ślady litewskich wierzeń króla


Kod Władysława Jagiełły

Znalezione obrazy dla zapytania nagrobek władysława jagiełły

Ogień z nieba
Rebusem zajmującym kolejne pokolenia badaczy jest nagrobek króla Władysława Jagiełły, monarchy wyróżniającego się wśród władców łacińskiej Europy przełomu XIV i XV stulecia. Jego matka, księżniczka ruska Aleksandra, z perspektywy zachodniego chrześcijaństwa była prawosławną heretyczką, a ojciec, wielki książę litewski Olgierd, poganinem. Piętnastoletni Jagiełło po śmierci ojca w 1377 roku objął władzę nad Wielkim Księstwem Litewskim, ogromnym państwem rozciągającym się bez mała od Bałtyku po Morze Czarne i ostatnim pogańskim władztwem kontynentu. W obliczu permanentnej wojny domowej z pretendującymi do tronu kuzynami oraz zagrożenia krzyżackiego litewski władca w 1384 roku zdecydował się porzucić starych bogów i przyjąć chrześcijaństwo w obrządku łacińskim. Razem z nową wiarą (i imieniem Władysław) przyjął rękę Jadwigi Andegaweńskiej i polską koronę.
Możni, którzy oddali Jagielle polski tron, wiedzieli, że zakonna propaganda nie omieszka wykorzystać pogańskiej przeszłości nowego władcy. Według Krzyżaków Litwin jedynie udawał wiernego syna Kościoła, a naprawdę nadal hołdował pogańskim zabobonom. Przez dziesięciolecia polska dyplomacja nie szczędziła wysiłków, by zbić krzyżackie argumenty. Zapewne część polskich możnowładców liczyła, że będzie mogła wykorzystać niepewną pozycję Jagiełły do swoich celów. Widzieli się w roli przewodników czy kuratorów „dzikiego” króla w chrześcijańskim „cywilizowanym” świecie. Srogo się w tych kalkulacjach zawiedli. „Prostak”  – jak określali niektórzy swego litewskiego władcę – nie pozwoliłby łatka eks-poganina ograniczała jego monarsze prerogatywy. Wręcz przeciwnie, ku rozczarowaniu wielu, jak pisze kronikarz Jan Długosz, król niegodność dawnego stanu swego nie tylko nie ukrywał, ale rad nawet o nim wspominał.
Jak było naprawdę? Czy zwycięzca spod Grunwaldu pozostał w głębi serca wierny wierzeniom przodków? Wstąpił na polski tron jako w pełni ukształtowany dwudziesto- czy trzydziestoparoletni (nie znamy dokładnej daty jego urodzin) mężczyzna. Trudno było mu wyzbyć się wyniesionych z Litwy przekonań i zwyczajów. Dlatego też nierzadko dziwił, a nawet szokował, polskich poddanych swym zachowaniem. Podobnie jak otoczenie króla, możemy się jedynie domyślać, co się za tym kryje.
Zaraz po wstaniu z łoża oraz przy wyjściu z domu monarcha miał w zwyczaju łamać w palcach gałązki lub słomki. Być może w ten sposób zwykł sobie wróżyć. Może pytał litewskich bogów o powodzenie planów w zaczynającym się dniu? Innym zwyczajem Jagiełły było zaplatanie w palcach włosów wyrwanych z brody. Czyżby władca tworzył wokół siebie magiczną ochronę przez urokiem?
Wyniesione z Litwy wielobóstwo sprawiało, że Władysław miał kłopoty z zaakceptowaniem podstawowego dogmatu wiary chrześcijańskiej o jednym omnipotentnym Bogu. Utrwalona przez tradycję anegdota świetnie oddaje nieortodoksyjne poglądy króla w tej materii. Otóż, Jagiełło miał udać się w święto Bożego Ciała na nabożeństwo do kościoła w Poznaniu (lub w Krakowie, jak chcą inne przekazy). Tam zobaczył figurę Zbawiciela depczącego rogatego diabła. Monarcha zafrasował się i kazał postawić przed rzeźbą Chrystusa świecę, a chwilę później – ku konsternacji obecnych – mniejszą wysłannikowi piekieł. Stąd poszło w lud powiedzenie: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Niemiecki historyk Jakub Caro trafnie scharakteryzował jego postawę: Jagiełło odbierał impulsy raczej z tej sfery, która jest wspólna religiom, anieżeli z tej, która je rozdziela i wyodrębnia. Jego prostota i naturalna dusza pojmuje wszystko możliwe w katolicyzmie, ale nie przyjmuje wyłączności katolicyzmu, jego roszczeń do nieomylności.
