Mt 22, 21: „Oddajcie tedy, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest bożego Bogu.” (Słowa Jezusa skierowane do faryzeuszy, którzy podstępnie spytali go, czy należy płacić podatek Cezarowi. Fraza często używana w sporach o relację państwo–kościół.)


Znalezione obrazy dla zapytania co cesarskie cesarzowi

List papieża Feliksa II do cesarza Zenona: /Wszak nie ulega wątpliwości, że jest dla Waszych spraw rzeczą zbawienną, abyście, gdy chodzi o rzeczy Boże, starali się swoją cesarską wolę podporządkować kapłanom Chrystusa, zgodnie z jego ustanowieniem, a nie stawiać jej ponad nimi, i raczej pod ich przewodem uczyć się świętych tajemnic, niż być samemu nauczycielem, szanować ustrój Kościoła, nie narzucać mu stosowania czysto ludzkich norm prawnych, ani nie usiłować samowładnie odnosić się do jego postanowień, gdyż Wolą Boga jest, aby Twoja Łaskawość ugieła się przed nim w duchu pobożnego oddania się: – albowiem przekraczanie praw Boskich ostatecznie oznacza obrazę Tego, który je ustanowił/.
(List został napisany w 484 r.)
List papieża Gelazego do cesarza Anastazego: /Dwie są oczywiście, Cesarzu Auguście, naczelne władze, które rządzą tym światem: uświęcona powaga biskupów i zwierzchność cesarska, lecz z nich obu o tyle większe jest brzemię ciążące na kapłanach, że oni mają zdać sprawę przed sądem Boskim, nawet za samych królów rządzących ludźmi. Wiesz przecież, Najłaskawszy Synu, że choć godność Twoja oddaje Ci władzę nad rodzajem ludzkim, to jednak schylasz pokornie czoło przed ludźmi odpowiedzialnymi za sprawy Boskie i od nich oczekujesz środków zapewniających Ci zbawienie. Wiesz także i to, że gdy chodzi o przyjmowanie Boskich sakramentów i należyte udzielanie ich, powinieneś – wedle kanonu religii – okazać się raczej podległym, a nie rozkazywać. Tedy w tych sprawach zależysz od ich decyzji, a nie możesz żądać, aby oni podporządkowali się Twojej woli. Jeśli bowiem w dziedzinie prawnego porządku publicznego, zwierzchnicy religijni uznając, że władza została Ci dana z Woli Najwyższego, sami także słuchają Twoich praw, żeby nie wydawało się, iż w sprawach świeckich przeciwstawiają się Twoim kompetentnym decyzjom, to jak ochoczo – pytam się Ciebie – powinno się słuchać tych, którzy zostali ustanowieni szafarzami czcią otoczonych tajemnic?/.
Odpowiedź od Anastazego jeszcze nie nadejszła. (List napisany w 494 r.)
Dziś na straży tych relacji państwa i Kościoła stoi Konstytucja Wielkanocna RP z Preambułą, uchwalona 2 kwietnia 1997 r., w której czytamy m.in., takie oto słowa:
– /(…) Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy ludziom przez niego objawionej, w personifikacji sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielających tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i powinnościach wobec dobra wspólnego Polski, wdzięczni swoim przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach, w nawiązaniu do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej, (…) ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej (…)/
Powstaje dylemant: – „Coś” – nie należy do cesarza tylko dlatego, że on się tego domaga
Prawa cesarskie są ograniczone nadrzędnością praw osoby ludzkiej Człowiek należy do Boga
– Z nowego „Katechizmu Kościoła Katolickiego”, nr 2242: /Obywatel jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne z wymaganiami ładu moralnego, z podstawowymi prawami osób i ze wskazaniami Ewangelii. Odmowa posłuszeństwa władzom cywilnym, gdy ich wymagania są sprzeczne z wymaganiami prawego sumienia, znajduje swoje uzasadnienie w rozróżnieniu między służbą Bogu a służbą wspólnocie politycznej/.
„Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22, 21).
„Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29).
Poniższy artykuł został napisany przez Louisa Evena w 1960 roku. Zasady, które w nim stoją są aktualne, a dzisiaj są bardziej aktualne, niż kiedykolwiek.
(Powinna go przeczytać pani premier rządu i pan prezydent RP).
Faryzeusze, pragnący złapać w pułapkę Jezusa, kiedy będzie mówił, posłali do Niego swoich uczniów razem ze zwolennikami Heroda, popierającymi Rzym, żeby postawić to pytanie: Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie?
W tamtych czasach „danina” oznaczała co innego, niż dzisiejszy podatek od zarobków (income tax) płacony przez wolnych obywateli. Danina oznaczała poddanie; była haraczem egzekwowanym od pokonanych, przez zdobywcę. (Rzym siłą pokonał Palestynę).
Jezus odpowiedział najpierw demaskując pułapkę przygotowaną przez Faryzeuszy: „Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy?” Następnie poprosił ich o pokazanie monety podatkowej (przy pomocy której uiszczało się daninę), na której wygrawerowana była podobizna Cezara. Wówczas rzekł do nich:
„Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.”
