DIABŁY POLSKIE

Znalezione obrazy dla zapytania boruta diabeł

ŁĘCZYCKIE‭ ‬-‭ ‬Boruta Kontuszowy,‭ ‬Boruta Zamkowy,‭ ‬Boruta Tumski,‭ ‬Boruta Siłacz,‭ ‬Świetlik Miernik,‭ ‬Wietrny,‭ ‬Błotny,‭ ‬Topielec,‭ ‬Boruta Sowa,‭ ‬Kurzyjamka,‭ ‬Kacperek,‭ ‬Leśny,‭ ‬Borowik,‭ ‬Kogut,‭ ‬Boruta Karmazyn,‭ ‬Bezdusznik,‭ ‬Dębniak,‭ ‬Witoński,‭ ‬Kusy Jasio,‭ ‬Pronobis,‭ ‬Siwy Boruta,‭ ‬Gorzałka,‭ ‬Kopalniany,‭ ‬Dzianet,‭ ‬Kacper Borowy,‭ ‬Wachmistrz Boruta,‭ ‬Boruta Strażak,‭ ‬Czarny Ułan,‭ ‬Pijaczek,‭ ‬Sabina,‭ ‬Czarnusia.‭
‬MAZOWIECKIE‭ ‬-‭ ‬Fugas,‭ ‬Merdasiński,‭ ‬Rawski,‭ ‬Wędrowniczek,‭ ‬Smutny,‭ ‬Myszyniecki,‭ ‬Harab,‭ ‬Myśliwiec,‭ ‬Czort Dębnicki,‭ ‬Stary Miotlarz,‭ ‬Kanonik,‭ ‬Kotwicki,‭ ‬Purchetka,‭ ‬Mikoszka,‭ ‬Osmółka,‭ ‬Czerniec,‭ ‬Mizdroń,‭ ‬WIelgusz,‭ ‬Saski,‭ ‬Ossoria,‭ ‬Orkiusz,‭ ‬Jednonogi,‭ ‬Podrywacz,‭ ‬Dyktator,‭ ‬Frasobliwy,‭ ‬Warecki,‭ ‬WIdoracki,‭ ‬Warsznicki.‭
‬KRAKOWSKIE‭ ‬-‭ ‬Jasełkowy,‭ ‬Demonowaty,‭ ‬Browarniaczek,‭ ‬Kogut,‭ ‬Iskrzycki,‭ ‬Srala,‭ ‬Orzesznik,‭ ‬Zaręba.‭
‬ŚLĄSKIE‭ ‬-‭ ‬Pieczydło,‭ ‬Stukacz,‭ ‬Kopyrdlec,‭ ‬Fajferek,‭ ‬Fafuła,‭ ‬Szarlej,‭ ‬Koziopies,‭ ‬Kosma,‭ ‬Jaroszek,‭ ‬Zamkowy,‭ ‬Gwizdacz,‭ ‬Młynarczyk,‭ ‬Trojaczki,‭ ‬Smolarski.‭
‬KASZUBSKIE‭ ‬-‭ ‬Purtk,‭ ‬Purtek,‭ ‬Purtek Biały,‭ ‬Smętek,‭ ‬Skarbiec,‭ ‬Gnojarz,‭ ‬Srella,‭ ‬Labuda,‭ ‬Perkosz,‭ ‬Pływak,‭ ‬Latawiec,‭ ‬Jerk,‭ ‬Zgrzecha,‭ ‬Zgrzydlok,‭ ‬Mamon,‭ ‬Skamżoch.‭
‬GÓRY I PODGÓRZE‭ ‬-‭ ‬Skalny,‭ ‬Zbójnik,‭ ‬Wicher,‭ ‬Gajda,‭ ‬Diabeł Łańcucki.‭
‬WIELKOPOLSKIE‭ ‬-‭ ‬Farel,‭ ‬Kuśtyga Matyjasek,Pieszczoch,‭ ‬Łątka,‭ ‬Kosmacz,‭ ‬Antychrysta,‭ ‬Rozwod,‭ ‬Biegiel.‭
‬WARMIŃSKO-MAZURSKIE‭ ‬-‭ ‬Wurm,‭ ‬Lu…cy…,‭ ‬Kieczka,‭ ‬Kosmacz,‭ ‬Kłobuk,‭ ‬Rokita,‭ ‬Wirwajda,‭ ‬Topnik.‭
‬KUJAWSKIE‭ ‬-‭ ‬Leń,‭ ‬Tchórz,‭ ‬Rokita Wierzbowy,‭ ‬Wisłak,‭ ‬Elegant,‭ ‬Berkut,‭ ‬Bież,‭ ‬Wenecki.‭
‬RADOMSKO-KIELECKIE‭ ‬-‭ ‬Ferdek Trębacz,‭ ‬Antychrysta,‭ ‬Kiczka,‭ ‬Dyngus,‭ ‬Kuternoga,‭ ‬Kozi.‭
‬LUBUSKIE‭ ‬-‭ ‬Kordek,‭ ‬Budowniczy,‭ ‬Kufel,‭ ‬Czarna.‭
‬PODLASKIE‭ ‬-‭ ‬Gmyr,‭ ‬Kuwas,‭ ‬Wierzbicki,‭ ‬Łoziński.‭
‬POMORSKIE‭ ‬-‭ ‬Bałtycki,‭ ‬Pędzelec,‭ ‬Śiecki,‭ ‬Równikowy,‭ ‬Brodacz,‭ ‬Morski,‭ ‬Lotniskowy,‭ ‬Kukuś,‭ ‬Kusy Psiapora,‭ ‬Owciarz.‭
‬KROŚNIEŃSKO-SANOCKIE‭ ‬-‭ ‬Bies i Czady,‭ ‬Jantuś z Toczka,‭ ‬Wróg i Przeciwnik Chrystusa,‭ ‬Zapatan.‭
‬SANDOMIERSKIE‭ ‬-‭ ‬Łukasz Słupecki,‭ ‬Plapla,‭ ‬Lala,‭ ‬Kusy,‭ ‬Bies Sandomierski.‭