Szczególnie mocno wstrząsnęło (w przenośni i dosłownie) królem wydarzenie z 1419 roku, które opisał Jan Długosz: Późną godziną podążył [król jadący na wozie ze swym orszakiem] z Poznania w kierunku Środy […]. Kiedy zaś przybyli do gaju położonego przed Tulczą, niebo z pogodnego i jasnego stało się nagle wzburzone i ciemne. Zaczęły się ukazywać groźne błyskawice i bić pioruny. A kiedy król wjechał do gaju i znalazł się koło góry położonej blisko lasu, piorun, który spadł z nieba z ogromnym i gwałtownym hukiem, swoim uderzeniem zabił cztery konie ciągnące wóz królewski i dwu ludzi ze służby królewskiej […], którzy idąc pieszo, podtrzymywali boki wozu od upadku. Zabił też [cztery] konie, których dosiadali [członkowie królewskiej świty]. Piorun zabił też konia króla, którego pokojowiec Forstek […] dosiadał […]. Władysław dygocąc z przerażenia, kiedy panowie i rycerze podbiegli do niego po uderzeniu pioruna i pytali go, jak się czuje, gdy przez długi czas z powodu utraty przytomności czy przerażenia nie dawał odpowiedzi. Rycerze opłakiwali go jak zmarłego. Odzyskawszy siły, które sparaliżował strach, podniósł się w końcu i zaczął mówić. […] Z tego uderzenia pioruna czuł król Władysław ból w prawej ręce, który w ciągu paru dni minął. Zostało mu pewnego rodzaju ogłuszenie, a szaty jego pachniały siarką.[…] Niektórzy też twierdzili, że jako neoficie przychodziły do głowy wątpliwości dotyczące wiary chrześcijańskiej. Jak na wiernego poddanego przystało, Długosz natychmiast dodaje: Ale on sam ani wtedy, ani potem nie przyznał się do występku swej chwiejności w wierze i nikomu bez trudu nie przyszło do głowy, że to było prawdą.

Niewątpliwie porażenie ogniem spadającym z nieba mogło skierować myśli króla ku wierze. Pytanie tylko której? Oczywiście Kościół dostrzegł w wydarzeniu palec Boży. Król miał być ukarany za poślubienie Elżbiety Granowskiej, swojej siostry duchowej (matka Elżbiety była matką chrzestną Jagiełły). Jagiełło jednak mógł uznać, że to nie jego nowy Bóg zesłał mu znak, lecz że w wielkopolskim lesie usłyszał i poczuł gniew najpotężniejszego z litewskich bogów – Perkuna, władcy piorunów. Piorun odgrywał ważną rolę w wierzeniach pogańskich Litwinów jako znak zwiastujący nieszczęście. Być może uderzenie pioruna oraz śmierć ukochanej żony rok później skłoniła sędziwego już króla do zatroszczenia się o miejsce wiecznego spoczynku.

Nowy Krzysztof
Oczywiste było, że król po śmierci dołączy do koronowanych poprzedników Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego, pochowanych w krakowskiej katedrze na wawelskim wzgórzu. Miejscem najgodniejszym była nawa główna, tuż przy konfesji (czyli ołtarzu z relikwiarzem) św. Stanisława, biskupa i męczennika, patrona Królestwa Polskiego. Tu też stanął królewski grób – między kolumnami arkady oddzielającej nawę główną od południowej nawy bocznej, prawej dla wchodzącego do katedry.
Miejsce to wybrano jeszcze z innego względu. Otóż już w 1393 roku królowa Jadwiga ufundowała w tej arkadzie ołtarz pod wezwaniem św. Krzysztofa. Sam Władysław w 1421 roku, a więc w czasie, gdy powstawał jego pomnik nagrobny, uposażył ołtarz dodatkowymi sumami, zaznaczając w dokumencie, że mają być tam odprawiane msze za jego duszę.