Cytat ów jest skrócony. Zwykle ci, którzy przytaczają ten cytat z Ewangelii, robią to po to, żeby podkreślić obowiązek płacenia podatków. I robią to bardzo elokwentnie. Oprócz tego, przeważnie cytują tylko pierwszą część tekstu, tę która dotyczy Cezara. Następna część odnosząca się do Boga, zwykle pominięta jest milczeniem, tak jak obecni mówcy zajęci są ważnością Cezara dzisiaj.
I nawet kiedy ludzie cytują pierwszą część, rzadko zwracają uwagę na ograniczenie sensu słów: „to, co należy do Cezara”. Mówimy „ograniczenie”, ponieważ Cezar nie posiada wszystkiego. Ale widocznie według „nauczycieli podatkowych” powinno się dawać Cezarowi wszystko, czego zażąda. Cezar zwykle ma wielki apetyt i mało go obchodzi, czy coś się nie należy także tym, od których wyciąga podatki.
Zrozumieliście, że Cezar znaczy rząd lub bardziej dokładnie rządy, ponieważ jest tylu Cezarów, ile szczebli w politycznej strukturze kraju.
W Kanadzie są Cezarowie miejscy, prowincjonalni i Cezar federalny. I niebawem, na domiar złego, będziemy pewnie dotknięci także Cezarem ponadnarodowym z prawodawstwem ogólnoświatowym.
Rezultatem tej hierarchii Cezarów sięgającej wyżej i wyżej jest potrącanie większej i większej ilości „danin”; uszy tych Cezarów są coraz bardziej oddalone od głosów ludzi, podczas gdy ich lepkie palce sięgają do najniższych warstw społeczności, wysysając każdą część naszych zarobków, wyciskając wszystko, co tylko możliwe z każdej transakcji ekonomicznej.
Ale czy coś należy do Cezara tylko dlatego, że on się tego domaga?
Ograniczenia władzy Cezara.
W mowie wygłoszonej w Parlamencie (House of Commons) 6 lipca 1960 r. podczas debaty nad Ustawą o Prawach Człowieka (Bill of Rights) Noel Dorion – członek parlamentu (MP, poseł) z ramienia Bellechasse (kilka miesięcy później, minister w gabinecie Partii Konserwatywnej) przytoczył odpowiedź Jezusa, jakiej udzielił on zwolennikom Heroda. Pan Dorion nie przytoczył jej w celu poparcia podatków. Przeciwnie – omawiana w tym dniu sprawa dotyczyła praw obywatelskich, a nie praw cesarskich. Pan Dorion słusznie zauważył:Tak naprawdę to Chrystus ustalił pierwszy rozdział praw obywatelskich streszczając je w zwięzłych słowach, które po dwóch tysiącach lat są aktualne i ponadczasowe: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga“.
Pan Dorion wstrzymał się od dalszych komentarzy, ale zważywszy na temat debaty miał z pewnością na myśli to, że osoba ludzka należy do Boga, a nie do Cezara; że Cezar nie ma prawa wkraczania w to, co należy się Bogu; że Cezar musi respektować godność, wolność i prawo każdego i wszystkich obywateli, włączając w to prawo do życia, prawo do takich warunków, które pozwolą na pełny rozwój jednostki ludzkiej.
Prawa Cezara są podporządkowane nadrzędnym prawom osoby ludzkiej.
W 1956 roku w Melbourne w gazecie, a potem w wydaniu broszurowym, australijski dziennikarz Eric Butler zacytował Lorda Actona: Kiedy Chrystus powiedział, „Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga“, dał On państwu prawo, którym nigdy przedtem się ono nie cieszyło i ograniczył to prawo w nieznany przedtem sposób. I nie tylko dostarczył, ale wykuł instrument do jego egzekwowania. Ograniczenie władzy państwowej przestało być tylko nadzieją cierpliwych, intelektualistów-filozofów, i stało się ponadczasową instrukcją dla Kościoła Powszechnego.
To, co Lord Acton miał na myśli to to, że Kościół Chrystusa ma obowiązek upewnić się, że Cezar nie wykracza poza swoje prawa. Ta funkcja Kościoła była przyjmowana do wiadomości i poddawana próbom w ciągu stuleci chrześcijaństwa. Zapobiegła rządom wielu Cezarów – małych i dużych – jako absolutnych dyktatorów nad ludźmi. Ale Eric Butler dodaje: Niestety wypaczenie chrześcijaństwa osiągnęło stan, gdzie nawet większość chrześcijańskiego duchowieństwa zamiast dążyć niezmordowanie do ograniczenia władzy państwowej, pomaga w dążeniu do reformowania społeczeństwa przez władzę państwową. W rzeczywistości chcą się przypodobać nie Bogu a Cezarowi. Każde zwiększenie władzy państwowej lub grup monopolistycznych bez względu na słuszność argumentów, nieuchronnie prowadzi do odbierania jednostkom prawa do kierowania się w życiu osobistym wolnymi wyborami.