Zestawienie na podstawie książki Wiktoryna Grąbczewskiego p.t.‭ ‬”Diabeł polski w rzeźbie i legendzie‭”‬,‭ ‬Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza,‭ ‬Warszawa‭ ‬1990.

Diabeł – Mreck

planty kolejowe

DSC00827

Historyk tarnowski pan Antoni Sypek w swojej książkowej publikacji z (2005) i tej wznowionej w (2017) książce /Mój Tarnów/ podejmuje wiele ważkich historycznych wątków w obrębie byłego wojewódzkiego miasta Tarnów. Otóż w jednym z nich, pt. /Na Stawkach i Planty Przybyłkiewicza/, pan Antoni wychodzi z siebie i w mocnych, ale trafionych słowach poddaje krytyce tzw. /Komisję Wielkiej Inkwizycji/ Magistratu im. ks. Jana Marszałka, która jak chce, zmienia ulice i place miasta według własnego uznania. Chodzi o wiele miejskich ulic, ale w tym przypadku o ulicę Na Stawkach i Plantach Przbyłkiewicza. Stara tarnowska ulica Na Stawkach niestety zniknęła, zastąpił ją ks. Jan Marszałek. Pan Sypek  tych ulicznych wnioskodawców nazywa dosadnie i domaga się w swej książce i pewnie na żywo, by nazwiska tych politycznych manipulatorów i małych hochsztaplerów były w końcu opublikowane, i aby społeczeństwo wiedziało kto za tymi krzywdzącymi zmianami stoi. Życzy im ponadto, by owymi poprawiaczami historii, zajęły się diabły w piekle, by smażyć ich członki i dusze. Ks. Jan pewnie tego piekielnego kotła dopilnuje, wypełnionego tymi wszystkimi członkami co go z ulicą Na Stawkach raczyli zamienić.
Z Plantami Ignacego Przybyłkiewicza (1846-1898), a dziś Józefa Jakubowskiego (1861-1948), założyciela Muzeum tarnowskiego, historia jest podobna. Ignacy Przybyłkiewicz propagator sportu i kultury fizycznej w Tarnowie zasługuje na osobną opowieść, którą być może ktoś napisze. Materiałów nie brakuje. Współtwórca z druchem Wilhelmem Muldnerem gniazda TG Sokół (1883) jako drugie gniazdo po Lwowie w Galicji), i „Piaskowej Góry“ znanej dla ówczesnej młodzieży, postaci lubianej i szanowanej przygotowującej młodych skautów na trudne czasy do udziału w odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 r. Miasto Tarnów odzyskało ją jako pierwsze, być może dzięki zabiegom Przybyłkiewicza. Życie miał godne pióra, podkreśla pan Antoni; powstaniec styczniowy (1863), ukończył gimnazjum w Rzeszowie i studia na wydziale filozoficznym UJ w Krakowie. W tarnowskim gimnazjum uczył matematyki i fizyki. Zawód nauczyciela porzuca dla pracy w charakterze urzędnika w Kasie Oszczędności, a następnie policji magistrackiej. Był propagatorem ruchu cyklistów i pieszych wycieczek po okolicach Tarnowa. Urządzał aktywne wakacyjne kolonie letnie dla młodzieży.  Może pan Kazimierz Bańburski weźmie śp. Ignacego na swój twórczy historyczny warsztat?

DSC07623
Jak wspomina o Przybyłkiewiczu pan Antoni Sypek, pogrzeb miał okazały i ludny. Spoczywa w zaniedbanym grobowcu przy głównej alei Starego Cmentarza w Tarnowie, nieopodal kaplicy XX Sanguszków. Może ktoś się zlituje i o ów grobowiec Przybyłkiewicza w nim spoczywającego zadba wreszcie jeszcze przed świętem Wszystkich Świętych zmarłych w 2017. Grobowiec Polityńskich też woła o pomstę do Nieba, ale póki co powróćmy na zielone trawniki i stary drzewostan Plant Kolejowych w Tarnowie.
O procedurze nadania Kolejowym Plantom im. Ignacego Przybyłkiewicza nie będę wspominał, bo pisze o niej pan Antoni Sypek we wspomnianej już książce /Jego Tarnów/. Czarno na białym stoi w niej jak w Piśmie, że Przybyłkiewicza nikt nie zwolnił z patronowania Plantom, a Józef Jakubowski podobnie jak ks. Jan Marszałek pewnie czują się nie swojo na swoich aktualnych miejscach. Nie wiem jak się czuje św. Faustyna po ś.p. Lucjanie Szenwaldzie, ale pewnie bosko.