Nabożeństwa do św. Krzysztofa nie były popularne wśród Piastów i Andegawenów. Nie fundowali oni kościołów ani ołtarzy pod jego wezwaniem. Skąd więc taki patron i dbałość o miejsce jego kultu?
Św. Krzysztof świetnie nadawał się na niebieskiego orędownika króla neofity. Podobnie jak Jagiełło, przyszedł na świat jako poganin i dopiero po latach przyjął chrzest. Za radą pustelnika osiadł nad rzeką, trudniąc się przenoszeniem podróżnych na drugi brzeg. Pewnego razu miał mu się ukazać Chrystus pod postacią dziecka, które święty przeniósł przez wodę, dziwiąc się niezwykłemu ciężarowi. Ta pobożna legenda objaśniała imię świętego: Krzysztof pochodzi od greckiego Christo phorus (niosący Chrystusa). Analogia wydaje się jasna – teraz nowym „niosącym Chrystusa” był Władysław Jagiełło, który zaniósł prawdziwą wiarę na pogańską Litwę. Ślady łączenia kultu św. Krzysztofa z Władysławem Jagiełłą znajdujemy również na Litwie. Na najstarszej pieczęci Wilna znalazł się wizerunek św. Krzysztofa przenoszącego Chrystusa przez rzekę. Teraz scena ta zdobi herb stolicy Litwy.
W tym świetle nie dziwi złożenie ciała króla w cieniu ołtarza jego świętego opiekuna. Wątek chrztu dodatkowo wzmacniał inny element wyposażenia katedry. Tuż obok arkady św. Krzysztofa stała chrzcielnica, w której ochrzczono litewskiego księcia. I ten chrzcielny motyw odnajdujemy w litewskiej heraldyce. W polu tarczy Trok, drugiego co do znaczenia miasta Wielkiego Księstwa, przedstawiono głowę Jana Chrzciciela. Trudno o czytelniejszą aluzję do Jagiełły – chrzciciela Litwy.
Pierwotnie nagrobek zwrócony był lekko na lewo od osi wyznaczonej przez szereg kolumn oddzielających nawę główną od bocznej. Wynikało to zarówno ze względów praktycznych, jak i głębszego przesłania religijnego. Wspomniany ołtarz św. Krzysztofa był oparty o kolumnę i trzeba było przed nim zostawić dość miejsca na mensę i celebransa. Nie mniej ważny (jeśli nie ważniejszy) był efekt ideologiczny. Przedstawiony na płycie nagrobnej władca przez wieczność miał kontemplować relikwie św. Stanisława i wraz ze zgromadzonym ludem uczestniczyć w nabożeństwach przy grobie świętego męczennika.
Dziś nagrobek Jagiełły stoi wciśnięty między kolumny podtrzymujące arkadę, równolegle do osi świątyni. To ustawienie pomnika jest wtórne. W latach 1749-1900 nagrobek stał w jednej z bocznych kaplic katedry. Gdy powrócił na pierwotne miejsce, nie było już ołtarza św. Krzysztofa, który zajmował część miejsca w arkadzie, a w nawie głównej potrzebne było miejsce dla żywych. Dlatego grobowiec „wyprostowano”.

Niezwykły pomnik niezwykłego władcy
Grób zwycięzcy spod Grunwaldu przyciąga wzrok wchodzącego do katedry. Przede wszystkim zwraca uwagę szlachetny materiał, w którym wykuto nagrobek. To przepiękny marmur węgierski o głęboko czerwonym połysku i białym żyłkowaniu. W takim kamieniu wykuto również nagrobki Jagiełłowego syna Kazimierza Jagiellończyka i jego wnuków Jana Olbrachta oraz Zygmunta I Starego. Także nagrobne przedstawienie ostatniego z Jagiellonów na polskim tronie Zygmunta II Augusta wyrzeźbiono w tym samym materiale.