Kredyt Społeczny, a filozofia chrześcijańska.
Eric Butler jest protestantem i mówi tu o kapłanach swojego kościoła. Pozostawiamy te wnioski do rozwagi, czy dotyczą także księży katolickich i jeżeli tak, to w jakim stopniu?Osoba ludzka przed Cezarem
Acton, Butler i Noel Dorion widzą więc w słowach Pana Jezusa ograniczenia dotyczące władzy Cezara, zamiast usprawiedliwiania jakiegokolwiek rodzaju podatku. A to dlatego, że cytują całą wypowiedź: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara; a Bogu to, co należy do Boga”.
Cezarowi to, co należy do Cezara – nic ponadto; albowiem nie wszystko należy do Cezara.
Dokładnie chodzi tu o ochronę obywateli przed wszechwładnym państwem. Cezar ma stać na straży zabezpieczenia praw obywateli – więc 4 sierpnia 1960 r. Parlament Kanadyjski głosował jednomyślnie za przyjęciem Ustawy o Prawach Człowieka, chociaż była ona niekompletna.
Prezentując tę ustawę 1 lipca 1960 r. premier Diefenbaker podkreślił jej cel: „Utrzymać i zabezpieczyć wolność jednostki w stosunku do władzy państwowej, nawet najsilniejszej.” Dlaczego? Dlatego, że osoba ludzka jest suwerenna w stosunku do Cezara. Diefenbaker rozumiał to, więc powiedział: Święte prawo jednostki czyni ją wolną w stosunku do władzy państwowej.
Papież Pius XI napisał w encyklice Divini Redemptoris: Osoba ludzka powinna być postawiona na pierwszym miejscu w hierarchii świata.
A więc na pierwszym miejscu, przed jakąkolwiek instytucją, przed jakimkolwiek Cezarem.
Papież Pius XII napisał w swoim liście do Przewodniczącego Spraw Socjalnych we Francji 14 lipca 1946 r.: To osobę ludzką Bóg umieścił na szczycie widzialnego wszechświata, czyniąc go, zarówno w ekonomii jak i w polityce, miarą wszystkich rzeczy.
To nie Cezar jest na szczycie; to osoba ludzka. Czyli osoba ludzka nie należy do Cezara; to raczej odwrotnie – Cezar należy do osoby ludzkiej i ma jej służyć pełniąc swą funkcję obrońcy praw człowieka.
Maurice Allard, członek parlamentu z Sherbrooke, Quebec, powiedział także podczas debaty nad Ustawą o Prawach Człowieka: Osoba ludzka nie może stać się narzędziem ani ofiarą państwa; to władza państwa podczas tworzenia praw musi gwarantować wolność w różnych dziedzinach życia człowieka. Wobec tego Cezar nie ma prawa obdzierać ludzi żywcem ze skóry poprzez podatki, nie ma nawet prawa pozbawiać człowieka potrzebnych do życia podstawowych rzeczy.
R.S. MacLellan – członek parlamentu z Inverness-Richmond, Nova Scotia, był nie mniej kategoryczny w swojej wypowiedzi: Jednostka ludzka jest przed władzą państwową… Jedynym celem rządu jest gwarantowanie wolności osobistych jednostki.
Oświadczenia wymienionych polityków pozwalają wierzyć, że nie chodzi o nieznajomość tych zasad, ale, że raczej przez nie wprowadzanie ich do prawodawstwa Cezar, czy to federalny, czy prowincjonalny, czy miejski – zbyt często manipuluje ludźmi, popycha i spycha ich w nędzę – podczas gdy powinien postępować odwrotnie.
Udział Cezara
Jednak trzeba oddać Cezarowi to, co należy do Cezara. Oddać nie wszystko, co chce i może zabrać, ale tylko to, co należy do niego.
Więc, co należy do Cezara? Uważamy, że można to zdefiniować następująco: to, co jest potrzebne w celu pełnienia jego funkcji.
Definicja ta wydaje się być całkowicie zaakceptowana przez samego Cezara, przez rząd, gdy rząd mówi tym, którzy narzekają na ciężar podatków: „Im więcej usług ludzie żądają, tym więcej środków, potrzebuje rząd, żeby usługi te zapewnić.”
To prawda. Ale w celu kontynuowania swoich funkcji Cezarowi nie wolno uciekać się do środków, które odbierają ludziom i rodzinom spełnianie ich funkcji.
Poza tym, Cezar w celu zwiększania ważności swojej osoby, zawsze ma pokusę, żeby odebrać rodzinom i organizacjom na niższym szczeblu funkcje, które normalnie do nich należą, a nie do państwa. Oprócz tego obywatele nie potrzebowaliby dużej pomocy Cezara, gdyby Cezar usunął przeszkodę, którą tylko on może usunąć: sztuczną przeszkodę utworzoną przez system finansowy, która nie ma nic wspólnego z olbrzymimi fizycznymi możliwo-ściami zaspokojenia podstawowych potrzeb materialnych każdej jednostki i każdej rodziny naszego kraju.