DSC00892
Drzewostan Plant zasiedlany codziennie przez nocujące na nim ptaki ma swoją historię i kilka białych kruków, które na liście starych drzew w Polsce zajmują czołowe miejsce. Na Plantach rośnie m.in. klon polny, szósty w kraju, (ok. 200 lat wys. ok. 19 m), oraz kasztanowiec biały (ok. 180 lat, wys. ok. 25 m) ósmy w kraju. Kolejnym białym krukiem jest pamiątkowa stara kamienna tablica przed pniem starego dębu i rosnącego przy niej młodego drzewa z napisem: – „Dąb zasadzony w X rocznicę niepodległości Polski“.

Mreck

słów kilka o kłamstwach /…człowiek nie jest tym, czym jest w istocie…

Znalezione obrazy dla zapytania herbert cytaty

O tym, jak ceniona jest dana wartość, przesądza to, jakie ludzie nadają jej znaczenie.
Do popularyzacji rozważań o wartościach przyczyniła się twórczość Fryderyka, ale nie Szopena choć i ona wartości kształtuje. Nietsche zakwestionował istnienie trwałych, obiektywnych wartości, wskazywał natomiast subiektywne, biologiczne, sytuacyjne uwarunkowania wartości, odmienną – jego zdaniem – moralność „panów i niewolników”. Jego zdaniem, silni cenią dostojność, godność osobistą, stanowczość, sprawność, pewność działania, bezwzględność w realizacji swych zamierzeń. Słabi cenią zaś to, co im sprzyja, a więc: litość, czułość serca, miłość, altruizm i ambiwalencję.
Swoją cegiełkę w tym podziale dołożył również jeden polityk z kraju nad rzeką Wisłą, dzieląc zasoby ludzkie wedle własnych wartości.
Być może poeta Zbigniew Herbert, w którymś ze swoich utworów wieszczył o nowym demiurgu tego swoistego królestwa PiS i jego zwycięskiej opcji nad dotychczasową opcją letniej wody w politycznym kranie. Herbert nie czekał, aż prezes go zakwalifikuje, on wiedział, że bywają czasem wartości, których pogodzić nie sposób. Na tym podobno polega każdy tragiczny konflikt, bo przecież nie można bezkarnie wymyślać lepszej wersji swojego życia i zarazem służyć prawdzie:
„Jaki chciałby pan być?
O wiele lepszy niż jestem.
[…]
Czego pan najbardziej nie cierpi?
Kłamstwa“.
Sam Herbert pewnie czuł, w jaką niebezpieczną grę się wplątał. W roku 1986, a więc w wieku już bardzo dojrzałym, tak o tym mówił w rozmowie z Renatą Gorczyńską:
„Bo ja uważam, że człowiek nie jest tym, czym jest w istocie – a któż z nas wie, kim jest – tylko tym, czym chciałby być. To jest moje podstawowe odkrycie z dziedziny psychologii. […] to dążenie, próba przeskoczenia siebie, to jest właśnie literatura. To tęsknota do lepszego „ja”, które sobie wymyśliłem i które się potem na mnie mści. Bo ludzie mówią: „Popatrzcie, on tak pisze, a tak żyje – coś takiego!”
Jak się zdaje, mit o Herbercie-konspiratorze porzuciła ostatecznie nawet rodzina poety, wpisując go do linii Mickiewicz – Słowacki i zarazem wypisując z linii Baczyński – Gajcy, to znaczy z linii poetów walczących:
„Może było z nim tak jak z Mickiewiczem i Słowackim, którzy jako słabego zdrowia uratowali się. Na szczęście…“.
Wiele autobiograficznych zmyśleń Zbigniewa Herberta kwalifikuje go poza nawiasem wartości prezesa Kaczyńskiego. Wisława Szymborska ma to samo:
Herbert twierdził, że ze Związku Literatów Polskich wystąpił w roku 1948, a powtórnie zapisali go tam koledzy w roku 1956. W rzeczywistości pracował do roku 1951 jako kierownik biura gdańskiego oddziału ZLP. Przez dwa lata pisał m.in. listy do cenzury, wygłaszał odczyty „Poezja broni pokoju” i brał udział w dyskusjach o estetyce marksistowskiej z okazji Miesiąca Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Został też odnotowany jako sygnatariusz apelu Komitetu Obrońców Pokoju. Ze Związku Literatów wystąpił w kwietniu 1951. Wstąpił ponownie w styczniu 1955.
Poeta twierdził, że przez piętnaście lat nie publikował (w innym miejscu podawał, że nawet nie próbował drukować niczego po 1948 roku). W rzeczywistości publikował, choć raczej skromnie i często pod pseudonimem, do marca 1953. Decyzję, by znów zacząć publikować, podjął mniej więcej w połowie roku 1954, przekazując wiersze do almanachu poetyckiego „…każdej chwili wybierać muszę”, tak więc przerwa trwała raczej piętnaście miesięcy.
Zbigniew Herbert twierdził, że w tym paxowskim almanachu wydrukował jedynie trzy wiersze. W rzeczywistości było ich dwadzieścia. Na dobitkę najprawdopodobniej zmyślił swoją rozmowę z szefem PAX-u, Bolesławem Piaseckim, któremu rzekomo „wyłuszczył”, dlaczego PAX-u nienawidzi. W każdym razie podana przez Herberta wersja wydarzeń jest nielogiczna.
Twierdził, że do roku 1957 nie mógł nigdzie znaleźć pracy, a gdy już nawet jakąś marną pracę znalazł, szybko go z niej wyrzucano jako „wroga klasowego”. W jednym z wywiadów powiedział nawet, że żył z „kopania torfu” (!). W rzeczywistości z kolejnych posad sam odchodził. W osławionym „Torfprojekcie” przepracował rok i nie była to wcale posadka aż tak bardzo marna. W 1956 roku dzięki Stefanowi Kisielewskiemu został dyrektorem biura Związku Kompozytorów Polskich. Również tę posadę sam rzucił po pół roku (a chciał jeszcze wcześniej).
Do tego sprawy pomniejsze, anegdotyczne, nigdy nie potwierdzone. Ukrywanie się przed wojskiem, by nie zostać prokuratorem wojskowym. Nagłe wysiedlenie z Warszawy z wyrzuceniem „na szosie w okolicach Brwinowa” włącznie. Pojedynek na szable w Lasku Bielańskim, przy tym opowiedziany tak, jak mógłby to zrobić Papkin-samochwała. Także słynna historyjka o Czesławie Miłoszu (dziś zakazanym) domagającym się przyłączenia Polski do Związku Radzieckiego, należy do tej kategorii.
Wiele tych wątków z wartości, w które Jarosław Kaczyński (brat Lecha), ma na sumieniu. Na szczęście Lech Wałęsa nad nimi panował i nie dopuszczał, by się ziściły już wówczas.
Po roku 1989 zabrakło motywacji, a w październiku 2015 prezes ze swoją drużyną triumfuje swymi wartościami tzw. /Dobrej zmiany/, irytując wszystkich dookoła, mieszczących się wniej rzeczy ważnych, doniosłych i banalnych, do świata piękna i brzydoty, zdrowia i choroby, prawdy i kłamstwa, świętości i diaboliczności. Słowem wcielony Boruta, który wciela swe wartości w ludzkie zasoby, którymi dziś zarządza.
Wystarczy chwila refleksji i konstatacja sama się rysuje w tym polskim akwarium politycznej psychozy. Dobra, prawdy i piękna w tych wartościach “panów i niewolników”, trudno dziś szukać i dociekać. Może IPN pomoże.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

