Archiwa kategorii: Psychologia

WOKÓŁ BRYDŻA KRZYSZTOFA MARTENSA

 

Znalezione obrazy dla zapytania omar sharif

Osób, dla których brydż stał się jedynym źródłem utrzymania, jest w świecie może kilkaset, ale raczej kilkadziesiąt. Wśród nich znajdujemy też grono Polaków. Lepiej zna ich słynny aktor Omar Shariff czy Bill Gates, najbogatszy człowiek świata, niż rodacy. Jedynym, który zdobywa popularność także w kraju, jest Krzysztof Martens, były podkarpacki szef SLD.
Żeby żyć z kart, trzeba mieć sponsora. Sponsorką barona Martensa była Arabka, żona ważnej osobistości w Libanie. Potrzebowała go przeciętnie tydzień w miesiącu, pozostałe trzy mógł więc poświęcić żonie i partii. To i tak więcej niż koledzy posłowie, którzy zaniedbywali działaczy terenowych, bo większość czasu spędzali w Warszawie. Jako niezależny finansowo – dzięki brydżowi i sponsorce – Krzysztof Martens nie zabiegał o rady nadzorcze, co w polityce jest już standardem. Ta niezależność pozwoliła mu też nie kandydować do Sejmu, a posłowanie jest przecież zajęciem śmiertelnie nudnym, zwłaszcza przesiadywanie na komisjach. Nigdy nie pracował na etacie.
Jak już wspomniałem pierwszą arabską sponsorką Martensa była żona dyrektora banku. Grali kiedyś turniej w Ammanie, gdy na salę wpadło trzydziestu uzbrojonych, zamaskowanych mężczyzn. Przeszukali wszystkich, sprawdzili, czy nigdzie nie ma bomby, przeprosili i wyszli. Okazało się później, że powodem tego całego zamieszania jest jeden z uczestników tego turnieju, którego babcia była z rodziny panującej, a wnuczek zapragnął kibicować sponsorce.
Kobiety w krajach arabskich są o wiele lepsze w grze od mężczyzn – twierdzi Krzysztof Martens. Mężczyźni wcześnie są wysyłani do polityki czy biznesu, a kobiety, żeby nie przeszkadzały – do angielskich lub amerykańskich uczelni.
Jego obecna sponsorka ma już dorosłe dzieci, mąż w domu bywa rzadko, więc ona rozpaczliwie się nudzi. Jednocześnie obyczajowe tabu nakazuje jej obracać się w środowisku, które nie rzuci cienia na dobre imię męża. Pewne znaczenie ma również fakt, że tatuś przed śmiercią zdeponował na jej koncie sto milionów dolarów. Sponsorka ma z odsetek wszystkiego cztery i pół miliona rocznie, więc czasem w grudniu musi oszczędzać i wtedy Martens jest luźniejszy.
Brydża ze sponsorką porównuje do jazdy samochodem z kimś, kto bezustannie wyrywa kierownicę. Musi być wystarczająco skoncentrowany, aby odbierać jej emocje i chwile wahania, nie widząc partnerki. Jest ona za zasłoną, a licytacja odbywa się za pomocą karteczek, głosu więc też nie słychać. Ze sponsorem bowiem nie grywa się u cioci na imieninach, ale w międzynarodowych turniejach, na które stawia się czołówka graczy. Na szczęście także ze sponsorami.
Do sponsora należy regulowanie rachunków za przeloty, hotele oraz pokrywanie wszelkich innych kosztów, także wpisowego na turniej. To istotne, zważywszy że w wielu europejskich turniejach otwartych nagrody nie są oszałamiające. Zwycięska para dostaje np. pięć tysięcy euro, do tego kilka mniejszych nagród, a 90 proc. uczestników gra tylko dla przyjemności, za którą ktoś musi zapłacić.
Marzeniem graczy jest mieć sponsora, który gra na poziomie nieuniemożliwiającym osiągnięcie jakiegoś wyniku – tłumaczy Tomasz Przybora, były partner Martensa. Jeszcze lepiej jest trafić do stajni.
Stajnia Lavazzy
Najbardziej znana w Europie jest stajnia Marii Teresy Lavazzy, żony jednego z dwóch braci, do których należy ponad połowa włoskiego rynku kawy. Gracze mówią, że jest rozsądna. Lubi grać, ale lubi też wygrać, więc nie rwie się tak do kart jak inni sponsorzy. W stajni można pograć, bo uciążliwość sponsora rozkłada się na kilku. Przybora, jako pierwszy Polak, jeszcze w latach osiemdziesiątych trafił do Teresy Lavazzy, potem sponsorowała też innych Polaków. Stajnię poznaje się po tym, że drużyna przy zielonym stoliku siedzi w garniturach z logo firmy, a suma punktów składa się na wygraną sponsora, nie zaś poszczególnych zawodników. Polacy, obok Amerykanów i Włochów, uważani są za najlepszych brydżystów na świecie. Łatwo znajdują sponsorów, zwłaszcza że turniejami brydżowymi bardzo interesują się polonusi.
Stajnie europejskie, jak Lavazzy czy Don Giovanniego, właściciela największej fabryki grappy, grają latami w tym samym składzie, a zawodnicy zaprzyjaźniają się ze sponsorem. – Sympatia jest ważna, bo wpływa na morale drużyny – zauważa Przybora. I na ewentualny dalszy kontrakt. Księżniczka Liechtensteinu od dwudziestu lat zaprasza polską ekipę na dwutygodniowy turniej w Deauville w Normandii. Swoją stajnię przywoził tam też Omar Shariff. Bardzo ambitny, ale zdaniem Martensa gra średnio. Ma jednak wystarczająco dużo pieniędzy, żeby wynająć najlepszych i w drużynie osiągać mistrzostwo.
O wynik w otwartych turniejach walczy się nie tylko dla skromnej często nagrody, ale żeby rzucić się w oczy potencjalnym sponsorom. Brydż przyciąga dobre towarzystwo, polityków, finansistów. Grywa w turniejach Bill Gates, ale żeby wygrać, musi mieć partnera lepszego od siebie. Krzysztofowi Martensowi w brydżu podoba się to, że jest demokratyczny. W tym środowisku ludzi traktuje się według tego, co potrafią.
Oni wiedzą, że ja nigdy nie zagram z nimi dla przyjemności, bo co to za przyjemność grać z patałachem – powiada. Żeby móc zagrać ze mną, muszą zapłacić. Wielcy tego świata, których stać na to, aby mieć wszystko w najlepszym gatunku, także fordansera do kart muszą mieć ekstra. Sami jednak nie są w stanie ocenić jakości nabywanego towaru. Dlatego towar musi mieć tytuł. Krzysztof Martens jest mistrzem Europy, zdobył też olimpijskie złoto wspólnie z Tomaszem Przyborą. Równie utytułowani są Adam Żmudziński, Cezary Balicki, Piotr Gawryś i kilku innych. Wszyscy w kwitnącym wieku byli. Nie mieli następców. Razem z nimi skończyła się epoka polskiego brydża.
Tytuły zdobywa się na olimpiadach i mistrzostwach zamkniętych, na które organizatorzy zapraszają zawodników imiennie. Sławę – w turniejach amerykańskich, w których gra toczy się głównie o punkty. Piotr Żak, którego wielu pamięta jako polityka AWS (był rzecznikiem Solidarności), mówi o sobie, że od trzydziestu lat jest brydżystą. Niestety, nie aż tak dobrym, aby z tego żyć. Żak z powodu kilkuletniego flirtu z polityką spadł do drugiej ligi. Swoją szansę, chyba już bezpowrotnie, zmarnował Marek Borowski, w czasach studenckich zapowiadający się na świetnego brydżystę. Czy dziś jeszcze gra?
Marzeniem Żaka było być zaproszonym do Ameryki na turniej typu Kalkuta. Zapraszają sześćdziesiąt najlepszych par z całego świata – wspomina Żak. – Z naszych na pewno łapie się Martens, Balicki, Żmudziński i Gawryś. Pary są potem licytowane przez bogatych ludzi na aukcji.
Licytacji nie należy mylić ze sponsoringiem, gdyż można do niej stanąć nie mając pojęcia o grze. Wystarczą pieniądze i pociąg do hazardu. Licytujący przyglądają się startującym w turnieju parom jak koniom na padoku. Stawiają pieniądze, aby mieć prawo do ich wygranej. Najdroższe pary idą nawet po 50 tys. dol., tańsze po kilka tysięcy.
Pieniądze z aukcji wędrują do puli – wyjaśnia Piotr Żak, który kibicował w turnieju, w którym pula z licytacji wynosiła milion dolarów. Jej część po zakończeniu dostają oczywiście zawodnicy, ale większość pieniędzy zgarniają – jak na wyścigach – obstawiający. Jeśli ktoś postawił na zawodników 18 tys. dol., a dzięki nim otrzymał 200 tys., to nazwisko jego, ale także zawodników, stanie się głośne. Dla graczy najważniejsza staje się nie nagroda, ale sława, dzięki której rosną ich szanse na hojnego sponsora.
Nieodłącznym elementem wszystkich rozgrywek jest wzajemne taksowanie zawodników i sponsorów. Mistrza takiego turnieju zaprosi na brydża jakiś bogaty Teksańczyk i zapłaci mu za to mnóstwo pieniędzy – przypuszcza Piotr Żak. Ameryka jest krajem krótkich związków gracza ze sponsorem. Umawiają się na wspólny udział w dwóch, trzech turniejach i do widzenia. To nie Europa, gdzie kontrakty przeradzają się niekiedy w wieloletnie przyjaźnie.
W parze do Las Vegas
Ale prawdziwe pieniądze zarabia się oczywiście w Ameryce. Za dosiad, jak mówią zawodnicy, czyli jeden turniej, można otrzymać od sponsora nawet kilkanaście tysięcy dolarów. Wcześniej nieraz drugie tyle musi on wyłożyć na wpisowe.
Krzysztof Martens grał w Ameryce przez rok, ale opuścił ją z przyjemnością. Nie znosi sytuacji, gdy mu przypominają, że jest tylko fordanserem. Dostał, bodajże w 1990 r., zaproszenie z bardzo elitarnego Coventige Club, że byliby zaszczyceni, gdyby je przyjął i udał się z nim do ambasady po wizę. Tam go zapytali o etat, którego nie miał i – wobec tego – czy w ogóle stać go na wyjazd. Martens, który akurat miał przy sobie kilka tysięcy dolarów, wyjął je z kieszeni i powiedział, że na drobne wydatki pieniądze zawsze ma przy sobie. Po czym uświadomił konsulowi, że to jest wyróżnienie dla jego kraju, iż on zdecydował się wziąć udział w tym turnieju. I że prosi o wizę tylko na siedem dni, bo dłużej tam nie wytrzyma. Jako jeden z pierwszych dostał dziesięcioletnią, z której przedłużeniem nie miał potem cienia kłopotu.
Przy brydżu spotykają się intelektualne, polityczne i finansowe elity świata, więc najbogatsze kasyna w Las Vegas zabiegają, żeby rozgrywki odbywały się właśnie w nich. Fundują nagrody, oferują zniżki w hotelach dla zawodników. Tutaj liczą się tylko pary, z Polaków głównie Balicki i Żmudziński. Gra jest ostra, bo każdy chce wygrać. Od wyniku turnieju zależą kontrakty na następny rok.
W Ameryce gra się w lipcu. Najpierw Miami, potem Vegas, Reno i Chicago. W styczniu brydżyści spotykają się na mistrzostwach Australii. Tam także brylują Polacy. U siebie jest Marek Borewicz, który wyemigrował w latach 80., a potem pomagał kolegom znajdować sponsorów. Ma dobrą rękę. Sam gra ze sponsorem, którego zdarza mu się obrzucić najgorszymi słowami, jeśli zepsuje robra. Australijczyk znosi to z pokorą. Najwyraźniej obaj uznają, że ma to zapisane w kontrakcie.
W lutym grało się w Kairze. Marzec to Trans Montana w Szwajcarii, kwiecień – Damaszek, a w maju dwutygodniowy turniej na Rivierze Francuskiej. W kalendarzach zawodowych brydżystów nie ma wolnych miesięcy. W dzień plaża lub narty, wieczorem karty, potem wytworne kolacje ze sponsorami.