Ponieważ Cezar nie poprawia tej sytuacji, którą tylko on może poprawić, zmuszony jest przekraczać swoje uprawnienia i przywłaszcza sobie nowe funkcje, używając ich jako pretekstu do tworzenia nowych podatków – czasami rujnujących obywateli i rodziny. Cezar więc staje się narzędziem dyktatury finansowej, którą powinien zniszczyć i osobą uciskającą obywateli i rodziny, które powinien ochraniać.
Życie jednostki nie należy do Cezara, ale do Boga. Należy tylko do Boga i nikt inny nie ma prawa go niszczyć i celowo skracać. Ale kiedy Cezar stwarza takie warunki, które skracają życie jednostek, bierze coś, co do niego nie należy; bierze coś, co należy do Boga.
Osoba ludzka i rodzina są stworzone przez Boga i Cezar nie może ani tego niszczyć, ani przejąć. Odwrotnie, musi chronić przed tym (przed kimś), kto chce pomniejszyć ich integralność i prawa.
Pozbawić rodzinę domu dlatego, że nie może zapłacić od niego podatku, jest działaniem przeciwko rodzinie, przeciwko Bogu. Cezar nie ma takiego prawa.
Jak wiele jeszcze naruszeń prawa i własności ludzi i rodzin można tu wymienić!Dla potrzeb Cezara
Ale Cezar ma rzeczywiście do spełnienia pewne funkcje, których nie można powierzyć jednostce. Są pewne usługi i towary, które jednostka może otrzymać tylko od Cezara – na przykład armię do obrony kraju w razie wojny, policję, która musi pilnować porządku przed tymi, którzy by chcieli go zakłócić, budowanie dróg, mostów, środki komunikacji pomiędzy miastami w kraju. Cezar musi mieć środki na zapewnienie tych usług.
Oczywiście, ale co robi Cezar, żeby zabezpieczyć te usługi? Cezar potrzebuje ludzi i zasobów naturalnych. Potrzebuje ludzkiej pracy i materiałów.
Cezar potrzebuje części produktu krajowego. W systemie demokratycznym wybrani przez ludność przedstawiciele decydują, jaką część produktu krajowego użyć dla potrzeb Cezara.Jeżeli ktoś myśli realnie, to musi przyznać, że nie ma żadnych trudności w udostępnieniu Cezarowi części produkcji krajowej, podczas gdy reszta produkcji pozostaje dla zabezpieczenia potrzeb ludzi, ta część produkcji, która łatwo zabezpieczy wszystkie normalne potrzeby obywateli.
Użyjmy zatem czasownika „opodatkować” w sensie „rygorystycznego żądania”. Można powiedzieć, że prywatne i publiczne potrzeby opodatkowują zdolność produkcyjną naszego kraju. Jeżeli potrzebuję pary butów – opodatkowuję zdolność produkcji butów. Jeżeli Cezar prowincjonalny wybuduje 1 km drogi, opodatkowuje zdolność budowania dróg o długości 1 km. Przy dzisiejszej zdolności produkcyjnej, budowa dróg nie koliduje z produkcją butów.
Dopiero, gdy zaczyna się rozważać sytuację w oderwaniu od realiów i zaczyna się ją wyrażać w kategoriach pieniędzy, pojawiają się trudności. Podatki przybierają wtedy inny wyraz i zaczynają „rygorystycznie żądać” sięgania do portfeli. Jeżeli Cezar potrąca z moich zarobków 60 złotych czy dolarów jako mój wkład w jego drogę, to pozbawia mnie tym samym pary butów – w celu budowy jego drogi. Dlaczego, skoro zdolność produkcyjna naszego kraju pozwala na budowę drogi, nie pozbawiając mnie jednocześnie pary butów?
Dlaczego? Ponieważ system pieniężny fałszuje realia.
– Ale Cezar musi przecież opłacić robotników, musi zapłacić za materiały do budowy – powiedzą niektórzy.
– Oczywiście. Ale, kiedy wszystko jest powiedziane i zrobione, co robi Cezar kiedy płaci inżynierom na przykład 400 złotych? Pozwala inżynierowi na kupno towarów i usług wartości 400 złotych, czyli powoduje żądanie zdolności produkcyjnej naszego kraju o wartości 400 złotych. Więc, żeby zaspokoić potrzeby inżyniera, czy trzeba mnie pozbawić prawa do kupna pary butów? Czy zdolność produkcyjna naszego kraju może zaspokoić potrzeby inżyniera bez redukowania produkcji butów?
I to jest cały problem: tak długo jak zdolność produkcyjna naszego kraju nie jest wyczerpana, nie ma absolutnie żadnej potrzeby obciążania podatkami sektora prywatnego w celu finansowania sektora publicznego.
Zdolność produkcyjna naszego kraju jest obecnie daleka od wyczerpania, gdyż dzisiejszym problemem jest właśnie znalezienie miejsc pracy dla ludzi, którzy chcą pracować i dla bezczynnych maszyn.
