O GEOLOGII, ARCHEOLOGII, BENINACH I INNYCH SKARBACH ZIEMSKICH…

Stanisław Małkowski

/…Wybitny geolog prof. Stanisław Małkowski (1889-1962), organizator Towarzystwa Przyjaciół Nauk o Ziemi podał kilka praktycznych wskazówek:
„1) Czuwajmy, aby ani jeden okaz, mający charakter dokumentu naukowego lub okaz mogący szczególnie dopomóc w nauczaniu mineralogii, geologii, paleontologii i prehistorii nie uległ zmarnowaniu!
2) Czuwajmy, aby znane nam i odwiedzane przez nas miejsca z zabytkami przyrody, nie były dewastowane i szpecone napisami!
3) starajmy się wyszukiwać nowe, dotychczas nie zanotowane zabytki przyrody nieożywionej i powiadamiajmy o nich muzea geologiczne lub instytucje i urzędy powołane do ochrony przyrody!
4) Ratujmy od grożącego im zniszczenia wszelkie materiały do historii nauk o Ziemi, stare wydawnictwa (książki, mapy, ilustracje) z zakresu nauk o Ziemi i dostarczajmy je do Muzeum Ziemi w Warszawie!
5) Będąc poza granicami Polski pamiętajmy o możliwościach wzbogacenia zbiorów muzeów polskich wartościowymi okazami, których one nie posiadają!
6) Zawiadamiajmy niezwłocznie muzea o zauważonych ciekawych zjawiskach, takich jak spadki meteorów, osuwanie się zboczy górskich, wstrząsy podziemne, zapadanie się ziemi itp.!
7) Rozpowszechniajmy tę prawdę, że utrwalanie swych nazwisk i imion lub umieszczanie innych napisów oraz rysunków na powierzchniach zabytkowych i pomnikach przyrody jest dowodem braku kultury i społecznym szkodnictwem!
8) Odwiedzajmy jak najczęściej muzea geologiczne i mineralogiczne, odbywajmy wycieczki w różne strony Polski zapoznając się z geologią i mineralogią naszego kraju, czytajmy książki i artykuły z zakresu nauk o Ziemi!
9) Pozyskujmy nowych miłośników nauk o Ziemi i nowych przyjaciół Muzeum Ziemi w Warszawie!
10) Utrzymujmy łączność z Muzeum Ziemi w Warszawie (przy al. Na Skarpie 20/26).

I jeszcze jeden cytat z bardzo starego zestawu „znaków mineralogicznych“. Można go potraktować miejscami półżartem, ale w części trzeba traktować zupełnie serio.
Średniowieczni bracia siedmiu gwiazd rozeznawali dzięki niemu miejsca występowania minerałów. Trzeba ich szukać tam gdzie:
– „trawa porasta słabo, zaś rosa lub szron rano się nie ścielą,
– wieczorem i przed świtaniem ukazują się iskrzenia lub światła,
– śnieg taje wcześniej i prędzej niż w sąsiedztwie,
– znalezione kamienie po mocnym tarciu o siebie wydają odór siarki,
– człowiek ma uczucie zimna i strachu,
– światło gaśnie bez żadnej przyczyny,
– drzewa są karłowate i mają dziwnego koloru korę i liście“.

Niektórzy jeszcze do dziś są zdania, że istotny jest wybór dnia, w którym „chodzi się w góry po skarb“. Podane uprzednio „spiski“ przypominały daty, pod którymi skarb „stał otworem“. W Tatrach dniami szczęśliwymi były: 1-5, 15 i 16 stycznia; 1-3 lutego i marca; 15 i 17 maja, zaś na jesieni – 4, 15, 16 i 27 dzień każdego jesiennego miesiąca.