W tym fachu nie utrzyma się ktoś, kto tylko rewelacyjnie gra w brydża. – Trzeba mieć maniery, umieć konwersować przy stole w kilku językach, jednym słowem, znaleźć się w towarzystwie – zauważa Tomasz Przybora. To wszystko ma dla sponsora większe znaczenie niż wydatek rzędu 200 tys. dol. Z fordanserem tańczy się nie tylko przy kartach, ale przez cały okres trwania turnieju.
Sponsorka Krzysztofa Martensa była zachwycona, gdy do jej podopiecznego podchodzą wielcy tego świata, których wcześniej znała tylko z gazet i mówią: „maestro” albo „how are you”, „pozdrowienia dla żony”. Martens dokonuje prezentacji i dzięki niemu ona też czuje się ważna. Poza tym to on rezerwuje hotele, załatwia szczegóły techniczne i bierze na siebie wszystkie organizacyjne kłopoty. Ona tylko płaci i, co najważniejsze, nie nudzi się.
Atrakcyjność towarzyska jest bardzo ważna, ponieważ takich znajomości jak zawarte przy brydżu nigdzie indziej nawiązać nie można. Tylko wtedy premierzy i bankierzy patrzą na gracza z niekłamanym podziwem. Te znajomości mogą się potem przydawać. Taki aspekt sprawy przy decyzji, czy kandydować do Parlamentu Europejskiego, bierze także pod uwagę Krzysztof Martens.
Znajomy z turnieju bardzo się też przydaje, gdy w domowym budżecie, na przykład przed świętami, potrzebny jest nagły dopływ gotówki. Może bowiem wprowadzić do klubu w Londynie czy Paryżu, w którym tacy jak on marzą, żeby pograć z mistrzem. W Londynie za całkiem spore pieniądze.
Zdarza się, że gracze umawiają się nawet na sto funtów od punktu – mówi bywalec. Woli wypowiadać się anonimowo, jak większość zawodowych brydżystów, gdy mowa o pieniądzach. – Jeśli przegram, a nie mam pieniędzy, klub zapłaci za mnie, bo – wpuszczając mnie – zagwarantował moją wypłacalność. Tyle że już w żadnym innym klubie na świecie nie zagram. Otwarte konto w klubach całego świata ma, znany także z upodobania do hazardu, Omar Shariff.
Żony zawodowych brydżystów źle znoszą koczowniczy tryb życia mężów i ich nocne wędrówki po lokalach ze sponsorami. Żona Martensa od początku wiedziała, co robi. Poznali się, kiedy już grał w karty. Piotr Żak pamięta, że już na studiach mówił, że będzie zawodowym brydżystą. Martensowie, dzięki kartom, miesiąc miodowy za komuny mogli spędzić w Paryżu. On wieczorami zarabiał na życie, a w dzień oglądali miasto i stać ich było na wytworny obiad w restauracji.
Po powrocie do kraju powiedziała – fifty, fifty. Połowę czasu możesz grać, ale połowa musi być dla rodziny. Dzieci w szkole nie przyznawały się, jak tata zarabia na życie. Mówiły, że jest trenerem. Nie biorą kart do ręki. Ostatnio sponsorka całą rodzinę zaprosiła do Libanu. Dostali limuzynę z szoferem i przewodnikiem, w komfortowy sposób obejrzeli kraj. W ramach „przyzwoitego pokrycia kosztów”, bo tylko tyle są brydżyści gotowi mówić o swoich zarobkach.
Czasem wynikają z tego drobne kłopoty. Jeden z nich kupował luksusowe auto dla żony i na wszelki wypadek chciał zaciągnąć w banku kredyt. Choćby po to, żeby odpowiedzieć, skąd miał pieniądze. Prosił znajomego w banku, żeby mu dali tylko na rok. – Stary, nie mogą, przy twoich dochodach musisz spłacać co najmniej przez trzy.
Z tego samego powodu zawodowcy, nieustannie jeżdżący po całym świecie, nie mają też kart kredytowych. – Nie mam zaufania do plastikowych pieniędzy – twierdzi Krzysztof Martens. – Pewnie gdybym chciał mieć kartę, tobym ją dostał. Kiedy ma oficjalne kontrakty, jak na przykład ten, gdy Turcy zapłacili mu 5 tys. zł za tydzień trenowania ich drużyny, skrupulatnie wpisuje je do PIT.
Zdaniem Piotra Żaka, wiele lat temu bardzo atrakcyjny finansowo był turniej brydżowy w Słupsku, organizowany przez Solidarność. Przyjeżdżała stajnia Lavazzy i cała polska czołówka. Można było wygrać Lanosa albo komplet mebli czy choćby odkurzacz. Teraz logo Solidarności straciło na atrakcyjności i niestety coraz trudniej o sponsorów. Może należałoby wrócić do starej tradycji, Prezydent Biedroń pewnie nie pamięta. Dziś w Słupsku są inne atrakcje, choćby krucjata różańcowa. Może Czarek Pazura na nią przybędzie i przy okazji zapowie grę w Czarnego Piotrusia.
W Pucharze Europy, który odbywał się w Warszawie, Martens startował w parze z Markiem Borowskim. Marszałek poprosił go do domu w celu omówienia konwencji. Po czym zauważył, że zgodził się z nim grać tylko dlatego, że Martens jest niżej w hierarchii partyjnej, więc nie może go opieprzać. Baron turniej zmilczał potulnie, zwłaszcza że gdy wreszcie złapali rytm, to zajęli drugie miejsce i wygrali koniak. Dziś jednak zauważa, że marszałek kartami nie zarobiłby na życie. Podobnie jak Jerzy Hausner, którego Martens miał podciągnąć, ale zrezygnował. Uznał, że łatwiej będzie nauczyć wicepremiera, aby czasem uśmiechał się do kamery, a nawet namówić go, by się przejęzyczył. Ciągle jednak ma szansę aktorka Renata Dancewicz, najlepsza zawodniczka w Polsce. Gdyby znalazła sponsora… Historia polskiego brydża kobiecego zna przypadki, gdy w karty wygrywano męża, który wcześniej był sponsorem. Polski biznes jeszcze nie odczuwa takiej potrzeby; grających sponsorów można policzyć na palcach. Wyrżnia się szef Computerlandu Tomasz Sielicki.
Piotr Żak, który przez kilka sezonów grał w pierwszoligowej drużynie brydżowej z Martensem, uważa, że złotą epokę polskiego brydża zawdzięczamy komunie. Wtedy z brydża żyły setki osób. Teraz już tylko kilka. Inni co najwyżej mogą dorabiać do pensji. Pierwszą polską zawodową drużyną byli przecież Czarni Słupsk.
Zawodnicy się nie starzeją
Do brydża garnęli się utalentowani młodzi ludzie, którzy mogli być świetni w innym fachu – zauważa Tomasz Przybora. Ale w Polsce tylko brydż otwierał świat i stwarzał możliwość zarobienia wielkich, jak na owe czasy, pieniędzy. Bo na sukcesach Polaków w sporcie zależało także państwu. Stan wojenny zastał Przyborę w Paryżu, z którego jednak – ze względu na rodzinę – wrócił. Ale już w lutym był na turnieju w Monte Carlo. Przed bananowym studentem Martensem stawał na baczność sekretarz w Rzeszowie, kiedy z Warszawy zadzwonili, że ma się stawić na mistrzostwa. Do brydża z uczelni uciekali wybitnie zdolni młodzi naukowcy. Świetny matematyk, teraz ciągle zawodowy brydżysta, Jerzy Klukowski, Stefan Doroszewicz, Cezary Balicki, Łukasz Lebioda, który jednak rzucił karty i zdecydował się na karierę naukową w Stanach Zjednoczonych. Dobrze zapowiadający się architekt Piotr Gawryś ani dnia nie przepracował w swoim fachu.
Paszporty leżały w szufladzie Polskiego Związku Brydżowego, państwo finansowało ich wyjazdy. Oni mieli tylko wygrywać. I wygrywali. Zanim jednak zdobyli tytuły i sponsorów, posilali się w hotelach zabranymi z kraju puszkami i kiełbasą myśliwską, popijając kolację kranówą. Przez pierwsze lata krezusami byli tylko w domu.
Nowe przyszło, kiedy już mieli pewne oszczędności. Krzysztof Martens zainwestował je w jont venture z kolegą z Francji. Założyli w Rzeszowie sieć sklepów i początkowo interes kręcił się doskonale. Dziś baron nie chce o tym mówić, ale w Rzeszowie można usłyszeć, że jego biznes padł pod ciosami proboszcza, który spowodował odebranie mu licencji na handel alkoholem. Epizod kapitalistyczny był krótki i nie odbił się na karcianej karierze Martensa.
Tomasz Przybora z przykrością zauważył, że pieniądze, które zarabiał na brydżu, gwałtownie straciły na wartości w kraju. Maria Teresa Lavazza, z którą przez lata zdążył się zaprzyjaźnić, zaproponowała mu wejście do jej interesu. Miał w Polsce otworzyć firmę handlującą małymi ekspresami do kawy marki Lavazza. Warunki oferowane przez sponsorkę były bardzo korzystne.
Wziąłem wspólnika, żeby biznes za bardzo nie przeszkadzał mi w kartach – przyznaje Przybora, który wkrótce jednak zauważył, że firma puchnie i musi jej poświęcać coraz więcej czasu. W końcu musiał wybierać. Jako jedyny z brydżowej czołówki przeszedł do biznesu i to z powodzeniem. Jego Dyspensa, do której z powodu dobrej kuchni często przychodzą koledzy od zielonego stolika, jest tylko małą odnogą kawowego interesu. Na turnieje do Deauville jeździ już za swoje. W brydża nie przestaje się umieć grać, ale żeby zachować mistrzowską formę, trzeba grać ciągle. Przybora, obecnie mistrz kuchni w Dyspensie, przy kartach jest już tylko podkuchennym.
Krzysztof Martens pociesza się, że brydżyści się nie starzeją. Najlepsza para amerykańska właśnie zdobyła mistrzostwo świata w Monte Carlo, a obaj zawodnicy mają już koło sześćdziesiątki. – Młody zawodnik ma umysł bardziej błyskotliwy, ale gdy popełni błąd, to nie może się z nim pogodzić i to go dekoncentruje, więc popełnia kolejne – wyłuszcza były baron podkarpacki. – Rutyniarz popełnił ich już setki, ma szansę wygrać z młodym dzięki sile spokoju.
Martensa jego koledzy nazywają romantykiem, który świetnie pilnuje własnych interesów. Zazdroszczą mu, że wstrzelił się w kraje arabskie, choć równie dobrze potrafi grać ze sponsorem z Izraela.
Gawrysia, który gra na rynku amerykańskim, ale zmienia partnerów, nazywają modliszką. – Żeby mieć dużo adrenaliny, żywi się ich błędami – mówi jeden z nich. – Ciągle je wytyka, niszczy psychicznie. Para Balicki-Żmudziński balansuje na granicy depresji.
Nić między partnerami brydżowymi jest silniejsza niż w niejednym małżeństwie – twierdzi zawodowiec. – Gra o bardzo wysokie stawki, obawa, że można stracić kontrakt na następny rok, powodują nieustanny stres. Każdy błąd prowokuje wybuch emocji i kłótnię jak w starym małżeństwie. A ponieważ w brydżu na tak wysokim poziomie trudno jest powiedzieć, kto komu nadepnął na nogę, czołowe światowe pary serdecznie się nienawidzą. Kiedyś wszedłem z mistrzem świata do restauracji, w której przy posiłku siedział jego partner. Przeklął i zmieniliśmy lokal.
Po co grają, skoro tak ich to spala? – Bo wszystko inne będę robić tylko gorzej – przypuszcza Tomasz Przybora. – Przecież nikt się nie dziwi, że Fischer nie rzuca szachów, aby otworzyć pizzerię.
Złota epoka polskiego brydża skończyła się wraz z jej mistrzami. Nie dlatego, że zdolni młodzi ludzie nie pasjonują się już kartami, ale że nie ma w nich kto zainwestować, żeby mogli zmierzyć się z mistrzami. Zawodowcy niechętnie grywają w coraz popularniejszym wśród brydżystów Internecie. Zbyt dużo czasu zabiera im odpowiadanie na pozdrowienia wielbicieli i znajomych. Przeważają stare nawyki, a ostatnio na brydżowym rynku pojawili się atrakcyjni sponsorzy rosyjscy.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

