Archiwa kategorii: Historia

BOYA ŻELEŃSKIEGO NEKROLOG DLA SĄDÓW Z TARNOWSKIM WĄTKIEM

Znalezione obrazy dla zapytania boy żeleński słówka

Otóż w swoim czasie ważyła się sprawa Sądów Przysięgłych w nowym ustroju II RP. W pierwszym entuzjazmie ludowładczym konstytucja nasza z r. 1921 zadeklarowała w art. 83 uroczyście, że w Polsce ma być powołana do życia instytucja Sądów Przysięgłych. Projekt konstytucyjny BBWR (art. 95) również przyjmował istnienie Sądów przysięgłych. Natomiast opinia większości prawoznawców stanowczo była przeciwna tej instytucji.
Nowoczesne Sądy Przysięgłe wiążą się z wolnościowym duchem rewolucji francuskiej. Uwierzono w mądrość, dobroć i sprawiedliwość „ludu“ – tylko lud (suweren) ma prawo jednego z pośród siebie. Zamiast sędziego, sługi tytanów, powołano dwunastu – dostojna cyfra! – mężów sprawiedliwych, iżby, niezależni od niego, nieskrępowani niczym, sądzili jedynie wedle swego sumienia. A zatem instytucja Sądów Przysięgłych zespoliła się z długoletnią walką o wolność człowieka i obywatela.
Idea ze wszelkich miar piękna; niemniej w praktyce Sądy Przysięgłych przyniosły wiele rozczarowań. Złudzeniem jest, jakoby dwunastu mężów zgromadzonych razem zastępował Duch Święty, jak to miało miejsce przy dwunastu apostołach. Aby sprawę sądzić, trzeba ją rozumieć; musiałby zatem każdy wylosowany obywatel posiadać w odpowiednim stopniu zdolność uważnego słuchania, krytycznej oceny, orientowania się w zawiłym splocie faktów. Stąd Sądy Powszechne często bywały loterią. Sympatia lub antypatia do podsądnego, lub do rodzaju zbrodni, sugestia prezesa sądu, poglądy polityczne, wierzący, niewierzący,demagogia adwokatów, autorytet przewodniczącego ławy, – to wszystko mogło wpływać na wymiar kary z tej ludowej „sprawiedliwości“. Zarówno łagodność, jak srogość jury bywały często dość nieobliczalnym kaprysem. Cenzus takiego sędziowania z czasem, z różnych powodów, spadał coraz niżej.
W Belgii wysunięto żądanie, aby przewodniczącym ławy był wybitny adwokat; miało to na celu zneutralizowanie niskiego poziomu intelektualnego, a nawet moralnego ludzi, niezdolnych najczęściej do zorientowania się w prowadzonym przewodzie sądowym. Usiłowano stworzyć silny kontakt pomiędzy ławą przysięgłych, a trybunałem. Wszystko w tym celu, aby podtrzymać tą instytucję, balastem zwaną, przy życiu. Prof. Rappaport był tej instytucji przeciwny, bo nie miała ona w wolnej Polsce tradycji. Pod zaborami i owszem. Biada temu kto się dostanie w ręce takich sędziów.
Spójrzmy, pisze Boy jak w świetle naszej rzeczywistości II RP przedstawiała się ta idylla Sądów Przysięgłych. Oto maleńkie pokłosie z działalności tych sądów w Małopolsce.
A więc:
We Lwowie przysięgli skazali na śmierć przez powieszenie trzech młodych chłopców obwinionych o kolportaż ulotek komunistycznych.
Jeszcze nie przebrzmiały – w całej Europie – echa tego skandalicznego wyroku, kiedy przysięgli w Tarnowie skazali na powieszenie bezdomną matkę za zabicie nieślubnego niemowlęcia. Wywołało to protesty o oburzenie humanitarnych związków. W parę miesięcy po tym wyroku, w analogicznych niemal okolicznościach, przysięgli w Krakowie skazali na szubienicę znowuż nieślubną matkę, a po nim, znów w jednym z miast małopolskich zapadł identyczny wyrok.
Jeden z najważniejszych argumentów, jakimi zawsze posługiwano się, aby bronić potrzeby Sądów Przysięgłych, to argument związany z przestępstwami politycznymi. Sędzia-urzędnik (mówiono) zawsze będzie ulegał presji z góry, woli ministra (który może kierować składem sądu w danej sprawie), nie jest niezawisły, podczas gdy jest niezawisły Sąd Przysięgłych.
Nie da się zaprzeczyć, że niezawisłość sędziów w sprawach politycznych jest mocno wątpliwa; można przypuszczać nie bez kozery , że bywają skłonni iść na rękę już nie tylko Racji Stanu, ale nawet – „Furii Stanu“.
Czy istnieje dziś, wśród przeciętnego ogółu ktoś, kto by miał w czymkolwiek sąd niezawisły? Zawsze będzie zawisły, czy od haseł partii, od której zależy, lub z którą sympatyzuje, czy od dziennika, który czyta stale i bezkrytycznie, czy od naporu opinii, tzw. publicznej.
Sądy Przysięgłych odziedziczone po nieboszczce Austrii, nie tylko dowiodły swej niekompetencji i szkodliwości, ale po prostu okryły się hańbą.
Boy odpowiada dlaczego miesza się w sprawy polskiego prawa i sprawiedliwości. Otóż, pisze, że te sprawy powinny wszystkich obchodzić. Co można przewidzieć? Pani Mirta Noel przed laty wyczytała z Boya dłoni, że zabije kobietę w pokoju z zielonymi tapetami.
Nikt nigdy nie wie, na jakiej ławie zasiądzie.
Pożyjemy zobaczymy…