benina

„BENINY“ – XV-wieczne płaskorzeźby i figurki z brązu.
Europa po raz pierwszy dowiedziała się o brązach z Benina w drugiej połowie XV wieku, kiedy to portugalscy kolonizatorzy wylądowali w delcie Nigru. Leżało tu bogate państwo Benin. St5ąd właśnie portugalski korsarz – podróżnik, Rui de Siqueira, przywiózł w roku1472 pierwsze brązowe tabliczki, płaskorzeźby, figurki i biżuterię. Przedmioty te złupione w pałacu królewskim, uznano za artystyczny fenomen ówczesnych czasów. Były one wykonane techniką odlewniczą, nie znaną w tym czasie w brązownictwie europejskim. Ścianki przedmiotów nie przekraczały grubości 5 mm. I dzisiaj wykonanie takiego odlewu wymaga wielkiego mistrzostwa.
W czterysta lat po pierwszym odkryciu „Beninów“ świat kolekcjonerów i badaczy oniemiał z podziwu nad kilkoma tysiącami brązów przywiezionych przez brytyjską ekspedycję. Zaczęto wysuwać śmiałe hipotezy na temat pochodzenia tak wspaniałego ośrodka sztuki działającego pod równikiem już w XII wieku. Byli i tacy, którzy wiązali Benin z reliktami zatopionej Atlantydy, lub też dopatrywali się powiązań ciemnoskórych mistrzów-brązowników z przybyszami z kosmosu. Tak czy inaczej już od dawna brązy benińskie były cenione bardzo wysoko, a dzisiaj wartość poszczególnych egzemplarzy znacznie przekracza wagę złota.
„Beniny“ są oczkiem w głowie zbiorów muzealnych i prywatnych kolekcji. Jedna z nich istniała przez wiele lat w Szczecinie. Kilkadziesiąt egzemplarzy wyrobów z afrykańskiego brązu przywędrowało do Szczecina w XIX wieku w bagażach podróżników i marynarzy. Wartość kolekcji szacowano przed wojną na sumę kilku milionów dolarów. Podczas walk o wyzwolenie Szczecina kolekcja została ukryta w samym centrum miasta w okolicach ulicy… czekając na wydobycie.
Wśród skarbów sztuki ukrytych w Polsce brązy benińskie zajmują jedno z pierwszych miejsc, tuż zaraz po insygniach koronnych i słynnej „Bursztynowej Komnacie“…

Zebrał – Mreck

“NIECH NIE WCHODZI TU NIKT, KTO NIE ZNA GEOMETRII” – PLATON ATENY AKADEMIA…

Około roku 387 p.n.e. Platon założył w Atenach Akademię, nad wejściem do niej umieścił napis “NIECH NIE WCHODZI TU NIKT, KTO NIE ZNA GEOMETRII”.

Bryła platońska

Wszechświat jest skończony i ma symetrię bryły platońskiej. Taki wniosek może płynąć z obliczeń polskich kosmologów.
„Znaleźliśmy sygnał, który może świadczyć o tym, że Wszechświat nie ma nieskończonej objętości i rozmiaru” – mówi na łamach dziennika doktor Stanisław Bajtlik z Centrum Astronomicznego imienia Mikołaja Kopernika w Warszawie. Szczegóły obliczeń zawiera praca, którą napisał wraz z grupą kosmologów Centrum Astronomii Uniwersytetu w Toruniu.
Doktor Bajtlik podkreśla, że próżno szukać granicy przestrzeni kosmicznej. Jednak w jego opinii, gdybyśmy wsiedli w rakietę i lecieli prosto przed siebie, to po pewnym czasie moglibyśmy wrócić do punktu wyjścia. Podobnie jak w podróży dokoła kuli ziemskiej. Nasz glob jest skończony, ale bez końca można iść przed siebie i w żadnym kierunku nie napotkamy żadnego brzegu.
Z pracy toruńsko-warszawskiej grupy kosmologów wynika, że rozmiar Wszechświata wynosi około 30 miliardów lat świetlnych. Ich obliczenia sugerują, jaki kształt ma Wszechświat. „Nasz kosmos przypomina jedną z brył platońskich – dwunastościan foremny – taką piłkę złożoną z 12 pięciokątnych ścian” – tłumaczy doktor Bajtlik.
Cały nasz kosmos, gwiazdy i galaktyki, zanurzony jest we wnętrzu takiej piłki, ale wyjść poza nią nie można, bo jej naprzeciwległe ściany są ze sobą parami „sklejone”. Wnętrze tej piłki przypomina komnatę, której ściany, podłoga i sufit są wyłożone lustrami. Choć ma skończony rozmiar, sprawia wrażenie, że rozpościera się w nieskończoność we wszystkich kierunkach. Jednak to, co widać na zewnątrz, to tylko wielokrotne odbicia tego, co znajduje się w środku zamkniętej komnaty.

