Archiwa kategorii: polityka

O jednej rzeźbie z warkoczem i innymi tarnowskimi wątkami…

DSC08734

Niewiele osób wie, że rzeźba kobiety z warkoczem z ulicy Parkowej w Tarnowie ma swoją ciekawą historię, albo przeszłość jak kto woli. Nie wie o niej nawet tarnowski historyk pan Antoni Sypek, który o nagiej, wstydliwej rzeźbie /Dziewczyny z Warkoczem/ enigmatycznie wspomina w swojej książce /Mój Tarnów/, ale niestety nie jest konsekwentny w swoich tarnowskich odkryciach, tropach i dociekaniach. Z kościółkiem w Zawadzie jest podobnie… O PRL w którym się wychował jednak nie zapomina i przy każdej nadążającej się okazji złośliwie o nim wtrąca. Krótko mówiąc wie sporo, ale do wiedzy pana dr Kazimierza Bańburskiego, też historyka, trochę mu brakuje. Żeby nie być gołosłownym, posłużę się relacją pewnej pani tarnowianki, o imieniu Janina z miasta z ulicy Parkowej, mieszkającej niegdyś w miejscu, na którym dziś owa rzeźba obecnie parkuje. Ktoś by powiedział, zbieg okoliczności, albo zrządzenie losu, że mnie pod ową rzeźbą pani Janina spotkała. Owa rzeźba z warkoczem, to w istocie podobizna pani Matyjewicz z lat młodości, imienia pani Janina nie pamięta, ale wiedziała gdzie Matyjewicz mieszkała i gdzie owa rzeźba stała zanim na ulicę z tego z domu wyniesiona została. Pani Matyjewicz mieszkała przed wojną na w nieistniejącej dziś kamienicy przy ulicy Parkowej,  Klikowskiej i PCK w Tarnowie (dziś stoi tu apteka). Gdy wojna wybuchł jej mąż wyjechał na front i tam też zginął w walce z okupantem. Pani Matyjewicz przyjęła do swego mieszkania artystę rzeźbiarza, który kolejną swoją rzeźbę stworzył na podobieństwo owej młodej wdowy i gospodyni swego nowego miejsca zamieszkania. Rzeźba stanęła w miejscu gdzie stoi kosmiczna fontanna po fontannie I Sekretarza Tarnowa, Stanisława Gębali, dziś Plac im. ks. Popiełuszki, przy kościele  XX Misjonarzy, gdzie nie tak dawno ks. Jacek Miendlar był na pokucie za swoje polityczne wystąpienia. Dziś nadal rękę podnosi z zaciśniętą pięścią.
Pani Janina, z 20 letnim pielęgniarskim stażem, przy okazji wspomnień o rzeźbie wspominała również swego kuzyna budowniczego Starego Szpitala i międzynarodowego działacza politycznego, pana dr Mieczysława Domańskiego, który nosił jego imię od 1952 do 1985 r. Dziś przy kaplicy szpitalnej widnieje tablica dr Rogalskiego.

/…Przez kilka pierwszych tygodni po wyjściu Niemców z Tarnowa Szpital nie nadawał się do użytku. Odbudowa i modernizacja budynków szpitalnych miała miejsce w latach 1945 – 1955 a po jej zakończeniu Szpital licząc 634 łóżek stał się drugim pod względem wielkości szpitalem w Województwie Krakowskim.  W okresie od 1952 do 1985 roku Szpital nosił imię Mieczysława Domańskiego – lekarza, zasłużonego działacza komunistycznego w Polsce, Francji i Hiszpanii. W roku 1952 zgodnie z prowadzoną w kraju polityką zdrowotną w Tarnowie stworzono tzw. „lecznictwo zespolone” w ramach, którego Szpitalowi podporządkowano lecznictwo otwarte.  Z końcem 1955 roku – po 3 latach eksperymentalnego funkcjonowania nowego modelu lecznictwa – zdecydowano o oddzieleniu placówek lecznictwa otwartego, gdyż ograniczone środki finansowe powodowały hamowanie rozwoju lecznictwa szpitalnego. W 1955 roku Szpital posiadał już 634 łóżka rozmieszczone na 9 oddziałach specjalistycznych w 7 pawilonach – były to oddziały: wewnętrzny, chirurgiczny, ginekologiczno – położniczy z salą dla noworodków, zakaźny dla dzieci i dorosłych, pediatryczny, skórno-weneryczny, gruźliczy, okulistyczny, laryngologiczny. Rocznie leczono ponad 14 tys. chorych, wykonywano prawie 6 tys. zabiegów operacyjnych oraz przyjmowano 1,7 tys. porodów… Specjalistyczny Szpital im. Edwarda Szczeklika w Tarnowie jest jednym z najstarszych szpitali w Małopolsce, posiadającym bogatą i interesującą przeszłość.  Szpital został założony w budynku nieczynnego, starego browaru księcia Sanguszki w 1835 roku tj. w okresie szalejącej epidemii tyfusu i cholery oraz klęski powodzi i głodu. W początkowym okresie był to zaledwie jeden budynek z 12 salami dla chorych na około 50 łóżek, który stanowił prywatną własność Instytutu Ubogich i Chorych…/

Pani Janina wspominała również młodego, ośmioletniego Antoniego Sypka, który zapuszczał się na Parkową, ze swego podwórka przy Nowym Świecie, do kolegi Kazia Banka. Pani Janina o żydowskim getcie tarnowskim również wspomniała. Była światkiem jego ofiar, które w podcieniach Rynku były na śmierć gromadzone i wywożone na rozstrzelanie do pobliskich lasów.

Może jeszcze spotkam panią Janinę na tarnowskim szlaku, to ją pewnie zagadnę o inne tematy.

Mreck

ślady litewskich wierzeń króla

Kod Władysława Jagiełły

Znalezione obrazy dla zapytania nagrobek władysława jagiełły

Ogień z nieba
Rebusem zajmującym kolejne pokolenia badaczy jest nagrobek króla Władysława Jagiełły, monarchy wyróżniającego się wśród władców łacińskiej Europy przełomu XIV i XV stulecia. Jego matka, księżniczka ruska Aleksandra, z perspektywy zachodniego chrześcijaństwa była prawosławną heretyczką, a ojciec, wielki książę litewski Olgierd, poganinem. Piętnastoletni Jagiełło po śmierci ojca w 1377 roku objął władzę nad Wielkim Księstwem Litewskim, ogromnym państwem rozciągającym się bez mała od Bałtyku po Morze Czarne i ostatnim pogańskim władztwem kontynentu. W obliczu permanentnej wojny domowej z pretendującymi do tronu kuzynami oraz zagrożenia krzyżackiego litewski władca w 1384 roku zdecydował się porzucić starych bogów i przyjąć chrześcijaństwo w obrządku łacińskim. Razem z nową wiarą (i imieniem Władysław) przyjął rękę Jadwigi Andegaweńskiej i polską koronę.
Możni, którzy oddali Jagielle polski tron, wiedzieli, że zakonna propaganda nie omieszka wykorzystać pogańskiej przeszłości nowego władcy. Według Krzyżaków Litwin jedynie udawał wiernego syna Kościoła, a naprawdę nadal hołdował pogańskim zabobonom. Przez dziesięciolecia polska dyplomacja nie szczędziła wysiłków, by zbić krzyżackie argumenty. Zapewne część polskich możnowładców liczyła, że będzie mogła wykorzystać niepewną pozycję Jagiełły do swoich celów. Widzieli się w roli przewodników czy kuratorów „dzikiego” króla w chrześcijańskim „cywilizowanym” świecie. Srogo się w tych kalkulacjach zawiedli. „Prostak”  – jak określali niektórzy swego litewskiego władcę – nie pozwoliłby łatka eks-poganina ograniczała jego monarsze prerogatywy. Wręcz przeciwnie, ku rozczarowaniu wielu, jak pisze kronikarz Jan Długosz, król niegodność dawnego stanu swego nie tylko nie ukrywał, ale rad nawet o nim wspominał.
Jak było naprawdę? Czy zwycięzca spod Grunwaldu pozostał w głębi serca wierny wierzeniom przodków? Wstąpił na polski tron jako w pełni ukształtowany dwudziesto- czy trzydziestoparoletni (nie znamy dokładnej daty jego urodzin) mężczyzna. Trudno było mu wyzbyć się wyniesionych z Litwy przekonań i zwyczajów. Dlatego też nierzadko dziwił, a nawet szokował, polskich poddanych swym zachowaniem. Podobnie jak otoczenie króla, możemy się jedynie domyślać, co się za tym kryje.
Zaraz po wstaniu z łoża oraz przy wyjściu z domu monarcha miał w zwyczaju łamać w palcach gałązki lub słomki. Być może w ten sposób zwykł sobie wróżyć. Może pytał litewskich bogów o powodzenie planów w zaczynającym się dniu? Innym zwyczajem Jagiełły było zaplatanie w palcach włosów wyrwanych z brody. Czyżby władca tworzył wokół siebie magiczną ochronę przez urokiem?
Wyniesione z Litwy wielobóstwo sprawiało, że Władysław miał kłopoty z zaakceptowaniem podstawowego dogmatu wiary chrześcijańskiej o jednym omnipotentnym Bogu. Utrwalona przez tradycję anegdota świetnie oddaje nieortodoksyjne poglądy króla w tej materii. Otóż, Jagiełło miał udać się w święto Bożego Ciała na nabożeństwo do kościoła w Poznaniu (lub w Krakowie, jak chcą inne przekazy). Tam zobaczył figurę Zbawiciela depczącego rogatego diabła. Monarcha zafrasował się i kazał postawić przed rzeźbą Chrystusa świecę, a chwilę później – ku konsternacji obecnych – mniejszą wysłannikowi piekieł. Stąd poszło w lud powiedzenie: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Niemiecki historyk Jakub Caro trafnie scharakteryzował jego postawę: Jagiełło odbierał impulsy raczej z tej sfery, która jest wspólna religiom, anieżeli z tej, która je rozdziela i wyodrębnia. Jego prostota i naturalna dusza pojmuje wszystko możliwe w katolicyzmie, ale nie przyjmuje wyłączności katolicyzmu, jego roszczeń do nieomylności.
Szczególnie mocno wstrząsnęło (w przenośni i dosłownie) królem wydarzenie z 1419 roku, które opisał Jan Długosz: Późną godziną podążył [król jadący na wozie ze swym orszakiem] z Poznania w kierunku Środy […]. Kiedy zaś przybyli do gaju położonego przed Tulczą, niebo z pogodnego i jasnego stało się nagle wzburzone i ciemne. Zaczęły się ukazywać groźne błyskawice i bić pioruny. A kiedy król wjechał do gaju i znalazł się koło góry położonej blisko lasu, piorun, który spadł z nieba z ogromnym i gwałtownym hukiem, swoim uderzeniem zabił cztery konie ciągnące wóz królewski i dwu ludzi ze służby królewskiej […], którzy idąc pieszo, podtrzymywali boki wozu od upadku. Zabił też [cztery] konie, których dosiadali [członkowie królewskiej świty]. Piorun zabił też konia króla, którego pokojowiec Forstek […] dosiadał […]. Władysław dygocąc z przerażenia, kiedy panowie i rycerze podbiegli do niego po uderzeniu pioruna i pytali go, jak się czuje, gdy przez długi czas z powodu utraty przytomności czy przerażenia nie dawał odpowiedzi. Rycerze opłakiwali go jak zmarłego. Odzyskawszy siły, które sparaliżował strach, podniósł się w końcu i zaczął mówić. […] Z tego uderzenia pioruna czuł król Władysław ból w prawej ręce, który w ciągu paru dni minął. Zostało mu pewnego rodzaju ogłuszenie, a szaty jego pachniały siarką.[…] Niektórzy też twierdzili, że jako neoficie przychodziły do głowy wątpliwości dotyczące wiary chrześcijańskiej. Jak na wiernego poddanego przystało, Długosz natychmiast dodaje: Ale on sam ani wtedy, ani potem nie przyznał się do występku swej chwiejności w wierze i nikomu bez trudu nie przyszło do głowy, że to było prawdą.

Niewątpliwie porażenie ogniem spadającym z nieba mogło skierować myśli króla ku wierze. Pytanie tylko której? Oczywiście Kościół dostrzegł w wydarzeniu palec Boży. Król miał być ukarany za poślubienie Elżbiety Granowskiej, swojej siostry duchowej (matka Elżbiety była matką chrzestną Jagiełły). Jagiełło jednak mógł uznać, że to nie jego nowy Bóg zesłał mu znak, lecz że w wielkopolskim lesie usłyszał i poczuł gniew najpotężniejszego z litewskich bogów – Perkuna, władcy piorunów. Piorun odgrywał ważną rolę w wierzeniach pogańskich Litwinów jako znak zwiastujący nieszczęście. Być może uderzenie pioruna oraz śmierć ukochanej żony rok później skłoniła sędziwego już króla do zatroszczenia się o miejsce wiecznego spoczynku.