„TRUD ISTNIENIA“ – Kazimierz Dąbrowski

Znalezione obrazy dla zapytania trud istnienia kazimierz dąbrowski chomikuj

Na naszą gorącą, polityczną rzeczywistość, serdecznie polecam małą, lecz znakomitą pracę w formie niewielkiej książeczki prof. Kazimierza Dąbrowskiego (1902-1980), pt. „Trud istnienia“- ISBN 83-214-0491-X, ISSN 0208-9653.
Prof. Kazimierz Dąbrowski, doktor medycyny i filozofii, psycholog kliniczny i pedagog. Studia odbywał na Uniwersytecie poznańskim, Genewskim, Wiedeńskim, Harwardzkim, na Sorbonie. W Baltimore stypendysta Fundacji Rockefellera, Forda, ONZ, Centre Nationale des Recherches Scientifiques, Rady Kanadyjskiej i in.
Jako inicjator ruchu higieny psychicznej w Polsce zorganizował Instytut Higieny Psychicznej, a następnie kierował nim w latach 1935-1949. W latach 1958-1966 był kierownikiem Zakładu Higieny Psychicznej i Psychiatrii Dziecięcej PAN. Założyciel i wieloletni prezes Polskiego Towarzystwa Higieny Psychicznej. Wykładowca psychologii klinicznej i psychopatologii na Uniwersytecie Alberta w Edmonton i na Uniwersytecie Laval w Quebec. Autor licznych publikacji naukowych i popularnonaukowych na tematy związane z higieną psychiczną, psychiatrią, psychologią kliniczną i pedagogiką.
W swojej pracy, pod w/w tytułem, autor próbuje przedstawić własną interpretację zdrowia psychicznego, oraz ukazać drogę rozwoju osobowości poprzez twórczy stosunek do własnych stanów dezintegracyjnych – nerwic i psychonerwic – niosących z sobą możliwość przekształceń osobowości na coraz wyższy poziom. Rozważania autora pobudzają do refleksji i pomagają w szukaniu dróg własnego indywidualnego rozwoju, albowiem kształtowanie osobowościowe człowieka odbywa się poprzez trud istnienia i trud rozwoju.
Ludwik van Bethoven uważał, iż muzyka jest wyższa niż mądrość, niż filozofia. Sokrates przez silne umiłowanie piękna nadał indywidualne znamię swojej nauce o bezosobowych ideałach ogólnych, o bezosobowej „istocie rzeczy“. U Miguela de Unamuno przeżyciowość i konkretność zjawisk o odrzuceniu wszelkiej filozofii oderwanej, natomiast zbliżyły go do człowieka konkretnego i do sztuki samej.
Historia sztuki hinduskiej, egipskiej, greckiej , chrześcijańskiej, przemawia wprawdzie za tym, że sztuka najwyższa jest domeną „wtajemniczonych“ i „wybranych“, a stając się przeżyciem szerokich rzesz traci na swej „sakralności“, swoim „wtajemniczeniu“ i poziomie.
Obserwacje kliniczne, akta sądowe i literatura wskazują, że w wielu środowiskach społecznych, i to zarówno w dawnych okresach historii, jak i obecnie, działały i działają indywidua, odznaczające się prymitywizmem, agresywnością, pewnością siebie, moralną powierzchownością, doprowadzając do napięć, tarć, a nawet masowych mordów, w których tracą życie tysiące i miliony ludzi.
Zjawisko powtarzających się morderstw jednostkowych i grupowych, może się rozlać szeroką falą i w sprzyjających warunkach doprowadzić do mordów masowych. Przykładów jest aż nadto i można by je mnożyć.
Wśród jednostek, które odgrywają, zasadniczą i decydującą rolę w świecie społecznym, widzimy wielu psychopatów-dyktatorów z podążających za nimi ich licznymi zwolennikami. Nazwisk ich i czynów wymieniał nie będę bo można je znaleźć w tej i innych publikacjach.
Obok nich istnieje cała masa małych lub średniej miary psychopatów, realizujących swoje impulsywne, egocentryczne, antyhumanistyczne cele i porachunki na niższą skalę.
Ich byt i rozwój w społeczeństwie w dużej mierze jest konsekwencją nierozpoznawania i tolerowania zachowań psychopatycznych, które z domieszką charyzmy psychopaty mogą być zaraźliwe w przestrzeni społecznej podatnej na ich populistyczne lecz oryginalne zachowania, które z biegiem czasu nabierają mocy i pewności.
Mali psychopaci i ich grupy są odpowiedzialni za wstecznictwo i krzywdę społeczną, za prymitywne działanie emocjonalne w życiu społecznym, za indywidualne krzywdy i morderstwa czasem.
Przy zetknięciu się bowiem z jednostkami z pogranicza normy, w warunkach gdy rozumowanie i uczucia wyższe są osłabione, przyćmione, podatne na zawężoną sugestię, wpływ psychopatów zaczyna górować i dominować nad nimi.
Z politycznego punktu widzenia taki proces może zachodzić również w wielkich zbiorowościach zwanych partiami, którymi zarządzają i sterują osoby, które kochają rządzić na swój sposób ludzkimi zasobami.
Wszelkie podobieństwa z osobami obecnie trzymającymi władzę w Polsce jest przypadkowe.