Czy kosmiczna żelazna kurtyna, to platońska bryła, których jest wiele we wszechświecie, a kosmici wraz z nami żyją w równoległym wszechświecie?
Nawet jeśli w znanym nam kosmosie bylibyśmy jedynym inteligentnym gatunkiem, kosmici mogliby jednocześnie żyć w równoległych światach. Tak w każdym razie uważa amerykański fizyk Lee Smolin. Usiłując połączyć mechanikę kwantową i teorię względności z teorią ewolucji, Smolin doszedł do następującej teorii: Każda czarna dziura jest pączkiem, który prowadzi do nowego wszechświata.
Przez długi czas istniały tylko kolejne wszechświaty bez czarnych dziur, przy czym każdy powstawał ze swego poprzednika. To coś podobnego jak sytuacja, gdy bakteria nie rozmnaża się poprzez podział, ale umiera i w ten sposób tworzy tylko jednego potomka. W jakimś momencie jednak mutacja naturalnych stałych – podobnie jak mutacja genów – doprowadziła do powstania wszechświata takiego jak nasz. A ponieważ ten wytwarza wiele czarnych dziur, które prowadzą do nowych wszechświatów, obecnie muszą istnieć niezliczone wszechświaty równoległe do naszego.
Możliwość udowodnienia: teoretyczna, poprzez podróż przez czarną dziurę do równoległego wszechświata.

Kosmita w nas, bo my sami jesteśmy potomkami istot pozaziemskich.
Czy to możliwe, że ludzkość wywodzi się od pozaziemskiej inteligencji? Astrofizycy Fred Hoyle i Chandra Wickramasinghe już kilkadziesiąt lat temu głosili tezę, że asteroidy i meteoryty przyniosły na Ziemię zarodki życia. Nawiązując do tej teorii, Leslie Orgel i Francis Crick, współodkrywcy struktury DNA, rozwinęli hipotezę, że ludzkie życie wywodzi się z celowego wysiewu wymierającej cywilizacji.
Obaj badacze dziwili się, że wszystkie organizmy wykorzystują kwasy nukleinowe do gromadzenia informacji genetycznej. Ta uniwersalność kodu życia jest dla nich wytłumaczalna, jeśli miało miejsce „zainfekowanie” przez pozaziemskie zarodki życia. To, że życie może przetrwać nawet w ciężkich warunkach w kosmosie, dowodzą eksperymenty z bakteriami w przestrzeni kosmicznej, które celowo były narażone na promieniowanie kosmiczne. I nawet komety mogą najwyraźniej transportować węgiel – podstawową substancję wszelkiego życia – w nienaruszonym stanie na dalekie odległości w kosmosie: za pomocą spektrometru badacze Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics odkryli jony węgla w warkoczu komety Kudo-Fujikawa.
Możliwość udowodnienia: pośrednia, poprzez odkrycie cząsteczek DNA lub ziemskich form życia w innych częściach wszechświata jest możliwa.