Nowy Krzysztof
Oczywiste było, że król po śmierci dołączy do koronowanych poprzedników Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego, pochowanych w krakowskiej katedrze na wawelskim wzgórzu. Miejscem najgodniejszym była nawa główna, tuż przy konfesji (czyli ołtarzu z relikwiarzem) św. Stanisława, biskupa i męczennika, patrona Królestwa Polskiego. Tu też stanął królewski grób – między kolumnami arkady oddzielającej nawę główną od południowej nawy bocznej, prawej dla wchodzącego do katedry.
Miejsce to wybrano jeszcze z innego względu. Otóż już w 1393 roku królowa Jadwiga ufundowała w tej arkadzie ołtarz pod wezwaniem św. Krzysztofa. Sam Władysław w 1421 roku, a więc w czasie, gdy powstawał jego pomnik nagrobny, uposażył ołtarz dodatkowymi sumami, zaznaczając w dokumencie, że mają być tam odprawiane msze za jego duszę.
Nabożeństwa do św. Krzysztofa nie były popularne wśród Piastów i Andegawenów. Nie fundowali oni kościołów ani ołtarzy pod jego wezwaniem. Skąd więc taki patron i dbałość o miejsce jego kultu?
Św. Krzysztof świetnie nadawał się na niebieskiego orędownika króla neofity. Podobnie jak Jagiełło, przyszedł na świat jako poganin i dopiero po latach przyjął chrzest. Za radą pustelnika osiadł nad rzeką, trudniąc się przenoszeniem podróżnych na drugi brzeg. Pewnego razu miał mu się ukazać Chrystus pod postacią dziecka, które święty przeniósł przez wodę, dziwiąc się niezwykłemu ciężarowi. Ta pobożna legenda objaśniała imię świętego: Krzysztof pochodzi od greckiego Christo phorus (niosący Chrystusa). Analogia wydaje się jasna – teraz nowym „niosącym Chrystusa” był Władysław Jagiełło, który zaniósł prawdziwą wiarę na pogańską Litwę. Ślady łączenia kultu św. Krzysztofa z Władysławem Jagiełłą znajdujemy również na Litwie. Na najstarszej pieczęci Wilna znalazł się wizerunek św. Krzysztofa przenoszącego Chrystusa przez rzekę. Teraz scena ta zdobi herb stolicy Litwy.
W tym świetle nie dziwi złożenie ciała króla w cieniu ołtarza jego świętego opiekuna. Wątek chrztu dodatkowo wzmacniał inny element wyposażenia katedry. Tuż obok arkady św. Krzysztofa stała chrzcielnica, w której ochrzczono litewskiego księcia. I ten chrzcielny motyw odnajdujemy w litewskiej heraldyce. W polu tarczy Trok, drugiego co do znaczenia miasta Wielkiego Księstwa, przedstawiono głowę Jana Chrzciciela. Trudno o czytelniejszą aluzję do Jagiełły – chrzciciela Litwy.
Pierwotnie nagrobek zwrócony był lekko na lewo od osi wyznaczonej przez szereg kolumn oddzielających nawę główną od bocznej. Wynikało to zarówno ze względów praktycznych, jak i głębszego przesłania religijnego. Wspomniany ołtarz św. Krzysztofa był oparty o kolumnę i trzeba było przed nim zostawić dość miejsca na mensę i celebransa. Nie mniej ważny (jeśli nie ważniejszy) był efekt ideologiczny. Przedstawiony na płycie nagrobnej władca przez wieczność miał kontemplować relikwie św. Stanisława i wraz ze zgromadzonym ludem uczestniczyć w nabożeństwach przy grobie świętego męczennika.
Dziś nagrobek Jagiełły stoi wciśnięty między kolumny podtrzymujące arkadę, równolegle do osi świątyni. To ustawienie pomnika jest wtórne. W latach 1749-1900 nagrobek stał w jednej z bocznych kaplic katedry. Gdy powrócił na pierwotne miejsce, nie było już ołtarza św. Krzysztofa, który zajmował część miejsca w arkadzie, a w nawie głównej potrzebne było miejsce dla żywych. Dlatego grobowiec „wyprostowano”.

Niezwykły pomnik niezwykłego władcy
Grób zwycięzcy spod Grunwaldu przyciąga wzrok wchodzącego do katedry. Przede wszystkim zwraca uwagę szlachetny materiał, w którym wykuto nagrobek. To przepiękny marmur węgierski o głęboko czerwonym połysku i białym żyłkowaniu. W takim kamieniu wykuto również nagrobki Jagiełłowego syna Kazimierza Jagiellończyka i jego wnuków Jana Olbrachta oraz Zygmunta I Starego. Także nagrobne przedstawienie ostatniego z Jagiellonów na polskim tronie Zygmunta II Augusta wyrzeźbiono w tym samym materiale.
Nie wiemy, kto był twórcą grobowca Jagiełły. Jedni historycy sztuki szukają śladów artystycznej inspiracji za Alpami – w kręgu mistrzów rzeźby quattrocenta, inni bliżej – na Węgrzech lub w Niemczech. Wszyscy są jednak zgodni – to dzieło niezwykłej klasy, niemające odpowiednika w Europie Środkowej. Nagrobek jest wspaniałym owocem złotej jesieni średniowiecza, kiedy w Europie ścierały się, jednocześnie uzupełniając, tradycje sztuki gotyku i prądy nowej epoki – renesansu.
Królewski grób ma formę kenotafium, czyli pozornego grobu. Trumna z królewskim ciałem nie została zamknięta w ścianach nagrobka, lecz spoczywa pod nim, w grobie umieszczonym pod posadzką katedry. Gdy więc nagrobek wędrował po katedrze, nie naruszano spokoju królewskich zwłok.
Kamienny król spoczywa wyprostowany, w spokojnej pozie, odziany w szatę zwaną jopulą, wciętą w talii i zapinaną na ozdobne guziki, na której znajduje się płaszcz królewski, podbity gronostajami i zapinany z boku. Całości dopełniają regalia – korona na głowie oraz berło w prawej i jabłko w lewej ręce. O tym, że mamy do czynienia nie tylko z królem, ale również rycerzem, świadczy rycerski pas na biodrach i ostrogi przypięte do trzewików, a przede wszystkim miecz schowany w pochwie oplecionej ozdobnym pasem, który monarcha podtrzymuje lewą ręką. Jan Długosz, który widział króla u schyłku jego życia, uważał, że nagrobek dobrze oddaje królewską postać i rysy.
Uwagę widza przyciąga monarszy profil. Jak pisze Karol Estreicher, który poświęcił nagrobkowi dogłębne studium, widzimy twarz wydłużoną o wzniosłym, łysym czole, przeoranym kilku zmarszczkami. Koło skroni pęki włosów, niżej małżowiny uszu dużych, mięsistych i płaskich.[…] Łuki brwi obejmują wielkie oczy, z powiekami jakby ledwo co przed chwilą zamkniętymi. Nos posiada garb i opada. Silnie wystają kości policzkowe. Wyraźne fałdy pod policzkami nadają twarzy grymas nieco ironiczny. Warga górna jest płaska, ale za to tym silniej występuje odwinięta gwałtownie warga dolna i ostry podbródek.
Głowa króla spoczywa na ozdobionej ornamentem poduszce, za którą leżą dwa lwy. To nie przypadek, gdyż lwy symbolizują królewski majestat. Jednocześnie są personifikacją brutalności, dzikości, nieokiełznanej siły. Z lwią symboliką wiąże się przedstawienie smoka o krokodylich kształtach, którego depcze władca. Smok oznacza dzikość, pogaństwo i szatana. Ta wieloznaczność pozwala na różnorodne interpretacje. Smok może przypominać o poskromieniu przez króla w zwycięskich wojnach nieprzyjaciół królestwa. Może również symbolizować smoka pogaństwa zgniecionego stopą nowego Krzysztofa.
Boki tumby zdobią tarcze herbowe – po trzy z dłuższych i po jednej z krótszych boków. Tarcze podtrzymują pary żałobników opłakujących zmarłego króla. Po prawicy królewskiej (od strony nawy bocznej) umieszczono tarcze z Orłem Białym, litewską Pogonią i herbem ziemi dobrzyńskiej, przedstawiającej popiersie męża o długich włosach i obfitej brodzie. Na lewym boku grobowca od strony nawy głównej powtórzono tarcze z Orłem Białym i Pogonią, a na trzeciej rzeźbiarz wykuł łeb tura (lub wołu) na tle szachownicy – herb Wielkopolski. U królewskiego wezgłowia umieszczono herb ziemi wieluńskiej: Baranka Bożego w aureoli i z chorągiewką, natomiast u królewskich stóp znajduje się herb Rusi – lew.
Heraldycy nie są zgodni co do interpretacji zespołu herbów. Kłopoty sprawia badaczom ustalenie, dlaczego podwojono tarcze z ukoronowanym Orłem i Pogonią. Orzeł Biały może symbolizować zarówno całe Królestwo Polskie, jak i Małopolskę. Ale dwie Pogonie? Być może zdwojone tarcze miały patrzącym z obu stron tumby ukazywać dwie główne części składowe władztwa Jagiełły i najważniejsze jego tytuły: króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego.
Pozostałe herby (oprócz herbu Wielkopolski) dają się interpretować jako oznaczenie ziem odzyskanych przez Jagiełłę. Ziemię wieluńską odebrał Władysławowi Opolczykowi w 1392 roku, a ziemię dobrzyńską, utraconą w sierpniu 1409 roku, odbił w wielkiej wojnie z zakonem krzyżackim. Ruś natomiast trwale przyłączyła do Korony królowa Jadwiga w 1387 roku. Nagrobek byłby zatem wieczystym świadectwem chwały Władysława Jagiełły jako zwycięskiego wodza, odzyskującego utracone ziemie.
Możliwa jest też inna – niewykluczająca poprzedniej – interpretacja tarcz herbowych. Być może lew Rusi ma na tumbie podobne znaczenie co smok pod królewskimi stopami. Lew był nie tylko figurą władcy, ale też dzikości, grzechu czy samego szatana. Król więc depcze zło i występek.
Ale gdzie jest w tym labiryncie symboli Ten, którego Jagiełło „Krzysztof” zaniósł w litewskie ostępy? Gdzie jest Ten, w imię którego przyjął chrzest? Gdzie jest w tym kodzie miejsce dla Absolutu? Najprościej można odpowiedzieć – wszędzie. Nie zapominajmy, że nagrobek stoi pośrodku kościoła. Lecz to wytłumaczenie wydaje się zbyt proste. Tworzący zamkniętą strukturę symboli i znaków kod nie mógł pominąć tak ważnego elementu. I nie pomija. Symbol Boga jest tam, gdzie powinien być – nad głową monarchy. W figurze Baranka Bożego, symbolu Odkupiciela, na tarczy herbowej ziemi wieluńskiej.
Pogański stos w krakowskiej katedrze
Jest na nagrobku jeszcze jeden element, który nie poddaje się prostej i łatwej interpretacji. Dookoła, u jego podstawy, umieszczono figury ptaków (najpewniej sokołów) oraz psów. Rzeźbiarz nie ograniczył się do ustawienia figur, lecz cały ten „zoologiczny fryz” udramatyzował: psy skradają się od tyłu do ptaków.
Nie udało się znaleźć analogii dla takiego przedstawienia w średniowiecznej rzeźbie nagrobnej. Interpretacji jest prawie tyle ilu badaczy nagrobka Jagiełły. Jedni widzą w tym artystyczny komentarz do fragmentu Psalmu 21: Boże, ratuj duszę moją z łap psa. Inni odwołują się do znaków zodiaku – psy i sokoły podążają ze wschodu na zachód, tak jak gwiazdozbiory pchane Primum Mobile. Wśród uczonych przeważa jednak pogląd, że zwierzęce wizerunki są aluzją do łowieckich pasji króla. Polowanie było ulubioną formą rozrywki Władysława Jagiełły. Kiedy tylko nadarzała się okazja, monarcha udawał się w leśne ostępy na łowy. Wedle Jana Długosza, który, co tu ukrywać, za królem nie przepadał, Jagiełło był człowiekiem bardziej nadającym się do polowania niż do rządzenia krajem, a w zabawach myśliwskich ani miary zachować, ani czasu oszczędzać umiał. Nie dziwi więc, że król myśliwy zażyczył sobie, by wierni towarzysze polowań zostali uwiecznieni na jego nagrobku.
Ale jest też teoria bardziej niezwykła. Według niej rzeczone psy i sokoły są widomym śladem litewskich wierzeń zmarłego i pogańskich praktyk pogrzebowych. Może jednak piorun, który o mało nie pozbawił króla życia, wbrew zapewnieniom Długosza, skierował myśli monarchy w stronę litewskich zaświatów, krainy Welów?
Za tą teorią przemawia kilka przesłanek. Król nie byłby pierwszym z grona ochrzczonych Olgierdowiczów, którzy nie hołdowali katolickiej ortodoksji. Krewni Jagiełły mieli problemy z akceptacją chrześcijańskiej wizji życia pozagrobowego, gdy sami bądź ich bliscy wchodzili w „smugę cienia”. Nic w tym dziwnego – w obliczu śmierci pytanie „co po” staje szczególnie ostro.