Zebrał i być może zasugerował to i owo – Mreck

Lot nad politycznym gniazdem polskiej rzeczywistości – wiadomości ogólne.

Znalezione obrazy dla zapytania lot nad kukułczym gniazdem

Narratorem polskiej, współczesnej, politycznej rzeczywistości, jest jeden obywatel, który podobnie jak obywatel Piszczyk w /Zezowatym szczęściu/, Yossarian w  /Paragrafie 22/, McMurphy w /Locie nad kukułczym gniazdem/, aktor Zelnik w /Faraonie/, prezydent Lech Wałęsa, w roli przywódcy /Solidarności/, pan Andrzej Duda w roli prezydenta narciarza i w wielu innych rolach, dalej, pani premier Beata Szydło w roli fasadowego premiera, pan minister Zbigniew Ziobro w roli dwóch ministra od sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednym, pan Antoni Macierewicz w roli ministra MOM, pan Mariusz Błaszczak w roli posterunkowego i wielu wielu innych, dziś rządzących nami, w tym locie nad polskim kukułczym gniazdem, który monitorują, nadzorują i kombinują jakby tu zaprząc ludzkie zasoby do swoich własnych partykularnych, irracjonalnych interesików i interesów, niszcząc przy okazji demokratyczne i prawne standardy, do nie tak dawna obowiązujące w naszym kraju. Słowem, mamy do czynienia z generalnym stanem obstrukcyjnym, opartym na wizji jednego małego dyktatorka, w ledwie dychającym, lecz już upadającym ustroju demokratycznym, opartym na trójpodziale władzy, w podzielonym jak nigdy dotąd narodzie w kraju nad rzeką Wisłą.
Maksyma, która głosi, że „większość ma prawo czynić w sferze rządzenia zasobami ludzkimi wszystko co zechce, uważam za bezbożną i godną pogardy“ – pisał Alexis de Tocqueville w 1835 roku. Jak powstaje większość i kiedy mamy do czynienia z tyranią większości? Większość powstaje w rezultacie wyborów. Zależnie od konstytucji dla danego kraju jest to większość zwykła lub większość konstytucyjna. Dzisiejsza większość parlamentarna w Polsce, ujawnia cel swych niecnych zamiarów przebiegających w błyskawicznie i poza jakąkolwiek kontrolą w procesie ustawodawczym. Większość jest niezbędna do rządzenia, ale nie ma ona prawa do wszystkich rozstrzygnięć. Kończy się przegrupowanie sił w prokuraturze, planowana jest znacząca podwyżka pensji w służbach specjalnych i mundurowych, wdrażana jest akcja dyscyplinowania sędziów za pomocą ustawowych zmian. Nałożono ostatecznie polityczną czapę na publiczne radio i telewizję, powołując tzw. Radę Mediów Narodowych z posłami PiS w rolach głównych, zmieniono skład KRRiT. Jeśli nowa ustawa o TK nie zostanie skutecznie zaskarżona, praktycznie zlikwiduje w Polsce konstytucyjną kontrolę. Ruszyła komisja w sprawie Amber Gold, która pod pretekstem rozliczania afery ma pokazać wszystkie przewiny i przestępstwa poprzedniej ekipy rządzącej. Można spodziewać się nękania politycznych wrogów, wzmożenia lustracji i agresywnej polityki historycznej, medialnego ostrzału, zapewne także w końcu aresztowań i głośnych procesów. Czystki i szykany sięgną zapewne jeszcze głębiej, do poziomu szkół, uczelni, instytucji samorządowych, może mediów prywatnych. Ostre odpowiedzi rządowych polityków na zalecenia Komisji Europejskiej pokazują, że PiS czuje się coraz pewniej; w rządzącym ugrupowaniu panuje poczucie siły i przekonanie, iż teraz już wolno wszystko, że wyborcy zostali wynagrodzeni, opozycja pokonana, przyszedł zatem czas na zaostrzenie kursu.
Kolejna przyczyna, dla której PiS może realizować etap swojej konkwisty, leży w złej sytuacji opozycji. Platforma przechodzi organizacyjne konwulsje i nie widać, aby zapowiadanym na wrzesień nowym otwarciem programowym mogła zagrozić rządzącym, chyba że odpali jakąś bombę, fascynujący, wpływający na społeczną wyobraźnię pomysł. W razie ich braku ulica zostaje, ale czy ludzie wyjść zechcą? Ryszard Petru i jego Nowoczesna z kolei stracili urok nowości, a nie zyskali powagi doświadczenia, zwłaszcza po ostatnich zrachowaniach pana Ryszarda. KOD również przeżywa organizacyjne trudności, na wakacje zredukował aktywność, coraz mniej o nim słychać. Zapowiadany masowy nabór członków przebiega bez echa. Fiesta została wyraźnie przerwana, co może mieć związek z rozmyciem sporu o TK i wspomnianym spadkiem zaufania do Trybunału.
Przez pierwsze miesiące sprawowania władzy Jarosław Kaczyński pokazał, że mimo różnych potknięć idzie konsekwentnie swoją drogą i że nie będzie miał żadnych skrupułów w osiąganiu wyznaczonych celów.
Kaczyński zapewne wie, że ta specyficzna hipnoza nie będzie trwała wiecznie. Dlatego właśnie w nadchodzącym czasie można się spodziewać uruchomienia przygotowanych wcześniej mechanizmów i procedur: w gospodarce, wymiarze sprawiedliwości, w edukacji, kulturze, nauce, polityce historycznej, wobec prywatnego biznesu, mediów, samorządów i organizacji pozarządowych. Bo teraz strach i skłonność do poddania się „suwerenowi” są największe. PiS rozdał pierwsze prezenty szeroko, dla ogólnego znieczulenia, a kolejne będą dostępne dla tych, którzy – jak się mówi na Węgrzech Orbana – „zechcą się włączyć do budowania wspólnoty”. Będzie to specyficzny sprawdzian: już pokazaliśmy, jacy jesteśmy, co możemy, jakie są nasze zamiary. Teraz trzeba okazać poziom lojalności wobec władzy, podatności na tę perswazję siły. PiS sprawia wrażenie, jakby robił właśnie ostatni nabór na kwalifikowanych zwolenników swej formacji, i że ta bramka się wkrótce zamknie. Z tak wyselekcjonowaną drużyną władza przystąpi do wdrażania zasadniczego programu. Już widać, że ambicją Kaczyńskiego jest przeprowadzenie głębokich, nieodwracalnych zmian zarówno w sferze instytucjonalnej, jak i świadomościowej.