DIABEŁ TKWI W SZCZEGÓŁACH

Podobny obraz

Różnica pomiędzy egzorcystą kościelnym,‭ ‬a świeckim polega na podejściu do psychiatrycznej sfery umysłu ludzkiego,‭ ‬w jego relacji do zdrowia psychicznego każdego człowieka.‭ ‬
Egzorcysta kościelny powiada,‭ ‬że to szatan.‭ ‬Natomiast świecki terapeuta,‭ ‬zajmuje się sferą jaźni spiętej w kilku energetycznych czakramach ludzkiego ciała.‭ ‬
Biosfera człowieka może być zakłócona różnymi czynnikami,‭ ‬a bioenergoterapeuci,‭ ‬radiesteci,‭ ‬spirytyści i hipnoterapeuci,‭ ‬tymi zaburzeniami się właśnie zajmują.‭ ‬
Kościół,‭ ‬demona przedstawia jako diabła,‭ ‬czyli antychrysta,‭ ‬a to nie jest takie oczywiste.‭
Tak zwane opętanie demoniczne i również te demagogiczne,‭ ‬polega na jednoczesnej i całkowitej blokadzie sześciu centrów energetycznych,‭ (‬czakramów‭)‬,‭ ‬powodującej całkowitą degradację systemu energetycznego.‭ ‬
Egzorcysta świecki jest w istocie terapeutą działającym na wyższych powłokach energetycznych związanych z umysłem,‭ ‬myślokształtami i emocjami.‭ ‬Wiara i bóg pomagają,‭ ‬ale tylko wówczas jeśli człowiek sam sobie pomoże.‭
Bóg i wiara równie dobrze mogą zaszkodzić,‭ ‬podobnie jak natura,‭ ‬z którą człowiek przegrywa,‭ ‬gdyż od niej się odrywa,‭ ‬niszcząc ją systematycznie wokół siebie.‭ ‬
Wiara w kościoły,‭ ‬systemy wiary,‭ ‬pośredników,‭ ‬kapłanów,‭ ‬rytuały,‭ ‬miejsca kultu itd.,‭ ‬itp.‭
Kult diabła,‭ ‬to satanizm,‭ ‬jest on produktem Kościoła katolickiego.‭ ‬Kościół oddala człowieka od natury,‭ ‬czyli tego wszystkiego,‭ ‬co w nas od niej pochodzi,‭ ‬zalecając autodestrukcję,‭ ‬jako drogę do zbawienia.‭ ‬
Dla analfabety nawet elementarz jest przedmiotem magicznym,‭ ‬a cud nie jest sprzeczny z naturą,‭ ‬tylko z tym,‭ ‬co o niej wiemy.‭ ‬
Cuda,‭ ‬owszem,‭ ‬się zdarzają,‭ ‬ale stoi za nimi zbieg materialnych okoliczności i własna twórcza inwencja.‭
Rzeźba,‭ ‬obraz,‭ ‬telewizor,‭ ‬a nawet żelazko,‭ ‬może promieniować i oddziaływać swoim wizerunkiem,‭ ‬ten wpływ można nazwać magią piękna,‭ ‬lub brzydoty,‭ ‬która również między nami ludźmi przepływa.‭ ‬
Zjawiska te mózg rozpoznaje,‭ ‬interpretuje i zapamiętuje,‭ ‬by się nimi posługiwać w odpowiednim i właściwym dla okoliczności czasie.‭ ‬W czasie zimowym,‭ ‬lub letnim na rozmaitych ziemskich i poza ziemskich szerokościach i długościach geograficznych.‭ ‬
Feromony tak potrafią.‭ ‬Żeby móc oddziaływać trzeba mieć zdolności wrodzone,‭ ‬których inna istota ludzka,‭ ‬z przyczyn rozmaitych jest ich pozbawiona.‭
Feromony występują u wszystkich w dzieciństwie.‭ ‬Dzieci widzą i czują więcej,‭ ‬widzą np.‭ ‬aurę.‭ ‬Z czasem,‭ ‬te zdolności u nich zanikają,‭ ‬bo nie są pielęgnowane.‭
Nasze umiejętności opierają się na nauce,‭ ‬którą czasami łykamy‭ ‬-‭ ‬psychotronika do nich również należy.‭ ‬
Od wielu,‭ ‬wielu,‭ ‬wielu lat,‭ ‬a nawet jeszcze dawniej wykorzystuje się różnorakie techniki i metody badawcze.‭ ‬Zalicza się do nich techniki medytacji,‭ ‬synchronizacji półkul mózgowych,‭ ‬aby móc zobaczyć aurę.‭ ‬Korzystać można też z wiedzy wielu ludzi związanych z psychotroniką.‭ ‬
Nieżyjący już mistrzowie przekazywali je swoim następcom podczas seansów spirytystycznych.‭ ‬Oczywistą oczywistością jest i ta oczywistość,‭ ‬że pewne procedury i ich składniki były z czasem udoskonalane.‭ ‬
Zaburzeń umysłu zwanych opętaniem,‭ ‬wbrew temu,‭ ‬co mówi Kościół,‭ ‬jest kilkadziesiąt,‭ ‬ale można je zmieścić w słynnej skądinąt główce od szpilki i zredukować do trzech.‭ ‬
Najlżejsze to tzw.‭ ‬zalarwienie astralne,‭ ‬najczęstsze to opętanie przez ducha osoby zmarłej i bardzo rzadkie,‭ ‬ale najcięższe,‭ ‬to opętanie demoniczne.‭
Nie można wyganiać ducha,‭ ‬mówiąc mu:‭ ‬idź precz szatanie,‭ ‬bo nic nie może odejść w niebyt.‭ ‬Duch nie pójdzie do nieba,‭ ‬bo to jest tylko przestrzeń kosmiczna.‭
Duchowi trzeba znaleźć miejsce w innym wymiarze,‭ ‬który istnieje tutaj,‭ ‬równolegle,‭ ‬lecz tylko nieliczni go widzą,‭ ‬ale tylko wówczas,‭ ‬gdy przymruży się powieki.‭ ‬
Miast mrużenia,‭ ‬można też użyć wahadeł radiestezyjnych,‭ ‬a także dzwonka o wysokim dźwięku.‭ ‬
W ważnych sprawach przydatne jest wahadło Ozyrysa.‭ ‬
W zabiegach tych nie stosuje się modlitwy,‭ ‬nie odmawia się wierszowanych regułek i nie‭   ‬wyręcza się ludźmi znanymi z religii,‭ ‬np.‭ ‬Jezusem,‭ ‬czy też jego Matką.‭
O pomoc można poprosić osoby zmarłe,‭ ‬które były znane za życia.‭
Tego rodzaju zabieg ma być neutralny i przyjazny dla pacjenta związany z jego życiowym doświadczeniem.‭ ‬
Za pomocą telepatii można przekazać wiele.‭ ‬Między komórkami telefonicznymi dzieje się podobnie,‭ ‬między komputerami w Internetowej sieci,‭ ‬również,‭ ‬za prawą tzw.‭ ‬rutera,‭ ‬ale to nie to samo,‭ ‬co przekaz telepatyczny.‭ ‬
W filmie‭ ‬/Zielona mila/,‭ ‬widać to jak na dłoni,‭ ‬ale nie wystarczy chcieć,‭ ‬trzeba umieć te cudowne rzecz robić.‭
Telepatyczny przekaz,‭ ‬to bezprzewodowy sygnał polecenia,‭ ‬który na tych samych falach nadawcy i odbiorcy dociera do aury i wówczas dopiero pomaga.‭ ‬
Innymi słowy,‭ ‬osoba opętana reaguje na biopole egzorcysty.‭ ‬Biopole jest samo w sobie magiczne,‭ ‬mają je wszyscy ludzie,‭ ‬zwierzęta i rośliny.‭ ‬Cała przyroda nim oddziałuje i oddycha.‭
Dlatego warto chodzić do lasu i od czasu do czasu umieć przytulić się do swego drzewa.‭ ‬Każdy telepatycznie je wyczuje tak jak wyczuje przyjaznego,‭ ‬lub wrogiego człowieka.‭ ‬
Po śmierci się nie zmieniamy,‭ ‬charakter mamy ten sam.‭
Jeśli więc mamy skłonności do alkoholizmu,‭ ‬gwałtów,‭ ‬narkomanii czy zabójstw,‭ ‬to nie możemy siebie realizować poza ciałem fizycznym,‭ ‬które opuściliśmy.‭