Zebrał – Mreck

„Quod non fecerunt barbari, fecerunt Barberini“. Kamyczkiem do ogródka.

Znalezione obrazy dla zapytania urban viii

Urban VIII (łac. Urbanus VIII, właśc. Maffeo Barberini; ur. pod koniec marca lub na początku kwietnia 1568 we Florencji, zm. 29 lipca 1644 w Rzymie) – włoski duchowny katolicki, 235. papież w okresie od 6 sierpnia 1623 do 29 lipca 1644 roku.
W 1633 Urban VIII przyjął uroczyste poselstwo kanclerza wielkiego koronnego Jerzego Ossolińskiego. W jej wyniku papież zaakceptował scedowanie na nuncjusza apostolskiego swych uprawnień do rozpatrywania apelacji, ale nie zaakceptował polityki tolerancji religijnej ani nie udzielił subsydiów pieniężnych na walkę z Turcją, Moskwą i Szwecją. W latach 1636-1642 doszło do ostrego konfliktu króla Władysława IV Wazy z nuncjuszem Mario Filonardim, który oskarżał króla o sprzyjanie protestantom. W 1642 król aresztował nuncjusza i zmusił go do wyjazdu. Papież wziął w tym konflikcie stronę nuncjusza, jednak ostatecznie został zmuszony do uznania faktów dokonanych i odwołania go z placówki.
W 1629 Urban VIII mianował kardynałem Jana Alberta Wazę, syna króla Zygmunta III i brata jego następcy Władysława IV. Z uwagi na młodociany wiek królewicza jego nominację ogłoszono jednak dopiero trzy lata później.
W 1642 papież potępił tezy flamandzkiego biskupa Corneliusa Jansena, uznając jej za heretyckie. Stanowiło to początek trwających ponad sto lat kontrowersji wokół herezji jansenizmu.
Za jego pontyfikatu doszło do zawarcia unii z częścią kościoła ormiańskiego w Rzeczypospolitej (5 marca 1635). Na czele unitów stanął ormiański abp Lwowa Mikołaj Torosowicz.
W 1633 doszło do ponownego procesu astronoma Galileusza, oskarżonego o popieranie teorii heliocentrycznej mimo nałożonego na niego zakazu z 1616. Naukowiec, uprzednio protegowany Urbana VIII, został skazany na areszt domowy. Choć u podstaw procesu leżały najprawdopodobniej urazy osobiste papieża względem uczonego, który obraził go w jednej ze swych prac, miał on bardzo negatywny wpływ na postrzeganie stosunku Kościoła katolickiego do nauki. W 1992 papież Jan Paweł II oficjalnie zrehabilitował uczonego.
Urban VIII ogłosił, że teorie Mikołaja Kopernika, to większe zło „aniżeli teorie Kalwina i Lutra“. Luter również krytykował Kopernika. Pisał o tej krytyce w swoich „rozmowach przy stole“. Dzieła swe dedykował papieżowi Pawłowi III.
Urban VIII jeszcze jako kardynał dał się poznać jako patron sztuk. Na jego zlecenie (oraz jego krewnych) pracowali m.in. Giovanni Lorenzo Bernini, Pietro da Cortona czy Carlo Maderna. Wybudował potężną barokową rezydencję rodową przy Quattro Fontane. Rozpoczął budowę rezydencji papieskiej w Castel Gandolfo. Wykończył i konsekrował nową Bazylikę Watykańską (18 listopada 1626). Jednakże sposób, w jaki doprowadził on budowę Bazyliki do końca, budził kontrowersje, albowiem rozkazał wykorzystać w tym celu materiały z antycznych rzymskich budowli, zwłaszcza Panteonu. Anonimowy krytyk tego bezceremonialnego plądrowania pomników antyku skomentował to słynnym do dziś powiedzeniem Quod non fecerunt barbari, fecerunt Barberini („Czego nie zniszczyli barbarzyńcy, zniszczyli Barberini”).
Urban VIII sfinansował także wiele inwestycji w obronność Państwa Kościelnego, m.in. ufortyfikował port Civitavecchia, zbudował fort Castelfranco i umocnił Zamek Świętego Anioła w Rzymie.
Papież i kardynał Francesco byli też protektorami uczonych, m.in. historyków Ferdinando Ughelli i Felice Contelori, a początkowo także astronoma Galileusza. Potężne zbiory książek i manuskryptów zebrane przez przez papieża i kardynała dały początek Bibliotece Barberinich.
Nazywany papieżem-poetą, był ceniony jako autor dytyrambów łacińskich. Jako poeta był opiewany przez Macieja Kazimierza Sarbiewskiego, „chrześcijańskiego Horacego”. Papież w rewanżu nadał mu tytuł poeta laureatus.

Zebrał – Mreck

Quo vadis?

Znalezione obrazy dla zapytania reflektorem w mrok

Swego czasu o. Marian Pirożyński, redemptorysta, za zwierzchnim pozwoleniem władzy duchownej księży Jezuitów w Krakowie, wydał książkę z pod tytułem – /poradnik dla czytających książki/. Opaska zaś na książce nosiła ten oto obiecujący napis: „Pierwsza i jedyna w języku polskim zdrowa ocena beletrystyki polskiej i obcej, 1000 autorów – 3500 dzieł.“
Owa zdrowa ocena, zawarta w tej „ojcowskiej“ pozycji książkowej, sporządzona według spisu alfabetycznego od A do Z, zdrowo ma się jedynie do alfabetu, cała reszta po jej czytelniczej diagnozie wymaga wręcz chirurgicznej ingerencji, hospitalizacji i rehabilitacji.
Zacznijmy od Jana Wolfganga Goethe, na którego palcem alfabetycznie najechałem.
Goethe Jan Wolfgang. Poeta niemiecki. Za młodu prowadził życie hulaszcze i rozpustne. Na kanwie tych przeżyć napisał w r. 1774 /Cierpienia młodego Wertera/. On się w niej zakochał, ona wychodzi za mąż, on się nadal w niej kocha i kończy życie samobójstwem. Romans ten był w stylu epoki – rozczulanie się, płakanie, analizowanie siebie – poeta opanował współczesne umysły i narobił wiele złego.
Gethego, w roku jubileuszowym 1932, mamy więc zamiecionego jako pierwszego, pod „pirożyński“ i jezuicko-turecki dywan. Dywan musi być wielki, bo i książek dużo.
Kolejnym palcem najechałem na Francuza. Zwie się on Merime Prosper. Autor, który za temat swych utworów obrał morderstwa i w ogóle różne łotrostwa. Bohaterami jego są pijacy, bandyci i rozpustnicy. Ów autor, niekiedy, a nawet przeważnie posuwa się do grzesznych bluźnierstw.
Kolejna postać, to Charles Montesquieu. Filozof i literat francuski, znany z rozprawy godzącej w moralność społeczną: /Duch praw/ (na Indeksie 29 XI 1751)…
Kolejny pod dywanem, to Murger Henryk, pisarz francuski; jego materialistyczne romanse malują w ordynarny sposób nędzę warstw ubogich, wszystkie są na Indeksie (20 VI 1864); /Cyganeria/.
Musset Alfred. Poeta francuski; pod względem stylistycznym należy do najlepszych, pod względem moralnym, do najgorszych. Żył rozpustnie i swe marne życie opisywał… Pod dywanem musi siedzieć.
Stenthal, pseudonim Henryka Beyle. Zajmował się żołnierką, administracją majątków, dyplomacją, wreszcie pisaniem niezdrowych i bezbożnych romansów…
Dikens Karol… posiada tę niepedagogiczną stronę, że sceny wyznań miłosnych, opisuje zbyt drobiazgowo…
Balzac Honore… romanse Balzaca odznaczają się wielkim brakiem – nie ma w nich głębszej myśli…
Poe Edgar Allan. Amerykański pisarz. Pod względem moralnym na ogół bez zarzutu, jednak w jego opowieściach zbyt często występują niemoralne postacie, a nawet upiory i zachodzące z nimi nieprawdopodobne sytuacje, które mogą młodzież demoralizować.
Uchard Mario. Prowadził życie awanturnicze i pisał złe powieści. /Panna Blaisot/, należy do lepszych, a mimo to jest złą powieścią.
Sami nieudacznicy, ale jest iskierka, /Nos notariusza/ Edmunda About, ale gdzie go szukać?
Tatarówna Stefania… /Porachunek z szatanem/, takie sobie nowele. Takie sobie, o. Pirożyńskiego, to bardzo częsty zwrot ocenny.
Niezabitowski Władysław… /Huragan od Wschodu/, powieść fantastyczna; rasa żółta walczy z białą; przyzwoita; /Skarb Aarona/, nieszkodliwe fantazje erotyczne.
Jednym z naszych pisarzy – najmilszy duszy i sercu o. Porożyńskiego – napisał książkę /Ku czemu Polska szła/ – Artur Górski. Boy daje tym rozważaniom tytuł: /Ku czemu Polska idzie/…, a idzie szybkim krokiem. Dziś pod przywództwem pana prezesa.

Zebrał i swoje dwa grosze wtrącił – Mreck

wieszcz sarmatów

Kallimach

O jednym obcym, wygnańcu, z włoskiej ziemi pochodzącym, w nadchodzącą 521 rocznicę śmierci Jego, a 580 rocznicą narodzin tej ważnej dla potomnych, wieszcza Sarmatów.
Pierwszego listopada 1496 roku, to data zgonu Filipa Kallimacha, pisarza i poety, włoskiego humanisty na dworze polskich królów.
Musiał uciekać z ojczyzny przed gniewem papieża Pawła II. Nowy dom znalazł nad Wisłą. Jego działalność dała początek renesansowi w Polsce.
Kallimach przyszedł na świat jako Filippo Buonaccorsi. Urodził się 2 maja 1437 w Toskanii, w San Gimignano, mieście, które przeżywało rozkwit w dobie późnego średniowiecza i początku renesansu. Pochodził z zamożnej kupieckiej rodziny. Dobra pozycja społeczna pozwoliła mu się kształcić. W roku 1462 wyjeżdża do Rzymu, gdzie zostaje sekretarzem jednego kardynałów.
W Wiecznym Mieście Kallimach zetknął się z ideami renesansu: zaczytywał się w nowoodkrytych dziełach starożytnych klasyków, odnajdując w nich światopogląd zupełnie odmienny od tego narzuconego przez Kościół. Poglądy lansowane w środowisku Akademii Rzymskiej, do której należał Kallimach, zrodziły w jej adeptach plan obalenia papieża.
Kallimach uczestniczy w spisku przeciwko Pawłowi II, jednak ten się nie udał i Kallimach musiał salwować się ucieczką – mówił dr hab. Grzegorz Myśliwski w audycji Andrzeja Sowy i Wojciecha Dmochowskiego z cyklu „Kronika niezwykłych Polaków”.

Uchodźca polityczny

Pierwszym etapem jego ucieczki Rzymu była Turcja. Od 1470 roku zamieszkał w Polsce. Bezpieczną przystań odnalazł w dobrach biskupa Grzegorza z Sanoka, pierwszego polskiego mecenasa sztuki. Swojemu protektorowi odwdzięczył się, pisząc biografię swojego opiekuna.
Jednak i tu ścigała go kuria rzymska: nuncjuszowi apostolskiemu udało się przekonać posłów obradujących na sejmie piotrkowskim, żeby ci przegłosowali wydanie humanisty papiestwu. Sprzeciwił się temu król Kazimierz Jagiellończyk, który wziął Kallimacha pod swoją opiekę.

Doradca króla, wychowawca jego synów.