Kaczyński chce mieć względny spokój także w dużych miastach. Nieprzypadkowo mówił niedawno o kluczowej kwestii „odzyskania” Warszawy. Wyraźnie oczekuje sytuacji, kiedy część elit się jednak ugnie, zlęknie. Jeśli nawet nie przejdzie na jego stronę, co nie jest mu niezbędne, to przynajmniej pozostanie bierna wobec szykowanych zmian i czystek. Kaczyński powiedział kiedyś, że jest mu wszystko jedno, czyje ręce podnoszą się za jego projektami. Analogicznie zapewne wszystko mu jedno, z jakich powodów ktoś mu nie będzie przeszkadzał.
Kolejny etap „dobrej zmiany” może nie trwać długo, ale będzie miał dalekosiężne konsekwencje. Wiele osób, środowisk, branż i instytucji wyjdzie z tego rozbitych i złachmanionych. Tu znowu może zadziałać mechanizm racjonalizacji: nieprawda, że dałem się złamać, po prostu okazało się, że PiS ma rację, będę go nadal bronił i na niego właśnie zagłosuję. „Elektorat złamanych” jest znany politologii jako swoisty przejaw syndromu sztokholmskiego. Często złamani głosują na tych, którzy ich złamali.
Obecna sytuacja jest wyzwaniem dla opozycji. Wielu komentatorów, od Marka Migalskiego po Pawła Śpiewaka, twierdzi, że jedyny istotny konflikt polityczny w Polsce przebiega dzisiaj pomiędzy PiS, a nie PiS. Wszystkie szczegóły programowe, ekonomiczne, społeczne są drugo i trzeciorzędne. Że to spór o istotę demokracji. Ta świadomość nie jest powszechna. Szeroka formacja PiS i znaczna większość jego wyborców raczej wie, jaką wojnę toczą, z kim i o co. Nie-pis-owski elektorat w dużej mierze nie zdaje sobie sprawy z fundamentalnego charakteru toczącego się konfliktu. Jaskrawym przykładem jest choćby publicznie demonstrowana skłonność lewicy do oddzielania ustrojowych, demokratycznych pryncypiów od socjalnych prezentów i zachwycanie się tymi drugimi. To jeszcze jeden sukces Kaczyńskiego.
Sprawdzianem dla realnej, ustrojowej opozycji w kolejnej fazie pis-owskiej rewolucji będzie dla wielu osób przesłanka szukania motywów dla swoich życiowych decyzji. Kluczowa będzie świadomość, czy PiS jest na długo czy na krótko, bo od tego może zależeć rozstrzygnięcie, czy uruchamiać ratunkowy konformizm czy trwać w sprzeciwie. Opozycja, zwłaszcza przegrana w wyborach Platforma, domaga się czasu na pozbieranie, przegrupowanie, przepracowanie traumy. Jest to psychologicznie zrozumiałe, ale politycznie ryzykowne. Żadna opozycyjna partia nie powinna przegapić momentu podejmowania ważnych decyzji przez duże grupy wyborców. Nie jest tak, że kiedy opozycja się wreszcie ogarnie, otrzepie i odzyska wyraźny głos, to powie elektoratowi: teraz już jesteśmy gotowi, czego państwo sobie życzą? Procesy społeczne mogą pójść już za daleko.
Wiele wskazuje na to, że opozycja nie ma czasu, że już teraz musi robić przekonujące wrażenie jednej formacji, która ma szansę przejąć władzę w 2019 r. i twardo rozliczyć PiS i jego ludzi. W sondażach Platforma i Nowoczesna łącznie mają tyle samo albo nawet więcej niż PiS; czynnik KOD jest trudny do oszacowania. SLD jest cienka. W każdym razie te Polski się co najmniej równoważą, a zapewne PiS jest w mniejszości. W polityce czynnik psychologiczny jest jednak równie ważny jak twarda materia. Teraz, kiedy rewolucja wrzuca drugi bieg, przewaga psychologiczna jest po stronie PiS. Widać, że opozycja liczy przede wszystkim na naturalne procesy zmęczenia władzy i władzą, że się ona w końcu potknie o własne nogi i przewróci. Że przyjdą po swoje, bo tak było dotąd. Ale nie zawsze jest jak zawsze. Trwa wrastanie PiS w twardy grunt. Wtedy trudniej się przewrócić.
Dramatyczne przemówienia w Sejmie i w telewizji polityków opozycji będą coraz bardziej jałowe, bo nie dadzą żadnych skutków. Środkowy palec będzie jedyną odpowiedzią władzy. Antypisowy elektorat musi jakoś znaleźć dla siebie miejsce w nowej Polsce, czego mu opozycja nie ułatwia. Jest reaktywna, zrutynizowana w gestach i słowach, nie ma pomysłów, a najbardziej wciąż zajęta jest sama sobą.
Jeśli opozycja nie pokaże właśnie teraz swoich talentów, pewności siebie, twarzy tych, którzy będą surowo rozliczać dzisiejsze ekscesy władzy, potem może być za późno. Wymaga to od niej być może przełomowych i niestandardowych decyzji, także o zjednoczeniu, nowej konfiguracji, wyciągnięciu wszystkich rąk na pokład, użycia wszystkich dostępnych instrumentów oporu. Na drugi bieg władzy musi odpowiedzieć własnym drugim biegiem. To oczywiste, że PiS w końcu straci władzę, ale resztką sił mogą się zahaczyć o drugą kadencję, a wtedy zmiany będą jeszcze trudniejsze do odwrócenia. Gra toczy się właśnie o to. Przykładem mega Warszawa i nadchodzące wybory samorządowe w PiS-owskiej wersji. Jeśli ludzie uwierzą, że PiS będzie rządził przez osiem lat, albo i dłużej, tak właśnie się stanie i /kukułcze gniazdo/ będzie decydować o losie tych wszystkich, którzy jeszcze wczoraj z PiS ironizowali.
Każdego dnia pan prezes pisze wytyczne nowe, a sondażownie ogłaszają, że pis-owi wciąż rośnie.