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

“CZARNE SĘPY”– ODDZIAŁ STANISŁAWA KOSIENIAKA

Znalezione obrazy dla zapytania stanisław kosieniak

/…„Nie namyślał się długo. Uderzył Kosieniaka siekierą w głowę tak, że ostrze wbiło się w czoło na głębokość 12 cm. Uderzony odrzucił głowę do tyłu. Pietras trzymając mocno stylisko siekiery, próbował ją wyrwać z czoła Kosieniaka, ale się nie udało. Wtedy z desperacją szarpnął siekierę z całej siły w górę i tak uwolnionym ostrzem uderzył budzącego się w tym czasie Muchę. Ten oszołomiony snem, zasłonił głowę lewą ręką. Pietras jednym ciosem uciął mu ją poniżej łokcia i zadał ranę w poprzek czoła. Ostatnim uderzeniem – jak sądził – zabił Muchę. Ten jednak jeszcze żył, lecz była to tylko przedłużająca się agonia…”

Znalezione obrazy dla zapytania stanisław kosieniak
– Tak pisał w książce /Krwawe upiory/, Adam Kazimierz Musiał.
Po zabiciu „bandytów“ przez Pietrasa, trupy złożono w szopie przy posterunku, a po trzech dniach zakopano na polu, przy drodze gromadzkiej. Przechodnie obchodzili mogiłę z daleka, wciąż żywiąc dziwny lęk. W taki sposób zginął osławiony bandyta i watażka, herszt bandy – „Czarny sęp” – dziś pewnie żołnierz wyklęty. Zabójca wielu niewinnych ludzi, kat własnego brata i żony, którego imię do dzisiaj wypowiadane jest z odrazą i lękiem. Stanisław Kosieniak już od najmłodszych lat dał się poznać w okolicy.

Znalezione obrazy dla zapytania stanisław kosieniak
Urodził się w 1914 roku w Siedliszowicach koło Żabna, w powiecie dąbrowskim. Ukończył zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej. Pochodził z licznej rodziny i chociaż jego ojciec cieszył się poważaniem w okolicy, matkę nazywano Tatarką, przypisując jej pochodzenie od niegdyś osiedlanych na tych terenach jeńców /Złotej Ordy/. Służbę wojskową odbył w tarnowskim 16 pp. i zapamiętany został jako dobry strzelec o bardzo precyzyjnym oku. Już we wczesnej młodości znany był z niebywałego okrucieństwa i umiłowania do napadów. Podejrzewany o popełnienie przestępstwa skutecznie zastraszał świadków. Poniższa historia doskonale opisuje sposób działania Kosieniaka: „Oto podczas przeprawy przez Dunajec natknął się na patrol policji. Wezwany do zatrzymania, wyciągnął broń i ranił z niej policjanta Franciszka Gładkiego. Ten wprawdzie rozpoznał napastnika, ale podczas rozprawy sądowej Kosieniak posłużył się fałszywym świadkiem – znajomą dziewczyną, która zeznała pod przysięgą, że ową noc spędziła z oskarżonym. Sąd wydał wyrok uniewinniający. To rozzuchwaliło młodego człowieka jeszcze bardziej. Wkrótce potem, podczas gry w karty w Pierszycach nie dopisało mu szczęście. Nie mogąc znieść przegranej i chcąc zaimponować partnerowi, zaproponował mu siłowanie się na rękę. Jednakże znowu przegrał. Zirytowany śmiechem obecnych tam kolegów, wyjął pistolet i wypalił do przeciwnika, przestrzeliwując mu na wylot klatkę piersiową. Świadków incydentu zastraszył, mówiąc, że jeśli zgłoszą o wszystkim policji, to donosicieli powystrzela.”. Do wybuchu II wojny światowej banda Kosieniaka dokonała licznych napadów, zgwałceń i morderstw. Miejscowa ludność pomimo nienawiści do opryszków, bojąc się o swoje życie, bardzo sporadycznie zgłaszała przestępstwa szajki na policję. Kosieniak i jego kompani rządzili niepodzielnie powiatem dąbrowskim, zapuszczając się nawet do Tarnowa. W 1939 roku Kosieniak został zmobilizowany i miał ruszyć z 16 pp. na wojnę. Jednak po ciężkim zranieniu w trakcie bójki na dworcu w Żabnie musiał pozostać w domu. Po wyzdrowieniu zaczął zbierać broń porzuconą przez wycofujące się wojska i gromadzić ją w specjalnie zrobionych skrytkach. Już wtedy marzył o stworzeniu oddziału zbrojnego pod swoim dowództwem. Z nastaniem okupacji dobrał sobie wspólnika Ludwika Stokłosę, który towarzyszył Kosieniakowi w jego nocnych wypadach. Któregoś dnia niemieccy żandarmi złapali Kosieniaka i uwięzili w Dąbrowie Tarnowskiej, ale w trakcie spaceru bandyta wskoczył na dach przyległej do więzienia szopy i uciekł. Od tego dnia rozpoczął się najbardziej krwawy okres w historii Stanisława Kosieniaka. Zbiegły z więzienia bandyta skupił wokół siebie innych ukrywających się przed gestapo, podobnych sobie ludzi. Bandyci działali najczęściej nocą i stale zmieniali miejsce pobytu. Akcje grupy rozpoznawano po sposobie jej działania, a samego Kosieniaka po charakterystycznym zachowaniu i swoistym sposobie mówienia.
