych politycznych manipulatorów i małych hochsztaplerów były w końcu opublikowane, i aby społeczeństwo wiedziało kto za tymi krzywdzącymi zmianami stoi. Życzy im ponadto, by owymi poprawiaczami historii, zajęły się diabły w piekle, by smażyć ich członki i dusze. Ks. Jan pewnie tego piekielnego kotła dopilnuje, wypełnionego tymi wszystkimi członkami co go z ulicą Na Stawkach raczyli zamienić.
Z Plantami Ignacego Przybyłkiewicza (1846-1898), a dziś Józefa Jakubowskiego (1861-1948), założyciela Muzeum tarnowskiego, historia jest podobna. Ignacy Przybyłkiewicz propagator sportu i kultury fizycznej w Tarnowie zasługuje na osobną opowieść, którą być może ktoś napisze. Materiałów nie brakuje. Współtwórca z druchem Wilhelmem Muldnerem gniazda TG Sokół (1883) jako drugie gniazdo po Lwowie w Galicji), i „Piaskowej Góry“ znanej dla ówczesnej młodzieży, postaci lubianej i szanowanej przygotowującej młodych skautów na trudne czasy do udziału w odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 r. Miasto Tarnów odzyskało ją jako pierwsze, być może dzięki zabiegom Przybyłkiewicza. Życie miał godne pióra, podkreśla pan Antoni; powstaniec styczniowy (1863), ukończył gimnazjum w Rzeszowie i studia na wydziale filozoficznym UJ w Krakowie. W tarnowskim gimnazjum uczył matematyki i fizyki. Zawód nauczyciela porzuca dla pracy w charakterze urzędnika w Kasie Oszczędności, a następnie policji magistrackiej. Był propagatorem ruchu cyklistów i pieszych wycieczek po okolicach Tarnowa. Urządzał aktywne wakacyjne kolonie letnie dla młodzieży.  Może pan Kazimierz Bańburski weźmie śp. Ignacego na swój twórczy historyczny warsztat?

DSC07623
Jak wspomina o Przybyłkiewiczu pan Antoni Sypek, pogrzeb miał okazały i ludny. Spoczywa w zaniedbanym grobowcu przy głównej alei Starego Cmentarza w Tarnowie, nieopodal kaplicy XX Sanguszków. Może ktoś się zlituje i o ów grobowiec Przybyłkiewicza w nim spoczywającego zadba wreszcie jeszcze przed świętem Wszystkich Świętych zmarłych w 2017. Grobowiec Polityńskich też woła o pomstę do Nieba, ale póki co powróćmy na zielone trawniki i stary drzewostan Plant Kolejowych w Tarnowie.
O procedurze nadania Kolejowym Plantom im. Ignacego Przybyłkiewicza nie będę wspominał, bo pisze o niej pan Antoni Sypek we wspomnianej już książce /Jego Tarnów/. Czarno na białym stoi w niej jak w Piśmie, że Przybyłkiewicza nikt nie zwolnił z patronowania Plantom, a Józef Jakubowski podobnie jak ks. Jan Marszałek pewnie czują się nie swojo na swoich aktualnych miejscach. Nie wiem jak się czuje św. Faustyna po ś.p. Lucjanie Szenwaldzie, ale pewnie bosko.

DSC00892
Drzewostan Plant zasiedlany codziennie przez nocujące na nim ptaki ma swoją historię i kilka białych kruków, które na liście starych drzew w Polsce zajmują czołowe miejsce. Na Plantach rośnie m.in. klon polny, szósty w kraju, (ok. 200 lat wys. ok. 19 m), oraz kasztanowiec biały (ok. 180 lat, wys. ok. 25 m) ósmy w kraju. Kolejnym białym krukiem jest pamiątkowa stara kamienna tablica przed pniem starego dębu i rosnącego przy niej młodego drzewa z napisem: – „Dąb zasadzony w X rocznicę niepodległości Polski“.

Mreck