W tym całym grumnie szkoda mi tylko pana prezydenta, ale po ostatnich jego wystąpieniach, widać, że nie ma już dla niego alternatywy, bycia niezależnym politykiem. Pani premier natomiast uprawia jazdę kolumnową po kraju, tym razem zgodnie z przepisami, gdzieniegdzie tylko przekraczając dozwoloną szybkość. W Tarnowie przekroczyła, ale nie będę się czepiać drobiazgów.

Zebrał i swoje dwa grosze dodał – Mreck

O jednej rzeźbie z warkoczem i innymi tarnowskimi wątkami…

DSC08734

Niewiele osób wie, że rzeźba kobiety z warkoczem z ulicy Parkowej w Tarnowie ma swoją ciekawą historię, albo przeszłość jak kto woli. Nie wie o niej nawet tarnowski historyk pan Antoni Sypek, który o nagiej, wstydliwej rzeźbie /Dziewczyny z Warkoczem/ enigmatycznie wspomina w swojej książce /Mój Tarnów/, ale niestety nie jest konsekwentny w swoich tarnowskich odkryciach, tropach i dociekaniach. Z kościółkiem w Zawadzie jest podobnie… O PRL w którym się wychował jednak nie zapomina i przy każdej nadążającej się okazji złośliwie o nim wtrąca. Krótko mówiąc wie sporo, ale do wiedzy pana dr Kazimierza Bańburskiego, też historyka, trochę mu brakuje. Żeby nie być gołosłownym, posłużę się relacją pewnej pani tarnowianki, o imieniu Janina z miasta z ulicy Parkowej, mieszkającej niegdyś w miejscu, na którym dziś owa rzeźba obecnie parkuje. Ktoś by powiedział, zbieg okoliczności, albo zrządzenie losu, że mnie pod ową rzeźbą pani Janina spotkała. Owa rzeźba z warkoczem, to w istocie podobizna pani Matyjewicz z lat młodości, imienia pani Janina nie pamięta, ale wiedziała gdzie Matyjewicz mieszkała i gdzie owa rzeźba stała zanim na ulicę z tego z domu wyniesiona została. Pani Matyjewicz mieszkała przed wojną na w nieistniejącej dziś kamienicy przy ulicy Parkowej,  Klikowskiej i PCK w Tarnowie (dziś stoi tu apteka). Gdy wojna wybuchł jej mąż wyjechał na front i tam też zginął w walce z okupantem. Pani Matyjewicz przyjęła do swego mieszkania artystę rzeźbiarza, który kolejną swoją rzeźbę stworzył na podobieństwo owej młodej wdowy i gospodyni swego nowego miejsca zamieszkania. Rzeźba stanęła w miejscu gdzie stoi kosmiczna fontanna po fontannie I Sekretarza Tarnowa, Stanisława Gębali, dziś Plac im. ks. Popiełuszki, przy kościele  XX Misjonarzy, gdzie nie tak dawno ks. Jacek Miendlar był na pokucie za swoje polityczne wystąpienia. Dziś nadal rękę podnosi z zaciśniętą pięścią.
Pani Janina, z 20 letnim pielęgniarskim stażem, przy okazji wspomnień o rzeźbie wspominała również swego kuzyna budowniczego Starego Szpitala i międzynarodowego działacza politycznego, pana dr Mieczysława Domańskiego, który nosił jego imię od 1952 do 1985 r. Dziś przy kaplicy szpitalnej widnieje tablica dr Rogalskiego.

/…Przez kilka pierwszych tygodni po wyjściu Niemców z Tarnowa Szpital nie nadawał się do użytku. Odbudowa i modernizacja budynków szpitalnych miała miejsce w latach 1945 – 1955 a po jej zakończeniu Szpital licząc 634 łóżek stał się drugim pod względem wielkości szpitalem w Województwie Krakowskim.  W okresie od 1952 do 1985 roku Szpital nosił imię Mieczysława Domańskiego – lekarza, zasłużonego działacza komunistycznego w Polsce, Francji i Hiszpanii. W roku 1952 zgodnie z prowadzoną w kraju polityką zdrowotną w Tarnowie stworzono tzw. „lecznictwo zespolone” w ramach, którego Szpitalowi podporządkowano lecznictwo otwarte.  Z końcem 1955 roku – po 3 latach eksperymentalnego funkcjonowania nowego modelu lecznictwa – zdecydowano o oddzieleniu placówek lecznictwa otwartego, gdyż ograniczone środki finansowe powodowały hamowanie rozwoju lecznictwa szpitalnego. W 1955 roku Szpital posiadał już 634 łóżka rozmieszczone na 9 oddziałach specjalistycznych w 7 pawilonach – były to oddziały: wewnętrzny, chirurgiczny, ginekologiczno – położniczy z salą dla noworodków, zakaźny dla dzieci i dorosłych, pediatryczny, skórno-weneryczny, gruźliczy, okulistyczny, laryngologiczny. Rocznie leczono ponad 14 tys. chorych, wykonywano prawie 6 tys. zabiegów operacyjnych oraz przyjmowano 1,7 tys. porodów… Specjalistyczny Szpital im. Edwarda Szczeklika w Tarnowie jest jednym z najstarszych szpitali w Małopolsce, posiadającym bogatą i interesującą przeszłość.  Szpital został założony w budynku nieczynnego, starego browaru księcia Sanguszki w 1835 roku tj. w okresie szalejącej epidemii tyfusu i cholery oraz klęski powodzi i głodu. W początkowym okresie był to zaledwie jeden budynek z 12 salami dla chorych na około 50 łóżek, który stanowił prywatną własność Instytutu Ubogich i Chorych…/

Pani Janina wspominała również młodego, ośmioletniego Antoniego Sypka, który zapuszczał się na Parkową, ze swego podwórka przy Nowym Świecie, do kolegi Kazia Banka. Pani Janina o żydowskim getcie tarnowskim również wspomniała. Była światkiem jego ofiar, które w podcieniach Rynku były na śmierć gromadzone i wywożone na rozstrzelanie do pobliskich lasów.

Może jeszcze spotkam panią Janinę na tarnowskim szlaku, to ją pewnie zagadnę o inne tematy.

Mreck

O tym wszystkim co leży na wątrobie i nerki pogania.