„Czarne Sępy” dokonywały najczęściej napadów po prawej stronie Dunajca, ukrywając się na cmentarzu w Wietrzychowicach. Rosły tam wysokie drzewa, a murowane ogrodzenie dawało bezpieczne schronienie. Pewnego razu Karol Boksa, kosząc trawę, zauważył w południe dym unoszący się znad cmentarza. Zaintrygowany zbliżył się i zobaczył szajkę Kosieniaka, gotującą strawę. Boksa został poczęstowany obiadem, a następnie musiał przysiąc, że nigdy nie powie nikomu, o tym, co widział. Zaufanym człowiekiem „Czarnych Sępów” był rolnik Jan Boksa z Woli Rogowskiej, o przezwisku „Rybak”. Nie brał wprawdzie udziału w wypadach szajki, ale często dawał schronienie ludziom Kosieniaka, a raz ponoć uczestniczył w podziale łupów. Do zaufanych szajki zaliczał się również Michał Piątek z Woli Przemykowskiej. Nie było w tych czasach tygodnia, by miejscowa ludność nie dowiadywała się o nowych napadach. Skala zbrodni była tak wielka, że każdy dzień życia „Czarnych sepów” można opisać w osobnym artykule. Do walki z groźnym oddziałem zaangażowały się oddziały granatowej policji, niemiecka żandarmeria i partyzanci z ZWZ. Zwyrodnienie bandyty Kosieniaka ilustruje opis najkrwawszego napadu dokonanego na dwór dziedzica Zygmunta Wysockiego. Adam Kazimierz Musiał pisze: „Niebawem zawitali do dworu dziedzica Zygmunta Wysockiego. (…) Stanisław i Tadeusz Kosieniakowie wraz z Ludwikiem Stokłosą zjawili się wieczorem, uzbrojeni w karabiny, rewolwery i granaty. Byli podpici, a jeszcze przynieśli ze sobą wódkę. Pani Justyna Wysocka spała na piętrze. Zaczęli dobijać się do okna pokoju na parterze, gdzie spały jej dzieci: trzyletni Henryk, sześcioletni Antoni oraz siostra pani domu, siedemnastoletnia Franciszka Roztworowska. Wysocka otworzyła drzwi przybyłym i zapytała, czego chcą. Odpowiedzieli, że chcą zobaczyć dzieci. Kobieta starała się nie wpuścić ich do domu, tłumacząc, że dzieci mogą się przestraszyć. W końcu musiała ustąpić. (…) Wysocka poprosiła natrętów, aby sobie poszli, ale ci rozsiedli się i pili wódkę. Kiedy w pewnej chwili Tadeusz wyszedł z pokoju po papierosy, Stanisław usiłował zgwałcić Justynę Wysocką; ponieważ stawiała opór, chwycił ją za włosy i ciągnął po schodach do osobnego pokoju, strzelając po drodze w drzwi. Tadeusz próbował uspokoić brata, w końcu uderzył Stanisława w twarz. Rozwścieczony Stanisław wpakował mu wtedy kulę prosto w pierś. Następnie podszedł do pani Wysockiej i strzelił do niej z pistoletu, celując w twarz, aż upadła. Strzelał jeszcze do martwego ciała. Potem znów strzelał do trupa brata (…) Po tym okrutnym mordzie Stanisław Kosieniak wraz z Ludwikiem Stokłosą udali się do wsi, aby rozprawić się z rzekomymi niemieckimi konfidentami. Najpierw zjawili się w sklepie, będącym własnością rodziny Słupków. Stanisław i Maria Słupkowie byli już w łóżkach, Kosieniak wpadł do domu z karabinem, a w ganku na warcie pozostawił swego kompana. Wśród przekleństw zastrzelił gospodarzy i ich córkę. Drugą – Bronisławę, z którą przyjaźnił się dawniej, zabrał ze sobą. Następnie wywołał z domu sołtysa Władysława Literę oraz jego żonę Teklę i oboje ich zastrzelił”.
Stanisław Pietras, człowiek który zabił zbrodniarza Kosieniaka i jego kompana Muchę, dobrowolnie zgłosił się na posterunek policji granatowej, lecz został uwolniony, a następnie wynagrodzony zegarkiem po zabitym Kosieniaku i drobną sumą pieniędzy. Rodziny zabitych długo szukały pomsty na Pietrasie, lecz bez skutku. Po wojnie oskarżyli go przed UB o zdradę i morderstwa na niewinnych ludziach, ale Pietras obrósł w legendę pogromcy największych morderców Powiśla i został uniewinniony.