Jeżeli środki płatności stwarzają problem, to dlatego, że nie są w zgodzie ze środkami produkcji. Bilety (pieniądze), które pozwalają nam na korzystanie ze zdolności produkcyjnej naszego kraju są niewystarczające dla dostępnej zdolności produkcyjnej.
Brak tych biletów jest nieusprawiedliwiony szczególnie, gdy dzisiejszy system pieniężny jest przede wszystkim systemem cyfr, systemem księgowym. Jeżeli rachunkowość księgowa nie odpowiada zdolności produkcyjnej, to nie jest to ani błąd producentów, ani konsumentów. To kontrolerzy pieniędzy i kredytu finansowego ograniczają ilość biletów, mimo że zdolność produkcyjna jest niezużyta i czeka na użycie.
Sami obywatele nie mogą naprawić tej sfałszowanej przez system finansowy rzeczywistości. Ale Cezar może! Ponieważ Cezar to rząd, który ma dbać o dobro powszechne, może on – i musi – nakazać kontrolerom systemu finansowego uporządkowanie go w taki sposób, żeby był zgodny z realiami.
Tak długo jak Cezar odmawia przeprowadzenia tej korekty sam staje się sługą i narzędziem w rękach dyktatury finansowej; oddaje jej swoją suwerenną funkcję i podatki, których żąda, nie należą się mu z powodu tego finansowego fałszu. „Współczesny system podatkowy jest zalegalizowaną kradzieżą”, powiedział Clifford Hugh Douglas. Cezar nie ma prawa legalizować kradzieży.
Nikt nie odmawia Cezarowi prawa opodatkowania zdolności produkcyjnej naszego kraju, przynajmniej dla potrzeb społecznych tak długo, jak część, którą zabiera pozostawia resztę, która wystarcza na zaspokojenie potrzeb prywatnych. I znowu jest to sprawa, którą powinien zająć się rząd. Niestety parlamenty też ograniczyły swoje działania do limitów, które narzuca im system monetarny.
Jeżeli cała zdolność produkcyjna kraju byłaby odzwierciedlona w postaci ekwiwalentu finansowego w rękach ludności, wtedy można by było część tej zdolności produkcyjnej przeznaczyć dla Cezara i jego niezbędnych usług. Ale nawet wtedy nie może się to odbywać kosztem uszczuplania potrzeb indywidualnych i potrzeb rodzin oraz ich udziałów przynajmniej w takiej części tej zdolności produkcyjnej, która pozwoliłaby na zabezpieczenie podstawowych potrzeb, takich jak jedzenie, odzież, dach nad głową, ogrzewanie, pomoc medyczna itd.
Powtórzmy: ale tak nie jest! Zdolność produkcyjna naszego kraju jest nie tylko używana częściowo, ale też ludność nie może jako całość opłacić wszystkiego, co sama produkuje. Prywatne i publiczne długi są najlepszym tego dowodem!
Mamona
Suma długów za towary, które są wyprodukowane plus suma braków spowodowanych przez nieprodukowanie z powodu braku pieniędzy – to ofiary jakich domaga się dyktatura finansowa – Mamona.
Mamona nie jest prawomocnym Cezarem. Nie musimy niczego Mamonie oddawać, bo nic do niej nie należy. Mamona jest intruzem, uzurpatorem, złodziejem, tyranem.
Mamona stała się suwerenną, nadrzędną władzą nad Cezarem i nad najsilniejszymi Cezarami w świecie.

Cezar stał się narzędziem Mamony, poborcą podatkowym Mamony.

Podczas gdy Cezar potrzebuje części zdolności produkcyjnej naszego kraju do pełnienia swoich funkcji, także bardzo potrzebuje on kontroli narodu; musi być upominany, gdy zamiast być instytucją służącą dobru publicznemu, staje się sługą i lokajem tyranów finansowych.

Współczesny wielki bałagan, który szerzy się jak rak, podczas gdy fantastyczny postęp w produkcji pozwala na uwolnienie ludzi od trosk materialnych, ma swoje źródło w fakcie, że wszystko sprowadza się do pieniędzy, jak gdyby pieniądze były rzeczywistością. Źródło całego bałaganu jest w fakcie, że jednostki uzyskały prawo regulowania emisji pieniędzy – nie jako księgowi realiów, ale dla swoich własnych korzyści i dla umocnienia swojej despotycznej władzy nad całym życiem ekonomicznym.
Pieniądze kreowane przy pomocy produkcji
Przy innej okazji, która jest rzadziej przytaczana, niż sytuacja z monetą, którą płacono daninę [Cezarowi] Jezus musiał się ustosunkować do sprawy podatków. Tym razem nie chodziło o daninę dla najeźdźcy, ale o dwudrachmę – podatek ustanowiony przez samych Żydów, w celu utrzymania świątyni. Ci, którzy pobierali ten podatek przyszli do świętego Piotra, mówiąc: „Wasz Nauczyciel nie płaci dwudrachmy?” Jezus odpowiedział Piotrowi: „Idź nad jezioro i zarzuć wędkę! Weź pierwszą rybę, którą wyciągniesz i otwórz jej pyszczek: znajdziesz statera [srebrna moneta grecka]. Weź go i daj im za Mnie i za siebie!” (Mt 17, 24-26)
Piotr – rybak z zawodu bardzo dobrze to zadanie wykonał.