Aby je zrealizować,‭ ‬nasz duch musi wejść w ciało żyjącego człowieka.‭ ‬Sprzyjają mu takie okoliczności jak nagła śmierć bliskiej osoby,‭ ‬zabieg chirurgiczny w narkozie,‭ ‬stan zaćpania narkotycznego,‭ ‬upojenia alkoholowego,‭ ‬nagła utrata przytomności i gwałtowne wstrząsy psychiczne.‭ ‬
Trzeba zauważyć,‭ ‬że duch jest przyciągany przez osoby,‭ ‬o podobnym charakterze,‭ ‬bowiem podobne przyciąga podobne.‭
Możemy też ducha sami zaprosić.‭ ‬Gdy otaczamy szczególnym kultem pamięć osoby zmarłej,‭ ‬to wytwarzamy ładunek emocji,‭ ‬który w postaci energii wypływa z osoby żywej i przyciąga ducha osoby zmarłej.‭ ‬
Tym sposobem dochodzi czasami do opętania,‭ ‬zniewolenia i tego wszystkiego czego chcielibyśmy uniknąć.‭
Lubimy się upodabniać do innych osób i być kimś innym niż jesteśmy.‭ ‬Działamy niczym magnez i możemy się natknąć na duchowych wampirów,‭ ‬ściągając na siebie inną nie pasującą do nas aurę i jest wówczas kłopot.‭ ‬
Nie bez powodu stajemy się podobni do psa czy kota,‭ ‬którego przez lata u siebie chowamy.‭ ‬W małżeństwie jest podobnie,‭ ‬w polityce także.‭ ‬
Pewien polityk z dawnego ZChN,‭ ‬odpowiedź na każde zadane pytanie poprzedza wstępem:‭ ‬-‭ ‬/A bo to wina komuny…‭ ‬Albo, to komuna spowodowała,‭ ‬że jest to i tamto/.‭
To jest osobowość,‭ ‬u której funkcjonuje dość duże opętanie,‭ ‬dlatego że wypowiada się jednokierunkowo i to na podstawie tylko jednej obsesyjnej myśli.‭ ‬Cały jego świat obraca się wokół patologicznego nastawienia tylko do tej jednej sytuacji.
Podobnie jest z prezesem i jego przyboczną pisowską gwardią.‭ ‬
Opętanych polityków,‭ ‬jest niestety więcej.‭ ‬Nie jest tajemnicą,‭ ‬że występują oni w wielu formacjach politycznych.‭ ‬Ten syndrom dotyczy wielu postaci.‭ ‬Dotyczy on zwłaszcza osób o poglądach prokościelnych.‭ ‬
Wielu hierarchom kościelnym też przydałaby się pomoc egzorcysty.‭ ‬Daje się u nich zaobserwować osobowość upartą, o destrukcyjnym charakterze.‭ ‬U niektórych występują też objawy w postaci drżenia rąk i zmiany rysów twarzy.‭ ‬Nie będę wymieniał,‭ ‬bo można te odruchy zaobserwować.‭ ‬
Z punktu widzenia psychotroniki każda choroba ma przyczynę mentalną.‭ ‬Przyczyną mentalną np.‭ ‬choroby Parkinsona,‭ ‬jest chęć panowania,‭ ‬nad wszystkim i wszystkimi.‭ ‬
Przyczyną mentalną nowotworu jest pielęgnowanie złości i nienawiści,‭ ‬a odbytnica i jelito grube wiąże się z uwalnianiem dawnych wzorców.‭ ‬Rak kości,‭ ‬symbolizuje kościec,‭ ‬rdzeń osobowości itd.,‭ ‬itp.‭ ‬
Każdy fanatyzm może wskazywać na opętanie.‭ ‬Mogą też być zbiorowe zaburzenia energetyczne.‭ ‬Tutaj można dostrzec tzw.‭ ‬syndrom zalarwienia astralnego.‭ ‬Blokady,‭ ‬które są przenoszone poprzez atmosferę na ośrodki energetyczne i blokują komunikację między ludzką.‭
Dzieje się tak w niektórych podatnych gremiach i ludzkich zasobach.‭ ‬Przejawia się to w stanie ducha pojedynczego i zbiorowego,‭ ‬u podobnie myślących jednostek. Obecny suweren i jego partia ze swoim prezesem i ojcem T.,‭ ‬jest tego zjawiska znamiennym przypadkiem.‭
Jest to zadany przez kogoś jednego,‭ ‬pewien myślokształt,‭ ‬o określonej sile sprawczej.‭
Można podejrzewać,‭ ‬że w rozmaitych urzędowych gmachach jest dużo tego rodzaju śmieci energetycznych.‭ ‬Może ona powodować blokadę siły twórczej.‭ ‬Mogą one występować np.‭ ‬w bryle dachu,‭ ‬który się nie zamknie podczas deszczu.‭
Jeśli jest to kopuła,‭ ‬np.‭ ‬Watykanu,‭ ‬albo sejmowa,‭ ‬to promieniuje negatywną zielenią radiestezyjną i każdy zapomina,‭ ‬o czym myślał i po co tam przyszedł.‭ ‬
W sądach,‭ ‬więzieniach ich siła pochodzi od ludzi i wówczas resocjalizacja następuje wolno,‭ ‬albo stoi w miejscu.‭ ‬
W budynku sejmowym ta siła nieczysta pod dachem się gromadzi,‭ ‬ale żeby go przebudować trzeba zezwolenia,‭ ‬o które jeden polityk nie tak dawno się starał. Podobnie jest w przypadku PKiN.
Uproszczona klasyfikacja III stopni opętań wg Piotra Grudy:
Stopień i rodzaj opętania i jego objawy.
I.‭ ‬Zalarwienie astralne‭ (‬nie stanowi samodzielnej osobowości opętującej‭)  
II.‭ ‬Duch osoby zmarłej‭ (‬osobowy byt opętujący‭)
III.‭ ‬Opętanie demoniczne‭ (‬osobowy byt opętujący‭)
Blokada poszczególnych centrów energetycznych:‭
‬1.‭ ‬blokada instynktu samozachowawczego‭ (‬samouszkodzenia,‭ ‬myśli samobójcze‭)
‬2.‭ ‬blokada siły twórczej‭ (‬niszczenie zamiast tworzenia‭)
‬3.‭ ‬blokada siły woli‭ (‬bezwola‭)
‬4.‭ ‬zaburzenie kontaktów z osobami bliskimi‭ (‬zobojętnienie,‭ ‬ucieczka‭)‬,‭
‬5.‭ ‬brak komunikacji międzyludzkiej‭ (‬niezdolność‭ ‬słuchania i wyrażania swoich myśli‭)
‬6.‭ ‬zaburzenia zmysłów i parazmysłów‭ (‬słyszenie nieistniejących głosów,‭ ‬widzenie nieistniejących rzeczy,‭ ‬odczuwanie dziwnych smaków i zapachów‭)‬.
Nagła zmiana zainteresowań,‭ ‬słyszenie głosów,‭ ‬częściowa zmiana rysów twarzy lub koloru włosów,‭ ‬zmiana światopoglądu,‭ ‬porzucenie rodziny,‭ ‬stany amnezji,‭ ‬bezczynność i apatia,‭ ‬osłupienie katatoniczne,‭ ‬skłonność do notorycznych zabójstw,‭ ‬alkoholizm,‭ ‬narkomania.
Jednoczesne wystąpienie sześciu antycentrów,‭ ‬przeciwstawnych poszczególnym centrom energetycznym.‭ ‬Wytwarza się antyosobowość.‭ ‬Oprócz nasilenia objawów występujących przy opętaniu I i II stopnia pojawiają się:‭ ‬despotyzm,‭ ‬sadyzm psychiczny i fizyczny‭
(‬łamanie drzew,‭ ‬palenie kotów‭)‬,‭ ‬urojenia,‭ ‬mediumizm automatyczny‭ (‬mówienie cudzym głosem,‭ ‬nawet w nieznanym języku‭)‬.‭ ‬Objawy cielesne to:‭ ‬guzy z przerzutami,‭ ‬otwieranie się ran‭ (‬głębokich i cuchnących‭)‬,‭ ‬stany ropne,‭ ‬martwice wielonarządowe,‭ ‬wypadanie zębów,‭ ‬ślepota,‭ ‬bezdech,‭ ‬wywracanie gałek ocznych,‭ ‬sączenie się świeżej krwi z ust,‭ ‬drgawki.