W 1962 roku odwiedził Pietrasa syn Kosieniaka, ale bez chęci odwetu.

Adam Kazimierz Musiał – /Krwawe Upiory/

Jerzy Reuter – (Gazeta Krakowska)

Zebrał – Mreck

NIEKTÓRE PARAGRAFY Z KODEKSU BOZIEWICZA

Znalezione obrazy dla zapytania kodeks boziewicza

„Krytyki i sądy odnoszące się do naukowej, literackiej lub w ogóle do fachowej umiejętności i działalności nie mogą być powodem do zadość uczynienia honorowego, o ile zostały wypowiedziane bądź napisane rzeczowo i bez osobistych zniewag“.
Nie wiadomo jednak jak potraktować paragraf 1, w którym Boziewicz głosi, że:
„…należy uważać każde, nawet najdrobniejsze zadraśnięcie miłości własnej obrażonego, słowem, to wszystko, co on jako zniewagę uważa, nawet wówczas, gdy osoba druga będąca na miejscu obrażonego, nie czuła się tym drobiazgiem obrażona…“.
Widać jak na dłoni, że ów pierwszy paragraf zdaje kwestię obrazy w zupełności na widzimisię danej jednostki. Paragraf 1 przekreśla wszystkie inne definicje obrazy, tą również zawartą w paragrafie drugim, który powiada:
„Obrazę tedy powoduje każde oświadczenie, zachowanie się, względnie działanie, które może zaszkodzić dobremu imieniu danej osoby, lub poniżyć ją w opinii ogółu.“
Te dwa paragrafy pierwszy i drugi, najzupełniej przeczą sobie: jeden stawia sobie definicję obrazy jako rzecz zupełnie subiektywną, drugi określa ją ściśle obiektywnie; wedle pierwszego obrazą może być wszystko, wedle drugiego tylko rzecz poważna; najbardziej jednak dziwić może, że te dwa przeczące sobie paragrafy autor łączy słówkiem „tedy“, tak jakby jeden z drugiego wynikał! Budzi to wątpliwości, czy w ogóle autor zdaje sobie sprawę z wartości słów i z istoty ścisłego sformułowania myśli, które muszą być zasadą każdego kodeksu. Przypadek paragrafu 1 określa i przekreśla właściwie wszystkie i dalsze paragrafy: jakąż bowiem może mieć wartość np. paragraf 40, orzekający wyraźnie, że:
„Posłów i senatorów nie można pociągnąć do odpowiedzialności honorowej za ich mowy, o ile w tychże nie mieściły się osobiste obrazy…“, skoro samo pojęcie obrazy poddano kryterium osobistego poglądu?
Idźmy dalej. Przechodzimy do ważnego określenia, kto jest człowiekiem honorowym. Mówi o tym paragraf 30:
„…osoby mające ukończone szkoły średnie w zasadzie muszą być uznane za osoby honorowe. Paragraf 32 dorzuca również te osoby, które dzięki swej inteligencji, mimo braku wykształcenia średniego, w rzeczywistości dorównują poziomowi umysłowemu człowieka posiadającego średnie wykształcenie… Nie można zatem odmówić zadośćuczynienia honorowego np. mechanikowi, który skutkiem swego wynalazku dał świadectwo swej umysłowości etc.“. A zatem mechanik, który pracuje rzetelnie, ale wynalazku nie dokonał, nie jest człowiekiem „honorowym“. Teraz pytanie nasuwa się kolejne, kto będzie oceniał ten „wynalazek“ i oceniał jego wartość, czy jest na tyle doniosły, aby dać mechanikowi godność człowieka honorowego? Wiele nieoczekiwanych zadań spada na sekundantów!
Paragraf 33 powiada, że „Dzięki wybitnemu stanowisku społecznemu muszą być w zasadzie uważane za honorowe osoby nie posiadające nawet wymogów wynikających z paragrafów 30 i 32; np. przemysłowiec, prezes Klubu etc.“. Ale czy wiceprezes jest honorowy? A sekretarz? A przemysłowiec, który nie piastuje żadnej godności już nie może sobie rościć żadnych pretensji do honoru?
Następuje paragraf 34: „Jako zabytek rycerskości wieków średnich, wszyscy autorzy kodeksów honorowych przyznają prawo do dawania i żądania zadośćuczynienia honorowego osobom stanu szlacheckiego, bez względu na wymogi wynikające z paragrafów 30, 32 i 33.“. Dziwi trochę to rozróżnienie rycerskości wśród obywateli, bo przecież jesteśmy krajem demokratycznym i że się cieszymy równością praw obywatelskich, tymczasem widzimy, że mechanik musi aż dokonać wynalazku, a przemysłowiec zostać prezesem Izby, aby się równać w prawach honoru ze szlacheckim synkiem, który dwóch klas nie skończył? Czy to nie jest podważaniem samych podstaw naszego ustroju w duchu junkersko-szlacheckim?
Wedle paragrafu 11, ów szlachcic-analfabeta jest dobrze obwarowany: p. Boziewicz zwalnia go od wszelkiego cenzusu naukowego, ale zarzut „nieuctwa“ mieści pomiędzy obrazy ciężkie.
Uniesiony zapałem kodyfikowania honorowego całego świata, p. Boziewicz bierze się z kolei za duchownych. Zwalnia zakonników od obowiązków honorowych, mimo, że przyznaje, iż „muszą być w zasadzie uważani za ludzi honorowych“, natomiast księża świeccy:
„…mogą, aczkolwiek nie muszą, żądać zadość uczynienia honorowego w razie zaistnienia obrazy, albowiem żądanie takie nie może być w żadnym wypadku równoznaczne z dążeniem do uzyskania zadośćuczynienia z bronią w ręku. W pierwszej bowiem linii zastępcy honorowi obu stron muszą dążyć do załatwienia sprawy w sposób odpowiedni do warunków i okoliczności, a zatem w danym wypadku bezwzględnie starać się nie dopuścić do starcia orężnego.“
„Bezwzględnie się starać“… jedno określenie wyklucza drugie. „Starać się“ mieści w sobie „domniemanie“, że staranie może się nie udać, a wówczas co? Ksiądz musi stanąć na placu, albo mu wyrżną jednostronny protokół? Charakterystycznym rysem „ekspansji panhonorowej“ jest, że w pierwszym wydaniu tego kodeksu (1919) autor zwolnił wszelkie osoby duchowne od „świeckich obowiązków honoru“, w roku 1927, po dojrzałym namyśle, podciągnął pod nie wszystkich księży nie zakonników. Księdzu zawsze zostanie odwołanie od Boziewicza do samego Bozi.
Ostatecznie może ktoś sobie postawić Boziewicza choćby na ołtarzyku i modlić się do niego co dzień – jest dziwnym i niebezpiecznym to porozumienie z Boziewiczem. Warto zajrzeć do kodeksów Zamoyskiego i Krzemieniewskiego może w nich dla honoru świeci światełko w tunelu.