Od tego czasu pozycja Kallimacha rosła. Humanista został wykładowcą Akademii Krakowskiej, stał się jednym z ważnych doradców na krakowskim dworze i reprezentantem interesów Polski podczas misji dyplomatycznych.
– Miał swoją koncepcję polityczną, którą lansował na dworze polskim. Przeciwstawiał się planom papieży, którzy chcieli, by Jagiellonowie zjednoczyli się do walki z Turcją – podkreślał historyk.
Był też drugim, po Janie Długoszu, wychowawcą synów króla Kazimierza Jagiellończyka. Jednocześnie współtworzył z niemieckim myślicielem Konradem Celtisem naukowe Nadwiślańskie Towarzystwo Literackie.
Do najważniejszych dzieł Kallimacha należą „Żywot Grzegorza z Sanoka”, „Żywot Zbigniewa Oleśnickiego” i „Trzy księgi o królu Władysławie (Warneńczyku –przyp.red.)”. Humanista miał też pozostawić po sobie „Rady Kallimacha” dla Jana Olbrachta, które można porównać z „Księciem” Machiavellego. Autor zaleca w nich królowi wprowadzenie tyranii i rozprawienie się z magnaterią. Dziś przypisywanie autorstwa „Rad” Kallimachowi jest kwestionowane. Część historyków twierdzi, że dokument jest paszkwilem, który miał na celu osłabienie pozycji króla i jego zagranicznego doradcy.

Kallimach jest typowym przedstawicielem epoki Odrodzenia, która potrzebowała ludzi wybitnych i wszechstronnych. Autor licznych renesansowych wierszy i pięknych literackich biografii wielkich mężów, jeden z pierwszych krzewicieli humanistycznej myśli i literatury w Polsce, nie doczekał się właściwie u nas aż do chwili obecnej jakiegoś pełniejszego opracowania historyczno-literackiego. Przedwojenne podręczniki historii literatury ograniczały się przeważnie do krótkich, encyklopedycznych wiadomości podających daty życia pisarza oraz fakt, że przebywał on na dworze Grzegorza z Sanoka; w najlepszym wypadku podawały bardzo ogólne wiadomości o twórczości, szczegółowsze trochę o Vita et mores Gregorii Sanoce (np. książka Piłata-Kossowskiego). Najobszerniejsza z dotychczasowych prac o Kallimachu, monograficzna i syntetyzująca rozprawa Józefa Skoczka, jest opracowaniem wyłącznie historycznym i zagadnień literackich – jak wynikało zresztą z założeń autora – prawie zupełnie nie porusza. Jeśli jednak jakieś dłuższe nawet wywody o literackiej prozie Kallimachowej znajdziemy od biedy u Skoczka czy w innych pracach historyków lub historyków literatury, to o poezji jego panowała dotąd zupełna niemal cisza. Poruszające bowiem sprawę poezji Kallimacha artykuły Windakiewicza ograniczały się właściwie do inwentaryzacji zachowanych rękopiśmiennych egzemplarzy wierszy poety, żadnej zaś charakterystyki ani oceny nie dawały.
Odrobienia tych zaległości w pracy nad spuścizną literacką, a zwłaszcza poetycką, niezwykle interesującego i postępowego pisarza podjął się kilka lat temu Kazimierz Kumaniecki, który w r. 1950 wydał odnalezioną Retorykę Kallimachową, a w bieżącym roku, z okazji Sesji Odrodzeniowej PAN, opublikował pracę pt. Twórczość poetycka Filipa Kallimacha. Książka ta na niespełna stu pięćdziesięciu stronicach przynosi dość szczegółowy obraz i charakterystykę poezji Kallimacha, oparte na dokładnej analizie tekstów oraz na obszernych
cytatach. Twórczość poetycką Kallimacha dzieli autor na trzy zasadnicze okresy:
– pierwszy, włoski, do r. 1468 (wiersze pisane w Wenecji i w Rzymie).
– drugi, okres tułaczki po wyspach greckich oraz pobytu w Konstantynopolu, a więc do roku1470. 
– trzeci, to okres pobytu w Polsce.
Ta wstępna periodyzacja twórczości poetyckiej Kallimacha, ściśle związana z różnymi etapami życia poety, niezależnie od tego, czy utrzyma się w świetle dalszych badań, w omawianej pracy spełnia pożyteczną rolę i nie jest bynajmniej tylko zabiegiem konwencjonalno-formalnym.
Ukazuje ona bowiem ideowe i artystyczne dojrzewanie talentu poety: od dość biernego naśladowania autorów starożytnych do coraz pełniejszego realizmu późniejszych utworów, zwłaszcza powstałych w Dunajowie, na dworze Grzegorza z Sanoka.
Pierwszy plon weny poetyckiej Kallimacha stanowią powstałe w Wenecji wiersze erotyczne do Sylwii, wzorowane na Katullu, Owidiuszu i Horacym, wykazujące, iż poeta dobrze już opanował metrykę poezji łacińskiej, choć jeszcze nie umie się zdobyć na samodzielność pomysłów. Poezje poświęcone Sylwii zamyka akcent rozstania, spowodowanego tym, że ubogi poeta nie mógł zaspokajać kaprysów panny.
Następne chronologicznie wiersze poety powstały w Rzymie (Epigramatu libri duo, ułożone w r. 1466). Są to przeważnie krótkie epigramaty i panegiryki, przedstawiające przy pomocy metaforyki, zaczerpniętej z poetów starożytnych, stosunki panujące wśród przyjaciół Kallimacha, w Akademii Rzymskiej Pomponiusza Letusa, której nasz poeta był członkiem, oraz w papieskim Rzymie.
W utworach tych, w zestawieniu z weneckimi, widać wyraźnie rozszerzenie się widnokręgu obserwacji życiowej poety i wzbogacenie tematyki wierszy.
Ocena okresu rzymskiego poezji należy do najciekawszych partii książki.
Autor trafnie dostrzega, że pobyt w Rzymie jest dla poety momentem dojrzewania
ideowego, kształtowania się światopoglądu i zainteresowań literackich.
„Wejście do Akademii Pomponiusza Letusa – pisze Kumaniecki – gdzie wybitni humaniści wojowali z porządkiem średniowiecznym, otworzyło mu oczy na ostro zarysowujący się konflikt między bogatymi i chciwymi dostojnikami kościelnymi, a atakującą twierdzę feudalizmu ubogą rzeszą pochodzących przeważnie z warstw mieszczańskich‚ ludzi pióra“. Stąd ustawiczne wysławianie poezji, żądanie prawa do głoszenia własnej prawdy o człowieku i świecie, którą ma wyrażać właśnie ta nowożytna poezja, nawiązująca ponad mrokami średniowiecza do humanizmu starożytnego, stąd sławienie człowieka i świadome wprowadzanie elementów laickich, stąd wzorowanie się na Marcjalisie, jednym z wybitniejszych przedstawicieli realizmu antycznego. Jak ongiś Marcjalis, przedstawiciel ubogiej rzeszy klientów, wyciągał na światło i atakował obłudę zasłaniających się filozofią stoicką klas posiadających, tak obecnie Kallimach pod obłudną maską filozofii odnajduje i ujawnia nowożytny‚ „chciwy Babilon, żeby użyć słów jego przyjaciela Platiny”.
Spisek Kallimacha na życie Pawła II jest wyraźnym dowodem dojrzewania ideowego młodej burżuazji włoskiej, zmierzającej do obalenia starych form feudalnych.
Sam autor podkreśla zresztą nieco dalej, że w wyniku spisku „mogłoby było dojść do obalenia papiestwa i wprowadzenia republiki rzymskiej”, przeciwstawiając się opinii
tych historyków, którzy chcą pomniejszyć doniosłość spisku. Przy ściślejszym określeniu klasowego charakteru spisku uzyskałoby się większą jasność oceny i uniknęłoby się możliwości przypuszczenia przez czytelnika, że spisek przygotowywała tylko jakaś grupa „chudych literatów”, odepchniętych od pańskiej klamki, a nie ludzie bądź co bądź reprezentujący wyraźnie, jak na owe czasy, sprecyzowaną postępową ideologię.
Bardzo istotna jest uwaga autora o kształtowaniu się wewnątrz Akademii Rzymskiej opozycji radykalnej o wyraźnym zabarwieniu rewolucyjnym, której przywódcą był Kallimach. Jakkolwiek materiału do powyższej hipotezy dostarczyły autorowi głownie zeznania z procesu, w którym oskarżeni niewątpliwie usiłowali zrzucić odpowiedzialność na zbiegłych współtowarzyszy (m. in. właśnie na Kallimacha), sugestia o rozdźwięku ideowym wewnątrz Akademii jest cenna i prawdopodobnie słuszna. Niemniej cenne są spostrzeżenia, iż w okresie rzymskim styka się Kallimach z poglądami starożytnych materialistów. Tu poznaje on doktryny Demokryta, Epikura i Arystypa, które przyswoił sobie i które wyznawał do końca życia. Okres rzymski życia i twórczości Kallimacha zamyka omówiona wyżej nieudana próba zamachu na papieża oraz ucieczka poprzez Neapol i Sycylię na wyspy greckie przed ścigającą poetę policją papieską.
Ostatnie starcia rzymskie stanowią na pewno dalszy krok w dojrzewaniu Kallimacha otwierając mu jeszcze szerzej oczy na istotę feudalnej instytucji papiestwa.
W okresie tułaczki, prawdopodobnie w Konstantynopolu, Kallimach pisze sześć utworów poetyckich, wśród których na uwagę zasługuje zwłaszcza piękna, odznaczająca się szczerym uczuciem elegia na śmierć przyjaciela, Marka Antonia.
Kumaniecki słusznie zauważa – co potwierdzają przytoczone przezeń przykłady – iż w tym okresie rozwijają się mało wpierw dostrzegalne właściwości liryczne talentu poetyckiego Kallimacha. Poeta coraz bardziej usamodzielnia się. Utwory jego, choć nie pozbawione reminiscencji klasycznych, nie są żadnymi przeróbkami. Kallimach jest już wtedy poetą w pełni dojrzałym.
Szczytowym osiągnięciem poezji Kallimacha są wiersze powstałe w Durajowie, na dworze Grzegorza z Sanoka. Wiersze te tworzą – wraz z późniejszymi nieco – cykl tzw. Fannietum, od imienia Fannii, ukochanej poety. Obok erotyków do Fannii znajdujemy tu elegie do mecenasów i przyjaciół. Wiersze poświęcone Fannii odznaczają się dużą rozmaitością form metrycznych, od najczęściej używanego dystychu elegijnego do wierszy asklepiadejskich oraz dziewięciozgłoskowca i dziesięciozgłoskowca alcejskiego. Opisanie miłości
w jej rożnych stadiach, ukazanie piękności ciała ludzkiego i powabów rozkoszy
zmysłowej – oto główne cechy humanistycznej, głęboko świeckiej treści tych utworów. Wysoki poziom wykazują również utwory poświęcone Grzegorzowi i innym przyjaciołom i opiekunom poety.
Od poezji tej odcinają się wyraźnie niektóre panegiryki Kallimacha, czasem przesiąknięte śmieszną uniżonością wobec wysoko postawionych osób, jak np. ów wiersz do Długosza, gdzie poeta mówi:

„Tu quoque catminibus Thracem licet Oiphea vincas,
Iliadosque Tibi nobile cedat opus,
Perlege luminibus placidis quaecumque Philippi
Dictavit tenuis nuper avena Tibi“.