Tym razem więc pieniądze zostały wykreowane przy pomocy produkcji. Rząd nie może czynić cudów, ale łatwo może utworzyć system monetarny, w którym pieniądze są oparte na produkcji i tworzone zgodnie z produkcją. Innymi słowy, trzeba określić za pomocą liczb wielkość zdolności produkcyjnej kraju i uruchomić środki płatnicze zgodne z tą wielkością cyfrową, żeby finansować sektory zarówno publiczny jak i prywatny. Byłoby to zgodne bardziej z dobrem ogólnym (common good), niż pozostawienie kontroli nad pieniądzem i kredytem despotycznej woli wielkich kapłanów Mamony.
Papież Pius XI napisał, że kontrolerzy pieniędzy i kredytu stali się panami naszego życia i nikt nie ma prawa nawet oddychać bez ich woli.
Nie zgadzamy się na tę bezlitosną dyktaturę Mamony. Potępiamy upadek Cezara, który stał się lokajem Mamony. Nie chcemy tego rodzaju Cezara, który stał się niewolnikiem Mamony, ma prawo ograbiać jednostki i rodziny na jej rzecz. Nie chcemy prawa, które każe nam znosić fałszywe i pazerne zasady Mamony.
Dyktatura Mamony jest wrogiem Cezara, Boga, osoby ludzkiej stworzonej przez Boga i rodziny ustanowionej przez Boga.
Kredytowcy Społeczni pracują, aby uwolnić ludzi od tej dyktatury. Jednocześnie pracują, aby uwolnić Cezara od podporządkowania Mamonie. Kredytowcy Społeczni są przeto na czele tych, którzy rzeczywiście chcą oddać osobie ludzkiej, stworzonej na podobieństwo Boga, to, co do niej należy, oddać rodzinie ustanowionej przez Boga, co jest jej i oddać Bogu, co Boskie.
Louis Even: /Co we mnie jest cesarskie, a co boskie jest? – to pytanie, na które każdy powinien sobie odpowiedzieć. Otóż to czym żyję i co jest świątynią mojego umysłu (duszy) jest cesarskie, a to czym myślę o Bogu i czym podążam do jego zrozumienia, to UMYSŁ – odbiorca słów do człowieka od Niego skierowanych. Znowu wyłania się stary jak filozofia podział mojego jestestwa na fizyczność i afizyczność. Wszystko więc co fizyczne podlega określeniu – cesarskie.
Ciało – bez niego nie zaistnieje JA fizyczne (coś) w sprzężeniu warunkujące mój umysł (ktoś). Jak władać tym ciałem?
Z jednej strony jego rozwój jest determinowany czynnikami fizycznymi ale za jakość i warunki dla kultywowania jego rozwoju odpowiadam też determinując SAM własne zachowania zgodnie z wolą obecną w samoświadomości.
Jezus przemawia do tejże woli właśnie. Jest wolna w tym sensie, że może wybierać pomiędzy dobrem i złem, przede wszystkim dla istoty ludzkiej samej w sobie.
Warto w tym momencie się zastanowić co jest nadrzędne w nas ciało czy umysł.
Zdania są podzielone, niech będzie, że umysł, gdyż on warunkuje poprzez swe isnienie korzystanie z rozumu. Ale jak właściwie z niego korzystac? Praktyka pokazuje, że należy gromadzić wiedzę o wszystkim co możliwe jest do poznania, tak by dokonać odpowiedzialnie (światle) wyboru mając „świadomośc” możliwych skutków. Nie ślepo, nie „na wiarę”, ale przejrzyście oczekując domyślnego, pozytywnego efektu. Efektu działań podjętych w celu fizycznej realizacji wpierw afizycznego projektu zrodzonego w umyśle.
Tu pojawia się w analizie fizycznego otoczenia, które pragnę sobie podporządkować fizyczna istota, która chce (powinna chcieć) tego samego.
I rodzi się pytanie – Jak należy się do niej odnieśc? Czy ma się ją wchłonąć i pokonac, gdyż stanęła na drodze podporządkowywania czy się z nią pojednać?
Tu puka Chrystus i mówi: STOP – to Twój brat, bliźni inny suwerenny człowiek taki jak Ty. Jest wartoscią równoocenną w oczach „Boga”, lub jeśli wolisz Twoich jeżeli próbujesz „Bogu” dorównac i z nim również osiągnąc płaszczyznę porozumienia.