Rozpowszechniony wśród pesymistów pogląd brzmi: żyjemy wewnątrz symulacji. – Nic w mechanice kwantowej ani w teorii względności nie pozwala wykluczyć istnienia takiego Matriksa – przyznaje fizyk Michio Kaku. Czy przeżycia telepatyczne lub nasze sny mogłyby wskazywać na istnienie ukrytej rzeczywistości? A może wskazówka leży w teorii Wielkiego Wybuchu?
W latach 60. astronomowie odkryli kosmiczne promieniowanie tła, które pochodzi z początków kosmosu i musiało powstać krótko po Wielkim Wybuchu. Zwykła teoria Big Bang nie może jednak wyjaśnić, dlaczego to promieniowanie ze wszystkich kierunków nieba jest równie silne. Dopiero w 1981 roku fizyk Alan Guth znalazł wyjaśnienie: według niego 10–36 sekund po wybuchu wszechświat zaczął się gwałtownie rozszerzać. Jednak do dziś nie udało się zbadać, co było wcześniej. Czy to możliwe, że ten „mur w czasie” został wprowadzony przez architektów Matriksa, żeby ludzie nie odkryli symulacji?
Podobny scenariusz oferuje jako wyjaśnienie matematyk Stephen Baxter. Według niego nasz Układ Słoneczny jest stworzoną przez kosmitów sztuczną sferą. W takim przypadku ludzkość przynajmniej teoretycznie musi być w stanie odkryć horyzont tej sztucznej sfery. Rzeczywiście sonda NASA „Voyager 1”, która wystartowała w 1977 roku, zbliża się do granicy Układu Słonecznego. Ale nawet jeśli sonda przekroczy tę granicę i będzie nadal nadawać, scenariusz nie zostanie obalony – kosmici mogliby zmanipulować także sondę.

Platon wspomina o tajemniczym lądzie zwanym Atlantydą, być może w geometrii Platona jesteśmy potomkami tej zaginionej cywilizacji, która w platońskich bryłach nadal się rozwija.

Atlantyda

 

Zebrał – Mreck

HISTORYCZNY JUŻ ALFABET – ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKIEGO

Abecadło

Prawie równo za rok w Polsce odbędą się wybory prezydenckie, i pomimo tego, że Aleksander Kwaśniewski nadal sprawuje swój urząd, wiadomo, że zgodnie z konstytucją, trzeciej kadencji z jego udziałem nie będzie. Dlatego już dziś możemy zaobserwować pierwsze oznaki świadczące o tym, że prezydencka kampania wyborcza właśnie się rozpoczęła. To też chyba dobry czas na dokonanie pierwszych podsumowań prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego.

Nieodmiennie od kilku lat Pan Prezydent cieszy się największym zaufaniem społecznym spośród wszystkich polskich polityków. Jednak – co człowiek, to inne przemyślenia. Ja postanowiłem posłużyć się wypróbowaną konwencją alfabetu, wychodząc z założenia, że warto czasem zaufać sile pierwszego skojarzenia. Niektóre z tych wrażeń związane są bezpośrednio z urzędem prezydenckim, inne raczej z osobą samego Aleksandra Kwaśniewskiego. Wszystkie razem stanowią subiektywny przegląd tego, co zapamiętałem z dziewięciu lat urzędowania Pana Prezydenta.

A jak Aborcja. Prezydent deklaruje dziś, że nie podpisałby ustawy liberalizującej przepisy aborcyjne. Jego zdaniem, wypracowano w tej sprawie trudny kompromis, który choć nie rozwiązuje problemu, służy normalizacji sytuacji w Polsce. Dawni koledzy z SLD są z tego powodu nieco zagniewani na Aleksandra Kwaśniewskiego. Tak czy inaczej, to zawsze dobrze wygląda, jak zaczyna się wyliczankę od czegoś pozytywnego.

B jak Białogard. Miejsce urodzin Pana Prezydenta. Tak by przynajmniej wynikało z prezydenckiego dowodu osobistego. Chociaż, pamiętając słowa wypowiadane przez Aleksandra Kwaśniewskiego podczas jego słynnych przedwyborczych „Tour de Pologne”, można powziąć podejrzenie, że Pan Prezydent jest w rzeczywistości synem co najmniej kilkunastu polskich miast i miasteczek.

C jak Cetniewo. Nadmorska miejscowość wypoczynkowa ze słynnym pensjonatem „Rybitwą”. Według doniesień dziennika „Życia”, Pan Prezydent miał tam korzystać z uroków lata w towarzystwie agenta KGB Władimira Ałganowa. Aleksander Kwaśniewski wszystkiemu zaprzeczył, a na dowód swojej niewinności pokazał rachunki oraz listę pasażerów samolotu, który w tym samym czasie leciał do Irlandii. Niedawno Sąd Apelacyjny uznał prezydenckie racje i nakazał „Życiu” przeproszenie Pana Prezydenta.