Oczywiście Kallimach musiał sobie zdawać sprawę z wartości Iliady, własnych wierszy i wierszy Długosza (o nie bowiem, nie zaś o Historię, jak wynika z kontekstu, chodziło). Mimo to jednak, że zarówno w Polsce, jak przedtem we Włoszech, musiał Kallimach często pisać uniżone panegiryki, nie był on nigdy jakimś wierszokletą-służalcem. Kumaniecki słusznie podkreśla, że Kallimach miał wysokie mniemanie o godności i samodzielności pisarza i tworcy, opinię tę zaś uzasadnia faktem, iż najbardziej uniżone wiersze panegiryczne poeta świadomie pousuwał z układanych później zbiorków, choć zostawił w nich wiersze do przyjaciół.
Trafnie zaobserwował autor, że w cyklu Fannietum reminiscencje klasyczne są bardzo nikłe, przeważa natomiast odtworzenie własnych uczuć przyjaźni i miłości poety. Świadczy to zarówno o wzrastającej samodzielności i doskonałości poezji Kallimacha, jak i o tym, że uczucia jego do Fannii nie były na pewno literacką fikcją. Sądzę też, iż mimo słusznie wysuwanych przez autora wątpliwości co do możliwości ustalenia, kim była Fannia (m. in. wskutek rozmaitych określeń jej pochodzenia i postępowania przez samego Kallimacha) przy bardzo dokładnym przestudiowaniu i opracowaniu jego utworów rzecz ta może jednak dałaby się wyjaśnić; nie jest to zresztą kwestia dla interpretacji twórczości poety zasadnicza. Szczera nuta osobistego uczucia, tak silna w wierszach Kallimacha, np. przy opisaniu rozstania poety z Fannią, zjednywała im wielką popularność wśród czytelników, zwłaszcza scholarów i mieszczan krakowskich.
Autor słusznie stwierdza, że „utwory Kallimacha do Fannii były niewątpliwie rewelacją, jeśli się zważy, że takich utworów nikt jeszcze w Polsce nie pisał. Były one rewelacją zarówno przez swoją czysto laicką treść, przez wysunięcie na pierwszy plan osobistych spraw jednostki, jak również przez nową, humanistyczną formę. Byli już wprawdzie w Polsce ludzie, co – jak Grzegorz z Sanoka – rozumieli nowe, humanistyczne ideały życia, lub o takim
rozmachu humanistycznym, jak Ostroróg, nikt jednak nie zdobył się na taką poezję, jak utwory Kallimacha do Fannii”.
Po wyjeździe z Dunajowa wiosną 1472 r. wena poetycka Kallimacha stopniowo zamiera. Pisze on jeszcze kilka panegirykow i epigramatów dla przyjacioł, wśrod ktorych jest wielu mieszczan krakowskich. Kumaniecki sporo miejsca poświęca omówieniu działalności Kallimacha wśrod mieszczan krakowskich, słusznie uważając go za spiritual moventem Sodalitatis Vistulanae, choć formę organizacyjną nadał jej Celtis.
Ważne i cenne są w książce uwagi o roli politycznej Kallimacha w Polsce, oparte w dużej mierze na wykorzystaniu omawianego materiału poetyckiego.
W ich świetle jeszcze lepiej widać związki Kallimacha z ludźmi dążącymi do wzmocnienia władzy królewskiej w Polsce, takimi jak Maciej i Piotr Bnińscy, Jan i Dziersław z Rytwian lub wysoko ceniony i podziwiany przez poetę Jan Ostroróg. Kallimach-ideolog, głoszący postulat silnej władzy monarszej, czynnie uczestniczący w życiu państwa – coraz mocniej czuje się związany ze swą nową ojczyzną. Kumaniecki bardzo wnikliwie dojrzał ów proces wzrastania w świadomości twórczej Kallimacha uczuć patriotycznych względem nowej
ojczyzny. Poeta z dumą nazywa siebie wieszczem Sarmatów. Ogólnie należy stwierdzić, że rozdziały o pobycie Kallimacha w Polsce należą do najlepszych partii książki.
Skreślony przez autora obraz twórczości poetyckiej Kallimacha stanowi poważny wkład do przyszłej właściwej oceny działalności poety w naszym kraju.
Kumaniecki nie daje ostatecznej oceny twórczości poetyckiej, słusznie uważając, że będzie ona możliwa dopiero po opublikowaniu całej spuścizny poety, oraz jego korespondencji. Owa skądinąd uzasadniona obawa zbytniego uogólnienia zaciążyła jednak niekiedy nieco ujemnie nad całością pracy.
Książkę Kumanieckiego, mimo iż szczegółowsze badania przyniosą z pewnością jej uzupełnienia – z czego zdaje sobie sprawę sam autor, który zamierza kontynuować prace nad twórczością Kallimacha i wydać całą jego spuściznę – należy ocenić jako duże, ważne osiągnięcie na drodze do poznania prawie nieznanego poety. Autor bardzo trafnie wytknął również kierunek dalszej pracy nad twórczością literacką i polityczną pisarza. Realizacja tej cennej inicjatywy jest niewątpliwie jednym z ważnych zadań stojących przed badaczami
epoki Odrodzenia.

Janusz Pelc napisał, a wziął od: – Kazimierza Kumanieckiego, z Jego TWORCZOŚĆI POETYCKIEJ FILIPA KALLIMACHA.
(Warszawa 1953). Państwowy Instytut Wydawniczy.

„Trzeba powoli ujeżdżać konia, by nie gryzł wędzidła,
Uczy się z wolna wół ciężar na grzbiecie nieść.
Gdyby umierał kochanek, ilekroć miłość zdradzono,
Już by nie został ślad ani po jednym z nich“.
(Kallimach – Do Fanni Swentochy)

DO GRZEGORZA Z SANOKA,
NAJWIELEBNIEJSZEGO ARCYBISKUPA LWOWSKIEGO,
WEZWANIE ZE WSI DO MIASTA NA BOŻE NARODZENIE

„Oto narodzin Chrystusa znów uroczystość nadchodzi,
Światło zbawienia przez dawnych proroków przepowiedziane
I obiecane dla świata przez dziesięć również Sybilli.
Zdaje mi się, że oglądam w postaci drobnej Dzieciątka
Boga samego, co marznie, złożony w nieczułym żłobie
W szopie pod strzechą słomianą. Wół pracowity tuż przy Nim
Stoi pospołu z osiołkiem i ile tchu mają
Z daru bożego w swej piersi – tyle starają się ciepła
Tchnąć na Chłopczyka, i śpieszą za własne życie odpłacić
Stwórcy swojemu powietrza tchnieniami życiodajnymi.
Bogurodzica tam siedzi smutna i gorzko się żali
Ponad maleństwem niedawno zrodzonym, że go nie może
W liche spowinąć pieluszki; rozgrzewa zgrabiałe dłonie
Płacząc, że zimno się sroży nad ciałkiem tak delikatnym.
Starzec z daleka spogląda na dziecko, drżący z obawy,
Że je dotknięciem urazi, cierpiąc dotkliwie, bo śmierci
Czuje zbliżanie się, cały drętwiejąc od mrozu zimy,
Lecz nie odwraca swej twarzy od niebiańskiego oblicza,
Świętym widokiem nie mogąc nasycić spragnionych źrenic.
Taka jest w Synu maleńkim niezmierna boskość Rodzica.
Doprowadzeni przez gwiazdę królowie trzej na kolana
Padli, złotymi szatami zmiatając siano zmierzwione,
I otworzywszy szkatuły bezcenne proszą, by przyjął
Dary niegodne rąk Boga. Ale śmiertelni tym darzą,
Co mogą złożyć w ofierze. Najstarszy z nich się pochyla
Do pocałunku i nóżek dziecka wargami dotyka
Pozostawiając ślad na nich sędziwej swej zgrzybiałości.
Rozradowani pasterze trzód skaczą z donośnym krzykiem
I, jak chce zwyczaj wieśniaczy, śpiewają, że przyszedł Ojciec
Rzeczy i świata i przyniósł pokój dla wszystkich na ziemi.
Oni nie wątpią, że w bóstwa tak potężnego bliskości
Wilki krwiożercze nie mogą tknąć stada, więc pozwalają
Trzodzie swej młodej bez żadnej ochrony błądzić po trawie.
A ty, ujęty słonecznej wsi czarem, rozleniwiały,
Z dala przebywasz, nie wzywa cię kierowanie owczarnią
Ani chęć dalszej opieki nad powierzoną ci trzodą,
Co do oddania czci światłu świętemu już się gotuje
Szczęsna i wszystkie swe myśli ku tej radości obraca.
Jednak – gdy wolno powiedzieć: czego wielkiego tak może
Sama dokonać gromada w braku swojego pasterza?
Ojcze najlepszy, już dosyć wieś zaszczycona została
Twą obecnością tak świętą; dość już trzymały cię, zgodnie
Z wolą twą, z dala od miasta chłodne pagórki, doliny
Zieleniejące, gdy pole kwitło dokoła; gdy drzewo
Każde bywało szlachetnym cieniem; gdy słodko spoczywać
Było na brzegach wód rzecznych, nad falą wypływającą
Z mchem obrośniętej pieczary; kiedy jaskółka wraz z siostrą
Opłakiwały mord straszny ismaryjskiego tyrana;
Kiedy po polach igrały splatając ręce Charyty
I korowody wśród gajów świętych wodziły dryjady.
Ale już sroży się zima, już lód ruń świeżą pokrywa
I śnieg sytoński; już pola nie mają dawnej piękności;
Już Boreasza mroźnego szał dźwięczne szmery strumieni
Stłumił swym tchnieniem i z wszystkich drzew strącił jesienne liście.
Wszystko pokrywa się lodem straszliwym i jednolitym,
Który dach tylko i ogień może złagodzić. Do miasta
Znowu owczarnia cię wzywa, dopóki Febus swój rydwan
Przez rogi złotego byka kieruje i Zefir ogrody
Muska i ziemię – małżonkę twoją – ozdabia darami.
Wierz mi, że tego wymaga twe dobro oraz niebieska
Burza gwałtowna i wiek już mniej dziś dręczony. Gorąco
Trzoda cię czeka i święty płód karmicielki Dziewicy
Boski, i to Narodzenie, naszego zbawienia światło
Boże – a jeśli tak wielkie godzi się łączyć z małymi
Sprawy – przyzywa cię oto Muza twojego Filipa“.

Zebrał – Mreck

Cesarzowi co cesarskie, a bogu co boskie.

DSC04526

“Jeżeli dzienniki są potrzebne, to ażeby głosiły nie to tylko, co publiczność obchodzi, ale co winno ją obchodzić – z tego bowiem opinii moc urasta”:
Tak napisał nasz Wielki Poeta C.K.N.

Pomiędzy panem, wójtem, a plebanem.