Nie wiemy, kto był twórcą grobowca Jagiełły. Jedni historycy sztuki szukają śladów artystycznej inspiracji za Alpami – w kręgu mistrzów rzeźby quattrocenta, inni bliżej – na Węgrzech lub w Niemczech. Wszyscy są jednak zgodni – to dzieło niezwykłej klasy, niemające odpowiednika w Europie Środkowej. Nagrobek jest wspaniałym owocem złotej jesieni średniowiecza, kiedy w Europie ścierały się, jednocześnie uzupełniając, tradycje sztuki gotyku i prądy nowej epoki – renesansu.
Królewski grób ma formę kenotafium, czyli pozornego grobu. Trumna z królewskim ciałem nie została zamknięta w ścianach nagrobka, lecz spoczywa pod nim, w grobie umieszczonym pod posadzką katedry. Gdy więc nagrobek wędrował po katedrze, nie naruszano spokoju królewskich zwłok.
Kamienny król spoczywa wyprostowany, w spokojnej pozie, odziany w szatę zwaną jopulą, wciętą w talii i zapinaną na ozdobne guziki, na której znajduje się płaszcz królewski, podbity gronostajami i zapinany z boku. Całości dopełniają regalia – korona na głowie oraz berło w prawej i jabłko w lewej ręce. O tym, że mamy do czynienia nie tylko z królem, ale również rycerzem, świadczy rycerski pas na biodrach i ostrogi przypięte do trzewików, a przede wszystkim miecz schowany w pochwie oplecionej ozdobnym pasem, który monarcha podtrzymuje lewą ręką. Jan Długosz, który widział króla u schyłku jego życia, uważał, że nagrobek dobrze oddaje królewską postać i rysy.
Uwagę widza przyciąga monarszy profil. Jak pisze Karol Estreicher, który poświęcił nagrobkowi dogłębne studium, widzimy twarz wydłużoną o wzniosłym, łysym czole, przeoranym kilku zmarszczkami. Koło skroni pęki włosów, niżej małżowiny uszu dużych, mięsistych i płaskich.[…] Łuki brwi obejmują wielkie oczy, z powiekami jakby ledwo co przed chwilą zamkniętymi. Nos posiada garb i opada. Silnie wystają kości policzkowe. Wyraźne fałdy pod policzkami nadają twarzy grymas nieco ironiczny. Warga górna jest płaska, ale za to tym silniej występuje odwinięta gwałtownie warga dolna i ostry podbródek.
Głowa króla spoczywa na ozdobionej ornamentem poduszce, za którą leżą dwa lwy. To nie przypadek, gdyż lwy symbolizują królewski majestat. Jednocześnie są personifikacją brutalności, dzikości, nieokiełznanej siły. Z lwią symboliką wiąże się przedstawienie smoka o krokodylich kształtach, którego depcze władca. Smok oznacza dzikość, pogaństwo i szatana. Ta wieloznaczność pozwala na różnorodne interpretacje. Smok może przypominać o poskromieniu przez króla w zwycięskich wojnach nieprzyjaciół królestwa. Może również symbolizować smoka pogaństwa zgniecionego stopą nowego Krzysztofa.
Boki tumby zdobią tarcze herbowe – po trzy z dłuższych i po jednej z krótszych boków. Tarcze podtrzymują pary żałobników opłakujących zmarłego króla. Po prawicy królewskiej (od strony nawy bocznej) umieszczono tarcze z Orłem Białym, litewską Pogonią i herbem ziemi dobrzyńskiej, przedstawiającej popiersie męża o długich włosach i obfitej brodzie. Na lewym boku grobowca od strony nawy głównej powtórzono tarcze z Orłem Białym i Pogonią, a na trzeciej rzeźbiarz wykuł łeb tura (lub wołu) na tle szachownicy – herb Wielkopolski. U królewskiego wezgłowia umieszczono herb ziemi wieluńskiej: Baranka Bożego w aureoli i z chorągiewką, natomiast u królewskich stóp znajduje się herb Rusi – lew.
Heraldycy nie są zgodni co do interpretacji zespołu herbów. Kłopoty sprawia badaczom ustalenie, dlaczego podwojono tarcze z ukoronowanym Orłem i Pogonią. Orzeł Biały może symbolizować zarówno całe Królestwo Polskie, jak i Małopolskę. Ale dwie Pogonie? Być może zdwojone tarcze miały patrzącym z obu stron tumby ukazywać dwie główne części składowe władztwa Jagiełły i najważniejsze jego tytuły: króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego.