D jak Debata. Zdaniem specjalistów od kampanii wyborczych, na tym polu rozstrzygnęło się zwycięstwo Aleksandra Kwaśniewskiego nad Lechem Wałęsą w wyborach prezydenckich w 1995 roku. Na tle impulsywnego Wałęsy, Kwaśniewski zaprezentował się jako spokojny, kulturalny „mąż stanu”. Resztę zrobiła opalenizna, dobrze skrojony garnitur i niebieskie szkła kontaktowe. Ale niezależnie od wyniku wyborów w pamięci Polaków i tak pozostaną barwne wypowiedzi Wałęsy: „Panu to ja mogę podać co najwyżej nogę” i „Pan wszedł tak, jak do obory, ani be, ani me, ani kukuryku”.

E jak Emerytury. Zgodnie z tym, co w 1995 roku w przedwyborczych obietnicach zadeklarował Aleksander Kwaśniewski, pracownicy zlikwidowanych PGR-ów mieli po jego elekcji otrzymać przyspieszone emerytury. Ale po zwycięstwie wyborczym manna nie spadla z nieba. Cudu nie było też w przypadku mieszkań dla młodych małżeństw, które jak na złość nie chciały wybudować się same.

F jak Forte. W 1998 roku Aleksander Kwaśniewski uznał, że najwyższy czas na wsparcie polskiego przemysłu meblarskiego, czemu dał wyraz, biorąc udział w reklamie mebli „Forte”. Szkopuł w tym, że mimo zapewnień Pana Prezydenta wkrótce potem okazało się, że salon meblowy „Forte” w Gdańsku prowadzi szwagier Pani Prezydentowej. I doprawdy nie wiem, czy „Prezydent powinien być zadowolony” jak głosił reklamowy slogan.

G jak Goleń Prawa. Jak pech to pech. W Charkowie podczas uroczystości upamiętniających polskich oficerów zamordowanych przez NKWD w 1940 roku Pan Prezydent cierpiał – według oficjalnego komunikatu na pourazowy zespół przeciążeniowy goleni prawej. Jak straszne musiały być to męki, mogliśmy zobaczyć dzięki uprzejmości stacji komercyjnych. Telewizja publiczna uznała, że widok cierpiącego prezydenta mógłby zbytnio zasmucić polskie społeczeństwo i… zgubiła nagranie. Nieszczęsna kontuzja miała podobno odnawiać się Panu Prezydentowi jeszcze kilkakrotnie. Osobliwie, podczas zagranicznych wojaży.

H jak Hasła Wyborcze. „Wybierzmy przyszłość”, „Wspólna Polska”, „Dom wszystkich – Polska”. Ten fragment alfabetu pozostawiam bez komentarza. Kto chce, niech w duchu sam sobie odpowie na pytanie, czy Polska Anno Domini 2004 jest krajem z prezydenckich haseł.

J jak Jolanta. Prezydencka małżonka. Bywalczyni salonów światowych i arystokratycznych. Pierwsza Dama i podpora małżonka we wszystkich jego – czasem trudnych – sprawach. Chodząca dobroć, mądrość i skromność tak przynajmniej twierdzą kobiece czasopisma.

K jak Kilogramy. Pojawiały się i znikały. Im bliżej było do wyborów prezydenckich, tym bardziej Aleksander Kwaśniewski tracił na wadze. Ale jak już się „uleżało” wyborcze zwycięstwo, to przychodził na szczęście efekt jo-jo i ciało Prezydenta z powrotem nabierało właściwych proporcji.

M jak Magister. Do 1995 roku Aleksander Kwaśniewski był przekonany, że jest posiadaczem dyplomu magisterskiego, który uzyskał w drodze pięcioletnich wytężonych studiów na kierunku ekonomika transportu. Takie też informacje podał Państwowej Komisji Wyborczej. Jakież jednak było zdziwienie przyszłego prezydenta, gdy władze gdańskiej uczelni oświadczyły ni z tego, ni z owego, że Aleksander Kwaśniewski nie tylko nie ma wykształcenia magisterskiego, ale na dodatek został w 1978 roku skreślony z listy studentów z powodu niezaliczenia dwóch egzaminów.