Zebrał – Mreck

NA ZIELONE ŚWIĄTKI

Zobacz obraz źródłowy

(…)”Ubodzy“ zaś pojawiają się pod różnymi postaciami […] jako wynik naruszenia godności ludzkiej pracy, bądź przez to, że się zaniża wartość Pracy i Prawa (PiP), jakie z nich wynikają, a w szczególności prawo do sprawiedliwej płacy, do zabezpieczenia osoby pracownika, oraz jego rodziny. […]
Stąd właśnie sprawiedliwa płaca staje się w każdym wypadku konkretnym sprawdzianem Prawa i Sprawiedliwości (PiS), całego ustroju społeczno-ekonomicznego i politycznego także. A w każdym razie sprawiedliwego funkcjonowania tego ustroju. Nie jest to sprawdzian jedyny, ale szczególnie ważny i poniekąd kluczowy.
Sprawdzian ten dotyczy przede wszystkim rodziny. Za sprawiedliwą płacę, gdy chodzi o dorosłego pracownika, obarczonego odpowiedzialnością za rodzinę, przyjmuje się taką, która wystarcza na założenie i godziwe utrzymanie rodziny, oraz na zabezpieczenie jej przyszłości. Takie wynagrodzenie może być realizowane, czy to przez tzw. płacę rodzinną, tzn. jedno wynagrodzenie dane głowie rodziny za wykonywaną pracę, wystarczające na zaspokojenie potrzeb rodziny, bez konieczności podejmowania pracy zarobkowej poza domem przez współmałżonka, czy to poprzez inne świadczenia społeczne, takie jak zasiłek rodzinny, albo np. dodatek macierzyński dla kobiety. […]
Każda praca – zarówno ta fizyczna jak i umysłowa – łączy się nieodzownie z trudem, który ma swoją wartość intelektualną. (…)
Ludowe porzekadło powiada, bez pracy nie ma kołaczy, a bez niej godnego życia. Znane jest także powiedzenie, że deko handlu, to więcej niż kilo pracy. Czym jest zatem praca?
W jednej mądrościowej książce stoi jak słup elektryfikacyjny z latarnią objaśnienie, że praca, to celowa, świadoma działalność człowieka polegająca na przekształcaniu rzeczywistości i przystosowaniu jej do własnych potrzeb. Praca stanowi przedmiot zainteresowań zarówno systemów filozoficznych jak i religijnych, a także wielu dyscyplin naukowych. Jedna z tych dyscyplin głowi się mocno nad ergonomią pracy.
Religie upatrują najczęściej w pracy karę za grzechy – w pocie czoła będziesz pracował – narzędzie zbawienia lub łaski, czy też boskiego przeznaczenia. Systemy religijne traktowały z reguły pracę jako coś podrzędnego w stosunku do modlitwy i kontemplacji. Wczorajszy ślub pary książęcej w Londynie zapewne daje do myślenia na temat pracy i dochodzenia do bogactwa, a dzisiejsze Zielone Świątki dają nadzieję, że dzięki współpracy z Panem Bogiem wszystko jest możliwe.
W ustroju niewolniczym istniał podział pracy pomiędzy ludźmi wolnymi, a niewolnikami. Spowodował on, że pogardzano na ogół pracą fizyczną w każdej jej postaci (praca na roli, usługi, rzemiosło), natomiast wysoko ceniono wysiłek intelektualny. Przejście do formacji feudalnej pogłębiło podział pracy i spowodowało znaczne przemiany w strukturze społecznej. Przemiany te jednak nie spowodowały zasadniczej zmiany poglądów na pracę; zmianie uległ tylko sposób interpretacji ortodoksyjnych koncepcji pracy. Tomasz z Akwinu (ok. 1225-74) silnie akcentował podział pracy, na fizyczną i umysłową, przy czym praca fizyczna stanowić miała karę za grzechy i spełniać rolę narzędzia pokuty. Jedynie praca umysłowa mogła dać zadowolenie i zapewnić człowiekowi szczęście. Dopiero rozkład feudalizmu i przechodzenie do formacji kapitalistycznej przyniosły nowe spojrzenie na charakter i rolę pracy. Przeciwko ortodoksyjnemu pojmowaniu pracy występowali wielcy reformatorzy religijni; Hus, Luter, Kalwin. Generalna ocena zmiany pracy pojawiła się w pismach myślicieli XVIII w., Voltaire, Diderot, Helvetius, Rousseau. W koncepcjach socjalistów utopijnych także; Fourier, C. H. de Saint-Simon, R. Owen, domagali się oni powszechności pracy i sprawiedliwego jej wynagradzania. Również w ramach klasycznej ekonomii angielskiej A. Smith, D. Ricardo, kategoria pracy stanowiła punkt wyjścia podstawowych rozważań i tez ekonomicznych.
W procesie pracy ludzie wchodzą ze sobą w określone stosunki, wzajemne związki, od których zależy charakter pracy. Właśnie forma tych związków (stosunków produkcji) charakteryzuje poszczególne formacje społeczno-ekonomiczne. We wspólnocie pierwotnej proces pracy był prymitywny, oparty na prostych formach współpracy (kooperacja prosta).
W formacjach opartych na prywatnej własności środków produkcji (niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm) pojawiają się antagonistyczne klasy społeczne (posiadających i nieposiadających środki produkcji) i klasowy wyzysk. W niewolnictwie bezpośredni wytwórca – niewolnik – nie posiada niczego i sam stanowi czyjąś własność. Zmuszany jest przez swego właściciela do pracy, której wytwory również stanowią własność właściciela niewolnika. W feudalizmie, bezpośredni wytwórca, chłop pańszczyźniany dysponuje narzędziami. Jednakże nie posiada przedmiotów pracy i wolności osobistej, przez co dominujący jest pozaekonomiczny przymus pracy. W kapitalizmie pojawia się praca najemna. Robotnik jest człowiekiem wolnym, lecz jako pozbawiony środków produkcji musi sprzedawać swą siłę roboczą kapitaliście. Podstawą wyzysku jest tu więc przymus ekonomiczny, głupota, albo naiwność niewolnika, a także przebiegłość właściciela DZIAŁKI i jego zasobów z jego BAZĄ i NADBUDOWĄ SPOŁECZNO-POLITYCZNĄ.

Zobacz obraz źródłowy
 
/- Niewolniku, słuchaj mnie!
– Tak, mój panie, tak.
– Przyprowadź mi natychmiast rydwan, zaprzęgnij go! Pojadę do pałacu.
– Jedź, mój panie, jedź! Wszystkie twoje życzenia spełnią się, król będzie łaskaw dla ciebie.
– Nie, niewolniku, nie pojadę do pałacu.
– Nie jedź, mój panie, nie jedź!… Król pośle cię w miejsca odległe, dopuści do wzięcia cię w niewolę w kraju, którego nie znasz, dopuści do tego, że będziesz cierpiał dzień i noc.
– Niewolniku, słuchaj mnie.
– Tak, mój panie. tak.
– Przynieś mi natychmiast wodę do rąk i daj mi ją! Złożę ofiarę mojemu bogu.
– Złóż ofiarę, mój panie, złóż! Kto składa ofiarę bogu swemu, jest bogaty, zagarnia coraz większe odsetki.
– Nie, niewolniku, nie złożę ofiary memu bogu.
– Nie składaj, mój panie, nie składaj! Możesz nauczyć boga biec jak pies kłusem za tobą, jeśli żąda czegoś od ciebie słowami: „Dopełnij obrzędów związanych z moim świętem“, albo: „Nie zadawaj pytań wyroczni“.
– Niewolniku, słuchaj mnie!
– Tak, mój panie, tak.
– Chcę jakoś pomóc swojemu krajowi.
– Pomóż, mój panie, pomóż! Kto w jakikolwiek sposób pomaga swemu krajowi, tego pomoc znajduje swe miejsce w czaszy Marduka.
– Nie niewolniku, nie okażę pomocy swemu krajowi.
– Słusznie mój panie, słusznie. Wyjdź na pagórki pradawnych gruzów i obejdź je dokoła. Popatrz na czaszki ludzi późniejszych i wcześniejszych – która z nich należy do złoczyńcy, a która do dobroczyńcy społeczeństwa?
– Niewolniku, słuchaj mnie!
– Tak, mój panie, tak.
– Zatem, co jest dobre? Złamać szyję twoją i moją, rzucić do rzeki – to jest dobre?
– Kto jest tak długi, żeby sięgnąć do nieba? Kto jest tak szeroki, by objąć ziemię?
– Nie, niewolniku, zabiję cię i wyślę przed sobą.
– W takim razie, niech mój pan, tylko trzy dni po mnie żyje!