Ale za nim to się stanie musisz pokazac jak osiągasz płaszczyznę porozumienia z twoim bratem. Gdybyś chciał zjednać się z nim fizycznie (cesarsko) obciążasz nim swoją przestrzeń ale nie tego naucza Jezus, On wskazuje na więź umysłową jako na drogę pojednania bez naruszania Twojej fizyczności. Ale znów zapytasz jak się porozumieć solidarnie z obopólną korzyścią, jak zaufac odbiorcy, że Cię naprzykład nie zdradzi?
Obydwaj musicie znać i posiadać moralność jako intersubiektywną, uniwersalną wartość dla Was obojga. Jeżeli ktoś jej nie posiada nie jest Twoim partnerem, a staje się przeszkodą dla nawet skromnej drogi Twojej własnej samorealizacji, w podporządkowywaniu sobie Twojej własnej „cesarskości”. W skrajnym przypadku może być zagrożeniem nawet i śmiertelnym dla Ciebie jako całości. W wilu przypadkach kończy się to cywilną śmiercią osoby.Pomyślałby ktoś może, by unicestwić takowe zagrożenie, ale wszystkich wykończyc się nie da i sam człowiek wie lub domniemywa, że samotność, to zguba i pustka, więc?
Wybiera pojednanie z własnej woli, jako pierwszy akt miłości duchowej, ale pyta następnie jak, jaką drogą jest ono (pełne pojednanie) możliwe?
Pierwszym krokiem do pojednania i solidarności jest zrozumienie samego siebie i jeśli się to uda chocby na tyle, by racjonalnie ograniczyć swoje cesarskie potrzeby, to jest szansa, by zrozumieć też i drugiego człowieka.
Rozumiejąc swoje potrzeby i innych można szukac kompromisu dla chociażby własnego bezpieczeństwa. Trzeba dać tę wiedzę innym, by oni zrozumieli to samo, oświecić ich, by stali się partnerami do stołu sprawiedliwego podziału władzy i wpływów.
Tam gdzie dwóch takich partnerów, cesarzy, zasiądzie tam tworzą model współżycia.
W praktyce jest nas miliony i taki model musi być wszystkim znany, by mówic o światłym społeczeństwie rozumnych istot ludzkich pragnących pokojowej, dojrzałej demokracji na miarę oczekiwanego, realnego królestwa niebieskiego i na miarę globalnej cywilizacji Ziemian/.
Swego czasu (2009), był Pan Prezydent, który odważył się rzucić wyzwanie Jasnej Górze w Częstochowie: – „Oddajmy cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie”.
Działo się to przy okazji referendum w sprawie odwołania prezydenta Tadeusza Wrony. Ojcowie paulini z niepokojem spoglądali z jasnogórski murów w stronę ul. Jerzego Waszyngtona, gdzie mieści się Urząd Miasta. W niektórych kościołach kolportowane były ulotki, które mały zniechęcić mieszkańców do udziału w referendum. Ci jednak nie dają za wygraną i odwołują prezydenta na rok przed wyborami – to pierwsza taka sytuacja w Polsce. „Dbał bardziej o pielgrzymów niż o mieszkańców” – takie argumenty pojawiają się najczęściej przy urnach. Częstochowianie idą jeszcze dalej – rok później na prezydenta wybierają polityka lewicy – Krzysztofa Matyjaszczyka. Tym samym staje się on jedynym prezydentem z SLD rządzącym w dużym mieście.
Bazując na nastrojach społecznych, Matyjaszczyk postanowił zacząć swoją kadencję z wielkim przytupem. Jego formacja polityczna zaproponowała, aby wprowadzić w Częstochowie… podatek od pielgrzyma. Każdy z pątników przybywających na Jasną Górę musiałby zapłacić miastu cztery złote. – Niech byśmy zebrali siedem milionów złotych, to przy dziurach w kasie miasta byłby bardzo duży zastrzyk – mówił wówczas Marek Balt z SLD.
– 20 procent poszłoby na promocję miasta, także w kontekście pielgrzymowania, a reszta na budowę i naprawę dróg – tłumaczył.
Jednym ze sposobów zbierania pieniędzy miało być obowiązkowe przejmowanie zorganizowanych pielgrzymek przez licencjonowanych częstochowskich przewodników, za których trzeba byłoby płacić. Taryfa miałaby zależeć od liczby pątników w grupie.
Jeśli chodzi o zorganizowane pielgrzymki, to każda z nich jest awizowana odpowiednio wcześniej na Jasnej Górze i w centrum zarządzania kryzysowego miasta i ma wyznaczoną datę wejścia do miasta oraz wyznaczoną trasę. Z pobraniem opłaty też nie byłoby więc problemu. To samo tyczy się autokarów przyjeżdżających na wycieczki do Częstochowy. Jak tłumaczył Marek Balt, byłaby to zupełnie normalna procedura, bo w innych sanktuariach europejskich, np. w Fatimie trzeba zapłacić ok. 100 euro za wjazd do centrum.