Pozostałe herby (oprócz herbu Wielkopolski) dają się interpretować jako oznaczenie ziem odzyskanych przez Jagiełłę. Ziemię wieluńską odebrał Władysławowi Opolczykowi w 1392 roku, a ziemię dobrzyńską, utraconą w sierpniu 1409 roku, odbił w wielkiej wojnie z zakonem krzyżackim. Ruś natomiast trwale przyłączyła do Korony królowa Jadwiga w 1387 roku. Nagrobek byłby zatem wieczystym świadectwem chwały Władysława Jagiełły jako zwycięskiego wodza, odzyskującego utracone ziemie.
Możliwa jest też inna – niewykluczająca poprzedniej – interpretacja tarcz herbowych. Być może lew Rusi ma na tumbie podobne znaczenie co smok pod królewskimi stopami. Lew był nie tylko figurą władcy, ale też dzikości, grzechu czy samego szatana. Król więc depcze zło i występek.
Ale gdzie jest w tym labiryncie symboli Ten, którego Jagiełło „Krzysztof” zaniósł w litewskie ostępy? Gdzie jest Ten, w imię którego przyjął chrzest? Gdzie jest w tym kodzie miejsce dla Absolutu? Najprościej można odpowiedzieć – wszędzie. Nie zapominajmy, że nagrobek stoi pośrodku kościoła. Lecz to wytłumaczenie wydaje się zbyt proste. Tworzący zamkniętą strukturę symboli i znaków kod nie mógł pominąć tak ważnego elementu. I nie pomija. Symbol Boga jest tam, gdzie powinien być – nad głową monarchy. W figurze Baranka Bożego, symbolu Odkupiciela, na tarczy herbowej ziemi wieluńskiej.
Pogański stos w krakowskiej katedrze
Jest na nagrobku jeszcze jeden element, który nie poddaje się prostej i łatwej interpretacji. Dookoła, u jego podstawy, umieszczono figury ptaków (najpewniej sokołów) oraz psów. Rzeźbiarz nie ograniczył się do ustawienia figur, lecz cały ten „zoologiczny fryz” udramatyzował: psy skradają się od tyłu do ptaków.
Nie udało się znaleźć analogii dla takiego przedstawienia w średniowiecznej rzeźbie nagrobnej. Interpretacji jest prawie tyle ilu badaczy nagrobka Jagiełły. Jedni widzą w tym artystyczny komentarz do fragmentu Psalmu 21: Boże, ratuj duszę moją z łap psa. Inni odwołują się do znaków zodiaku – psy i sokoły podążają ze wschodu na zachód, tak jak gwiazdozbiory pchane Primum Mobile. Wśród uczonych przeważa jednak pogląd, że zwierzęce wizerunki są aluzją do łowieckich pasji króla. Polowanie było ulubioną formą rozrywki Władysława Jagiełły. Kiedy tylko nadarzała się okazja, monarcha udawał się w leśne ostępy na łowy. Wedle Jana Długosza, który, co tu ukrywać, za królem nie przepadał, Jagiełło był człowiekiem bardziej nadającym się do polowania niż do rządzenia krajem, a w zabawach myśliwskich ani miary zachować, ani czasu oszczędzać umiał. Nie dziwi więc, że król myśliwy zażyczył sobie, by wierni towarzysze polowań zostali uwiecznieni na jego nagrobku.
Ale jest też teoria bardziej niezwykła. Według niej rzeczone psy i sokoły są widomym śladem litewskich wierzeń zmarłego i pogańskich praktyk pogrzebowych. Może jednak piorun, który o mało nie pozbawił króla życia, wbrew zapewnieniom Długosza, skierował myśli monarchy w stronę litewskich zaświatów, krainy Welów?
Za tą teorią przemawia kilka przesłanek. Król nie byłby pierwszym z grona ochrzczonych Olgierdowiczów, którzy nie hołdowali katolickiej ortodoksji. Krewni Jagiełły mieli problemy z akceptacją chrześcijańskiej wizji życia pozagrobowego, gdy sami bądź ich bliscy wchodzili w „smugę cienia”. Nic w tym dziwnego – w obliczu śmierci pytanie „co po” staje szczególnie ostro.

Zebrał – Mreck