Prawda jak zwykle leży po środku, a kij ma dwa końce. Od wieków, jedno i drugie biednemu nie sprzyja.
Dziś w Windsorze poprawiny…

The End.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał na koniec – Mreck

“W KAŻDYM KRAJU I CZASIE KAPŁAN BĘDZIE WROGIEM WOLNOŚCI” – T.J.

Zobacz obraz źródłowy

Thomas Jefferson, Ojciec Patriota i trzeci prezydent Stanów Zjednoczonych (. Thomasa Jeffersona można śmiało włączyć w polsko-polskie potyczki, o to, kto jest prawdziwym patriotą i kto ma monopol na narodowe pomniki. Jefferson Memorial w Waszyngtonie, z budżetem ok. $3 mln., po wielu politycznych przepychankach realizowano w latach 1938-1947. Odsłonięcie Memorial Jefferson nastąpiło w dwusetną rocznicę urodzin Thomasa, dn. 13 kwietnia 1943 r.
Polskie incydenty z pomnikami, to temat rzeka. Najpiękniejsze pomniki to szkoły. Hasło budowy „Tysiąca szkół na Tysiąclecie” rzucił 24 września 1958 r. Władysław Gomułka, pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – faktyczny przywódca Polski. Dziś jest nim Jarosław Kaczyński, też z wielowątkową pomnikową inicjatywą na terenie całej Polski.
Incydent z pomnikiem w New Jersey, to jeden z wielu, który dzieli Polaków. Pomnik smoleński w postaci schodów w Warszawie, również, co do miejsca i wymowy wzbudza wiele kontrowersji. Tak jak zapewne wzbudzał by pomnik kartofla, czy pomnik gwoździa z młotkiem.
Trwa protest niepełnosprawnych w polskim Sejmie. Protest ten zapisze się w historii Polski jako brak zrozumienia rządzących dla godnego życia tej grupy społecznej. Pomnikiem dla nich mógłby być wysoki krawężnik na przejściu dla pieszych.