N jak NATO. Właściwie trudno dokładnie wskazać dzień, w którym Aleksander Kwaśniewski stwierdził, że NATO TO JEST TO. Przez kilka lat bowiem uważał Pakt Północnoatlantycki za przeżytek „zimnej wojny”, ba – postulował nawet jego rozwiązanie, podobnie jak stało się w przypadku Układu Warszawskiego. Kilka lat później nie przeszkodziło to Panu Prezydentowi uznać się za jednego z ojców polskiego członkostwa w NATO.

O jak Olek Jestem. W początkowym okresie swojej prezydentury Aleksander Kwaśniewski bardzo nie lubił, gdy zwracano się doń zbyt oficjalnie. Jak każdy „swój chłop” chciał, by mówiono do niego po prostu „Olek”. Ale wraz z upływem kolejnych lat prezydentury, autorytet rósł w oczach do tego stopnia, że uczeni konstytucjonaliści zastanawiali się, czy przesłuchanie Pana Prezydenta przez sejmową komisję śledczą nie spowoduje aby, że ucierpi na tym powaga i majestat prezydenckiego urzędu.

P jak Przepraszam. To jedno z najczęściej wypowiadanych przez Pana Prezydenta słów. Aleksander Kwaśniewski zdążył już przeprosić za komunizm, PZPR, jedwabne i Polaków.

R jak Rywin Lew. Z zeznań świadków złożonych przed sejmową komisją śledczą ds. afery Rywina wynikało, że Pan Prezydent wiedział o korupcyjnej propozycji złożonej Agorze już w lipcu 2002 roku. W tej sprawie z Aleksandrem Kwaśniewskim kontaktował się Adam Michnik, a także sam Rywin, który wręczył Prezydentowi notatkę ze swoją wersją wydarzeń.

Co zrobił Pan Prezydent? Jak sam powiedział, namawiał innych do złożenia doniesienia w tej sprawie do prokuratury.

S jak Siwiec Marek. Dziś poseł europarlamentu, a do niedawna człowiek do specjalnych poruczeń Pana Prezydenta. W 1997 roku po przylocie do Kalisza, zainspirowany papieskim zwyczajem, odreagował trudną podróż śmigłowcem, kreśląc znak krzyża w powietrzu. Na pytanie prezydenta, „czy minister Siwiec ucałował już ziemię kaliską”, posłusznie wykonał zalecaną czynność.

T jak Trudna Miłość. Oczywiście nie do Edyty Górniak, ale do premiera Leszka Millera, rzecz jasna. Określana też niekiedy jako miłość szorstka. Oj, rdzewiała ta miłość, rdzewiała, nabierając z czasem koloru pokrewnego wysłużonemu kadłubowi MS „Wincenty Pstrowski”. Ale prawdziwa męska miłość-przyjaźń nie kończy się przecież nigdy.

W jak Weto. Groźna broń w ręku Pana Prezydenta. Szkoda tylko, że korzysta z niej tak rzadko, podobnie jak w przypadku innej swojej prerogatywy – inicjatywy ustawodawczej. Ale kiedy już przychodzi co do czego, Pan Prezydent, kierując się swoim nieomylnym instynktem politycznym, wetuje wszystko co złe i niesprawiedliwe (jak ustawa reprywatyzacyjna), a popiera jedynie rozwiązania przemyślane (jak ustawa o Narodowym Funduszu Zdrowia, czy nowa ustawa o VAT).

Z jak Zaproszenie. Ku zaskoczeniu wszystkich na zakończenie wizyty Jana Pawła II w Polsce w 1999 roku Ojciec Święty zaprosił Pana Prezydenta i jego małżonkę do swojego “papamobile”. Do dziś zresztą trwają spory nad znaczeniem tego papieskiego gestu. Jedno wszak nie ulega wątpliwości. Aleksander Kwaśniewski jest prawdopodobnie pierwszym politykiem, któremu dane było podróżować papieskim samochodem.