List papieża Feliksa II do cesarza Zenona:
– /Wszak nie ulega wątpliwości, że jest dla Waszych spraw rzeczą zbawienną, abyście, gdy chodzi o rzeczy Boże, starali się swoją cesarską wolę podporządkować kapłanom Chrystusa, zgodnie z jego ustanowieniem, a nie stawiać jej ponad nimi, i raczej pod ich przewodem uczyć się świętych tajemnic, niż być samemu nauczycielem, szanować ustrój Kościoła, nie narzucać mu stosowania czysto ludzkich norm prawnych, ani nie usiłować samowładnie odnosić się do jego postanowień, gdyż Wolą Boga jest, aby Twoja Łaskawość ugięła się przed nim w duchu pobożnego oddania się: – albowiem przekraczanie praw Boskich ostatecznie oznacza obrazę Tego, który je ustanowił/.
(List został napisany w 484 r.)
List papieża Gelazego do cesarza Anastazego:
– /Dwie są oczywiście, Cesarzu Auguście, naczelne władze, które rządzą tym światem: uświęcona powaga biskupów i zwierzchność cesarska, lecz z nich obu o tyle większe jest brzemię ciążące na kapłanach, że oni mają zdać sprawę przed sądem Boskim, nawet za samych królów rządzących ludźmi. Wiesz przecież, Najłaskawszy Synu, że choć godność Twoja oddaje Ci władzę nad rodzajem ludzkim, to jednak schylasz pokornie czoło przed ludźmi odpowiedzialnymi za sprawy Boskie i od nich oczekujesz środków zapewniających Ci zbawienie. Wiesz także i to, że gdy chodzi o przyjmowanie Boskich sakramentów i należyte udzielanie ich, powinieneś – wedle kanonu religii – okazać się raczej podległym, a nie rozkazywać. Tedy w tych sprawach zależysz od ich decyzji, a nie możesz żądać, aby oni podporządkowali się Twojej woli. Jeśli bowiem w dziedzinie prawnego porządku publicznego, zwierzchnicy religijni uznając, że władza została Ci dana z Woli Najwyższego, sami także słuchają Twoich praw, żeby nie wydawało się, iż w sprawach świeckich przeciwstawiają się Twoim kompetentnym decyzjom, to jak ochoczo – pytam się Ciebie – powinno się słuchać tych, którzy zostali ustanowieni szafarzami czcią otoczonych tajemnic?/.
Odpowiedź od Anastazego widocznie jeszcze nie “nadeszła”. (List napisany w 494 r.)
Dziś na straży tych relacji państwa i Kościoła stoi Konstytucja Wielkanocna RP z Preambułą, uchwalona 2 kwietnia 1997 r., w której czytamy m.in., takie oto słowa:
– /(…) Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy ludziom przez niego objawionej, w personifikacji sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielających tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i powinnościach wobec dobra wspólnego Polski, wdzięczni swoim przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach, w nawiązaniu do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej, (…) ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej (…)/
Powstaje dylemat: – „Coś” – nie należy do cesarza tylko dlatego, że on się tego domaga.
Prawa cesarskie są ograniczone nadrzędnością praw osoby ludzkiej Człowiek należy do Boga
– Z nowego „Katechizmu Kościoła Katolickiego”, nr 2242:
Obywatel jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne z wymaganiami ładu moralnego, z podstawowymi prawami osób i ze wskazaniami Ewangelii. Odmowa posłuszeństwa władzom cywilnym, gdy ich wymagania są sprzeczne z wymaganiami prawego sumienia, znajduje swoje uzasadnienie w rozróżnieniu między służbą Bogu a służbą wspólnocie politycznej. „Oddajcie… Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22, 21). „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29).
Poniższy artykuł został napisany przez Louisa Evena, w 1960 roku. Zasady, które w nim są zawarte, dzisiaj są bardziej aktualne, niż kiedykolwiek.
Powinni przestrzegać je wszyscy ci, w naszym kraju, którzy wyznają wartości obowiązującej póki co Konstytucji RP z 1997 r., a także tych wszystkich wartości, o których jej Preambuła wspomina w zakresie wiary w nauczanie Jezusa Chrystusa..
Faryzeusze, pragnący złapać w pułapkę Jezusa, kiedy będzie mówił, posłali do Niego swoich uczniów razem ze zwolennikami Heroda, popierającymi Rzym, żeby postawić to pytanie: Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie?
W tamtych czasach „danina” oznaczała co innego, niż dzisiejszy podatek od zarobków (income tax) płacony przez wolnych obywateli. Danina oznaczała poddanie; była haraczem egzekwowanym od pokonanych, przez zdobywcę. (Rzym siłą pokonał Palestynę).
Jezus odpowiedział najpierw demaskując pułapkę przygotowaną przez Faryzeuszy: „Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy?” Następnie poprosił ich o pokazanie monety podatkowej (przy pomocy której uiszczało się daninę), na której wygrawerowana była podobizna Cezara. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.”
Zwykle ci, którzy przytaczają ten cytat z Ewangelii, robią to po to, żeby podkreślić obowiązek płacenia podatków. I robią to bardzo elokwentnie. Oprócz tego, przeważnie cytują tylko pierwszą część tekstu, tę która dotyczy Cezara. Następna część odnosząca się do Boga, zwykle pominięta jest milczeniem, tak obecni mówcy zajęci są ważnością Cezara dzisiaj.
I nawet kiedy ludzie cytują pierwszą część, rzadko zwracają uwagę na ograniczenie sensu słów: „to, co należy do Cezara”. Mówimy „ograniczenie”, ponieważ Cezar nie posiada wszystkiego. Ale widocznie według „nauczycieli podatkowych” powinno się dawać Cezarowi wszystko, czego zażąda. Cezar zwykle ma wielki apetyt i mało go obchodzi, czy coś się nie należy także tym, od których wyciąga podatki.
Zrozumieliście zatem, że Cezar znaczy rząd lub bardziej dokładnie rządy, ponieważ jest tylu Cezarów, ile szczebli w politycznej strukturze kraju. W Kanadzie są Cezarowie miejscy, prowincjonalni i Cezar federalny. I niebawem, na domiar złego, będziemy pewnie dotknięci także Cezarem ponadnarodowym z prawodawstwem ogólnoświatowym.
Rezultatem tej hierarchii Cezarów sięgającej wyżej i wyżej jest potrącanie większej i większej ilości „danin”; uszy tych Cezarów są coraz bardziej oddalone od głosów ludzi, podczas gdy ich lepkie palce sięgają do najniższych warstw społeczności, wysysając każdą część naszych zarobków, wyciskając wszystko, co tylko możliwe z każdej transakcji ekonomicznej.
Ale czy coś należy do Cezara tylko dlatego, że on się tego domaga?
Ograniczenia władzy Cezara
W mowie wygłoszonej w Parlamencie (House of Commons) 6 lipca 1960 r. podczas debaty nad Ustawą o Prawach Człowieka (Bill of Rights) Noel Dorion – członek parlamentu (MP, poseł) z ramienia Bellechasse (kilka miesięcy później, minister w gabinecie Partii Konserwatywnej) przytoczył odpowiedź Jezusa, jakiej udzielił on zwolennikom Heroda. Pan Dorion nie przytoczył jej w celu poparcia podatków. Przeciwnie – omawiana w tym dniu sprawa dotyczyła praw obywatelskich, a nie praw cesarskich. Pan Dorion słusznie zauważył:
Tak naprawdę to Chrystus ustalił pierwszy rozdział praw obywatelskich streszczając je w zwięzłych słowach, które po dwóch tysiącach lat są aktualne i ponadczasowe: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga“.
Pan Dorion wstrzymał się od dalszych komentarzy, ale zważywszy na temat debaty miał z pewnością na myśli to, że osoba ludzka należy do Boga, a nie do Cezara; że Cezar nie ma prawa wkraczania w to, co należy się Bogu; że Cezar musi respektować godność, wolność i prawo każdego i wszystkich obywateli, włączając w to prawo do życia, prawo do takich warunków, które pozwolą na pełny rozwój jednostki ludzkiej.
Prawa Cezara są podporządkowane nadrzędnym prawom osoby ludzkiej.
W 1956 roku w Melbourne w gazecie, a potem w wydaniu broszurowym, australijski dziennikarz Eric Butler zacytował Lorda Actona:
/Kiedy Chrystus powiedział, „Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga“ dał On państwu prawo, którym nigdy przedtem się ono nie cieszyło i ograniczył to prawo w nieznany przedtem sposób. I nie tylko dostarczył, ale wykuł instrument do jego egzekwowania. Ograniczenie władzy państwowej przestało być tylko nadzieją cierpliwych, intelektualistów-filozofów, i stało się ponadczasową instrukcją dla Kościoła Powszechnego.
To, co Lord Acton miał na myśli to to, że Kościół Chrystusa ma obowiązek upewnić się, że Cezar nie wykracza poza swoje prawa. Ta funkcja Kościoła była przyjmowana do wiadomości i poddawana próbom w ciągu stuleci chrześcijaństwa. Zapobiegła rządom wielu Cezarów – małych i dużych – jako absolutnych dyktatorów nad ludźmi. Eric Butler dodaje również:
Niestety wypaczenie chrześcijaństwa osiągnęło stan, gdzie nawet większość chrześcijańskiego duchowieństwa zamiast dążyć niezmordowanie do ograniczenia władzy państwowej, pomaga w dążeniu do reformowania społeczeństwa przez władzę państwową. W rzeczywistości chcą się przypodobać nie Bogu a Cezarowi. Każde zwiększenie władzy państwowej lub grup monopolistycznych bez względu na słuszność argumentów, nieuchronnie prowadzi do odbierania jednostkom prawa do kierowania się wżyciu osobistym wolnymi wyborami/.
Kredyt Społeczny, a filozofia chrześcijańska.
Eric Butler jest protestantem i mówi tu o kapłanach swojego kościoła. Pozostawiamy te wnioski do rozwagi, czy dotyczą także księży katolickich i jeżeli tak, to w jakim stopniu.
Osoba ludzka przed Cezarem.
Acton, Butler i Noel Dorion widzą więc w słowach Pana Jezusa ograniczenia dotyczące władzy Cezara, zamiast usprawiedliwiania jakiegokolwiek rodzaju podatku. A to dlatego, że cytują całą wypowiedź: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara; a Bogu to, co należy do Boga.”
Cezarowi to, co należy do Cezara – nic ponadto; nie wszystko należy do Cezara.
Dokładnie chodzi tu o ochronę obywateli przed wszechwładnym państwem. Cezar ma stać na straży zabezpieczenia praw obywateli – więc 4 sierpnia 1960 r. Parlament Kanadyjski głosował jednomyślnie za przyjęciem Ustawy o Prawach Człowieka, chociaż była ona niekompletna.
Prezentując tę ustawę 1 lipca 1960 r. premier Diefenbaker podkreślił jej cel: „Utrzymać i zabezpieczyć wolność jednostki w stosunku do władzy państwowej, nawet najsilniejszej.” Dlaczego? Dlatego, że osoba ludzka jest suwerenna w stosunku do Cezara. Diefenbaker rozumiał to, więc powiedział: Święte prawo jednostki czyni ją wolną w stosunku do władzy państwowej.
Papież Pius XI napisał w encyklice Divini Redemptoris:
Osoba ludzka powinna być postawiona na pierwszym miejscu w hierarchii świata.
A więc na pierwszym miejscu, przed jakąkolwiek instytucją, przed jakimkolwiek Cezarem.
Papież Pius XII napisał w swoim liście do Przewodniczącego Spraw Socjalnych we Francji 14 lipca 1946 r.:
To osobę ludzką Bóg umieścił na szczycie widzialnego wszechświata, czyniąc go, zarówno w ekonomii jak i w polityce, miarą wszystkich rzeczy.
To nie Cezar jest na szczycie; to osoba ludzka. Czyli osoba ludzka nie należy do Cezara; to raczej odwrotnie – Cezar należy do osoby ludzkiej i ma jej służyć pełniąc swą funkcję obrońcy praw człowieka.
Maurice Allard, członek parlamentu z Sherbrooke, Quebec, powiedział także podczas debaty nad Ustawą o Prawach Człowieka: – Osoba ludzka nie może stać się narzędziem ani ofiarą państwa; to władza państwa podczas tworzenia praw musi gwarantować wolność w różnych dziedzinach życia człowieka.
Wobec tego Cezar nie ma prawa obdzierać ludzi żywcem ze skóry poprzez podatki, nie ma nawet prawa pozbawiać człowieka potrzebnych do życia podstawowych rzeczy.
R.S. MacLellan – członek parlamentu z Inverness-Richmond Nova Scotia, był nie mniej kategoryczny w swojej wypowiedzi:
Jednostka ludzka jest przed władzą państwową… Jedynym celem rządu jest gwarantowanie wolności osobistych jednostki.
Oświadczenia wymienionych polityków pozwalają wierzyć, że nie chodzi o nieznajomość tych zasad, ale, że raczej przez nie wprowadzanie ich do prawodawstwa Cezar, czy to federalny, czy prowincjonalny, czy miejski – zbyt często manipuluje ludźmi, popycha i spycha ich w nędzę – podczas gdy powinien postępować odwrotnie.
Udział Cezara
Jednak trzeba oddać Cezarowi to, co należy do Cezara. Oddać nie wszystko, co chce i może zabrać, ale tylko to, co należy do niego.
Więc, co należy do Cezara? Uważamy, że można to zdefiniować następująco: to, co jest potrzebne w celu pełnienia jego funkcji.
Definicja ta wydaje się być całkowicie zaakceptowana przez samego Cezara, przez rząd, gdy rząd mówi tym, którzy narzekają na ciężar podatków: „Im więcej usług ludzie żądają, tym więcej środków, potrzebuje rząd, żeby usługi te zapewnić”.
To prawda. Ale w celu kontynuowania swoich funkcji Cezarowi nie wolno uciekać się do środków, które odbierają ludziom i rodzinom spełnianie ich funkcji.
Poza tym, Cezar w celu zwiększania ważności swojej osoby, zawsze ma pokusę, żeby odebrać rodzinom i organizacjom na niższym szczeblu funkcje, które normalnie do nich należą, a nie do państwa. Oprócz tego obywatele nie potrzebowaliby dużej pomocy Cezara, gdyby Cezar usunął przeszkodę, którą tylko on może usunąć: sztuczną przeszkodę utworzoną przez system finansowy, która nie ma nic wspólnego z olbrzymimi fizycznymi możliwościami zaspokojenia podstawowych potrzeb materialnych każdej jednostki i każdej rodziny naszego kraju.
Ponieważ Cezar nie poprawia tej sytuacji, którą tylko on może poprawić, zmuszony jest przekraczać swoje uprawnienia i przywłaszcza sobie nowe funkcje, używając ich jako pretekstu do tworzenia nowych podatków – czasami rujnujących obywateli i rodziny. Cezar więc staje się narzędziem dyktatury finansowej, którą powinien zniszczyć i osobą uciskającą obywateli i rodziny, które powinien ochraniać.
Życie jednostki nie należy do Cezara, ale do Boga. Należy tylko do Boga i nikt inny nie ma prawa go niszczyć i celowo skracać. Ale kiedy Cezar stwarza takie warunki, które skracają życie jednostek, bierze coś, co do niego nie należy; bierze coś, co należy do Boga.
Osoba ludzka i rodzina są stworzone przez Boga i Cezar nie może ani tego niszczyć, ani przejąć. Odwrotnie, musi chronić przed tym (przed kimś), kto chce pomniejszyć ich integralność i prawa.
Pozbawić rodzinę domu dlatego, że nie może zapłacić od niego podatku, jest działaniem przeciwko rodzinie, przeciwko Bogu. Cezar nie ma takiego prawa.
Jak wiele jeszcze naruszeń prawa i własności ludzi i rodzin można tu wymienić!
Dla potrzeb Cezara
Ale Cezar ma rzeczywiście do spełnienia pewne funkcje, których nie można powierzyć jednostce. Są pewne usługi i towary, które jednostka może otrzymać tylko od Cezara – na przykład armię do obrony kraju w razie wojny, policję, która musi pilnować porządku przed tymi, którzy by chcieli go zakłócić, budowanie dróg, mostów, środki komunikacji pomiędzy miastami w kraju. Cezar musi mieć środki na zapewnienie tych usług.
Oczywiście, ale co robi Cezar, żeby zabezpieczyć te usługi? Cezar potrzebuje ludzi i zasobów naturalnych. Potrzebuje ludzkiej pracy i materiałów.
Cezar potrzebuje części produktu krajowego. W systemie demokratycznym wybrani przez ludność przedstawiciele decydują, jaką część produktu krajowego użyć dla potrzeb Cezara.
Jeżeli ktoś myśli realnie, to musi przyznać, że nie ma żadnych trudności w udostępnieniu Cezarowi części produkcji krajowej, podczas gdy reszta produkcji pozostaje dla zabezpieczenia potrzeb ludzi, ta część produkcji, która łatwo zabezpieczy wszystkie normalne potrzeby obywateli.
Użyjmy zatem czasownika „opodatkować” w sensie „rygorystycznego żądania”. Można powiedzieć, że prywatne i publiczne potrzeby opodatkowują zdolność produkcyjną naszego kraju. Jeżeli potrzebuję pary butów – opodatkowuję zdolność produkcji butów. Jeżeli Cezar prowincjonalny wybuduje 1 km drogi, opodatkowuje zdolność budowania dróg o długości 1 km. Przy dzisiejszej zdolności produkcyjnej, budowa dróg nie koliduje z produkcją butów.
Dopiero, gdy zaczyna się rozważać sytuację w oderwaniu od realiów i zaczyna się ją wyrażać w kategoriach pieniędzy, pojawiają się trudności. Podatki przybierają wtedy inny wyraz i zaczynają „rygorystycznie żądać” sięgania do portfeli. Jeżeli Cezar potrąca z moich zarobków 60 złotych czy dolarów jako mój wkład w jego drogę, to pozbawia mnie tym samym pary butów – w celu budowy jego drogi. Dlaczego, skoro zdolność produkcyjna naszego kraju pozwala na budowę drogi, nie pozbawiając mnie jednocześnie pary butów?
Dlaczego? Ponieważ system pieniężny fałszuje realia.
– Ale Cezar musi przecież opłacić robotników, musi zapłacić za materiały do budowy – powiedzą niektórzy.
– Oczywiście. Ale, kiedy wszystko jest powiedziane i zrobione, co robi Cezar kiedy płaci inżynierom na przykład 500 złotych? Pozwala inżynierowi na kupno towarów i usług wartości 600 złotych, czyli powoduje żądanie zdolności produkcyjnej naszego kraju o wartości 600 złotych. Więc, żeby zaspokoić potrzeby inżyniera, czy trzeba mnie pozbawić prawa do kupna pary butów? Czy zdolność produkcyjna naszego kraju może zaspokoić potrzeby inżyniera bez redukowania produkcji butów?
I to jest cały problem: tak długo jak zdolność produkcyjna naszego kraju nie jest wyczerpana, nie ma absolutnie żadnej potrzeby obciążania podatkami sektora prywatnego w celu finansowania sektora publicznego.
Zdolność produkcyjna naszego kraju jest obecnie daleka od wyczerpania, gdyż dzisiejszym problemem jest właśnie znalezienie miejsc pracy dla ludzi, którzy chcą pracować i dla bezczynnych maszyn.
Jeżeli środki płatności stwarzają problem, to dlatego, że nie są w zgodzie ze środkami produkcji. Bilety (pieniądze), które pozwalają nam na korzystanie ze zdolności produkcyjnej naszego kraju są niewystarczające dla dostępnej zdolności produkcyjnej.
Brak tych biletów jest nieusprawiedliwiony szczególnie, gdy dzisiejszy system pieniężny jest przede wszystkim systemem cyfr, systemem księgowym. Jeżeli rachunkowość księgowa nie odpowiada zdolności produkcyjnej, to nie jest to ani błąd producentów, ani konsumentów. To kontrolerzy pieniędzy i kredytu finansowego ograniczają ilość biletów, mimo że zdolność produkcyjna jest niezużyta i czeka na użycie.
Sami obywatele nie mogą naprawić tej sfałszowanej przez system finansowy rzeczywistości. Ale Cezar może! Ponieważ Cezar to rząd, który ma dbać o dobro powszechne, może on – i musi – nakazać kontrolerom systemu finansowego uporządkowanie go w taki sposób, żeby był zgodny z realiami.
Tak długo jak Cezar odmawia przeprowadzenia tej korekty sam staje się sługą i narzędziem w rękach dyktatury finansowej; oddaje jej swoją suwerenną funkcję i podatki, których żąda, nie należą się mu z powodu tego finansowego fałszu. „Współczesny system podatkowy jest zalegalizowaną kradzieżą”, powiedział Clifford Hugh Douglas. Cezar nie ma prawa legalizować kradzieży.
Nikt nie odmawia Cezarowi prawa opodatkowania zdolności produkcyjnej naszego kraju, przynajmniej dla potrzeb społecznych tak długo, jak część, którą zabiera pozostawia resztę, która wystarcza na zaspokojenie potrzeb prywatnych. I znowu jest to sprawa, którą powinien zająć się rząd. Niestety parlamenty też ograniczyły swoje działania do limitów, które narzuca im system monetarny.
Jeżeli cała zdolność produkcyjna kraju byłaby odzwierciedlona w postaci ekwiwalentu finansowego w rękach ludności, wtedy można by było część tej zdolności produkcyjnej przeznaczyć dla Cezara i jego niezbędnych usług. Ale nawet wtedy nie może się to odbywać kosztem uszczuplania potrzeb indywidualnych i potrzeb rodzin oraz ich udziałów przynajmniej w takiej części tej zdolności produkcyjnej, która pozwoliłaby na zabezpieczenie podstawowych potrzeb, takich jak jedzenie, odzież, dach nad głową, ogrzewanie, pomoc medyczna itd. Powtórzmy: – ale tak nie jest! Zdolność produkcyjna naszego kraju jest nie tylko używana częściowo, ale też ludność nie może jako całość opłacić wszystkiego, co sama produkuje. Prywatne i publiczne długi są najlepszym tego dowodem!
Mamona
Suma długów za towary, które są wyprodukowane plus suma braków spowodowanych przez nieprodukowanie z powodu braku pieniędzy – to ofiary jakich domaga się dyktatura finansowa – Mamona.
Mamona nie jest prawomocnym Cezarem. Nie musimy niczego Mamonie oddawać, bo nic do niej nie należy. Mamona jest intruzem, uzurpatorem, złodziejem, tyranem.
Mamona stała się suwerenną, nadrzędną władzą nad Cezarem i nad najsilniejszymi Cezarami w świecie.
Cezar stał się narzędziem Mamony, poborcą podatkowym Mamony.
Podczas gdy Cezar potrzebuje części zdolności produkcyjnej naszego kraju do pełnienia swoich funkcji, także bardzo potrzebuje on kontroli narodu; musi być upominany, gdy zamiast być instytucją służącą dobru publicznemu, staje się sługą i lokajem tyranów finansowych.
Współczesny wielki bałagan, który szerzy się jak rak, podczas gdy fantastyczny postęp w produkcji pozwala na uwolnienie ludzi od trosk materialnych, ma swoje źródło w fakcie, że wszystko sprowadza się do pieniędzy, jak gdyby pieniądze były rzeczywistością. Źródło całego bałaganu jest w fakcie, że jednostki uzyskały prawo regulowania emisji pieniędzy – nie jako księgowi realiów, ale dla swoich własnych korzyści i dla umocnienia swojej despotycznej władzy nad całym ekonomicznym życiem.