Zobacz obraz źródłowy

Mreck

LAJKONIK

Zobacz obraz źródłowy

Wykład, wygłoszony 12 września 2006 roku przez papieża Benedykta XVI na Uniwersytecie Ratyzbońskim w Niemczech, w którym Joseph Ratzinger był wcześniej profesorem teologii wpisał się i nadal wpisuje w kalendarz w traumatycznych relacji, dwóch światowych religijnych wspólnot, ze swoją historyczną przeszłością i prawami danymi od Boga. Zarówno wczoraj jak i dziś pola wyznaniowe, obu tych globalnych organizacji na imię ma Chrześcijaństwo i Islam. Są jeszcze inne, ale o nich innym razem.
Zanim przejdę do meritum, należy wspomnieć o tych wszystkich historycznych zbrojnych wydarzeniach, które miały miejsce pomiędzy wyznawcami jednej i drugiej religii, w wyniku których okrutna śmierć zbierała swoje żniwo. Ta ciągłość religijnych procedur obu wyznań trwa od dzisiaj we wzajemnych relacjach, w każdej z nich osobno, a ich pokłosie, to Piekło lub Niebo. O tym wyborze decydują religijni przywódcy wraz z powiązanym z nimi światem pieniądza, zarówno po jednej, jak i drugiej stronie.
Wracając do meritum. W wykładzie, w którym czerpał z prac prof. Khoury’ego, papież mówił m.in. na temat stosunku chrześcijaństwa i islamu do rozumu i filozofii greckiej, będącej jednym z podstawowych źródeł kultury europejskiej. Benedykt XVI zacytował wypowiedź XIV w. cesarza bizantyńskiego, Manuela II Paleologa z jego dyskusji z pewnym uczonym Persom, muzułmaninem. Cesarz twierdził, że wiara chrześcijańska jest racjonalna, gdyż rozumność jest istotą Boga, zaś idea islamskiego dżihadu, świętej wojny i nawracania siłą, a nie rozumem, sprzeciwia się Bogu – szczególny kontekst tym stwierdzeniom cesarza nadaje fakt, że spisał je podczas oblężenia Konstantynopola przez muzułmańskie wojska tureckie między 1394 a 1402. Papież przytoczył opinię uczonego Persa z tego dialogu, że Bóg jest kimś transcendentalnym, jego wola nie jest związana z żadną z naszych kategorii, nawet nie z racjonalnością. Komentując ten dialog, Benedykt XVI odwołał się do refleksji muzułmańskiego uczonego Ibn Hazma (zm. 1069), dla którego Bóg nie jest ograniczony nawet przez swoje Słowo i nic nie zmusi go do objawienia nam prawdy. Jeśli taka będzie jego wola, człowiek będzie mógł nawet oddawał cześć bożkom.
W reakcji wielu muzułmańskich przywódców politycznych i religijnych zaprotestowało, uznając słowa papieża za obraźliwie fałszywą charakterystykę islamu.
Polskie Ludowa prawda głosi, że kij ma dwa końce.  Być może PRL w trzecim pokoleniu znowu się odrodzi, ale to musi jeszcze potrwać. Po wpisaniu w wyszukiwarce Google, Leszek Miller, wszystko nam wyjdzie. Z tajnym więzieniem w Polsce włącznie. O forsie za nie ani słowa. Kij ma dwa końce. Afganistan, Wiedeń, a nawet wyczyny gen. Józefa Bema, którego szczątki leżą zawieszone, pomiędzy Niebem a Ziemią w mieście dziś powiatowym.
Ile było zachodów by generała sprowadzić i pochować szanując jego przyjęte wyznanie.
W listopadzie br. upływa 10 rocznica inwazji na Irak. Być może do niej by nie doszło gdyby nie A.M., który ujawnił naszych agentów, dla politycznych celów. W Iraku mieliśmy mocne źródła i znakomite kontakty. Dużo by o tym pisać.
Sprawa Osamy Bin Ladena do dziś nie wyjaśniona, a ludziom wciska się kit polityczny, by głosowali właściwie. Ma to odniesienie również do naszych polskich działań, w których pan prezydent Bronisław Komorowski nie zdążył zaskoczyć wraz ze swoim sztabem.
O śmierci i odpowiedzialności gen. W. Jaruzelskiego i gen. Cz. Kiszczaka pisał nie będę, choć to oni właśnie, z muzułmanami utrzymywali dobre stosunki. Z Solidarnością i Kościołem również, ale o tym się dziś nie pisze , a ma związek z Paryżem.
Jest NATO wiele przykładów, choć Jerzy Urban miał to w nosie, a nawet gdzie indziej.
Jest jeszcze wiele innych wątków tej polsko-muzułmańskiej przyjaźni, ale to temat na wyrok, jednej, bądź też drugiej fundamentalnej opcji.
Media podały. Może za dużo chciał powiedzieć, że zmarł Ahmed Chalabi, iracki polityk, który odegrał znaczącą rolę w przekonaniu USA do inwazji na Irak. Jakie Chalabi miał powiązania nie mnie dociekać.
Rosja. Jak się z nią zdeży minister obrony RP Antoni Maciarewicz, wraz z pokrewnymi służbami od pilnowania i pilotowania obywatela, trudno przewidzieć. Minister Ziobro z panem Mariuszem Kamińskim pewnie już wiedzą, jak nazwać ten muzułmański projekt, który wraz z religijnym francuskim szariatem, już się rysuje się w polskich ustawkach pisowskich i ustawie zasadniczej.
Józef Majewski napisał: – /Akademicki wykład Benedykta XVI z 12 września 2006 roku, wygłoszony na uniwersytecie w Ratyzbonie, wstrząsnął światem muzułmańskim i relacjami chrześcijańsko-islamskimi. Dla części muzułmanów stał się sygnałem do agresji i przemocy wobec chrześcijan, czego nie da się usprawiedliwić ani treścią wykładu, ani żadną inną racją. W konsekwencji w relacjach z islamem w poważnej mierze został roztrwoniony pozytywny kapitał, wypracowany za pontyfikatu Jana Pawła II/.
Nie mnie dociekać, co zrobi minister Waszczykowski i inni. Guru PiS – (PREZES), zwycięskiej dziś formacji politycznej w Polsce, może decydować o wszystkim. O Krakowskim Lajkoniku także, który tańcząc na krakowskim rynku, przypomina o naszych historycznych związkach z Islamem, tych nie tak dawnych (PRL) również.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

KORAN

Zobacz obraz źródłowy

Księgą świętą Islamu jest Koran (arab. qur’an – czytanie, recytacja). Zawiera on objawienia na które powoływał się Muhammad z rodu Kurajszytów, urodzony w Mekce ok. 570 r., zmarły w Medynie w 632 r. Dla Muzułmanów Koran jest słowem Allaha, przekazanym przez archanioła Gabriela, kopią Księgi znajdującej się odwiecznie w Niebie. Naukę swą przekazał Muhammad w przepowiadaniu ustnym, ujętej w przepowiadanej prozie, wzorowanej na wyroczniach dawnych arabskich kahinów (wieszczów). Dopiero po śmierci Proroka ujęto ją w formie księgi, co nie musi podważać zaufania do wierności przekazu. Główną bowiem rolę przy gromadzeniu fragmentów „z liści palmowych, tabliczek białego kamienia i z piersi ludzkich“, podjętym już w rok po śmierci Proroka, jak i przy oficjalnej rewizji rozbieżnych wersji w 651 r., miał odegrać sam były sekretarz Muhammada, Zaid ibn Thabit. Ostateczny tekst Koranu ustalił uczony Ibn Mudżahid na zlecenie wezyrów Ibn Muqli i Ibn Isy, w 933 r.
Koran objętością odpowiada Nowemu Testamentowi i dzieli się na 114 rozdziałów zwanych Surami, uporządkowanych raczej mechanicznie według długości. Dziewięćdziesiąt z nich, przeważnie krótkich i zwięzłych, powstało w okresie początkowej działalności Proroka w Mekce, do 622 r. Pozostałe 24 Sury, bardziej rozwlekłe, powstały w Medynie. Najobfitrzy materiał prawodawczy zawierają Sury 2, 3 i 4. Sury medyńskie zawierają obszerny wykład dogmatów teologicznych, przepisów obrzędowych i prawodawczych.
Jako modlitewnik, a zarazem podręcznik szkolny muzułmanów, Koran, podobnie jak Biblia, należy do najpoczytniejszych ksiąg świata.
Koranu w zasadzie nie powinno się tłumaczyć na inne języki. Istnieje wszakże oficjalny przekład na język turecki, oraz kilka muzułmańskich tłumaczeń.
Pierwszego przekładu na łacinę dokonał w 1141 roku Piotr Czcigodny, opat z Cluny i jego współpracownicy, w celu zwalczania islamu. Autorem jedynego do niedawna polskiego tłumaczenia Koranu z arabskiego był Jan Murza Tarak Buczacki, Tatar z Podlasia.