Alfabet, jak to alfabet, ma swoje braki, jak to było w znanym wierszyku. Być może Andrzeja się ukaże przy akompaniamencie dmuchanego instrumentu, ale trzeba będzie jeszcze poczekać, bo kilka liter jeszcze nie spadło…

Alfabet zebrał – Mreck

NAJEMNICY czy PARTNERZY…

STRZELNICA DZIKA

„Shafting the Poles” – New York Post

Jeśli jest jakaś kraina bohaterów miedzy Londynem, a Los Angeles, to na pewno znajduje się nad Wisłą – pisze Ralph Peters.
Kulminacyjny punkt długiej walki Zachodu z islamskimi zdobywcami miał miejsce wieczorem, 12 września 1683 r, podczas oblężenia Wiednia przez Turków. Wtedy to właśnie nieliczni polscy husarze – najlepsi kawalerzyści w historii Europy -uderzyli na nieprzebrane zastępy otomańskie.

Zuchwały król Jan Sobieski przybył ratować Wiedeń, gdy inni europejscy monarchowie wybrali cisze i spokój swoich dworów. Francuzi – o zgrozo! – paktowali nawet z sułtanem, bo upokorzenie Habsburgów było dla nich ważniejsze niż los zachodniej cywilizacji.
Tamtego wieczoru polska kawaleria uderzyła z takim impetem, ze 2000 tureckich lanc pękło jak zapałki. Tysiące Turków skakało do Dunaju, żeby ujść z życiem. Już nigdy potem świat islamu realnie nie zagroził Zachodowi.
Jak odwdzięczono się Polakom? Sto lat później ich kraj został niczym tort podzielony miedzy niewdzięcznych austriackich Habsburgów, pruskich Hohenzollernów i rosyjskich Romanowów.
Po I wojnie światowej Polska znów pojawiła się na mapie Europy.

Co zrobili Polacy?

Uratowali zachodnia cywilizacje po raz drugi. W zapomnianym dziś „cudzie nad Wisłą” zatrzymali sowieckie hordy zmierzające na Berlin. W błyskotliwej kampanii wojennej uratowali Niemcy przed widmem komunizmu. Jak im podziękowano?

Straszliwą rzezią podczas II wojny i sowiecką okupacją po jej zakończeniu. Jednak uparci Polacy po 1989 r. znów wywalczyli niezależność. Dziś znów bronią wolności przed łamaniem Konstytucji. Lech Wałęsa w proteście pokazywał Ameryce swą koszulkę z napisem KONSTYTUCJA podczas pogrzebu prezydenta G. Busha.

Do Iraku Polacy posłali 2,5 tys. najlepszych żołnierzy, sprzęt wart miliony dolarów. Polski generał dowodzi 12 tys. żołnierzy z 22 krajów. Był odpowiedzialny za sektor, którego wcześniej pilnowało dwa razy więcej marines.

Nagroda? Wydawałoby się, ze Ameryka doceni wielkie zaangażowanie ubogiego sojusznika, w dodatku już zaangażowanego w misjach pokojowych w Afganistanie i na Bałkanach… Niestety! To Turcja, która wbiła nam rdzawy nóż w plecy w przededniu operacji „Iracka Wolność”, otrzyma z Waszyngtonu co najmniej 2, a może i 5 mld. dol. Pakistan, który nie może zmobilizować się do walki z al Kaidą, otrzyma miliardy.
Podobnie jak represyjny reżim egipski. A Polska? Przyznaliśmy jej standardowy pakiet pomocy w ramach programów NATO-wskich, 12 mln dol. Podobnie jak Czechom, którzy wysłali do Zatoki kilku medyków, a potem, kiedy zrobiło się gorąco, wycofali ich w panice. Polacy zgłosili niedawno jedną prośbę – niewielka ona była.
Poprosili o 47mln dol. na modernizacje sześciu samolotów transportowych i zakup amerykańskich samochodów terenowych Humvee. Co odpowiedział Waszyngton? Niestety, to niemożliwe. Ostatni grosik poszedł na naszych ulubionych dyktatorów. Błędem jest idealizowanie jakiegokolwiek narodu.
Ale jeśli jest gdzieś kraina bohaterów miedzy Londynem a Los Angeles, to na pewno znajduje się nad Wisłą. Nasi polscy sojusznicy chcą być odbierani jako pewny partner Waszyngtonu na tym zdradzieckim padole. Dobrze by było, gdybyśmy w zamian przynajmniej traktowali ich z należnym szacunkiem”.