Na podstawie opracowania‭ ‬-‭ ‬Włodzimierza Kusika.

Zebrał‭ ‬-‭ ‬Mreck

ŚWIAT JEST TRUJĄCY

Chloroza jest rezultatem bardzo częstego kontaktu skórnego z czynnikiem toksycznym, ale może być także spowodowana wchłanianiem takiego czynnika przez przewód pokarmowy lub drogą wziewną. Objawia się w jakiś czas od bezpośredniego kontaktu i może się utrzymywać wiele lat. Powodują ją ekotoksyny chlorowcopochodne.
Skórne objawy tego schorzenia obejmują trwałe wysypki, pokrzywki, krostowacenie, czyraki i zwiotczenie tkanek. Objawom dermatologicznym towarzyszą ból i osłabienie kończyn dolnych, oznaki niedowładu, zaburzenia pracy serca i układu wegetatywnego. Później następuje ciężka degeneracja wątroby (marskość lub martwica), bronchit, porażenie wielonerwowe, uszkodzenie nerek i śledziony. Z chorobą tą wiążą się też wielopostaciowe trwałe zmiany psychopatologiczne i neurologiczne. Przez dziesięciolecia objawy te, obserwowane u pracowników stykających się z chlorowcopochodnymi organicznymi (rozpuszczalnikami, herbicydami, pestycydami, wielochlorowanymi dwufenylami itp.), przypisywano alkoholizmowi.
Dioksyny należą do najsilniej działających trucizn; są rakotwórcze. Są to ekotoksyny chlorowcopochodne organiczne, obecne w środowisku wskutek działalności człowieka. Ponad 60 proc. dioksyn obecnych w biosferze Ziemi to uboczny produkt spalarni odpadów. Obecność dioksyn w „czystej ekologicznie” okolicy przypisuje się zaś zanieczyszczeniom środkami ochrony roślin. Blisko 95 proc. dziennej dawki dioksyn dostaje się do naszego organizmu wraz z pożywieniem. Ponieważ mają one zdolność do bioakumulacji w łańcuchu pokarmowym człowieka, są uważane za szczególnie groźny czynnik ryzyka ekologicznego. Przyjmowane w niskich dawkach wywołują zmiany osobowości, obniżają libido, są przyczyną obniżenia zdolności do rozmnażania.

http://doczz.pl/doc/683835/analityka-zanieczyszcze%C5%84-%C5%9Brodowiska

Zebrał – Mreck

 

 

CZAKRAMY LUDZKIEJ AKTYWNOŚCI – „DIABEŁ” TKWI W SZCZEGÓŁACH

Różnica pomiędzy egzorcystą kościelnym, a świeckim polega na podejściu do psychiatrycznej sfery umysłu ludzkiego, w jego relacji do zdrowia psychicznego każdego człowieka.
Egzorcysta kościelny powiada, że to szatan. Natomiast świecki terapeuta, zajmuje się sferą jaźni spiętej w kilku energetycznych czakramach ludzkiego ciała.
Biosfera człowieka może być zakłócona różnymi czynnikami, a bioenergoterapeuci, radiesteci, spirytyści i hipnoterapeuci, tymi zaburzeniami się właśnie zajmują.
Kościół, demona przedstawia jako diabła, czyli antychrysta, a to nie jest takie oczywiste.

Tak zwane opętanie demoniczne i również te demagogiczne, polega na jednoczesnej i całkowitej blokadzie sześciu centrów energetycznych, (czakramów), powodującej całkowitą degradację systemu energetycznego.
Egzorcysta świecki jest w istocie terapeutą działającym na wyższych powłokach energetycznych związanych z umysłem, myślokształtami i emocjami. Wiara i bóg pomagają, ale tylko wówczas jeśli człowiek sam sobie pomoże.

Bóg i wiara równie dobrze mogą zaszkodzić, podobnie jak natura, z którą człowiek przegrywa, gdyż od niej się odrywa, niszcząc ją systematycznie wokół siebie.
Wiara w kościoły, systemy wiary, pośredników, kapłanów, rytuały, miejsca kultu itd., itp.

Kult diabła, to satanizm, jest on produktem Kościoła katolickiego. Kościół oddala człowieka od natury, czyli tego wszystkiego, co w nas od niej pochodzi, zalecając autodestrukcję, jako drogę do zbawienia.
Dla analfabety nawet elementarz jest przedmiotem magicznym, a cud nie jest sprzeczny z naturą, tylko z tym, co o niej wiemy.
Cuda, owszem, się zdarzają, ale stoi za nimi zbieg materialnych okoliczności i własna twórcza inwencja.

Rzeźba, obraz, telewizor, a nawet żelazko, może promieniować i oddziaływać swoim wizerunkiem, ten wpływ można nazwać magią piękna, lub brzydoty, która również między nami ludźmi przepływa.
Zjawiska te mózg rozpoznaje, interpretuje i zapamiętuje, by się nimi posługiwać w odpowiednim i właściwym dla okoliczności czasie. W czasie zimowym, lub letnim na rozmaitych ziemskich i poza ziemskich szerokościach i długościach geograficznych.
Feromony tak potrafią. Żeby móc oddziaływać trzeba mieć zdolności wrodzone, których inna istota ludzka, z przyczyn rozmaitych jest ich pozbawiona.

Feromony występują u wszystkich w dzieciństwie. Dzieci widzą i czują więcej, widzą np. aurę. Z czasem, te zdolności u nich zanikają, bo nie są pielęgnowane.

Nasze umiejętności opierają się na nauce, którą czasami łykamy – psychotronika do nich również należy.
Od wielu, wielu, wielu lat, a nawet jeszcze dawniej wykorzystuje się różnorakie techniki i metody badawcze. Zalicza się do nich techniki medytacji, synchronizacji półkul mózgowych, aby móc zobaczyć aurę. Korzystać można też z wiedzy wielu ludzi związanych z psychotroniką.
Nieżyjący już mistrzowie przekazywali je swoim następcom podczas seansów spirytystycznych. Oczywistą oczywistością jest i ta oczywistość, że pewne procedury i ich składniki były z czasem udoskonalane.
Zaburzeń umysłu zwanych opętaniem, wbrew temu, co mówi Kościół, jest kilkadziesiąt, ale można je zmieścić w słynnej skądinąt główce od szpilki i zredukować do trzech.
Najlżejsze to tzw. zalarwienie astralne, najczęstsze to opętanie przez ducha osoby zmarłej i bardzo rzadkie, ale najcięższe, to opętanie demoniczne.

Nie można wyganiać ducha, mówiąc mu: idź precz szatanie, bo nic nie może odejść w niebyt. Duch nie pójdzie do nieba, bo to jest tylko przestrzeń kosmiczna.

Duchowi trzeba znaleźć miejsce w innym wymiarze, który istnieje tutaj, równolegle, lecz tylko nieliczni go widzą, ale tylko wówczas, gdy przymruży się powieki.
Miast mrużenia, można też użyć wahadeł radiestezyjnych, a także dzwonka o wysokim dźwięku.
W ważnych sprawach przydatne jest wahadło Ozyrysa.
W zabiegach tych nie stosuje się modlitwy, nie odmawia się wierszowanych regułek i nie wyręcza się ludźmi znanymi z religii, np. Jezusem, czy też jego Matką.

O pomoc można poprosić osoby zmarłe, które były znane za życia.

Tego rodzaju zabieg ma być neutralny i przyjazny dla pacjenta związany z jego życiowym doświadczeniem.
Za pomocą telepatii można przekazać wiele. Między komórkami telefonicznymi dzieje się podobnie, między komputerami w Internetowej sieci, również, za prawą tzw. rutera, ale to nie to samo, co przekaz telepatyczny.
W filmie /Zielona mila/, widać to jak na dłoni, ale nie wystarczy chcieć, trzeba umieć te cudowne rzecz robić.

Telepatyczny przekaz, to bezprzewodowy sygnał polecenia, który na tych samych falach nadawcy i odbiorcy dociera do aury i wówczas dopiero pomaga.
Innymi słowy, osoba opętana reaguje na biopole egzorcysty. Biopole jest samo w sobie magiczne, mają je wszyscy ludzie, zwierzęta i rośliny. Cała przyroda nim oddziałuje i oddycha.

Dlatego warto chodzić do lasu i od czasu do czasu umieć przytulić się do swego drzewa. Każdy telepatycznie je wyczuje tak jak wyczuje przyjaznego, lub wrogiego człowieka.
Po śmierci się nie zmieniamy, charakter mamy ten sam.

Jeśli więc mamy skłonności do alkoholizmu, gwałtów, narkomanii czy zabójstw, to nie możemy siebie realizować poza ciałem fizycznym, które opuściliśmy.

Aby je zrealizować, nasz duch musi wejść w ciało żyjącego człowieka. Sprzyjają mu takie okoliczności jak nagła śmierć bliskiej osoby, zabieg chirurgiczny w narkozie, stan zaćpania narkotycznego, upojenia alkoholowego, nagła utrata przytomności i gwałtowne wstrząsy psychiczne.
Trzeba zauważyć, że duch jest przyciągany przez osoby, o podobnym charakterze, bowiem podobne przyciąga podobne.

Możemy też ducha sami zaprosić. Gdy otaczamy szczególnym kultem pamięć osoby zmarłej, to wytwarzamy ładunek emocji, który w postaci energii wypływa z osoby żywej i przyciąga ducha osoby zmarłej.
Tym sposobem dochodzi czasami do opętania, zniewolenia i tego wszystkiego czego chcielibyśmy uniknąć.