Zobacz obraz źródłowy

Podstawę jego przekładu wydrukowano w Warszawie, w 1858 r. Ostatnio, naukowego przekładu Koranu z arabskiego dokonał Józef Bielawski.
Po śmierci Muhammada Koran był najwyższym autorytetem, tak w dziedzinie religii i kultu, jak i prawa świeckiego. W sprawach pominiętych przez Koran, zachodziła potrzeba odwoływania się do sposobu postępowania Proroka (sunna), utrwalonego w tradycji (hadith). Hadisy, to zwięzłe opowiadania, o tym co Prorok w danej sytuacji, niejako precedensowej, czynił, mówił i się zachowywał. Dlatego też hadisy poprzedzano opisem hidżry, ucieczki Proroka z Mekki do Medyny w 622 r., zamieszczonym w Żywocie Mohammada, napisanym przez Ibn Hiszama (zm. 834 r.), który opierał się na najstarszych zapiskach o życiu Proroka, sporządzonego przez Ibn Ishaka (zm. 768 r.)
Ibn Ruszd (1126-1198), na Zachodzie znany jako komentator Arystotelesa, pod imieniem Awerroes, wywarł wpływ na rozwój średniowiecznej filozofii żydowskiej i chrześcijańskiej (scholastyki). W przytoczonym urywku określa on granice między rozumem a wiarą (Jestem rzeczywistością – czyli Bogiem) – al-Halladż (zm. w 922 r.) – oskarżony i skazany o utożsamianie się z Bogiem.
Balchi albo Rumi (zm. w 1273 r.), założył w Konyi zakon maulawija – tańczących derwiszów. W licznych poematach przybliżał głębokie przeżycia i dociekania sufitów.
Przemożny wpływ na cały islam nowożytny, wywarł Egipcjanin Muhammad Abduh (1849-1905), uczeń al-Afghaniego (1838-1897), pioniera modernizmu w islamie. Za przykładem mistrza zmierzał on do odnowy Islamu poprzez poprawniejsze, racjonalne rozumienie Koranu i poprzez powrót do czystej wiary w Proroka. Zwracał np. uwagę, że Prorok, obwarowując przyzwolenie na zastaną u Arabów poligamię, warunkami zbyt trudnymi do spełnienia, zmierzał w gruncie rzeczy do wykorzenienia tego obyczaju. Ruch odnowy islamu doprowadził do powstania wielu organizacji, z których największy wpływ w Egipcie, a potem poza jego granicami, uzyskało jego stowarzyszenie pn., Bractwa Muzułmańskiego, założonego przez Hasana al-Banna (1906-1949).
Nasza doktryna jest dokumentem programowym Braci Muzułmanów, a Ku światłu – listem, jaki al-Banna skierował w 1936 r., do do króla Faruka i innych osobistości. Egipcjanin Sajjid Kudb (zm. w  1966), był teoretykiem tego stowarzyszenia fundamentalistów muzułmańskich. Swoje poglądy wyłożył w komentarzy do Koranu (pt. W cieniu Koranu) i w wielu innych pismach. Wysuwał on program budowy Państwa Muzułmańskiego w XX w. Pokłosiem tej religijnej ideologii jest dziś PI, z całym jego radykalizmem w walce z „niewiernymi“, którzy na własne życzenie wypuścili tego Dżinna z butelki.
Dżinny, to demony i duchy powstałe z czystego ognia bez dymu (w niektórych wersjach wierzeń z czystego płomienia oraz obłoku pary), które posiadają nadnaturalną potęgę i są niewidzialne, mogą jednak przyjmować dowolną postać (człowieka, zwierzęcia lub potwora). Utożsamiały one wrogie człowiekowi siły natury. Uważano ich za mieszkańców pustyni. Wiara w dżinny stanowiła bardzo istotny składnik religii Arabów, w okresie przed przyjęciem przez nich islamu.
Jako pozostałość mitologicznych wyobrażeń z przedmuzułmańskiej Arabii pojawiły się także w islamie, gdzie stanowią trzecią kategorię rozumnych istot stworzonych przez Boga (obok aniołów i ludzi). Dżinny w wierzeniach muzułmańskich dzielą się na dobre i złe. Dobre służą Bogu i pomagają ludziom (w szczególności prorokom), zaś złe (ifrity, sile i ghule) szkodzą. Czasem do złych dżinnów zalicza się szatana (szejtana). Podobnie jak ludzie, dżinny dzielą się na plemiona i rody.
Dżinny były bardzo popularne w ludowej tradycji muzułmańskiej. Zgodnie z ludowymi legendami i baśniami, człowiek przy pomocy zaklęć może sobie w pewnych wypadkach dżinna podporządkować (np. zmusić do spełnienia trzech życzeń), a także uwięzić w lampie lub butelce (Księga tysiąca i jednej nocy). Często pełnili w opowieściach funkcję strażników skarbów, byli mieszkańcami ruin, miejsc ponurych i opuszczonych.
Arabowie w czasach przed islamem uważali, że każdy poeta ma swojego dżinna, od którego zależy wielkość jego talentu. Według hadisów, każdy człowiek ma towarzysza dżina (zwanego po arabsku karin), który namawia go do grzechu. Jedynie karin Mahometa był dobrą istotą.
Ochronę przed złymi demonami miało dawać żelazo lub pierścienie ze złota i stali. Pomagają także amulety z wilczych kłów i wersetów z Koranu, które wypisano zielonym lub czerwonym atramentem. Staroarabskie praktyki magiczne (sihr) wymagały między innymi nawiązania kontaktów ze światem zmarłych oraz właśnie światem dżinnów. Dzięki nim leczono i wróżono. W czasach islamu większości tych praktyk zakazano.

Zobacz obraz źródłowy

Sura II – Krowa, to Sura medyńska.
W wersecie 190, tak stoi: – /Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę, Bóg nie miłuje najeźdźców!/.
W wersecie 191 czytamy: – /I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili!
– Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. –
I nie zwalczajcie ich przy św. Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać.
Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich!
– Taka jest odpłata niewiernym! -/.

Zebrał – Mreck.