 

Zebrał – Mreck

PRALKA BEKO

Pralka

Do Beko pralki zatęskniłem
poczciwą starą wyrzuciłem
żal mi jej

Rozstanie z pralką

Beko w Allegro zakupiłem
tysiąc obrotów nastawiłem
rwała się

łatwo okiełznać się nie dała
Monia na oklep pojechała
również i ja

dywanik pod nią podścieliłem
bez sieczki głodną zapuściłem
tłukła się

stałem bezradny nad mą Beko
z pomocą przyszedł mi telefon
stało się

w mą pralkę Beko teraz wierzę
bęben spokojnie wszystko pierze
grzechy też

Mreck

CORRUPITIO OPTIMI PESSIMA

DSC00625

Religijna swoboda

/…Co o jest owa „swoboda religijna“? Można rzec, że jest to wolność wyboru religii dla tych osób, które potrzebę taką odczuwają. Oczywiście, do takiej decyzji i do takiego wyboru trzeba samemu dojrzeć, podobnie jak do filozoficznego światopoglądu, lub do politycznych decyzji.
Zaprawianie do określonej religii od małego dziecka, przez ceremonie takie jak chrzest, bierzmowanie, a także przez nauczanie (indoktrynacja), a więc przeciwieństwem tego, co jest religijną swobodą, ponieważ indoktrynacja nie prowadzi do samorzutnego dojrzewania, a tym samym nie dopuszcza także swobodnego wyboru.
W dziejach naszych tępienie arianizmu i wyznań protestanckich przez kościół katolicki było aktem gwałtu, fanatyzmem zaślepienia i nietolerancji – nie obroną „wolności religijnej“.
Gdyby w Polsce w XVII wieku panowała wolność religii, arianie nie byliby wypędzeni, a historia naszej kultury obyłaby się bez wielu ciemnych plam.

Co to jest społeczeństwo?

Mistycy reprezentujący religijną ideologię odpowiadają: „To uczestnictwo człowieka w Bogu“. Na ten temat są jednak odmienne spojrzenia. Jedno z nich głosi, że społeczeństwo to odbywające się bez przerwy w procesie historycznym przezwyciężania raz osiągniętych norm w ich rozmaitych formach. Człowiek jest istotą, która usiłuje tworzyć ponad siebie. Podobnie zresztą, jak cała przyroda. Od mgławic i galaktyk do gwiazd i planet, od martwoty do życia. Od pierwotniaka, ryby, ichtiozaura, do człowieka – oto długa droga nieustannej twórczości przyrody. Czym jest wszechświat jako całość, tego nie wie nikt i prawdopodobnie nigdy nie doczekamy się odpowiedzi. Człowiek taki, jakim go znamy z krótkiego okresu tysiącleci historii, nie jest jeszcze ostatnim słowem przyrody.
Człowiek jest nie tylko istotą świadomą, jest także istotą, która jest świadoma tego, że jest świadoma.
I nie ma przed nami powrotu do człowieka zwierzęcego, jakim był. Chęć posiadania, wywyższania się, władzy i samowoli są nieograniczone. Kto raz wszedł na którąś z tych dróg i utracił miarę, dla tego nie ma już granic. To wszystko są objawy negacji społeczeństwa w człowieku. Ale droga powrotu jest przed nim zamknięta, nie kończy się na bycie zwierzęcym. A i zwierzę nie zna pychy, chęci wywyższania się, władzy, żądzy nieograniczonego posiadania. Człowiek, który wszedł na tę drogę nie staje się zwierzęciem – staje się demonem.
Ktoś kiedyś powiedział, że „nie ma nic gorszego od zdziczałego doktora filozofii“.

Zebrał – Mreck

O tym wszystkim co leży na wątrobie i nerki pogania.