Szybko jednak pojawiły się w tej sprawie głosy krytyczne. – To kompletnie idiotyczny i absurdalny pomysł. Ktoś próbuje wsadzić świeżo zaprzysiężonego prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka na minę. Przecież nawet taksy klimatyczne dla wczasowiczów w Zakopanem czy Międzyzdrojach są bardzo kontrowersyjne i traktowane jako wyłudzanie pieniędzy przez samorządy. Ten szatański koncept ma wymiar i bardzo poważny, i groteskowy – mówił wtedy Szymon Giżyński z Prawa i Sprawiedliwości. Na reakcje ze strony Jasnej Góry też nie trzeba było długo czekać.
W noc sylwestrową, podczas transmitowanego przez /TV Trwam/ i /Radio Maryja/ Apelu Jasnogórskiego, przeor klasztoru oo. Paulinów na Jasnej Górze o. Roman Majewski wygłosił OŚWIADCZENIE: – „W związku z informacjami, które płyną z Urzędu Miasta Częstochowa, które są nagłaśniane przez media, o projekcie pobierania od pielgrzymów przekraczających granice miasta myta w wysokości 4 złotych oświadczamy, że Jasna Góra nie weźmie udziału w tym kuriozalnym zamyśle i jest mu absolutnie przeciwna. Zadajemy sobie jednocześnie pytanie, czy to prawda, że bez Jasnej Góry miasto Częstochowa nie potrafi samodzielnie funkcjonować, i byłoby jeszcze większym żebrakiem?”.
SLD zaczęło się szybko wycofywać z tego pomysłu i zamiast podatku od pielgrzyma, postanowiło przeforsować pomysł opłaty miejscowej. Miałyby ją płacić osoby przebywające dłużej niż dobę w celach wypoczynkowych, szkoleniowych lub turystycznych na terenie Częstochowy. Obniżono też kwotę samej taryfy, która tym razem miała wynieść 2,08 zł za dobę.
Pieniądze miały inkasować (za 10 proc. prowizji) i wpłacać na konto miasta osoby kierujące hotelami, motelami, pensjonatami, domami wczasowymi, wypoczynkowymi lub wycieczkowymi, schroniskami, kempingami, polami biwakowymi.
Niezależnie jednak od nazewnictwa, wiadomo było, że ta opłata dotknęłaby przede wszystkim pielgrzymów. Dlatego również w tej formie nie udało się jej wprowadzić w życie. Projekt został odrzucony w Radzie Miasta głosami PO, PiS i Wspólnoty Samorządowej Tadeusza Wrony. Na jego temat nie odbyła się nawet dyskusja.
– Zostało to potraktowane jak jakiś fetysz. A to był po prostu normalny wniosek o to, żeby spróbować w jakiś sposób pozyskać dodatkowe środki na poprawę infrastruktury turystycznej w Częstochowie. Taką samą opłatę pobiera się np. w Krakowie – tłumaczył w rozmowie z Onetem.pl, Krzysztof Matyjaszczyk.
Prawu i Sprawiedliwości mocno zaszkodził konflikt z miejscową „Solidarnością”. Związkowcy uznali, że lokalni politycy PiS za nic mają interes społeczny i nawet pomagają rządzącej miastem lewicy łamać prawa pracownicze i związkowe. Za to „swoim” są w stanie załatwić pracę w miejskich spółkach i instytucjach. Szef lokalnej „Solidarności” Mirosław Kowalik napisał nawet w tej sprawie list do Jarosława Kaczyńskiego.
Tymczasem na najgroźniejszego konkurenta Matyjaszczyka wyrasta niespodziewanie Marcin Maranda. Jeden z najbardziej znanych i wyrazistych częstochowskich radnych opuścił w zeszłym roku Wspólnotę Samorządową Tadeusza Wrony i założył nowe ugrupowanie pod nazwą Mieszkańcy Częstochowy. – Martwi mnie, że coraz więcej młodych częstochowian szuka lepszej przyszłości poza naszym miastem. Częstochowa zmierza do katastrofy. Zrobimy wszystko, by nie stała się polskim Detroit, które kiedyś było perłą w koronie Ameryki, a dziś jest wyludnionym bankrutem – mówił podczas konwencji założycielskiej.
W Częstochowie drugą kadencję z rzędu rządzi Pan Krzysztof Matyjaszczyk (SLD Lewica Razem). W decydującym starciu wygrał z Arturem Warzochą, byłym wicewojewodą śląskim i bezpartyjnym kandydatem wspieranym przez PiS. Na dotychczasowego prezydenta zagłosowało 56,72 proc. wyborców.
W polskich relacjach Państwo-Kościół obowiązuje akt prawny zwany Konkordatem, który został podpisany dn. 28 lipca 1993 r. O relacjach cesarskich i boskich, też jest w nim mowa.
Dziś pan prezydent RP przyjął ślubowanie od nowego rządu pani premier Beaty Szydło.
W Piśmie jest napisane, aby nie wzywać Pana Boga na daremno.
Wypada dodać, z Bogiem, a jak jest widać gołym okiem.

Zebrał i swoje trzy grosze dodał – Mreck