Kreacja środków przy pomocy produkcji.

Przy innej okazji, która jest rzadziej przytaczana, niż sytuacja z monetą, którą płacono daninę [Cezarowi] Jezus musiał się ustosunkować do sprawy podatków. Tym razem nie chodziło o daninę dla najeźdźcy, ale o dwudrachmę – podatek ustanowiony przez samych żydów, w celu utrzymania świątyni. Ci, którzy pobierali ten podatek przyszli do świętego Piotra, mówiąc: „Wasz Nauczyciel nie płaci dwudrachmy?” Jezus odpowiedział Piotrowi: „Idź nad jezioro i zarzuć wędkę! Weź pierwszą rybę, którą wyciągniesz i otwórz jej pyszczek: znajdziesz statera [srebrna moneta grecka]. Weź go i daj im za Mnie i za siebie!” Mt 17, 24-26

Piotr – rybak z zawodu bardzo dobrze to zadanie wykonał.
Tym razem więc pieniądze zostały wykreowane przy pomocy produkcji. Rząd nie może czynić cudów, ale łatwo może utworzyć system monetarny, w którym pieniądze są oparte na produkcji i tworzone zgodnie z produkcją. Innymi słowy, trzeba określić za pomocą liczb wielkość zdolności produkcyjnej kraju i uruchomić środki płatnicze zgodne z tą wielkością cyfrową, żeby finansować sektory zarówno publiczny jak i prywatny. Byłoby to zgodne bardziej z dobrem ogólnym (common good), niż pozostawienie kontroli nad pieniądzem i kredytem despotycznej woli wielkich kapłanów Mamony.
Papież Pius XI napisał, że kontrolerzy pieniędzy i kredytu stali się panami naszego życia i nikt nie ma prawa nawet oddychać bez ich woli.
Nie zgadzamy się na tę bezlitosną dyktaturę Mamony. Potępiamy upadek Cezara, który stał się lokajem Mamony. Nie chcemy tego rodzaju Cezara, który stał się niewolnikiem Mamony, ma prawo ograbiać jednostki i rodziny na jej rzecz. Nie chcemy prawa, które każe nam znosić fałszywe i pazerne zasady Mamony.
„Dyktatura Mamony“ jest wrogiem Cezara, Boga, osoby ludzkiej stworzonej przez Boga i rodziny ustanowionej przez Boga.
Kredytobiorcy Społeczni pracują, aby uwolnić ludzi od tej dyktatury. Jednocześnie pracują, aby uwolnić Cezara od podporządkowania Mamonie. Kredytobiorcy Społeczni są przeto na czele tych, którzy rzeczywiście chcą oddać osobie ludzkiej, stworzonej na podobieństwo Boga, to, co do niej należy, oddać rodzinie ustanowionej przez Boga, co jest jej, i oddać Bogu, to co Boskie.
Louis Even: – /Co we mnie jest cesarskie, a co boskie jest? – to pytanie, na które każdy powinien sobie odpowiedzieć. Otóż to czym żyję i co jest świątynią mojego umysłu (duszy) jest cesarskie, a to czym myślę o Bogu i czym podążam do jego zrozumienia, to UMYSŁ; – odbiorca słów do człowieka od Niego skierowanych. Znowu wyłania się stary jak filozofia podział mojego jestestwa na fizyczność i a fizyczność. Wszystko więc co fizyczne podlega określeniu – cesarskie.
Ciało – bez niego nie zaistnieje JA fizyczne (coś) w sprzężeniu warunkujące mój umysł (ktoś). Jak władać tym ciałem?
Z jednej strony jego rozwój jest determinowany czynnikami fizycznymi, ale za jakość i warunki dla kultywowania jego rozwoju odpowiadam też determinując SAM własne zachowania zgodnie z wolą obecną w samoświadomości.
Jezus przemawia do tejże woli właśnie. Jest wolna w tym sensie, że może wybierać pomiędzy dobrem i złem, przede wszystkim dla istoty ludzkiej samej w sobie.
Warto w tym momencie się zastanowić co jest nadrzędne w nas ciało czy umysł.
Zdania są podzielone, niech będzie, że umysł, gdyż on warunkuje poprzez swe istnienie korzystanie z rozumu. Pan prezydent Duda podpisał dekret o dzieleniu się ciałem po jego zgonie, gdy ono jeszcze żyje. Zachodzi pytanie, jak z niego korzystać? Praktyka pokazuje, że należy gromadzić wiedzę o wszystkim co możliwe jest do poznania, tak by dokonać odpowiedzialnie (światle) wyboru mając „świadomość” możliwych skutków. Nie ślepo, nie „na wiarę”, ale przejrzyście oczekując domyślnego, pozytywnego efektu. Efektu działań podjętych w celu fizycznej realizacji wpierw a fizycznego projektu zrodzonego w umyśle.
Tu pojawia się w analizie fizycznego otoczenia, które pragnę sobie podporządkować fizyczna istota, która chce (powinna chcieć) tego samego.
I rodzi się pytanie – Jak należy się do niej odnieść? Czy ma się ją wchłonąć i pokonać, gdyż stanęła na drodze podporządkowywania czy się z nią pojednać?
Tu puka Chrystus i mówi: STOP – to Twój brat, bliźni inny suwerenny człowiek taki jak Ty. Jest wartością równo oceną w oczach „Boga”, lub jeśli wolisz Twoich jeżeli próbujesz „Bogu” dorównać i z nim również osiągnąć płaszczyznę porozumienia.
Ale za nim to się stanie musisz pokazać jak osiągasz płaszczyznę porozumienia z twoim bratem. Gdybyś chciał zjednać się z nim fizycznie(cesarsko) obciążasz nim swoją przestrzeń ale nie tego naucza Jezus, On wskazuje na więź umysłową jako na drogę pojednania bez naruszania Twojej fizyczności. Ale znów zapytasz jak się porozumieć solidarnie z obopólną korzyścią, jak zaufać odbiorcy, że Cię na przykład nie zdradzi?
Obydwaj musicie znać i posiadać moralność jako intersubiektywną, uniwersalną wartość dla Was obojga. Jeżeli ktoś jej nie posiada nie jest Twoim partnerem, a staje się przeszkodą dla nawet skromnej drogi Twojej własnej samorealizacji, w podporządkowywaniu sobie Twojej własnej „cesarskości”. W skrajnym przypadku może być zagrożeniem nawet i śmiertelnym dla Ciebie jako całości. W wielu przypadkach kończy się to cywilną śmiercią osoby.
Pomyślałby ktoś może, by unicestwić takowe zagrożenie, ale wszystkich wykończyć się nie da i sam człowiek wie lub domniemywa, że samotność, to zguba i pustka, więc?
Wybiera pojednanie z własnej woli, jako pierwszy akt miłości duchowej, ale pyta następnie jak, jaką drogą jest ono (pełne pojednanie) możliwe?
Pierwszym krokiem do pojednania i solidarności jest zrozumienie samego siebie i jeśli się to uda choćby na tyle, by racjonalnie ograniczyć swoje cesarskie potrzeby, to jest szansa, by zrozumieć też i drugiego człowieka.
Rozumiejąc swoje potrzeby i innych można szukać kompromisu dla chociażby własnego bezpieczeństwa. Trzeba dać tę wiedzę innym, by oni zrozumieli to samo, oświecić ich, by stali się partnerami do stołu sprawiedliwego podziału władzy i wpływów.
Tam gdzie dwóch takich partnerów, cesarzy, zasiądzie tam tworzą model współżycia.
W praktyce jest nas miliony i taki model musi być wszystkim znany, by mówiąc o światłym społeczeństwie rozumnych istot ludzkich pragnących pokojowej, dojrzałej demokracji na miarę oczekiwanego, realnego królestwa niebieskiego i na miarę globalnej cywilizacji Ziemian/.
Swego czasu (2009), Prezydent Częstochowy Pan Krzysztof Matyjaszczyk, odważył się rzucić wyzwanie Jasnej Górze w słowach: – „Oddajmy cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie”.
Działo się to przy okazji referendum w sprawie odwołania prezydenta Tadeusza Wrony. Ojcowie Paulini z niepokojem spoglądali z jasnogórski murów w stronę ul. Jerzego Waszyngtona, gdzie mieści się Urząd Miasta. W niektórych kościołach kolportowane były ulotki, które mały zniechęcić mieszkańców do udziału w referendum. Ci jednak nie dają za wygraną i odwołują prezydenta na rok przed wyborami – to pierwsza taka sytuacja w Polsce. „Dbał bardziej o pielgrzymów niż o mieszkańców” – takie argumenty pojawiają się najczęściej przy urnach. Częstochowianie idą jeszcze dalej – rok później na prezydenta wybierają polityka lewicy – Krzysztofa Matyjaszczyka. Tym samym staje się on jedynym prezydentem z SLD rządzącym w dużym mieście.
Bazując na nastrojach społecznych, Matyjaszczyk postanowił zacząć swoją kadencję z wielkim przytupem. Jego formacja polityczna zaproponowała, aby wprowadzić w Częstochowie… podatek od pielgrzyma. Każdy z pątników przybywających na Jasną Górę musiałby zapłacić miastu cztery złote. – Niech byśmy zebrali siedem milionów złotych, to przy dziurach w kasie miasta byłby bardzo duży zastrzyk – mówił wówczas Marek Balt z SLD.
– 20% poszłoby na promocję miasta, także w kontekście pielgrzymowania, a reszta na budowę i naprawę dróg – tłumaczył.
Jednym ze sposobów zbierania pieniędzy miało być obowiązkowe przejmowanie zorganizowanych pielgrzymek przez licencjonowanych częstochowskich przewodników, za których trzeba byłoby płacić. Taryfa miałaby zależeć od liczby pątników w grupie.
Jeśli chodzi o zorganizowane pielgrzymki, to każda z nich jest awizowana odpowiednio wcześniej na Jasnej Górze i w centrum zarządzania kryzysowego miasta i ma wyznaczoną datę wejścia do miasta oraz wyznaczoną trasę. Z pobraniem opłaty też nie byłoby więc problemu. To samo tyczy się autokarów przyjeżdżających na wycieczki do Częstochowy. Jak tłumaczył Marek Balt, byłaby to zupełnie normalna procedura, bo w innych sanktuariach europejskich, np. w Fatimie trzeba zapłacić ok. 100 euro za wjazd do centrum.
Szybko jednak pojawiły się w tej sprawie głosy krytyczne. – To kompletnie idiotyczny i absurdalny pomysł. Ktoś próbuje wsadzić świeżo zaprzysiężonego prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka na minę. Przecież nawet taksy klimatyczne dla wczasowiczów w Zakopanem czy Międzyzdrojach są bardzo kontrowersyjne i traktowane jako wyłudzanie pieniędzy przez samorządy. Ten szatański koncept ma wymiar i bardzo poważny, i groteskowy – mówił wtedy Szymon Giżyński z Prawa i Sprawiedliwości.
Na reakcje ze strony Jasnej Góry też nie trzeba było długo czekać. W noc sylwestrową, podczas transmitowanego przez TV Trwam i Radio Maryja Apelu jasnogórskiego, przeor klasztoru oo. Paulinów na Jasnej Górze o. Roman Majewski wygłosił oświadczenie:
– „W związku z informacjami, które płyną z Urzędu Miasta Częstochowa, które są nagłaśniane przez media, o projekcie pobierania od pielgrzymów przekraczających granice miasta myta w wysokości 4 złotych oświadczamy, że Jasna Góra nie weźmie udziału w tym kuriozalnym zamyśle i jest mu absolutnie przeciwna. Zadajemy sobie jednocześnie pytanie, czy to prawda, że bez Jasnej Góry miasto Częstochowa nie potrafi samodzielnie funkcjonować, i byłoby jeszcze większym żebrakiem?”.
SLD zaczęło się szybko wycofywać z tego pomysłu i zamiast podatku od pielgrzyma, postanowiło przeforsować pomysł opłaty miejscowej. Miałyby ją płacić osoby przebywające dłużej niż dobę w celach wypoczynkowych, szkoleniowych lub turystycznych na terenie Częstochowy. Obniżono też kwotę samej taryfy, która tym razem miała wynieść 2,08 zł za dobę.
Pieniądze miały inkasować (za 10 proc. prowizji) i wpłacać na konto miasta osoby kierujące hotelami, motelami, pensjonatami, domami wczasowymi, wypoczynkowymi lub wycieczkowymi, schroniskami, kempingami, polami biwakowymi.
Niezależnie jednak od nazewnictwa, wiadomo było, że ta opłata dotknęłaby przede wszystkim pielgrzymów. Dlatego również w tej formie nie udało się jej wprowadzić w życie. Projekt został odrzucony w Radzie Miasta głosami PO, PiS i Wspólnoty Samorządowej Tadeusza Wrony. Na jego temat nie odbyła się nawet dyskusja.
– Zostało to potraktowane jak jakiś fetysz. A to był po prostu normalny wniosek o to, żeby spróbować w jakiś sposób pozyskać dodatkowe środki na poprawę infrastruktury turystycznej w Częstochowie. Taką samą opłatę pobiera się np. w Krakowie – tłumaczył w rozmowie z Onet.pl Pan Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk.
Prawu i Sprawiedliwości mocno zaszkodził konflikt z miejscową „Solidarnością”. Związkowcy uznali, że lokalni politycy PiS za nic mają interes społeczny i nawet pomagają rządzącej miastem lewicy łamać prawa pracownicze i związkowe. Za to „swoim” są w stanie załatwić pracę w miejskich spółkach i instytucjach. Szef lokalnej „Solidarności” Mirosław Kowalik napisał nawet w tej sprawie list do Jarosława Kaczyńskiego.
Tymczasem na najgroźniejszego konkurenta Matyjaszczyka wyrasta niespodziewanie Marcin Maranda. Jeden z najbardziej znanych i wyrazistych częstochowskich radnych opuścił w zeszłym roku Wspólnotę Samorządową Tadeusza Wrony i założył nowe ugrupowanie pod nazwą Mieszkańcy Częstochowy. – Martwi mnie, że coraz więcej młodych częstochowian szuka lepszej przyszłości poza naszym miastem. Częstochowa zmierza do katastrofy. Zrobimy wszystko, by nie stała się polskim Detroit, które kiedyś było perłą w koronie Ameryki, a dziś jest wyludnionym bankrutem – mówił podczas konwencji założycielskiej.
W Częstochowie drugą kadencję z rzędu rządzi Pan Krzysztof Matyjaszczyk (SLD Lewica Razem). W decydującym starciu wygrał z Arturem Warzochą, byłym wicewojewodą śląskim i bezpartyjnym kandydatem wspieranym przez PiS. Na dotychczasowego prezydenta zagłosowało 56,72 proc. wyborców.
W polskich relacjach Państwo-Kościół obowiązuje akt prawny zwany Konkordatem, który został podpisany dn. 28 lipca 1993 r. O relacjach cesarskich i boskich, też jest w nim mowa.
Manifestujący swą wiarę, niemal w każdym swym kroku, Pan Prezydent RP Andrzej Duda, przyjął ślubowanie od nowego rządu Pani Premier Beaty Szydło. Wszyscy członkowie tego gremium na Pana Boga się powoływali.
W Piśmie jest napisane, aby nie wzywać Pana Boga na daremno.
Wypada dodać, nie bez kozery – i z biznesmenem o. Tadeuszem, nie grzeszyć pychą.

Zebrał i swoje dwa grosze wtrącił – Mreck

houston! mamy problem.

David.bmp

Nie są to moje słowa, ale chętnie się nimi posłużę – /Moje myśli stają się czynami, czyny słowami, a słowa, być może, zwyczajami się staną/ – do tej myśli dorzucę wątek, z Księgi Koheleta, czyli Eklezjastesa, przez którą przeniknęło do Starego Testamentu, pod wpływem myśli greckiej nowe, racjonalistyczne i pełne sceptycznych wątpliwości spojrzenie na człowieka, na jego życie i otaczający go świat. Samo życie i jego doświadczenia stają się problematyczne, a dobra z nim związane wątpliwą wartością. Bo czyż człowiek – pyta autor – ma trwałą korzyść ze swego myślenia? I odpowiada: „Wszystko jest marnością“.
Człowiek więc powinien zadowolić się drobnymi, przemijającymi radościami, którymi dziś PiS się cieszy. Wyborcy tej grupu trzymającej dziś władzę nad zasobami ludzkimi, winni więc jeść i pić i cieszyć się chwilą, bo Opatrzność z JPII może stracić cierpliwość. W sprawie TK są pewne zaszłości, które dotyczą odpowiedzialności zbiorowej, którą tak rychło TK przyklepał. Na szczęście wśród sędziów, były zdania podzielone, w tym nadal kontrowersyjnym orzeczeniu, które o pomstę do nieba woła. Zanosi się, że ludzka krzywda, będzie wołać jeszcze długo. Według Koheleta, do końca Świata, a może nawet dłużej. Trzeba zatem cenić i chronić, to co mamy na naszym Facebooku, TO CO RÓŻNI NAS OD ZERA.

Mreck