Lubimy się upodabniać do innych osób i być kimś innym niż jesteśmy. Działamy niczym magnez i możemy się natknąć na duchowych wampirów, ściągając na siebie inną nie pasującą do nas aurę i jest wówczas kłopot.
Nie bez powodu stajemy się podobni do psa czy kota, którego przez lata u siebie chowamy. W małżeństwie jest podobnie, w polityce także.
Pewien polityk z dawnego ZChN, odpowiedź na każde zadane pytanie poprzedza wstępem: – /A bo to wina komuny… Albo, to komuna spowodowała, że jest to i tamto/.

To jest osobowość, u której funkcjonuje dość duże opętanie, dlatego że wypowiada się jednokierunkowo i to na podstawie tylko jednej obsesyjnej myśli. Cały jego świat obraca się wokół patologicznego nastawienia tylko do tej jednej sytuacji.

Podobnie jest z prezesem i jego przyboczną pisowską gwardią.
Opętanych polityków, jest niestety więcej. Nie jest tajemnicą, że występują oni w wielu formacjach politycznych. Ten syndrom dotyczy wielu postaci. Dotyczy on zwłaszcza osób o poglądach prokościelnych.
Wielu hierarchom kościelnym też przydałaby się pomoc egzorcysty. Daje się u nich zaobserwować osobowość upartą, o destrukcyjnym charakterze. U niektórych występują też objawy w postaci drżenia rąk i zmiany rysów twarzy. Nie będę wymieniał, bo można te odruchy zaobserwować.
Z punktu widzenia psychotroniki każda choroba ma przyczynę mentalną. Przyczyną mentalną np. choroby Parkinsona, jest chęć panowania, nad wszystkim i wszystkimi.
Przyczyną mentalną nowotworu jest pielęgnowanie złości i nienawiści, a odbytnica i jelito grube wiąże się z uwalnianiem dawnych wzorców. Rak kości, symbolizuje kościec, rdzeń osobowości itd., itp.
Każdy fanatyzm może wskazywać na opętanie. Mogą też być zbiorowe zaburzenia energetyczne. Tutaj można dostrzec tzw. syndrom zalarwienia astralnego. Blokady, które są przenoszone poprzez atmosferę na ośrodki energetyczne i blokują komunikację między ludzką.

Dzieje się tak w niektórych podatnych gremiach i ludzkich zasobach. Przejawia się to w stanie ducha pojedynczego i zbiorowego, u podobnie myślących jednostek. Obecny suweren i jego partia ze swoim prezesem i ojcem T., jest tego zjawiska znamiennym przypadkiem.

Jest to zadany przez kogoś jednego, pewien myślokształt, o określonej sile sprawczej.

Można podejrzewać, że w rozmaitych urzędowych gmachach jest dużo tego rodzaju śmieci energetycznych. Może ona powodować blokadę siły twórczej. Mogą one występować np. w bryle dachu, który się nie zamknie podczas deszczu.

Jeśli jest to kopuła, np. Watykanu, albo sejmowa, to promieniuje negatywną zielenią radiestezyjną i każdy zapomina, o czym myślał i po co tam przyszedł.
W sądach, więzieniach ich siła pochodzi od ludzi i wówczas resocjalizacja następuje wolno, albo stoi w miejscu.
W budynku sejmowym ta siła nieczysta pod dachem się gromadzi, ale żeby go przebudować trzeba zezwolenia, o które jeden polityk nie tak dawno się starał. Podobnie jest w przypadku PKiN.

Uproszczona klasyfikacja III stopni opętań wg Piotra Grudy:

Stopień i rodzaj opętania i jego objawy.

I. Zalarwienie astralne (nie stanowi samodzielnej osobowości opętującej)

II. Duch osoby zmarłej (osobowy byt opętujący)

III. Opętanie demoniczne (osobowy byt opętujący)

Blokada poszczególnych centrów energetycznych:
1. blokada instynktu samozachowawczego (samouszkodzenia, myśli samobójcze)
2. blokada siły twórczej (niszczenie zamiast tworzenia)
3. blokada siły woli (bezwola)
4. zaburzenie kontaktów z osobami bliskimi (zobojętnienie, ucieczka),
5. brak komunikacji międzyludzkiej (niezdolność słuchania i wyrażania swoich myśli)
6. zaburzenia zmysłów i parazmysłów (słyszenie nieistniejących głosów, widzenie nieistniejących rzeczy, odczuwanie dziwnych smaków i zapachów).

Nagła zmiana zainteresowań, słyszenie głosów, częściowa zmiana rysów twarzy lub koloru włosów, zmiana światopoglądu, porzucenie rodziny, stany amnezji, bezczynność i apatia, osłupienie katatoniczne, skłonność do notorycznych zabójstw, alkoholizm, narkomania.

Jednoczesne wystąpienie sześciu antycentrów, przeciwstawnych poszczególnym centrom energetycznym. Wytwarza się antyosobowość. Oprócz nasilenia objawów występujących przy opętaniu I i II stopnia pojawiają się: despotyzm, sadyzm psychiczny i fizyczny
(łamanie drzew, palenie kotów), urojenia, mediumizm automatyczny (mówienie cudzym głosem, nawet w nieznanym języku). Objawy cielesne to: guzy z przerzutami, otwieranie się ran (głębokich i cuchnących), stany ropne, martwice wielonarządowe, wypadanie zębów, ślepota, bezdech, wywracanie gałek ocznych, sączenie się świeżej krwi z ust, drgawki.

Na podstawie opracowania – Włodzimierza Kusika.

Zebrał – Mreck

 

PREZES “ANTY FRAJER” – ASERATYWNIE RZECZ UJMUJĄC

Asertywność

Motto: /Komuż cześć należeć się będzie, jeśli nie mężowi, który umiał walczyć i rządzić, którego nie zepsuło powodzenie, nie upoiła władza/.

Przypuszczam, że umie dobrze smażyć konfitury i prawdopodobnie z powodzeniem zajmuje się polityką. Aby zdobyć powodzenie, trzeba smażyć z umiarem i być asertywnym w dobrym znaczeniu tego słowa i rozumieniu relacji międzyludzkich. O tej dobroci za chwilę, choć bycie asertywnym od niej zależy.
Asertywność, to w psychologii termin oznaczający posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych.
Asertywność, to bardzo modne pojęcie od wielu lat. Pochodzi od łacińskiego słowa asseveve, znaczy, stanowczo twierdzić. Mówi się o niej coraz częściej przy różnych okazjach, w pracy, gdy mowa o zespole, w życiu prywatnym, a także w czasie rozmów kwalifikacyjnych. Co kryje się za słowem asertywność? Herbert Fensterheim w książce /Jak nauczyć się asertywności/, sformułował 5 następujących praw: – Masz prawo do robienie tego , co chcesz, dopóty, dopóki nie rani to kogoś innego. Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie, nawet jeśli rani to kogoś innego dopóty, dopóki twoje intencje nie są agresywne, lecz asertywne. Masz prawo do przedstawienia innym swoich próśb dopóty , dopóki uznajesz że, druga osoba ma prawo odmówić Istnieją takie sytuacje między ludźmi , w których prawa nie są oczywiste. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania i wyjaśnienia tej sprawy z drugą osobą. Masz prawo do korzystania ze swych praw. Jeśli z nich nie korzystasz, to godzisz się na odebranie ich sobie. Na szczęście dla nas asertywność nie jest wrodzoną formą zachownia. Oznacza to ni mniej ni więcej, że każdy może się jej nauczyć. Czasami kompetencja ta kształtowana jest przez całe życie. Psycholodzy zaznaczają jednak że, najważniejszy moment dla przyszłego kształtu asertywności człowieka przypada na drugi i trzeci rok życia dziecka. Jest to czas kiedy uczy się ono posługiwać najważniejszym, z punktu widzenia asertywności słowem NIE. Wtedy też człowiek po raz pierwszy wyznacza swoje terytorium psychologiczne. Mimo, że czasami nie łatwo być asertywnym, zwłaszcza w odniesieniu do osób, na których nam bardzo zależy, warto tę umiejętność ćwiczyć. Wstępem do treningu powinno być nauczenie się rozróżniania zachowań asertywnych , agresywnych, uległych.
Zachowanie AGRESYWNE to poczucie wyższości, dążenie za wszelką cenę do kontrolowania sytuacji i otoczenia. Narzucanie własnych opinii, ocen. Brak zainteresowania cudzymi myślami i uczuciami. Wyrażanie tylko negatywnych uczuć. Uznawanie własnych praw kosztem praw innych. Zachowanie agresywne często wynika z braku pewności siebie i ze zbyt niskiej lub zbyt wysokiej samooceny. Współpraca z ludźmi, którzy zachowują się agresywnie jest niezmiernie trudna i stresująca.
Brak pewności siebie, niska samoocena , rezygnacja z własnych praw na rzecz innych ludzi to zachowanie ULEGŁE. Oddawanie innym kontroli nad sytuacją, unikanie odpowiedzialności. Nie wyrażanie własnych opinii z obawy ośmieszenia. Podporządkowanie się wszystkim prośbom nie zależnie od własnych potrzeb. Zachowanie uległe jest bardzo krzywdzące dla osoby obierającej taką postawę bierności. Osoby te są często wykorzystywane, zarówno w pracy jak i w życiu prywatnym. Dobrze jest wiedzieć, że nadmierna uległość może doprowadzić do nagłego ataku agresji.
Zachowanie ASERTYWNE, to prawidłowa i zdrowa samoocena, pewność ciebie. Obrona swoich praw, a równocześnie poszanowanie praw innych. Szacunek dla samego siebie i innych ludzi. Przyjmowanie ocen i reagowanie na krytykę. Szczere i otwarte wyrażanie własnych opinii. Umiejętność powiedzenia NIE na niestosowne prośby lub żądania. Używanie komunikatu typu „ja“, a nie „ty“. Realizowanie własnych planów i zamiarów, nie krzywdząc przy tym innych.
Warto przyjąć postawę asertywną w życiu zawodowym oraz prywatnym gdyż, przede wszystkim umacnia wiarę we własne siły i możliwości. Zbliża nas do ludzi , pozwala na lepsze wzajemne poznanie i zrozumienie ich zachowań. Asertywność daje zadowolenie, radość z samorealizacji. Ułatwia uzyskanie zamierzonego efektu. Osoba asertywna jasno przedstawia swoje opinie co ułatwia współpracę i wspólne dążenie do sukcesu zawodowego lub prywatnego.
Osiągnięcia życiowe zależą w większym stopniu od naszych zachowań niż cech wrodzonych.
„Nie możemy dowolnie kształtować sytuacji życiowych, możemy jednak kształtować swe postawy i zachowania“.
Reasumując asertywność pomaga w kontaktach miedzy ludzkich. Jest skuteczną metodą wychowawczą, co potwierdzają psycholodzy. Pozwala uniknąć wielu błędów.
1) Pojęcie asertywności:
Zachowanie asertywne to umiejętność, dzięki której ludzie otwarcie wyrażają swoje myśli, preferencje, uczucia, przekonania, poglądy, wartości, bez odczuwania wewnętrznego dyskomfortu i nie lekceważąc rozmówców. W sytuacjach konfliktowych, umiejętności asertywne pozwalają osiągnąć kompromis, bez poświęcania własnej godności i rezygnacji z uznanych wartości. Ludzie asertywni potrafią powiedzieć „nie”, bez wyrzutów sumienia, złości czy lęku.
Być asertywnym – znaczy domagać się swoich lub czyichś praw, lub występować w ich obronie, nie ograniczając przy tym praw kogoś innego.
Teoria asertywności oparta jest na przekonaniu, że każda osoba posiada pewne podstawowe prawa. Przypomnijmy, zatem pięć, bardzo przydatnych w codziennej praktyce specjalisty ds. public relations, praw Herberta Fensterheima:
1. Masz prawo do robienia tego, co chcesz – dopóki twoja działalność nie rani kogoś innego.
2. Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie – nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóki twoje intencje nie są agresywne, lecz asertywne.
3. Masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb – dopóki uznajesz, że druga osoba ma prawo odmówić.
4. Istnieją takie sytuacje między ludźmi, w których prawa nie są oczywiste. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania i wyjaśnienia problemu z drugą osobą.
5. Masz prawo z korzystania ze swoich praw. Jeśli z nich nie korzystasz, to godzisz się na odebranie ich sobie.
Asertywność wykazuje 3 właściwości:
– Dobrze pojęty własny interes – oznacza to, że potrafisz ocenić, co jest warte twojego czasu i uwagi.
– Uczciwe postępowanie – mówisz to, co myślisz w taki sposób, by nikogo nie urazić.
– Poszanowanie praw – uznanie swojego prawa do wyrażenia opinii, uwagi czy obawy , tak by nie naruszyć przy tym praw innych ludzi.
2) Asertywność, a inne typy zachowań.
Zachowanie dąży do celu poprzez…
Przyczyny zachowania Skutki Asertywne Bezpośrednie porozumiewanie się, wyrażenie własnych myśli, lapidarne mówienie, nie naruszanie praw i godności osoby, z którą rozmawiamy Szacunek dla samego siebie i innych, kontrola własnego postępowania, wiara w siebie i innych, uczciwość. Sprzeczne odczucia otoczenia – szacunek ze strony jednych i brak sympatii ze strony drugich (tych, którzy oczekiwaliby od nas zachowania biernego).
Agresywne Strach, groźby, wrogość, traktowanie innych jak przeciwników, łamanie praw innych osób, osiągnięcie celu za wszelką ceną, nie bacząc na konsekwencje. Podenerwowanie, zestresowanie, brak wiary w siebie, chęć zwrócenia na siebie uwagi, złość Konflikty z otoczeniem, łamanie praw innych, strach lub lekceważenie ze strony otoczenie, zmniejszanie szans na osiągnięcie danego celu.
Manipulacja Oddziaływanie na psychikę innych, wzbudzanie poczucie winy np. „Powiedziałeś mi, że wyjedziemy o 11:30”, zamiast, „Chciałbym wyjść o 11:30, tak jak się umówiliśmy. Czy damy radę?” Poczucie wyższości, świadomość przewagi nad innymi, brak szacunku dla innych Brak sympatii ze strony otoczenia, konieczność podejmowania decyzji za innych, często niewłaściwa ocena rzeczywistej sytuacji. Druga osoba czuje się poirytowana, wykorzystana, wydrwiona.
Napastliwe Wszelkie możliwe środki, niedojrzałe zachowanie, obejmuje agresywność, zrzędzenie, manipulacje, granie na uczuciu niepokoju, poczuciu winy i wstydu, sprawianie groźnego wrażenia. Rozwścieczenie, zepchniecie do defensywy Złamanie praw drugiej osoby, często nie osiągniecie zamierzonego celu. Druga osoba będzie się czulą poniżona i znieważona.
Bierne (uległe) Płyniecie z prądem, unikanie robienia szumu, podporządkowywanie się innym, organicznie własnych praw na rzecz praw innych Brak wiary w siebie, ucieczka od podejmowania decyzji, obawa przed reakcją innych Niedowartościowanie, brak wiary w siebie, poczucie krzywdy, stresy. Druga osoba będzie czuła się panem i władcą .
Bierno-agresywne „pokazanie ci”, wbijanie noża w plecy, rozsiewanie plotek lub milczenie, gdy należy coś powiedzieć. Cel to zadanie bólu lub cierpienia psychicznego. Szykanowanie i krzywdzenie ze strony innych i potem chęć odegrania się i zemsty. Druga osoba może początkowo czuć się zdezorientowana, a potem zła.
3) Jak być asertywnym wśród najbliższych?
– Mów najbliższym coś miłego
– Pytaj bliskich jak minął dzień
– Mów patrząc prosto w oczy
– Używaj uprzejmych słów i komplementów
– Chwal najbliższych
– Przed rozmową opanuj wszystkie negatywne uczucia
Rozpoczynaj zdania od takich wyrażeń:
„Cieszyłbym się, gdyby…”
„Wolałbym, żeby…”
„Podoba mi się, że ty…”
„Czy mógłbyś, proszę…”
„Potrzebowałbym twojej pomocy przy…”
„Mam nadzieję, że będziesz chciał…”
Używaj słów zdradzających uczucia częściej niż wyrażających rozumienie:
„Wydaje mi się, że moglibyśmy…” Zamiast „Myślę, że moglibyśmy…”
Proś, a nie wydawaj rozkazów:
„Czy mogłabyś…”
Proszę cię, żebyś…”
„Muszę cię o coś poprosić…”
Jeśli nie masz racji przyznaj to, stwarzasz przez to atmosferę, która pozwala ci na zachowanie wiarygodności i to w miły sposób. Otwarcie uznając własną omylność, sprawiasz wrażenie osoby bardziej zrównoważonej, rozsądnej i rzeczowej.
4) ASERTYWNOŚĆ FIZYCZNA
Asertywność fizyczna – to umiejętność przekazywania swym wyglądem zewnętrznym i zachowaniem, że potrafisz walczyć w obronie swoich praw i że to ty kontrolujesz sytuację.
Jak się zachowywać asertywnie fizycznie?
– chodź równym i pewnym krokiem
– nieznacznie machaj ramionami podczas chodzenia
– chodź z podniesioną głową
– rejestruj wszystko lub prawie wszystko, co się wokół ciebie dzieje
– krótko, ale uważnie przyglądaj się mijanym osobom
– sprawiaj wrażenie czujnego
– gdy rozmawiasz z drugą osobą patrz jej prosto w oczy
– mów z przekonaniem
– dobrze się ubieraj
– uśmiechaj się
– bądź uprzejmy
– mów w równym tempie
– mocno ściskaj dłoń, gdy kogoś witasz lub żegnasz
5) ASERTYWNE ZACHOWANIA
A) ODMAWIANIE – „nie” i podanie przyczyn odmowy
B) Prośba – „ja” +……….
C) Przyjęcie krytyki – można się zgodzić lub nie „Wiem, ja też tak myślę”, „Zgadzam się z tą opinią” nie zgodzić: „Mam na ten temat inne zdanie”, „Nie zgadzam się z Tobą”
D) Przyjęcie pochwały – Dziękuję, wiem, że to moja zasługa”, „Miło mi to słyszeć” nieprzyjęcie pochwały: „Nie zgadzam się z Twoją opinią” „Jestem innego zdania”
Ażeby zdobyć powodzenie trzeba być albo wybitnym, zdolnym i pracowitym w swojej specjalności (jest to droga jednak najmniej pewna, a niekiedy w ogóle nieskuteczna), albo, jeśli się niczego z tego nie reprezentuje, trzeba być dobrym akrobatą życiowym. W pierwszym znaczeniu decyduje zasługa i słuszność, w drugim, spryt i zręczność. Jesteś niczym i nikim, ale jeśli masz spryt i dojścia, dostrzec można, jak ludzie są łakomymi na pochlebstwa, a więc schlebiasz. Powoli przekonujesz się, że nie ma tak głupiego i cudacznego pochlebstwa, na które nie złakomiłby się ten, któremu schlebiasz. Przekonujesz się, ze różne drobne usługi (tzw. obskakiwanie) działają jak narkotyk. Tzw. ważne osobistości przyzwyczajają się do owego nadskakiwania wokół ich potrzeb, tych służbowych i tych prywatnych. 
Przyjeżdża delegacja z Urzędu – cel nieznany – wyjdź po nią i pilotuj, przywitaj obiadkiem i kolacyjką zakrapianą. Na koniec rozdaj suweniry, by delegacja miała pamiątkę i zadowolenie. Należy w pierwszym rzędzie pamiętać nie o swoich przyjaciołach, którzy już nic nie mogą, ale o tych, którzy są u władzy, lub tych, od których należy czerpać korzyści, zgodnie z zasadą, pokorne ciele dwie matki ssie. Trzeba pilnować i pielęgnować osoby dobrze usytuowane i odpowiednio ustosunkowane. Wówczas możesz być zerem, leniem i ignorantem nawet – nikt cię nie ruszy i nie skrzywdzi, bo „ona“ (lub „on“) jest przyjaciółką wpływowej pani lub pana. Dziś to wszystko się zmienia na naszych oczach i powstaje nowa kasta związana z prezesem, który ufa tylko swoim kotom i Mariuszowi. Tego typu zachowań mamy bez liku – oto jedno z nich: Paru dostojnych i wpływowych profesorów rozmawia na temat awansu młodego zdolnego naukowca. Dyskusja toczy się inaczej niż zwykle – „Mamy czas, niech trochę koło nas poskacze“ – oto, co było decydujące. Spryciarze i cyrkowcy dobrze o tym wiedzą, toteż szybko awansują za pomocą „obskakiwania“, donosicielstwa i prezencików.
Możesz mieć wiele zasług, ale jeśli nie używasz metod spryciarzy i cyrkowców, będziesz długo czekał na awans.
Gdy jesteś mianowany prezesem masz różne drogi wyboru. Jeśli należysz do „niezaradnych“, będziesz dobierał sobie współpracowników wedle ich wykształcenia umiejętności pracy i uzdolnień. Tak postępuje tylko frajer. „Prezes anty frajer“ człowiek zaradny i gardzący „safandułami“, wybierze zupełnie inną drogę. Będzie otaczał się samymi miernotami, zdając sobie dobrze sprawę, że tacy ludzie, właśnie przez swoją mierność, (mierny, bierny, ale wierny), będzie mu wiernie służyć. Według tej zasady „prezes anty frajer“ będzie w porę usuwał ze swego otoczenia tych wszystkich zdolnych i wybitnych, którzy mogą mu zaszkodzić w realizacji jego wizji. Można narobić sobie bigosu pomagając komuś w zrobieniu kariery. Widać to po relacji młodego pana prezydenta z panem prezesem, który go na to stanowisko desygnował. Prezydent chce się wybić na niepodległość, ale biedaczek nie może, bo musi, niczym automat jeszcze wiele “ustawek” podpisać, by prezes był zadowolony z rozwoju swojej partii, ku uciesze suwerena. Parafiańszczyzna zwycięża i ma się dobrze.
Owe zakamarki paleopsychiki nadal działają. Należy mieć nadzieję, że odruchy pierwotnego, na wpół zwierzęcego istnienia, przestaną kształtować nasze postępowanie we współżyciu z bliźnimi. Ale puki co droga do tego celu daleka. Czy człowiek się zmieni? Dobre pytanie.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

„TRUD ISTNIENIA“ – Kazimierz Dąbrowski

Znalezione obrazy dla zapytania trud istnienia kazimierz dąbrowski chomikuj

Na naszą gorącą, polityczną rzeczywistość, serdecznie polecam małą, lecz znakomitą pracę w formie niewielkiej książeczki prof. Kazimierza Dąbrowskiego (1902-1980), pt. „Trud istnienia“- ISBN 83-214-0491-X, ISSN 0208-9653.
Prof. Kazimierz Dąbrowski, doktor medycyny i filozofii, psycholog kliniczny i pedagog. Studia odbywał na Uniwersytecie poznańskim, Genewskim, Wiedeńskim, Harwardzkim, na Sorbonie. W Baltimore stypendysta Fundacji Rockefellera, Forda, ONZ, Centre Nationale des Recherches Scientifiques, Rady Kanadyjskiej i in.
Jako inicjator ruchu higieny psychicznej w Polsce zorganizował Instytut Higieny Psychicznej, a następnie kierował nim w latach 1935-1949. W latach 1958-1966 był kierownikiem Zakładu Higieny Psychicznej i Psychiatrii Dziecięcej PAN. Założyciel i wieloletni prezes Polskiego Towarzystwa Higieny Psychicznej. Wykładowca psychologii klinicznej i psychopatologii na Uniwersytecie Alberta w Edmonton i na Uniwersytecie Laval w Quebec. Autor licznych publikacji naukowych i popularnonaukowych na tematy związane z higieną psychiczną, psychiatrią, psychologią kliniczną i pedagogiką.
W swojej pracy, pod w/w tytułem, autor próbuje przedstawić własną interpretację zdrowia psychicznego, oraz ukazać drogę rozwoju osobowości poprzez twórczy stosunek do własnych stanów dezintegracyjnych – nerwic i psychonerwic – niosących z sobą możliwość przekształceń osobowości na coraz wyższy poziom. Rozważania autora pobudzają do refleksji i pomagają w szukaniu dróg własnego indywidualnego rozwoju, albowiem kształtowanie osobowościowe człowieka odbywa się poprzez trud istnienia i trud rozwoju.
Ludwik van Bethoven uważał, iż muzyka jest wyższa niż mądrość, niż filozofia. Sokrates przez silne umiłowanie piękna nadał indywidualne znamię swojej nauce o bezosobowych ideałach ogólnych, o bezosobowej „istocie rzeczy“. U Miguela de Unamuno przeżyciowość i konkretność zjawisk o odrzuceniu wszelkiej filozofii oderwanej, natomiast zbliżyły go do człowieka konkretnego i do sztuki samej.
Historia sztuki hinduskiej, egipskiej, greckiej , chrześcijańskiej, przemawia wprawdzie za tym, że sztuka najwyższa jest domeną „wtajemniczonych“ i „wybranych“, a stając się przeżyciem szerokich rzesz traci na swej „sakralności“, swoim „wtajemniczeniu“ i poziomie.
Obserwacje kliniczne, akta sądowe i literatura wskazują, że w wielu środowiskach społecznych, i to zarówno w dawnych okresach historii, jak i obecnie, działały i działają indywidua, odznaczające się prymitywizmem, agresywnością, pewnością siebie, moralną powierzchownością, doprowadzając do napięć, tarć, a nawet masowych mordów, w których tracą życie tysiące i miliony ludzi.
Zjawisko powtarzających się morderstw jednostkowych i grupowych, może się rozlać szeroką falą i w sprzyjających warunkach doprowadzić do mordów masowych. Przykładów jest aż nadto i można by je mnożyć.
Wśród jednostek, które odgrywają, zasadniczą i decydującą rolę w świecie społecznym, widzimy wielu psychopatów-dyktatorów z podążających za nimi ich licznymi zwolennikami. Nazwisk ich i czynów wymieniał nie będę bo można je znaleźć w tej i innych publikacjach.
Obok nich istnieje cała masa małych lub średniej miary psychopatów, realizujących swoje impulsywne, egocentryczne, antyhumanistyczne cele i porachunki na niższą skalę.
Ich byt i rozwój w społeczeństwie w dużej mierze jest konsekwencją nierozpoznawania i tolerowania zachowań psychopatycznych, które z domieszką charyzmy psychopaty mogą być zaraźliwe w przestrzeni społecznej podatnej na ich populistyczne lecz oryginalne zachowania, które z biegiem czasu nabierają mocy i pewności.
Mali psychopaci i ich grupy są odpowiedzialni za wstecznictwo i krzywdę społeczną, za prymitywne działanie emocjonalne w życiu społecznym, za indywidualne krzywdy i morderstwa czasem.
Przy zetknięciu się bowiem z jednostkami z pogranicza normy, w warunkach gdy rozumowanie i uczucia wyższe są osłabione, przyćmione, podatne na zawężoną sugestię, wpływ psychopatów zaczyna górować i dominować nad nimi.
Z politycznego punktu widzenia taki proces może zachodzić również w wielkich zbiorowościach zwanych partiami, którymi zarządzają i sterują osoby, które kochają rządzić na swój sposób ludzkimi zasobami.
Wszelkie podobieństwa z osobami obecnie trzymającymi władzę w Polsce jest przypadkowe.

Zebrał i być może zasugerował to i owo – Mreck

nie da się słuchać muzyki Jana Kaczmarka mając do dyspozycji ucho drewniane.

Powściągliwość w wydawaniu sądów, to dziś rzadka cecha. Ten kamień biblijny często jest nadużywany. Zanim rzucisz w kogoś słowem, należy sprawdzić, jakimi głazami patrzysz na kogoś, kto przed tobą stoi.
Kiedy myśl jest prosta i znana nam z obiektywnych formuł, odbiór intencji trudności nie nastręcza. Inaczej jest natomiast, kiedy spotykamy się z myślą twórczą, nie odpowiadającą żadnej z formuł obiegowych. Obserwator i słuchacz w jednym musi nieraz pokonać duże intelektualne trudności w rekonstrukcji intencji, którą nadaje bądź też odbiera, a której czasami pojąć nie potrafi z uwagi na swoje ograniczenia w percepcji swego zmysłowego postrzegania. Prymitywnie myślący słuchacz i odbiorca nie domyśli się co do niego dociera. Przypisuje winę swego niezrozumienia innym osobom, wzbudzając w sobie przekonanie, że to obcy mówią rzeczy ciemne i nierozsądne i że wszyscy są dziwakami, tylko nie on.
Przyczyną takiego rozumowania może być defekt intelektualny, braki w dziedzinie wykształcenia (informacji). Krótko mówiąc, nie da się słuchać muzyki Jana Kaczmarka mając do dyspozycji ucho drewniane.
Chcąc rozmawiać swobodnie z Einsteinem, na tematy, które były jego umysłową zdobyczą, trzeba znać się na fizyce i matematyce, gdy owej wiedzy nam brakuje odbiór będzie bajką, o Czerwonym Kapturku, bądź innym PiS-owskim koszmarem, który suweren na długie lata nam zafundował, biorąc za swoje, wodolejstwo pana prezesa i jego przybocznych wilków żelaznych. Umiaru i ostrożności zabrakło niestety i mamy to co mamy w tym szerokim horyzoncie historycznych doświadczeń suwerena. Gdyby ów „prymitywizm“, o którym wspominałem, był malarskim kierunkiem, to by było jeszcze pół biedy. Ale tak nie jest. Ów prymitywizm dotyczy niestety umysłów prymitywnych w zbiorowym owczym sposobie myślenia, w którym owca czarna odgrywa dominującą rolę. Kto żyje zamknięty w takim kręgu, może być bardzo sprytny, przebiegły i zaradny, ale nie jest nim człowiek inteligentny. To są owi „straszni mieszczanie“, o których tak mówi Tuwim:
/I oto idą zapięci szczelnie.
Patrzą na prawo, patrzą na lewo –
A patrząc – widzą wszystko oddzielnie;
Że dom… że Staszek… że koń… że drzewo…/

Zebrał i dodał swoje dwa grosze – Mreck